To dopiero początek procesu naprawy diecezji sosnowieckiej. To, co ustaliła Komisja Wyjaśnienie i Naprawa, to zaledwie niewielki fragment opowieści o demoralizacji tamtejszych duchownych. I nie wiadomo, jak to możliwe, że ich przestępstwa i nadużycia przez tyle lat nie były ujawniane. Kto księży chronił i krył?
I najważniejsze: ofiary nadużyć i ich bliscy wciąż czekają na zadośćuczynienie.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Nie wszystko zostało ujawnione
Co najmniej 50 nieletnich, w zdecydowanej większości dziewczynek poniżej 15. roku życia, zostało skrzywdzonych przez osoby reprezentujące instytucje kościelne diecezji sosnowieckiej — ustaliła Komisja Wyjaśnienie i Naprawa Spraw Wrażliwych. To pierwsza część raportu o wykorzystywaniu seksualnym osób małoletnich w diecezji, na kolejną trzeba będzie jeszcze poczekać. Już wiadomo, że będzie dotyczyła skandali obyczajowych z udziałem księży.
— Mamy świadomość tego, że nie wszystkie osoby skrzywdzone się ujawniły, mamy świadomość, że nie wszystkie sprawy udało nam się wyświetlić — powiedział podczas konferencji prasowej w Dąbrowie Górniczej przewodniczący komisji Tomasz Krzyżak.
Liczący ok. 90 stron dokument powstał na podstawie analizy archiwów, materiałów udostępnionych przez diecezje, a także przesłuchań i rozmów z osobami, które miały ważne dla prac komisji informacje. Komisja zidentyfikowała 29 osób z diecezji sosnowieckiej, którym przypisano nadużycia seksualne wobec małoletnich. Ogromna większość z nich to księża, jest też zakonnik i cztery osoby świeckie (animator wspólnoty dla uczniów, organista, katecheta i kleryk seminarium).
W 7 z 29 tych spraw zarzuty zostały potwierdzone, a sprawca ukarany. W czterech przypadkach domniemany sprawca już nie żyje, w trzech toczą się procesy w sądach państwowych, 10 przypadków jest wciąż w trakcie badania, a pięć zostało uznanych za niepotwierdzone. Niektóre sprawy dotyczą wydarzeń sprzed wielu lat. Historia jednej z nich sięga 1971 r., została zgłoszona w 2019 r.
Ordynariusz diecezji sosnowieckiej biskup Artur Ważny, który powołał Komisję, przyznał, że przez lata instytucje kościelne, zamiast chronić osoby skrzywdzone przez duchownych, chroniły instytucję. — Często byliście traktowani jak problem, a nie jak ci, którzy cierpią i potrzebują pomocy. Przepraszam za każdą chwilę, którą przeżywaliście w Kościele, który miał być domem, a stał się miejscem ciemności — powiedział biskup. Dodał, że celem publikacji raportu jest także dotarcie do osób skrzywdzonych i udzielenie im pomocy, m.in. opłacenie terapii i wypłacenie odszkodowań.
Biskup Ważny zaznaczył, że dokument obnażył nie tylko winy jednostek, ale przede wszystkim grzechy administracyjne. — Bałagan, brak procedur, ignorancję, milczenie, bagatelizowanie pewnych spraw. To niestety jest nasza historia i to jest diagnoza, którą otrzymaliśmy, ale po tej diagnozie potrzebna jest operacja, potrzebne jest leczenie — powiedział. Biskup otrzymał od komisji konkretne wskazania i wytyczne, z których niektóre już zostały zrealizowane. Poinformował, że w diecezji wprowadzone zostały zmiany personalne i strukturalne. Zapowiedział powołanie osoby, która będzie dbała o wdrożenie tych rekomendacji.
Biskup Ważny odniósł się także do skandali obyczajowych z udziałem księży diecezji sosnowieckiej, które kilka lat temu nagłośniły media: orgii na terenie parafii pw. NMP Anielskiej w Dąbrowie Górniczej, zabójstwa diakona i samobójstwa księdza, a przede wszystkim śmierci młodego mężczyzny w mieszkaniu księdza Krystiana K. w Sosnowcu. Powiedział, że wszystkie te sprawy wymagają dalszych badań, a opublikowany właśnie raport to początek tego procesu, a nie jego finał.
Brak odpowiedzi na ważne pytania
Warto przypomnieć, co o raporcie Komisji Wyjaśnienie i Naprawa powiedział ks. prof. Andrzej Kobyliński, kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie, bo był on jednym z niewielu duchownych, którzy przez lata głośno mówili o tym, co dzieje się w diecezji sosnowieckiej. Teraz powiedział w wywiadzie dla PAP, że raport, choć fragmentaryczny, był potrzebny, a komisja sosnowiecka przeciera w pewnym sensie szlaki dla innych diecezji i zgromadzeń zakonnych w Polsce. Jego zdaniem w raporcie brakuje jednak odpowiedzi na pytanie: „w jaki sposób został stworzony przerażający system tuszowania i zmowy milczenia? Jak to możliwe, że wstrząsające zepsucie moralne mogło trwać bezkarnie przez kilkadziesiąt lat?”
Ks. Kobyliński zadał też wiele innych ważnych pytań: czy nie było błędem utworzenie w 1992 r. diecezji sosnowieckiej? Czy nie jest potrzebna „opcja atomowa”, żeby ją rozwiązać, a należące obecnie do niej parafie przyłączyć do innych diecezji? I co z kwestią odpowiedzialności biskupa Grzegorza Kaszaka za wszystkie przestępstwa i skandale, do jakich dochodziło w kierowanej przez niego diecezji?
