Śledztwa toczą się od Katowic do Gdańska i ujawniają ten sam mechanizm: przestępcy, którzy śmieciami się nie brzydzą i zarabiają na nich krocie, są bardzo blisko lokalnych polityków.
W Pakości śmieci zaczęły się pojawiać zaraz po wyborach samorządowych w 2018 r., a wysypisko w Giebni, które miało wystarczyć gminie na 65 lat, zostało zapchane zaledwie w sześć. Przywieziono ich z całej Polski i zagranicy 1 mln 300 tys. ton — to 50 tys. tirów, 25 dziennie.
Dopiero teraz, kiedy zaczęto badać to, co wylądowało w Giebni, okazało się, że prawie 300 tys. ton stanowią substancje ropopochodne, czyli trucizna. Ministerstwo Klimatu i Środowiska rozkłada ręce, bo ma pieniądze wyłącznie na usuwanie nielegalnych składowisk, a w Giebni mafia wykorzystała legalne, więc gmina powinna sobie z tym poradzić.
Te legalne mają zabezpieczenia, ale wysypisko w Giebni nie było przystosowane do odpadów niebezpiecznych. Nie dość, że jest już zamknięte, to trzeba je teraz badać przez co najmniej 30 lat, aby w razie skażenia interweniować.
— Co kwartał robimy między innymi badania wód gruntowych, żeby sprawdzić, czy nie ma tam metali ciężkich, które przedostały się z wysypiska. Od ponad roku ich nie stwierdziliśmy, co może oznaczać, że membrana działa i być może uda nam się te odpady zaizolować i zakryć — mówi burmistrz Pakości Michał Siembab. — Gdyby jednak okazało się, że rekultywacja jest niemożliwa, musielibyśmy na przykład zbudować spalarnię odpadów niebezpiecznych i dodatkowe wysypisko na popioły z tej spalarni. Spalenie takiej góry odpadów kosztowałoby ponad 10 mld zł i trwałoby kilkanaście lat — tłumaczy burmistrz. — Ale jeśli ktoś by to wysypisko podpalił albo pożar wybuchł samoistnie, paliłoby się to miesiącami, a cała woda z gaszenia trafiłaby do Noteci, co oznacza katastrofę ekologiczną na całą północno-zachodnią Polskę. Musimy coś z tym zrobić jak najszybciej i zerwać z obrazem gminy dotkniętej przez mafię śmieciową.
— Czy mafia śmieciowa korzystała z parasola politycznego? — zastanawia się burmistrz Siembab. — Moim zdaniem bez niego nie byłoby to możliwe. W naszej gminie bywali politycy PiS, które wtedy miało całą władzę, posłowie, ministrowie. Ówczesny burmistrz był na kolacji z premierem Mateuszem Morawieckim w Warszawie.
Ale szukając politycznych wątków sprawy pakościańskiej mafii, znalazłam zdjęcia zarówno polityków PiS, jak i KO w towarzystwie ludzi, którzy do niedawna trzęśli okolicą i trzymali w garści śmieciowy biznes.
****
Braci P. jest dziewięciu. Pochodzą z Pakości i znają ich wszyscy. Z którymś z braci chodzili do szkoły albo bawili się na podwórku. Bracia mają żony, cztery siostry, szwagrów, dzieci. Cała rodzina jest ze sobą bardzo blisko. Wspólne interesy łączą, a w dodatku mieszkają oni w sąsiadujących ze sobą domach. Domy — co służby stwierdziły w czasie akcji w Pakości — połączone były podziemnymi tunelami. Na środku tego „miniosiedla” stoi wieża. Miejscowi mówią, że to do obserwacji, czy służby nie jadą do Pakości.
Przy ostatnich zatrzymaniach w tej sprawie Centralne Biuro Śledcze Policji ujawniło, że „podejrzani monitorowali ruch pojazdów policji oraz inspekcji ochrony środowiska. Co szczególnie bulwersujące, w sposób nieuprawniony wykorzystywano bazę CEPiK (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) do weryfikacji numerów rejestracyjnych pojazdów mogących należeć do służb”. Wokół zdobiącej wieżę fontanny wmurowane są gwiazdy z imionami wszystkich braci P.
