— Jedna osoba na 10, które się zgłaszają, potrzebuje rzeczywiście modlitwy. Dziewięć potrzebuje specjalisty — mówi w najnowszym Rachunku sumienia ks. Waldemar Grzyb, egzorcysta z 25‑letnim doświadczeniem.
— Po co Polakom egzorcyzmy? Pytam, bo my jesteśmy jakimś potentatem egzorcystycznym, prawda? W Polsce działa ogromna liczba egzorcystów i istnieje ogromna liczba egzorcyzmowanych — zauważa Magdalena Rigamonti, prowadząca podcast.
— Dotykamy zjawiska społecznego, które jest wieloaspektowe. Jan Paweł II zachęcił, żeby odnawiać posługę egzorcystatu, która została zaniedbana w wielu krajach. Kościół w Polsce jakoś się tym szczególnie przejął. I rzeczywiście od lat dwutysięcznych nastąpił boom mianowań na egzorcystów — odpowiada ks. Grzyb.
Sam został egzorcystą w 2001 r. Wtedy było ich w Polsce około 60. Spotykali się dwa razy w roku. — Inicjatorem takich spotkań był śp. ks. Marian Piątkowski z Poznania. Na pierwszym spotkaniu było siedmiu, potem piętnastu. Była zachęta, żeby prosić biskupów o mianowanie egzorcystów, bo wielu diecezji ich nie miało. W ciągu kilku lat zrobiło się 140 czy 150 egzorcystów — wspomina duchowny.
Wraz ze wzrostem liczby egzorcystów rosło zainteresowanie wiernych. — Zrobiła się taka moda na egzorcyzm, że jak dzieje się coś złego, to egzorcysta pomoże — mówi.
Problem polegał na tym, że system przygotowania właściwie nie istniał.
— Jak zostać egzorcystą, skoro nie ma studiów? — pyta Rigamonti.
— Sześć lat, siedem lat poświęcenia — odpowiada Grzyb, choć zaraz przyznaje: — Nie zostałem przygotowany do tej posługi.
Duchowny nie ukrywa, że to prowadziło do poważnych błędów. — Mam na myśli całe spektrum sytuacji, kiedy ktoś z zaburzeniami trafia do egzorcysty, zamiast do psychiatry, i przez miesiące jego stan się pogarsza. Nie mamy statystyk, ile osób przez to ucierpiało — mówi.
Przemoc w trakcie egzorcyzmów
Podobny obraz wyłania się z reportaży i książek. Rigamonti przywołuje „Mieli nas za opętanych. Historie nadużyć egzorcystów” Szymona Piegzy, który opisał młodych księży bez przygotowania, przekraczających granice. — Często dochodziło do przemocy, również seksualnej — mówi dziennikarka. — Jak ksiądz się przygotowywał?
— Nie zostałem przygotowany do tej posługi. Myślę, że dzięki takim publikacjom coś drgnęło i ruszy studium dla egzorcystów — odpowiada Grzyb.
Planowane studia mają wprowadzić standardy i ograniczyć chaos, który przez lata był normą. — Po 26 latach wypadałoby się douczyć — przyznaje duchowny.
Sam egzorcystą został przypadkiem. — Prawdopodobnie ktoś mnie polecił i zostałem wezwany. Nie było wyjaśnione, jakie były kryteria. Dostałem dekret i radź sobie człowieku sam — mówi.
Jak dodaje, wiele nauczył się metodą prób i błędów, choć podkreśla, że miał szczęście spotkać mądrych ludzi. — Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przez 25 lat tylko w jednym przypadku byłem pewien opętania — mówi. I wyjaśnia: — Jest gradacja. Nie każdy, kto doświadcza nękania, jest od razu opętany.
W praktyce wygląda to inaczej, niż wielu osobom się wydaje. — Jedna osoba na 10 potrzebuje modlitwy. Dziewięć wymaga pomocy specjalistów — podkreśla.
Na początku swojej pracy widział skalę zjawiska na własne oczy. W Nowej Soli przyjmował jedną osobę tygodniowo. W Gorzowie Wielkopolskim sytuacja się zmieniła. — Wywiesiłem kartkę, że dyżur jest w poniedziałki. W ciągu dwóch godzin pojawiało się 10–12 osób — wspomina.
Do dziś każdą rozmowę zaczyna od pytania o problem. — Dzięki współpracy z psychologiem nauczyłem się odróżniać chorobę psychiczną, zaburzenia i zwykłe stany emocjonalne — mówi.
Wciąż jednak wielu wiernych omija specjalistów. — Ludzie boją się psychologa — przyznaje. I dodaje: — Myślą: przyczyna nie jest we mnie, tylko w złym duchu. To ucieczka od odpowiedzialności.
Brak przygotowania i poczucie władzy mogą prowadzić do nadużyć. — Spotykają się dwie osoby: jedna chce wierzyć w opętanie, druga ma nad nią władzę. I można się tym upajać — mówi ks. Grzyb. — To, co opisuje Piegza, to przypadki poważnych zaburzeń u tych księży.
— Ale oni nadal pracują — zauważa Rigamonti.
— Słyszałem o kapłanie, który został odsunięty — odpowiada duchowny.
On sam nauczył się ostrożności także na własnych doświadczeniach. Opowiada o sytuacji, gdy kobieta ugrzyzła go podczas modlitwy. — Miałem siniak przez kilka dni i myślałem: zły duch mnie ugryzł. Psycholog zbadała tę osobę i okazało się, że ona to odgrywała – mówi ks. Grzyb i dodaje, że takich przypadków miał o wiele więcej.
Szczególnie stanowczo wypowiada się o egzorcyzmach dzieci. — To jest wielka krzywda. Jaki sygnał dostaje dziecko? Masz w sobie diabła — mówi. Dlatego takich egzorcyzmów zasadniczo odmawia.
Przez lata brakowało też w Polsce kontroli. — Można by powiedzieć: hulaj dusza, piekła nie ma — przyznaje. Dziś sytuacja zaczyna się zmieniać. Pojawiają się szkolenia i próby nadzoru.
Coraz częściej okazuje się, że problem leży gdzie indziej. Mówi więc wprost swoim rozmówcom: — Ja tu nie mam nic do roboty, nie ma złego ducha. Problem w tym, że nie każdy chce to przyjąć.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół — dla jednych skompromitowana instytucja, cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej
Historia Kobiet
Newsweek.pl – wiadomości z Polski i ze świata. Najnowsze wydarzenia i opinie a także artykuły z kategorii społeczeństwo, biznes, kultura, historia, psychologia, trendy.