Bp Grzegorz Kaszak był biskupem diecezjalnym diecezji sosnowieckiej w latach 2009–2023. Po serii skandali obyczajowych z udziałem duchownych, w tym na plebanii w Dąbrowie Górniczej, papież Franciszek przyjął jego rezygnację. W wieku 59 lat biskup przeszedł na wcześniejszą emeryturę.
— Trzeba zadać pytanie, kto stał za tą nominacją w roku 2009 i kto później był jego protektorem, kto go chronił? Przecież w kręgach kościelnych przez ostatnich prawie 20 lat często i otwarcie mówiono o tym, co się dzieje w diecezji sosnowieckiej — zwrócił uwagę ks. Kobyliński. Uważa jednak, że jej członkom będzie bardzo trudno wskazać protektorów i potężnych przyjaciół biskupa Kaszaka, ponieważ w Kościele katolickim panuje strukturalna niemoc, gdy chodzi o rozliczalność biskupów. — W konsekwencji w Sosnowcu nie będą chyba postawione najważniejsze pytania dotyczące odpowiedzialności władz kościelnych także spoza tej diecezji — dodał ks. Kobyliński.
Członkowie Komisji Wyjaśnienie i Naprawa mają także zbadać sprawę sosnowieckiego Seminarium Duchownego. Według doniesień medialnych, w 2010 r. pełniący wówczas funkcję rektora sosnowieckiego seminarium ks. Mariusz T. miał wdać się w bójkę w klubie gejowskim. Sosnowieckie seminarium zostało przeniesione z Krakowa do Częstochowy. Jako oficjalny powód tej decyzji podano m.in. spadającą liczbę nowych powołań, jednak zdaniem ekspertów prawdziwym powodem była decyzja Stolicy Apostolskiej związana z odkryciem „układów homoseksualnych” w seminarium.
Nie wolno bagatelizować nadużyć
Najważniejsze ustalenia raportu podsumował już biskup Artur Ważny: bałagan, brak procedur, milczenie i bagatelizowanie spraw, które należało potraktować śmiertelnie poważnie. Taką sprawą są dzieci, które zostały na całe życie ciężko skrzywdzone przez duchownych. W raporcie zidentyfikowano 50 ofiar, ale już teraz nikt nie ma wątpliwości, że jest ich znacznie więcej. Trzeba je wszystkie zidentyfikować, przeprosić, pomóc i zadośćuczynić.
Ale nie wolno też zapominać o tych, o których raport nie wspomina. Jeszcze, jak zapewnia biskup Ważny. Nie wolno zapomnieć na przykład o 21-letnim Adamie, studencie prawa ze Śląska, który poszedł do mieszkania księdza Krystiana K. na terenie parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Sosnowcu. I zmarł po zażyciu substancji psychoaktywnych. Do tragedii doszło w marcu 2024 r. Przy księdzu znaleziono wtedy ponad 3 g mefedronu. Usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci Adama. Nie trafił jednak do aresztu, odpowiada z wolnej stopy. Nie stawił się w sądzie na pierwszą rozprawę, która odbyła się we wrześniu ub. r. Toczy się wobec niego również postępowanie kościelne.
Ksiądz Krystian K. był prawdziwą gwiazdą sosnowieckiej diecezji: cenionym rekolekcjonista, doktorem nauk prawnych po studiach na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. Po śmierci 21-letniego Adama otrzymał upomnienie kanoniczne i został odwołany z prestiżowej funkcji sędziego Sądu Biskupiego. Dostał również polecenie opuszczenia mieszkania w Sosnowcu, a ówczesny administrator diecezji, abp Adrian Galbas, wszczął wobec księdza administracyjny proces karny.
Ale wcześniej był już zatrzymany pod wpływem narkotyków i wtedy nikt z tym nic nie zrobił. Jeszcze w październiku ub.r., czyli po rozpoczęciu procesu, ksiądz Krystian K. został zatrzymany w centrum Katowic, policjanci znaleźli przy nim podejrzaną substancję. Wcześniej umówił się na chemseks, czyli seks po zażyciu środków odurzających. Proponował zrzutkę na środki odurzające. Nie wiedział tylko, że to była dziennikarska prowokacja: udając mężczyznę, umówiłam się z księdzem na spotkanie w hotelu w centrum Katowic.
Jak się okazało, substancja, którą znalazła przy nim policja, to niebezpieczny narkotyk z grupy tzw. syntetycznych katynonów. Są one niebezpieczne, bo szybko uzależniają, często wywołują ostre psychozy i agresję, a nawet grożą ciężkimi zatruciami i śmiercią.
I znowu można powtórzyć pytania: jak, a przede wszystkim, dlaczego tuszowano występki księdza? Jak to możliwe, że nikt wcześniej nie powiedział księdzu „stop”? Nie wysłał go na leczenie odwykowe, nie odebrał kościelnych apanaży, które umożliwiały i wciąż umożliwiają mu wygodne życie na koszt Kościoła?
To jest ta brakująca część raportu Komisji Wyjaśnienie i Naprawa o diecezji sosnowieckiej. Ona musi powstać, tym razem już nie we fragmentarycznej formie. I musi dać odpowiedź na każde pytanie, bo tylko tak możliwe będzie uzdrowienie sosnowieckiej diecezji.