Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Chiny reagują na ćwiczenia z udziałem Japonii obok Tajwanu. „Agresor”

Chiny reagują na ćwiczenia z udziałem Japonii obok Tajwanu. „Agresor”

7 maja, 2026
Matura 2026. Język angielski, rozszerzenie. Tutaj arkusz CKE i odpowiedzi

Matura 2026. Język angielski, rozszerzenie. Tutaj arkusz CKE i odpowiedzi

7 maja, 2026
Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

7 maja, 2026
Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost

Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost

7 maja, 2026
Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

7 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Chiny reagują na ćwiczenia z udziałem Japonii obok Tajwanu. „Agresor”
  • Matura 2026. Język angielski, rozszerzenie. Tutaj arkusz CKE i odpowiedzi
  • Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach
  • Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost
  • Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost
  • Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii
  • Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”
  • Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Sekretne i mroczne życie wybitnego polskiego pisarza. Uważał, że Nobel Miłosza należy się także jemu
Sekretne i mroczne życie wybitnego polskiego pisarza. Uważał, że Nobel Miłosza należy się także jemu
Aktualności

Sekretne i mroczne życie wybitnego polskiego pisarza. Uważał, że Nobel Miłosza należy się także jemu

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości7 maja, 2026

Katolik, komunista, opozycjonista. Niespełniony noblista, alkoholik, żonaty homoseksualista. Jerzy Andrzejewski był też gwiazdorem polskiej literatury, o którym później zapomniano.

Jerzy Andrzejewski prowadził dzienniki oficjalne, ich fragmenty wprowadzał do niektórych powieści, publikował w prasie i w tomach „Z dnia na dzień”, ale to, co naprawdę myślał o swoim życiu i seksualnych pragnieniach, ukrywał przed czytelnikami.

Anna Synoradzka, autorka monumentalnego „Przyczynka do biografii prywatnej Jerzego Andrzejewskiego”, dokonała tytanicznej pracy i z zeszytów, notatek, brulionów ułożyła chronologicznie „dziennik intymny”. „Dziennik. Zapiski prywatne 1943-1982” nie są wyłącznie o homoseksualnych żądzach znanego i podziwianego pisarza, ale o życiu inteligenta. Z dzisiejszej perspektywy dinozaura żyjącego przed upadkiem meteorytu, a kilkadziesiąt lat temu kogoś, kto aspirował do bycia sumieniem narodu oraz „autorytetem moralnym”. I co więcej, był traktowany jako sumienie narodu i autorytet moralny. Nawet jeśli jego moralność rozumiana jako styl prowadzenia się od ideału była bardzo daleko.

„Alfa” ze „Zniewolonego umysłu” Miłosza

Urodzony w 1909 r., przed drugą wojną światową był katolikiem, związanym z pismami skrajnej prawicy. Jako niespełna 30-latek wydał popularną i nagradzaną powieść „Ład serca” o perypetiach księdza walczącego o utrzymanie swojej wiary. Katolicyzm okazał się dla Andrzejewskiego desperacką próbą wyrwania się z homoseksualnych pragnień. Po wojnie pisarz został komunistą i zdobył to, co chciał: dzięki wydanej w 1948 r. powieści „Popiół i diament” wskoczył na literacki parnas, czytano go masowo, a książka posłużyła jako podstawa wybitnego filmu Andrzeja Wajdy i tylko za życia autora doczekała się niemal 30 wydań. Co zapewniło mu finansową stabilizację. A potem okazała się jego przekleństwem. Zaczadzony swoją pozycją Andrzejewski popełnił bowiem kompromitujące broszury „Partia i twórczość pisarza” o powinnościach twórcy w socjalizmie oraz „O człowieku radzieckim”, gdzie obywatela totalitarnego reżimu uznał za najbardziej wolnego na świecie. I tak człowiek, który chciał być moralnym wzorcem, stał się symbolem służebności intelektualistów wobec systemu.

