Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości mówili, że Orbán jest stronnikiem Platformy Obywatelskiej, ponieważ zasiada razem z nią w Europejskiej Partii Ludowej. Przyjaźń z Budapesztem przypominała wtedy przerzucanie się gorącym kartoflem. Zmieniło się to dopiero kilka miesięcy później.
Érdek to „interes”. Érték – „wartości”. Oba słowa fonetycznie brzmią dość podobnie, w polityce zagranicznej Węgier nie mają jednak ze sobą nic wspólnego. We wszystkich komunikatach rządu mowa jest w zasadzie wyłącznie o interesach, a nie wartościach.
Polityka zagraniczna w dużej mierze służy polityce wewnętrznej. Jej najważniejszym celem jest wpływanie na nastroje społeczne. Od społeczeństwa oczekuje się jednak nie refleksji nad skutecznością tej polityki, a bezwarunkowej jej akceptacji i podporządkowania. Nie ma miejsca na krytyczną analizę decyzji politycznej. Niejednokrotnie było tak, że następował rozdźwięk pomiędzy tym, co mówiono, a tym, co czyniono. Odnosi się to jednak wyłącznie do Unii Europejskiej, nie dotyczy zaś relacji z Rosją.
Rosyjska agresja na Ukrainę ujawniła zupełnie odmienną niż w przypadku innych państw w regionie politykę Węgier w kwestii bezpieczeństwa. Nie pierwszy raz Węgrzy idą pod prąd trendom. Po 2010 roku Fidesz postawił na budowanie sojuszy alternatywnych wobec Unii Europejskiej. Rządy koalicji Fidesz-KDNP szybko skonfliktowały się z Brukselą, a dobre relacje ze Wschodem (Rosją jako zapleczem energetycznym, ale także Chinami jako hojnym kredytodawcą oraz innymi państwami azjatyckimi) były jej potrzebne ze względu na postępujący od 2008 roku coraz poważniejszy kryzys gospodarczy. Podczas jego kulminacji przypadającej na 2010 rok bezrobocie sięgnęło 11,3 proc., a dług publiczny wyniósł 80,6 proc. PKB (w 2011 roku zanotował najwyższy poziom – 80,7 proc.). Szansy na wyjście z regresu upatrywano na Wschodzie, w państwach, które najmniej ucierpiały w wyniku gospodarczej bessy, przede wszystkim w Chinach. Dziennikarze portalu Direkt36 zwracają uwagę, że na zwiększenie znaczenia owych relacji miał wpływ także komponent osobisty. Viktor Orbán darzył Władimira Putina oraz chińskich przywódców, najpierw Hu Jintao, a następnie Xi Jinpinga, szczególnym podziwem. Premier Węgier był pod wrażeniem sposobu sprawowania władzy przez Putina, w tym zwłaszcza surowego, wręcz bezwzględnego traktowania podwładnych. Do grona admirowanych przez Orbána polityków można zaliczyć również prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana. Rosja stanowiła alternatywę wobec europejskiego i proatlantyckiego kursu rozwoju Budapesztu.
Z kolei Węgry i Turcję łączył pierwiastek turanizmu. W jaki sposób szybko i bezboleśnie uzasadnić zwrot w orientacji międzynarodowej? Nic prostszego. Każde działanie podejmowane w ramach polityki zagranicznej Węgier jest uzasadniane interesem kraju. Hasło nemzeti érdek (interes narodowy) stało się wytrychem, odpowiedzią na jakiekolwiek pytanie o zasadność nowych sojuszy. A w polityce nie ma sentymentów. Dobrym przykładem tej prawdy jest postawa polskich władz, zaskoczonych, gdy w lutym 2015 roku do Budapesztu przyleciał Władimir Putin. Spotkanie to szeroko komentowano w Polsce. Premierem była wówczas Ewa Kopacz, a liderem opozycji Jarosław Kaczyński. Krytyka tej wizyty bardzo szybko przetoczyła się przez polskie media. Wobec gęstniejącej atmosfery i zapewne alarmujących notatek z węgierskiej ambasady do centrali w Budapeszcie Viktor Orbán w godzinach wieczornych zapowiedział, że nazajutrz pojawi się w Warszawie. W polskich mediach dominował przekaz potępienia pod adresem środowiska Fideszu.
Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości mówili wówczas, że Orbán jest stronnikiem Platformy Obywatelskiej, ponieważ zasiada razem z nią w Europejskiej Partii Ludowej. Przyjaźń z Budapesztem przypominała wtedy przerzucanie się gorącym kartoflem. Zmieniło się to dopiero kilka miesięcy później.
Na marginesie warto dodać, że w 2022 roku, w związku z postawą Węgier wobec wojny w Ukrainie, coś z tej atmosfery sprzed siedmiu lat wróciło. Wystarczy przywołać archiwalne zdjęcie, które 24 marca 2022 roku zamieścił na Twitterze Adam Bielan, lider Partii Republikańskiej. Przedstawia ono Donalda Tuska w samolocie rządowym w towarzystwie Viktora Orbána. Na pokładzie znalazł się wówczas także Péter Szijjártó, siedzący zresztą za plecami Tuska. Bielan napisał: „To zdjęcie z samolotu Tuska, który zabrał Orbana na szczyt RE”. Puenta była taka, że liderzy Zjednoczonej Prawicy nigdy nie zaprosili do samolotu lidera Fideszu. Wróćmy do wizyty z 2015 roku. Orbán pojawił się w siedzibie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie z wielkim bukietem kwiatów. Wręczył go Ewie Kopacz, która przyjęła prezent niezbyt chętnie. Węgierski premier zapewnił o przyjaźni z Polską, wspomniał też o wspólnym dziedzictwie. Gdy węgierscy lub polscy politycy mówią o wzajemnych więzach historycznych, to muszą przywołać generała Bema, świętą Kingę i królową Jadwigę Andegaweńską, a na dokładkę dodać parę słów o roku 1956. Jeśli starczy czasu, można jeszcze przytoczyć dziewiętnastowieczne słowa Stanisława Worcella: „Węgry i Polska to dwa wiekuiste dęby, każdy z nich wystrzelił pniem osobnym i odrębnym, ale ich korzenie, szeroko rozłożone pod powierzchnią ziemi, i splątały się, i zrastały niewidocznie. Stąd byt i czerstwość jednego jest drugiemu warunkiem życia i zdrowia”*. Tym razem było jednak inaczej. Péter Szijjártó, szef węgierskiej dyplomacji, komentując polsko-węgierskie napięcia, wskazał, że Węgrzy doświadczyli ze strony Rosji wielu krzywd, jak chociażby w 1956 roku w czasie powstania węgierskiego, jednak w relacjach gospodarczych nie ma miejsca na historyczny sentyment. Podkreślił przy okazji, że rozumie polskie stanowisko w tej sprawie. Węgierska polityka zagraniczna, podporządkowana „węgierskiej racji stanu”, jednym ruchem odcięła się od dziejowego dyskursu, tłumacząc to wprost ekonomiczno-finansowym interesem Węgier. To samo wydarzyło się w 2022 roku, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, a omówione w poprzednim rozdziale stanowisko Budapesztu wobec wojny było nie do zaakceptowania w Polsce. Tak jak w 2015 roku ochłodzenie relacji węgiersko-polskich nie wpłynęło na rząd w Budapeszcie, tak siedem lat później scenariusz ten powtórzył się jota w jotę. Dobrze pamiętam nadzieje związane z dojściem Fideszu do władzy, kiedy to koalicja MSzP-SzDSz nawoływała do zakończenia współpracy z Rosją. Zwracano uwagę na antyrosyjskość Orbána, a moi dziadkowie na stałe mieszkający na Węgrzech wyrażali w rozmowach optymizm łączony ze zmianą nurtu. Nie wiedzieli jednak, że już na przełomie 2008 i 2009 roku Orbán spotykał się potajemnie z zapleczem Putina, co ujawnili dziennikarze portalu Direkt36.
W 2009 roku strony wypracowały konsensus dotyczący budowy elektrowni atomowej Paks II. Negocjacje w sprawie tej inwestycji Orbán zaczął jeszcze jako przedstawiciel opozycji, w czasie, w którym jego elektorat był przekonany, że po wygranej Fideszu rosyjskie wpływy na Węgrzech zostaną mocno ograniczone. Dowodem na to miała być zainicjowana wówczas renacjonalizacja dwóch strategicznych przedsiębiorstw – koncernu paliwowego MOL oraz linii lotniczych Malév, którą sfinalizowano ostatecznie w latach 2010–2011.