Aż pięciu z nich ma zarzuty w sprawach gospodarczych, głównie wyłudzenia VAT, fałszowania faktur i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Na razie nie mają zarzutów dotyczących ich działalności na wysypisku w Pakości. 26 lutego w akcji przeciwko mafii śmieciowej zatrzymano jednak kolejnych 10 osób (obecnie w śledztwie ponad 200 osób jest podejrzanych), wśród nich byłego burmistrza Pakości Zygmunta G. Zarzuty dostali kierownik wysypiska, a także szefowie miejskich spółek odpowiedzialnych za gospodarkę odpadami.
Zygmunt G. był burmistrzem Pakości od 2018 r. To „polityczny słup mafii” — mówią wprost lokalni politycy. Zanim poczuł zew do gminnej polityki, był kierownikiem wysypiska i nie słynął z uporządkowanego stylu życia. W Pakości krąży plotka, że kiedy jeszcze pilnował wysypiska, miał dostać propozycję nie do odrzucenia i ponoć „młotkiem przetrącono mu oba kolana”. Założył więc swój komitet wyborczy i nieoczekiwanie wygrał. Tajemnicą tego sukcesu były pieniądze, które na lewo i prawo sypali bracia P.: na imprezy charytatywne, sportowe albo wprost na kampanię Zygmunta G.
Bracia P. doskonale wiedzą, jak rozgrywać politykę i korzystać z demokracji. Miejscowi działacze opowiadają o ofertach: „dostaniesz milion” albo „załatwimy, że nie będzie nikogo innego w gminie na billboardach”. I to wyłącznie za deklarację późniejszej współpracy.
Zygmunt G. ledwie wygrał wybory, a na gminnym wysypisku pojawiła się firma braci P. To znaczy pojawiła się przyczepa kempingowa, w której „biuro” miał ich księgowy, i zaczęli zarabiać na śmieciach zwożonych na gminne wysypisko.
***
Pierwsze doniesienie w sprawie mafii śmieciowej w powiecie inowrocławskim trafiło do Prokuratury Krajowej już w 2018 r. Złożył je poseł Krzysztof Brejza. Prokuratorem krajowym był wtedy Bogdan Święczkowski. Chodziło o nielegalne wysypisko w Marcinkowie, a policja zatrzymała kierowcę kierującego ciężarówką wypełnioną śmieciami z Włoch. „Mężczyzna oświadczył, że jest pracownikiem firmy Centrum Recyklingu Transportu i Górnictwa sp. z o.o. z siedzibą w Pakości, której właścicielem jest Wiktor P.” — czytam w policyjnej notatce. Wiktor to kolejny z braci z Pakości. Trzech pracowników jego firmy, kierowcy i menedżer, zostało skazanych. Najwyraźniej wtedy bracia P. uznali, że zamiast sprowadzać po 50 ton odpadów z Włoch na nielegalne składowisko i głupio wpaść, lepiej przejąć legalne, gdzie można zwieźć nie tysiąc ton, ale milion.
Śledczy szacują, że śmieci w Polsce to biznes bardziej opłacalny niż narkotyki. Na jednej tonie sprowadzonej z zagranicy przestępcy zarabiają około 60 euro.
Śmieciowe eldorado w Giebni trwało prawie pięć lat, ale sprawa zaczęła mocno śmierdzieć. Radni chcieli od burmistrza G. i jego ludzi wyjaśnień. Atmosfera w gminie zrobiła się bardzo gęsta. Wiadomo było, że Zygmunt G. nie ma już szans na kolejne polityczne rozdanie, więc bracia postanowili wziąć sprawy we własne ręce.
Najstarszy Bartosz unikał prokuratury, która chciała mu postawić zarzuty o wyłudzenie VAT, ale śledczy zauważyli go na transmisji telewizyjnej z konwencji Prawa i Sprawiedliwości. Siedział co prawda w ostatnim rzędzie w wypełnionej ludźmi sali, ale kamera akurat jego złapała. Tylko kwestią czasu było, kiedy prokuratorzy go namierzą. Bartosz P. został zatrzymany, usłyszał zarzuty, ale wyszedł i uznał, że teraz musi sam zaangażować się w politykę. W 2024 r. wystartował w wyborach na burmistrza, ale przegrał z Michałem Siembabem. Przegrał i zniknął. Prokuratura wciąż go szuka.