Instytucja „autorytetu moralnego” była silnie związana z inteligenckim etosem. Pisarz w PRL (jeśli nie był sprzedajną kanalią) uważany był za depozytariusza wyższych wartości. Miał wskazywać narodowi kierunek, być mesjaszem. To kontynuacja mitu romantycznego, który pozostawił po sobie w życiu społecznym głęboki cień.

Im bardziej jego życie osobiste było chaotyczne i mroczne, tym bardziej — jak pisał Czesław Miłosz, który sportretował go w „Zniewolonym umyśle” jako Alfę — wspinał się na koturny i oblekał w togę. Pisanie wyłącznie w wysokich rejestrach miało być remedium na jego upadki w życiu osobistym. Publiczny Andrzejewski chciał być spiżowym monumentem, Andrzejewski żonaty pragnął zaś uprawiać seks z młodymi chłopcami. „Ambicje Alfy były zawsze ogromne. Nie mógł być tylko jednym z wielu, musiał przewodzić i przewodząc znajdować dostateczne powody do własnej wyniosłości” — pisał Miłosz. Kiedy otrzymał Nobla, Andrzejewski skarżył się, że ta nagroda powinna być podzielona między nich obu, bo jemu też się należy.

Podwójne życie Jerzego Andrzejewskiegp

Dusza tęskniła za prawdziwą miłością, co kończyło się zazwyczaj złamanym sercem. Największe straty jednak ponosiła i tak wątroba. Jednym z głównych bohaterów życia polskiego inteligenta był bowiem alkohol. Inteligenci pili wspólnie, pili osobno, odwiedzali się po pijaku. Bez alkoholu nie było życia towarzyskiego, literackiego, osobistego, społecznego. Jak ktoś nie pił, to znaczy, że był bardzo chory albo już nie żył.

Jego wieczory dzieliły się z grubsza na upijanie się bądź zażywanie cyklobarbitalu — nasennego barbituranu. Proszek ratował go przed bezsennością po uprzednich przedawkowaniach alkoholu. „Dziennik” jest zatem wyznaniem alkoholika, spowiadającego się przed sobą samym z nałogu, zabierającego mu siły twórcze i chęć do życia. Pisarz usiłował kontrolować picie, z dumą zapisywał, że np. od dwóch tygodni nie brał alkoholu do ust, ale później wracał do niego i wpadał w wielodniowy ciąg.

Żył też publicznie, i to światowo. Stąd zapewne wyczekiwanie Nobla. Przyjęcie w ambasadzie francuskiej i zaraz potem kolacja w ambasadzie brytyjskiej. Raut na cześć króla i królowej Belgii i od razu lunch w rezydencji ambasadora USA. Zaproszenia zagraniczne, tłumaczenia na inne języki, wywiady dla zachodniej prasy. I ciągłe przekonanie o swojej żałości, nędzy i zaraz potem kotłowanina myśli o swoich mrocznych żądzach. Katon w życiu oficjalnym i na kartach swoich książek, w sprawach sercowych kompletnie się gubił i odlatywał w rejony zarezerwowane dla egzaltowanych nastolatków.

Jego wielką miłością czasów wojny był Krzysztof Kamil Baczyński. Ale była to miłość jednostronna, choć młody poeta pełen był szacunku i życzliwości dla starszego, już zasłużonego w literaturze przyjaciela. Śmierć Baczyńskiego w powstaniu warszawskim przemieliła Andrzejewskiego na pulpę — do końca życia tęsknił za młodym bogiem, w jakiego przeoblókł wrażliwego poetę. Ale prawdziwy odlot przeżył Andrzejewski, gdy poznał o ćwierć wieku młodszego Marka Hłaskę. „Marku mój kochany, wszystkie moje niepokoje o Ciebie, wszystkie żale, gniewy i złe myśli, wszystko, co się z Tobą łączy — zmienia się na koniec w jedno uczucie do Ciebie, w to, że Cię kocham wciąż i zawsze tak samo” — pisał w wieku 45-lat w dzienniku.