Węgry z Orbánem na czele odkupowały w ten sposób rozsprzedany wcześniej Rosji majątek narodowy. O tej transakcji sporo mówiło się w Polsce w pierwszej połowie 2022 roku, już po podpisaniu porozumienia dotyczącego sprzedaży części stacji Lotosu węgierskiej spółce, podkreślając, że przecież MOL literalnie z Rosją nie ma nic wspólnego. A to, że przy okazji Węgry najdłużej blokowały szósty pakiet sankcji energetycznych, budując uprzywilejowaną pozycję MOL w regionie, no cóż – to przypadek… Przecież „nie będą nam mówić, co mamy robić”.
Węgry a Unia Europejska
Pomimo spoglądania na wschód pierwszym i najważniejszym środowiskiem współpracy jest dla Budapesztu Unia Europejska. Węgry są jednym z największych beneficjentów unijnych pieniędzy. Wspólnota, oprócz funduszy strukturalnych, zapewnia dostęp do zewnętrznego kapitału, w tym zagranicznych inwestycji, a także do rynku pracy. Setki tysięcy Węgrów znalazło zatrudnienie poza granicami kraju – głównie w Austrii, Niemczech i Wielkiej Brytanii, choć możliwości emigracji zarobkowej do tego ostatniego kraju po 31 stycznia 2020 roku ograniczył brexit. Kraje wchodzące w skład Unii Europejskiej odpowiadają za około 80 proc. węgierskiej wymiany handlowej. Elity polityczne w Budapeszcie doskonale zdają sobie sprawę, że rozwój państwa istotnie zależy od członkostwa we Wspólnocie. I chociaż zgodnie z rządową retoryką węgierski przemysł i gospodarka miały się od Unii uniezależnić (tym bardziej że, jak kilkakrotnie powtarzał premier, to inne państwa członkowskie czerpią korzyści z obecności Węgier w UE), w rzeczywistości gospodarka Węgier od lat uzależnia się coraz bardziej od zagranicznych podmiotów, głównie w przemyśle motoryzacyjnym. Branża ta pozostaje filarem eksportu. Na Węgrzech swoje fabryki mają między innymi Mercedes, Suzuki, Toyota, Opel i Audi. Ta ostatnia firma w latach 2016–2020 otrzymała rządowe wsparcie w wysokości 36 miliardów forintów – blisko 100 milionów euro. Pod Debreczynem, w zasadzie w zamian za „ustawę niewolniczą”, fabrykę już buduje BMW – wartość tej inwestycji to miliard euro. Nie zaskakuje więc, że najważniejszym, a zarazem największym partnerem są Niemcy. Gdy funkcję kanclerza Niemiec pełniła Angela Merkel, Berlin był niejako synonimem Unii. Zależność tę dobrze pokazuje sytuacja z 2015 roku, z czasów kryzysu migracyjnego. Kiedy kanclerz Merkel krytykowała rząd Orbána za politykę wobec migrantów, w tym za budowę płotu na granicy węgiersko-serbskiej, jej słowa nie dotyczyły nigdy wymiany handlowej. Tak samo było w przypadku krytyki Orbána pod adresem polityki proimigracyjnej Niemiec. Napięte relacje polityczne nigdy nie miały przełożenia na kontakty gospodarcze. Warto w tym miejscu przypomnieć, że kiedy kanclerz złożyła wizytę w Budapeszcie 2 lutego 2015 roku, Orbán w czasie wspólnej konferencji prasowej dziękował Niemcom za inwestycje na Węgrzech, a w końcu zwrócił się do Merkel słowami: „Danke Deutschland”, co w Polsce byłoby nie do pomyślenia. Bardzo bliskie, chociaż trudne relacje węgiersko-niemieckie uległy na poziomie politycznym nieomal zamrożeniu, odkąd funkcję kanclerza objął Olaf Scholz. Mimo tak istotnego udziału Unii Europejskiej w wymianie handlowej niemal od samego początku rządów koalicji Fidesz-KDNP narastał spór Budapesztu z Brukselą. Jak to wyjaśnić? Trzeba zdecydowanie podkreślić, że paliwem dla tego antagonizmu są wartości podstawowe. W pierwszej kolejności chodzi o kwestię tożsamości narodowej lub szerzej – prawnej podmiotowości w relacjach z Unią.
Publikujemy fragment książki „Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość„.