Za to młodszemu bratu P. bliżej do polityków KO, a na pewno w ich towarzystwie lubi się obracać. W 2024 r. Michałowi Kokotowi z „Gazety Wyborczej” chwalił się, że dorobił się ponad pół miliarda złotych i jest lokalnym filantropem i sponsorem. Ma 150 firm, w których jest cichym wspólnikiem, czyli posiada poniżej 10 proc. udziałów, a więc nie da się go wyszukać w KRS. Został zatrzymany w Białce Tatrzańskiej po dwóch latach unikania więzienia. Wyrok dostał za fałszowanie faktur. Policja szukała go pół roku po wydaniu listu gończego, chociaż w tym czasie był widywany w Pakości. Teraz stara się o przedterminowe zwolnienie.
***
Jakim cudem tak długo nikt nic nie widział, nie słyszał ani nie czuł smrodu, choć wysypisko w Giebni przechodziło liczne kontrole? Dopiero kiedy w 2024 r. weszła tam policja, w przyczepie braci P. znalazła między innymi telefony i notesy bardzo przydatne w śledztwie.
Kiedy bracia P. zwozili tirami śmieci do Giebni, na czele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Kujawsko-Pomorskiem stali ludzie związani z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry. Gdy WIOŚ rządził Zdzisław Krajewski, kontrole w Giebni wykazywały tylko uchybienia na poziomie drobiazgów i błędów przy segregacji. Dopiero gdy obóz dobrej zmiany przegrał wybory w 2023 r. i Krajewski stracił posadę, okazało się, że na wysypisku gminy Pakość odłączono kamery monitoringu, nie ważono transportów, nie pobierano próbek. A wyniki kontroli, które mogły doprowadzić do kar sięgających miliona złotych, w tajemniczy sposób gubiły się w WIOŚ. Pod rządami nowego wojewody sprawa trafiła do prokuratury.
Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zarządzał do 2024 r. Ireneusz Stachowiak. To także człowiek Zbigniewa Ziobry. Póki istniała Suwerenna Polska, był jej pełnomocnikiem w regionie, ale jego polityczni przeciwnicy mówią, że wciąż „trzęsie Kujawsko-Pomorskiem”. Czy nie docierały do niego żadne sygnały o nieprawidłowościach na gminnym wysypisku w Pakości?
— Mieszkam w Inowrocławiu, nigdy nie byłem na składowisku w Giebni, a w Pakości bywam sporadycznie raczej przejazdem. W powiecie inowrocławskim funkcjonowało jeszcze kilka składowisk, które obecnie są już zamknięte. Nie znam i nigdy nie spotkałem się z słynnymi braćmi P., więc proszę mnie nie łączyć z tą sprawą. Instytucja, którą zarządzałem, powołana jest do udzielania dotacji i pożyczek, więc nigdy nie wydawała żadnych decyzji związanych z tym składowiskiem i nie posiada żadnych kompetencji kontrolnych w tym zakresie. Gdybym miał takie informacje, nie wahałbym się zgłosić do prokuratury — odpowiada i jeszcze kilka razy powtarza, że łączenie go z tą sprawą jest poważnym nadużyciem.
Zwraca natomiast uwagę na to, że przynajmniej kilkoro polityków KO jest na zdjęciach z osobami, które mają zarzuty. Na przykład posłanka z Bydgoszczy Magdalena Łośko.
— Nie jestem mieszkanką Pakości, byłam tam raz jakieś pięć lat temu. To był mecz Notecianki Pakość — mówi „Newsweekowi”. I tłumaczy, że zdjęć z braćmi P. jest dużo, bo robili wszystko, żeby się przykleić do polityków. — Zapraszali do swojej loży na żużel w Toruniu, przychodzili na spotkania wyborcze i próbowali tworzyć atmosferę zażyłości — to była ich metoda, żeby związać się i z nami, i z PiS. Wszędzie próbowali się wepchnąć, żeby zapewnić sobie parasol ochronny — opowiada.
— W życiu bym tych panów P. nie poznała na ulicy, ale nie wiem, jak można twierdzić, że się nie wiedziało, co się dzieje w Pakości, bo ludzie sobie opowiadali to od dawna — twierdzi posłanka KO.