Tymczasem Hłasko płynął gdzieś na wysokiej fali wódki i w objęcia nowych kobiet, a oszalały z zazdrości przeplatanej wymuszoną tolerancją wobec rozbrykanego młodzieńca Andrzejewski emfatycznie kreślił w tajnych zeszytach: „Nie mogę przestać Cię kochać!”.

Hłasko zresztą na jakiś czas wprowadził się do mieszkania Andrzejewskich, gdzie koczował ochoczo, a przy okazji zrobił dziecko gosposi autora „Popiołu i diamentu”. Chłopiec dostał imię Janusz i został przez Andrzejewskiego oficjalnie usynowiony. I to z nim spędzał życie, a nie ze swoim biologicznym ojcem, który wkrótce wyfrunął za granicę i nigdy do Polski nie wrócił.

Zdumiewający to był układ: Maria Abgarowicz, druga żona pisarza (pierwsze małżeństwo, z Noną Barbarą Siekierzyńską, jeszcze przedwojenne, trwało dokładnie dzień, bo Andrzejewski dosłownie uciekł z wesela), wiedziała o preferencjach męża. Urodziła mu jednak dwoje dzieci i tolerowała obecność w ich mieszkaniu kochanków Jerzego. Maria, muzykolożka, pisała recenzje i felietony do „Ruchu Muzycznego”, bywała na festiwalach muzycznych, współorganizowała Warszawską Jesień, czyli najważniejszy festiwal muzyki współczesnej, chodziła na niezliczone koncerty. Żyli z Andrzejewskim równolegle, a nie wspólnie. Nawet wakacje spędzali osobno, a pisarz przesiadywał po kilka miesięcy w domu pracy twórczej w Oborach pod Warszawą.

Pisarz z żoną Marią Abgarowicz w ich mieszkaniu w Warszawie, październik 1958 r.

Foto: Andrzej Szypowski / East News

„Mrok mogę przeżyć tylko w samotności”

Andrzejewski gustował w chłopakach o łobuzerskiej urodzie, stąd kolejne zaczadzenie miłosne z powodu Jerzego Skolimowskiego, z którym pisał scenariusz filmu Wajdy „Niewinni czarodzieje”. Autor „Bram raju” czuł w obecności młodego reżysera „miłość i szczęście”, co oczywiście skończyło się źle. Cierpienie, samotność, zbliżająca się śmierć przewijają się przez cały dziennik. Zdanie „Żadnych złudzeń, zawsze samotność” mogłoby być hasłem reklamowym jego tajnych wyznań.

„Źle i głupio przeżyłem swoje życie — pisał 50-letni Andrzejewski. — Już nawet nie rozpacz, tylko ciężkie zmęczenie”. Kryzys wieku średniego Andrzejewski miał przez całe życie.

Nawet gdy był na szczycie. Kiedy w 1963 r. ukazuje się „Idzie skacząc po górach”, znika z księgarń w ciągu kilku godzin! Pisarz w tamtym czasie nie potrafi jednak cieszyć się zasłużonym sukcesem i nurza się w odmętach rozważań o relacji miłości i śmierci, które można sprowadzić do banału: Młody człowiek, kochając, nie myśli o śmierci, a człowiek starzejący się coraz bardziej czuje cień kosy zawisającej nad jego głową, chciałby jednak wciąż kochać, bo miłość i śmierć w jednym stoją domu. „Ohyda słabego, starzejącego się ciała” — to wątek coraz częściej powracający w tych zapiskach. I coraz większa tęsknota za chłopcami i coraz bliższy związek z butelką.

Jerzy Andrzejewski z Czesławem Miłoszem na lotnisku Okęcie w Warszawie, czerwiec 1981 r.

Jerzy Andrzejewski z Czesławem Miłoszem na lotnisku Okęcie w Warszawie, czerwiec 1981 r.

Foto: ALEKSANDER JAŁOSIŃSKI/FORUM / Forum

„Ciemne pożądanie jest tylko we mnie, ono jedno. I świadomość, że ten mrok mogę przeżyć tylko w samotności” — pisze świadom, że demony przejęły władzę nad jego życiem.

