Organizowany przez Grzegorza Brauna i jego ludzi kongres KINGS miał pokazać to środowisko jako poważną, merytoryczną partię z politycznym programem i ekspertami. Ale jeśli uważnie wsłuchać się w wystąpienia uczestników, to widać od razu, jaki jest prawdziwy charakter projektu Brauna.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Zaczęło się tak, jak na partię Grzegorza Brauna przystało. KINGS — Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych — imprezę organizowaną przez Konfederację Korony Polskiej otworzył Gniewomir Rokosz-Kuczyński. To krakowski samorządowiec, który ponad dekadę temu zasłynął z osobliwej ulotki wyborczej. Wystąpił na niej ubrany w kontusz, udekorowany medalami, stojąc z rodziną na tle zwierzęcej skóry udekorowanej ryngrafem i szablami. Tak jakby ubiegał się o rolę w nowej wersji „Potopu”, a nie o mandat we władzach lokalnych. Na scenie imprezy Brauna w Łochowie Rokosz-Kuczyński pojawił się co prawda w zdecydowanie bardziej mieszczańskim stroju, mówił za to o Janie III Sobieskim, modlił się ze sceny oraz śpiewał kolędy.
Występ krakowskiego oryginała w dużej mierze wyczerpał jednak element performatywny kongresu — przynajmniej w jego części transmitowanej na kanale YouTube Konfederacji Korony Polskiej. Impreza miała bowiem na celu pokazać Koronę nie tyle jako partię „frontu gaśnicowego”, ile jako poważną siłę, zdolną do dialogu z ludźmi biznesu, prawa, nauki, szeroko rozumianego społeczeństwa obywatelskiego.
Jak w otwierającej mowie powiedział Grzegorz Braun, politycy ustępują dziś miejsca ekspertom. Ci wypowiadali się w panelach poświęconych między innymi demografii, bezpieczeństwu prawnemu, samorządom i energetyce.
KINGS o polskiej racji stanu u boku Chińskiej Republiki Ludowej
Z paneli, których transmisja dostępna jest na kanale partii, najciekawszy jest na pewno ten poświęcony „suwerenności i bezpieczeństwu geostrategicznemu”. Przemawiający jako pierwszy Krzysztof Baliński — ambasador RP w Syrii na początku lat 90. — ubolewał, że polski MSZ nie kieruje się polską racją stanu. Jak przekonywał, nie ma się jednak temu co dziwić, bo resortem kierowali po 1989 r. ludzie „wyrośli w kosmopolitycznym otoczeniu, którzy z mlekiem matki wyssali serwilizm wobec obcych racji stanu”. Pan ambasador zaczynał aktywność publiczną w młodzieżowych organizacjach PRL, w 1970 roku wstąpił do PZPR — jak widać retoryka, jaką partia przyjęła przy okazji marca ’68, gdy też walczono z „kosmopolitycznymi wpływami”, została z nim aż do dojrzałych lat.
Oskarżenia, że polskie rządy nie kierują się polską racją stanu, tylko głównie ukraińską wracały też w wystąpieniu dr. Leszka Sykulskiego. Sykulski pracował jako analityk w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, potem startował do Sejmu z list Nowoczesnej, zajmował się też akademicko geopolityką. Po 2022 r. zaangażował się w krytykę polityki pomocy Ukrainy i zaczął nawoływać do normalizacji relacji z Rosją — założył nawet postulującą to partię Bezpieczna Polska.
Posłowie Konfederacji Korony Polskiej: Roman Fritz (z lewej), Włodzimierz Skalik (z prawej) i Sławomir Zawiślak (drugi z lewej) podczas Kongresu Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych „KINGS”. Przemawia Grzegorz Braun
Foto: Przemysław Piątkowski / PAP
Na konferencji Korony Sykulski powtórzył też jeden z postulatów swojej partii: Polska powinna wstąpić do grupy BRIC, międzynarodowej organizacji skupionej wokół Rosji, Chin, Indii i Brazylii oraz do Szanghajskiej Organizacji Współpracy — inicjatywy komunistycznych Chin, mającej stanowić konkurencję dla zachodnich formatów instytucji międzynarodowych.
Zalety resetu z Rosją i współpracy gospodarczej i politycznej z Pekinem rozważał też kolejny mówca, historyk idei prof. Adam Wielomski. Krytykował rządy PiS za to, że w imię interesów Ukrainy „rozwaliły współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej”, choć mógł z niej powstać wspaniały regionalny blok sceptyczny wobec nadmiernej integracji europejskiej, zdolny do balansowania między wschodem a zachodem.