Szymona Łepskiego, który był wiceburmistrzem u zatrzymanego ostatnio Zygmunta G., pytam, kiedy dowiedział się, że w liczącej 9 tys. mieszkańców gminie, którą współrządził, rośnie absurdalnie wielka góra śmieci. Z rozbrajającą szczerością odpowiada, że w 2023 r., kiedy sprawę poruszyli opozycyjni radni.
— Pan radny Michał Siembab na sesji Rady Miejskiej w Pakości poinformował o możliwych nieprawidłowościach na wysypisku w Giebni. Widziałem retransmisję tej sesji i wtedy się dowiedziałem o możliwych nieprawidłowościach — twierdzi Łepski, który obecnie jest popieranym przez PiS wiceprezydentem w odległym od Pakości o 20 km Inowrocławiu.
A skoro nie wiedział, to nie mógł nikogo o nieprawidłowościach poinformować, więc nie można go z żadną przestępczą działalnością łączyć.
Zdjęcia, na których Łepski jest z Mateuszem P., pochodzą wyłącznie z imprez lokalnych organizacji biznesowych i tylko taki charakter miała ich znajomość — Mój zakres obowiązków nigdy nie obejmował pełnienia nadzoru nad składowiskiem odpadów komunalnych. Wykonywałem rzetelnie swoje obowiązki, po czym wracałem do domu w Inowrocławiu. Pracę zawodową w Pakości zakończyłem w grudniu 2021 r. W tym czasie nie dotarła do mnie ani drogą prywatną, ani drogą oficjalną informacja o ewentualnych i poważnych nieprawidłowościach na składowisku komunalnym w Giebni. Próby wikłania mnie w ten temat moim zdaniem mają charakter polityczny i są inspirowane przez zawiedzionych przegranymi wyborami samorządowymi działaczy KO z Inowrocławia — zapewnia wiceprezydent Inowrocławia.
***
Kiedy pytam o polityczne związki braci P. w regionie, obie strony rzucają oskarżeniami. Dostałam nawet odręcznie napisaną notatkę, na której Mateusz P. miał się przyznawać do wręczenia łapówki jednej z wysoko postawionych lokalnych polityczek. Faktem jednak jest, że mafia działała swobodnie przez kilka lat pod okiem polityków największych partii i starała się poszerzać swoje wpływy.
Córka jednego z braci P. zapłaciła za ogłoszenia w należącej do Orlenu „Gazecie Pomorskiej” w imieniu ówczesnej posłanki PiS Ewy Kozaneckiej. Raz były to podziękowania dla wyborców, a raz życzenia wielkanocne. Sprawę ujawniła WP, ale partia i tak posłankę wystawiła znowu w wyborach, a kiedy do Sejmu się nie udało, to do Parlamentu Europejskiego. Dlaczego akurat posłankę Kozanecką bracia P. chcieli promować? Kilkukrotnie została uchwycona na zdjęciach w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego, a to już doskonała rekomendacja.
Z kolei o miejsce na liście Koalicji Obywatelskiej do Sejmu starał się w 2023 r. Tomasz Kujawa, zwany w Pakości „dziesiątym bratem”, bo z braćmi P. zna się od dziecka. Został zaakceptowany przez wojewódzkie władze partii, ale ponoć skreślony przez samego Donalda Tuska po interwencji i ostrzeżeniach lokalnych polityków. Na profilu Kujawy można znaleźć zdjęcia z Radosławem Sikorskim, który jest posłem z Kujawsko-Pomorskiego, czy Rafałem Trzaskowskim, a nawet z wiecu z Donaldem Tuskiem.
***
Wszędzie tam, gdzie prowadzone są śledztwa przeciwko mafii śmieciowej, pojawiają się nazwiska polityków. W grę wchodzi lobbing, ale przede wszystkim chodzi o wpływ na instytucje zajmujące się ochroną środowiska. Zblatowani z mafią urzędnicy mieliby ostrzegać przed kontrolami, przymykać oczy na nieprawidłowości, udawać, że nic się nie dzieje.
W Katowicach prokuratorzy właśnie zatrzymali pracowników Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy od mafii śmieciowej mieli przyjmować łapówki, a we Wrocławiu CBA weszło do powiązanych z lokalnymi polityczkami Koalicji Obywatelskiej spółek.
Mafia wszędzie działa tak samo. Na śmieciach zarabia się miliony i każda inwestycja, także ta w politykę, się zwraca.