Mając ponad 60 lat, Andrzejewski był sobą zawstydzony, pisał, że jedyne, co mogłoby ukoić jego cierpienie, to pójście do łóżka z młodym chłopcem, który uwielbia go jako pisarza. Jednocześnie jest spragniony od takiego kochanka pochwał, uznania i najwyższych not jako człowiek, nie pisarz.

Ostatnią wielką przygodą erotyczną Andrzejewskiego był Marek Keller, wówczas nastolatek (różnica wieku wynosiła 37 lat) o swobodnym trybie życia, który pojawia się i znika, a Jerzy szuka go, krążąc po mieście, tak jak wcześniej szukał Marka Hłaski. I wciąż towarzyszy mu „niezrealizowana potrzeba, żeby kochać i być kochanym”. I wątpliwości: czy Keller donosi na niego ubecji i dlatego właśnie podtrzymuje znajomość ze starszym panem?

Momentami zapiski stają się skrajnie ekshibicjonistyczne: „Będąc mężczyzną we wszystkich dziedzinach życia, w erotyzmie jestem i chcę, i muszę być tylko kobietą. Jedyna prawdziwa rozkosz — być brutalnie branym przez dużego kutasa”.

„Zapiski prywatne” Jerzego Andrzejewskiego

Inteligencka planeta krążąca w komunistycznym wszechświecie Polski Ludowej składała się z ludzi, którzy byli ze sobą w nieustannym kontakcie, ruchu, i „Zapiski prywatne” pomagają nam to sobie zwizualizować. Andrzejewski jeśli akurat nie leży w domu zmożony chorobą bądź potwornym kacem, to kursuje po mieście. W ciągu dnia do związku pisarzy, na obiad w SPATiF, gdzie pożywiają się wszyscy literaci, redaktorzy, artyści. Później kawiarnia i pierwsza (albo kolejna) wódka, dalej knajpa i nocne Polaków rozmowy w papierosowej mgle i oparach alkoholu. A jeśli to dzień trzeźwiejszy, to filharmonia, teatr, kino. Oraz regularne wizyty i rewizyty u znajomych, na obiadach, kolacjach, brydżach.

Spotkanie artystów. Od lewej: Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Andrzejewski, Wanda Telakowska i Antoni Michalak, październik 1940 r.

Spotkanie artystów. Od lewej: Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Andrzejewski, Wanda Telakowska i Antoni Michalak, październik 1940 r.

Foto: Archiwum Muzeum w Stawisku / Fotonova

Życie towarzyskie i uczuciowe peerelowskiej inteligencji było wyjątkowo bogate. Nie dlatego, że nie było internetu ani mediów społecznościowych, ale istniała wspólnota intelektualna. Ona przechodziła swoje kryzysy, dramaty, kłótnie, były w niej, co oczywiste, wrogości bądź osobiste urazy, ale trwała jako ruch oporu wobec socjalistycznej rzeczywistości. Łączyła ich też świadomość nieustannego obserwowania przez Oko Saurona komunistycznej władzy. A władza w każdej chwili mogła przestać być łaskawa dla pisarzy, nawet tych najbardziej poczytnych. Doświadczył tego sam Andrzejewski, gdy zmienił się z gorliwego „inżyniera ludzkich dusz”, jak powinność pisarską określał Stalin, w odważnego opozycjonistę, jednego z założycieli Komitetu Obrony Robotników. Skończyły się masowe nakłady książek, nie wydawano mu paszportu, z idola komunistycznej kultury stawał się autorem marginalizowanym.