Wszyscy mówcy byli zgodni, że globalny ład oparty na Pax Americana się kończy, podobnie jak jego regionalna wersja w postaci Unii Europejskiej. Tu widać bardzo istotną różnicę między środowiskiem Korony a PiS. O ile PiS i jego eksperckie zaplecze całkowicie ustawiają się w roli franczyzobiorcy MAGA, to eksperci partii Brauna zadeklarowali w zasadzie zgodnie brak wiary w Stany jako kluczowego sojusznika i dostawcy bezpieczeństwa Polski. Postulowali politykę znacznie bardziej zorientowaną na wschód, otwarcie antyukraińską i „pragmatyczną” wobec Rosji i Chin — i to może być realna przeszkoda dla ewentualnego przyszłego sojuszu tego środowiska z PiS.
Wcale nie tak daleko od prawicowego mainstreamu
W tym obszarze widać było, jak bardzo środowisko Korony różni się od reszty polskiej prawicy. Za to inne panele pokazały, że wcale nie jest ono bardzo dalekie od prawicowego mainstreamu, także na poziomie powiązań personalnych.
Panel poświęcony wolności słowa poprowadził Jan Pospieszalski, do niedawna gwiazda głównego nurtu prawicowego dziennikarstwa. Obok skrajnie prawicowych, otwarcie prorosyjskich youtuberów jak Marcin Rola, pojawił się na nim też redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, Paweł Lisicki. Jego pismo, mimo słabych wyników sprzedaży, mogło w czasie rządów PiS liczyć na warte miliony złotych reklamy od spółek skarbu państwa. Założona przez dziennikarzy „Do Rzeczy” fundacja Strażnik Pamięci otrzymała prawie 9 mln zł wsparcia od ziobrowego Funduszu Sprawiedliwości.
To, co uczestnicy panelu mówili o „cenzurze w sieci”, mowie nienawiści jako pojęciu służącemu zwalczaniu środowisk konserwatywnych, czy „ideologii woke” spokojnie mogłoby się znaleźć w dowolnej prawicowej publikacji. Wystąpienia o takiej treści mogliby też wygłaszać przedstawiciele prawicowego nurtu PiS — nawet jeśli dla frakcji „maślarzy” towarzystwo osób takich jak Marcin Rola czy Monika Jaruzelska (także uczestniczyła w dyskusjach na KINGS) byłoby nie do zaakceptowania.
Na panelu o gospodarce pojawił się Robert Gwiazdowski, traktowany jako głos „ekonomicznego zdrowego rozsądku” nie tylko przez prawicowe media. Panel był w dużej mierze recyklingiem starych pomysłów na „uwolnienie gospodarki”, jakie w środowiskach korwinowskich powtarzane są od początku lat 90. Dziś w głównym nurcie debaty publicznej te pomysły powtarza choćby Sławomir Mentzen.
Zaplecze Korony Grzegorza Brauna
Odkąd partia Brauna zaczęła rosnąć w sondażach eksperci i publicyści spierają się, co przyciąga wyborców do tej oferty. Ostatnie badania elektoratów przeprowadzone przez CBOS sugerowały, że wyborcy Korony to wcale nie socjalny elektorat buntu, ale prawicowi mężczyźni w średnim wykształceniem, w średnim wieku i z dość wysokimi dochodami. Na kongresie KINGS zobaczyliśmy elitę tego środowiska — przedsiębiorców, ekspertów, influencerów, prawników.
Grzegorz Braun na kongresie KINGS
Foto: Przemysław Piątkowski / PAP
Jednocześnie obecność w środowisku Korony osób z ponadprzeciętną pozycją społeczną nie zmienia nic w radykalnym charakterze tego środowiska. Jak donosił na portalu X obserwujący KINGS na miejscu Wojciech Czuchnowski, w kuluarach Kongresu sprzedawano otwarcie antysemicką literaturę. Antysemickiego wtrętu nie mógł sobie odmówić oczywiście przemawiający w panelu o praworządności Stanisław Michalkiewicz, który stwierdził w pewnym momencie, że autorytety moralne w Polsce „kreuje Judenrat Gazety Wyborczej”. Tomasz Sommer w otwierającym Kongres wystąpieniu w wyjątkowo niesmaczny sposób porównał „reżim” III RP do obozu koncentracyjnego Auschwitz, a próby jego reformy do propozycji by uczynić baraki bardziej wygodnymi — bo potrzebna jest antysystemowa rewolucja, która uwolni nas z III RP.
„Albo my, albo oni. Albo my, Polacy, u siebie, na swoim, swój do swojego po swoje albo starsi i mądrzejsi nami zarządzą” — zakończył swoje wystąpienie na otwarcie Kongresu Braun. Jak bardzo jego partia nie próbowałaby przedstawić swoje „eksperckiej”, merytorycznej twarzy skojarzenia z podobną retoryką mogą być tylko jedne.