Biuro Polityczne PZPR urządzało narady z aktywem partyjnym, gdzie piętnowano „niesłusznych” pisarzy, a zapraszano na te pokazowe sądy literatów będących w łasce bądź wiernych linii partii. Władza potrafiła być wspaniałomyślna, decydując o dużym nakładzie książki, wydaniu paszportu, dzięki któremu pisarz mógł wyjechać na stypendium. Ale też mogła zablokować publikację niepokornego autora, a także najzwyczajniej wyrzucić go z pracy i pozbawić środków do życia. To wszystko miało wymuszać oportunizm i prowadzić do masowych złamań kręgosłupów moralnych. Andrzejewski jednak bardzo wcześnie, bo już w 1957 r., oddał legitymację partyjną.

Wnioskując z „Dziennika”, kłopoty zaczęły się jednak dopiero kilka lat później. Wpis z 20 sierpnia 1963 r. mówi o tym, że zaczyna się inwigilacja, do Andrzejewskiego przychodzą ubecy, raczej po to, by go wystraszyć, niż wyciągnąć jakieś zeznania, w telefonie zostaje zainstalowany podsłuch. Ale on wbrew temu, czego mogły spodziewać się po nim służby, nie pęka. Zapewne chroni go wciąż aureola wielkiego pisarza, bo nie spotykają go poważne reperkusje, a przecież służby znają jego wstydliwe słabości.

„Miazga”. Porażka pisarza

Największą porażką okazało się jego opus magnum — powieść „Miazga”. Epicki portret środowiska artystycznego PRL, uwikłanego w polityczne kompromisy, zdrady, intrygi, ale oczywiście też romanse, toksyczne związki, zarówno hetero-, jak i homoseksualne. W książce zakamuflował pod innymi nazwiskami najważniejsze postacie polskiego życia kulturalnego: Andrzeja Wajdę, Zbigniewa Cybulskiego, ale także samego siebie jako pisarza Adama Nagórskiego.

Tytuł „Miazga” wpadł Andrzejewskiemu do głowy 8 sierpnia 1961 r., jak dowiadujemy się z „Dziennika”. Gruba powieść, pisana przez całą dekadę lat 60., na którą czekano jak na odzyskanie niepodległości, okazała się przenoszoną ciążą. Składająca się z fragmentów powieściowych, dziennika i komentarzy odautorskich była pierwszym polskim dziełem postmodernistycznym. Ale to jej nijak nie pomogło.

Gdy wreszcie po latach się ukazała, najpierw w podziemiu w całości w 1979 r., a potem legalnie, ale po cięciach cenzury w 1982 r., mało kogo już obeszła. Świat się zmienił, a niedoszły ślub i przyjęcie weselne pary warszawskich aktorów w Jabłonnie, historia będąca kolejną wariacją na temat „Wesela” Wyspiańskiego, przynależały do poprzedniej epoki. Książka, której Andrzejewski poświęcił lata pracy, trafiła w próżnię. Ale można w niej wciąż znaleźć cenne fragmenty, jak ten: „Tu wszyscy są chorzy, jedni na cynizm, tępą głupotę, albo po prostu na nikczemność, a inni dali się wrobić, pozwolili, aby im spreparowano pokraczne garby, żałosne grymasy, wykrzywione ryje, tu się w cztery oczy bełkocze albo skomli, drwi, szydzi, plotkuje i obmawia”. Ta litania rozgoryczenia Polską jest o wiele dłuższa, ale nawet ten krótki cytat pokazuje poziom zgnilizny życia społecznego w PRL.

Upadek i śmierć

Ważną cezurą w życiu Andrzejewskiego i Polski był rok 1968. Wydarzenia marcowe, kampania antysemicka, interwencja Układu Warszawskiego w Czechosłowacji — to pozbawiło wielu ludzi resztek złudzeń co do systemu komunistycznego. W tymże roku pisarz wydał krótką powieść „Apelacja”. Była to jego pierwsza książka poza cenzurą, ale co więcej — pierwsza książka autora żyjącego w Polsce wydana na emigracji (u Jerzego Giedroycia w Paryżu) pod własnym nazwiskiem, a nie pseudonimem.

Bohater, Marian Konieczny, młody emeryt, były technik zakładów mięsnych, sam zgłosił się do „kliniki psychosomatycznej”, czegoś pomiędzy szpitalem psychiatrycznym a sanatorium, bo przestał sobie radzić z PRL-owską rzeczywistością i nabawił się manii prześladowczej. To książka częściowo autobiograficzna.

Andrzejewski jesienią 1967 r. wylądował na odwyku w Szpitalu Praskim, blisko swojego miejsca zamieszkania na rogu Al. Świerczewskiego (dziś Al. Solidarności) i Jagiellońskiej. To była kolejna kuracja, dająca chwilowe wytchnienie, ale do picia wrócił bardzo szybko. Nałóg nasilił się jeszcze po śmierci żony w 1971 r. Od tego czasu Andrzejewski popada w skrajną samotność i głębinowy alkoholizm.

Rozchwiany emocjonalnie, w szponach alkoholu i rozczarowany swoim pisarstwem, potrafił zdobyć się na odwagę, której brakowało innym inteligentom tamtego czasu. Z otwartą przyłbicą protestował przeciw udziałowi Wojska Polskiego w inwazji na Czechosłowację oraz przemówił na pogrzebie Pawła Jasienicy, ofiary polowania z nagonką urządzonego przez Gomułkę.

Zmarł w 1983 r. Gosposia znalazła go martwego w pozycji klęczącej przy łóżku. Możemy tylko spekulować, że śmierć zastała go w chwili przepełnionej rozpaczą modlitwy.

Adam Nagórski, główny bohater „Miazgi”, pisał dzieło pt. „Ostatnia godzina” — monolog umierającego Leonarda da Vinci. I „Dziennik” Andrzejewskiego jest monologiem — wieloletnim — polskiego inteligenta, który uświadamia sobie swoją bezsilność wobec świata, a przede wszystkim bezsilność wobec mrocznych sił wewnątrz niego siedzących i sterujących jego poczynaniami.

Okładka książki Jerzy Andrzejewski, Dziennik. Zapiski prywatne 1943-1982. Opracowanie i wstęp Anna Synoradzka

Okładka książki Jerzy Andrzejewski, „Dziennik. Zapiski prywatne 1943-1982”. Opracowanie i wstęp Anna Synoradzka

Foto: Wyd. Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

Jak Stalin kolonizował Królewiec. „Od razu było widać, że to już nie Rosja”

Jak Stalin kolonizował Królewiec. „Od razu było widać, że to już nie Rosja”

Polacy zwyciężyli w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy. Ten sukces zupełnie zmarnowano

Polacy zwyciężyli w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy. Ten sukces zupełnie zmarnowano

ABW bije na alarm. „Mamy do czynienia z nowym zjawiskiem wśród polskich nastolatków”

ABW bije na alarm. „Mamy do czynienia z nowym zjawiskiem wśród polskich nastolatków”

Polak zniknął w Anglii. „To nie było klasyczne zaginięcie”

Polak zniknął w Anglii. „To nie było klasyczne zaginięcie”

Klasycznym testem, który bada istnienie samoświadomości u zwierząt, jest tzw. test lustra

Klasycznym testem, który bada istnienie samoświadomości u zwierząt, jest tzw. test lustra

Zondacrypto i mafia paliwowa pod nosem Ziobry? Może było jeszcze gorzej

Zondacrypto i mafia paliwowa pod nosem Ziobry? Może było jeszcze gorzej

Wilk rozwalił przycisk w laboratorium. Rozzłościło go, że kolega ma lepiej

Wilk rozwalił przycisk w laboratorium. Rozzłościło go, że kolega ma lepiej

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Matura 2026. Język angielski, rozszerzenie. Tutaj arkusz CKE i odpowiedzi

Matura 2026. Język angielski, rozszerzenie. Tutaj arkusz CKE i odpowiedzi

7 maja, 2026
Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

7 maja, 2026
Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost

Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost

7 maja, 2026
Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

7 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii

Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii

7 maja, 2026
Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”

Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”

7 maja, 2026
Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje

Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje

7 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.