Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost

Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost

7 maja, 2026
Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

7 maja, 2026
Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii

Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii

7 maja, 2026
Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”

Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”

7 maja, 2026
Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje

Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje

7 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Jan Urban wspomina Jacka Magierę. Trener Polaków stracił swojego przyjaciela – Reprezentacja Polski w piłce nożnej – Sport Wprost
  • Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost
  • Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii
  • Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”
  • Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje
  • Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”
  • Parada 9 maja w Moskwie zagrożona? Ukraina straszy dronami nad Placem Czerwonym – Wprost
  • Kamil Semeniuk został mistrzem Włoch. Polak liderem Sir Susa Scai Perugia! – Siatkówka – Sport Wprost
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Jak Stalin kolonizował Królewiec. „Od razu było widać, że to już nie Rosja”
Jak Stalin kolonizował Królewiec. „Od razu było widać, że to już nie Rosja”
Aktualności

Jak Stalin kolonizował Królewiec. „Od razu było widać, że to już nie Rosja”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości7 maja, 2026

Po wojnie w Prusach Wschodnich pozostało 130 tys. Niemców. Sowiecki rząd nie spieszył się z wysiedleniem, ktoś musiał pracować w tamtejszych fabrykach. A nowych osadników brakowało, zresztą stawiano im surowe wymagania.

Po przyjeździe do Prus Wschodnich czekali na nich gęsta mgła, wojskowa orkiestra i pierwszy sekretarz rejonowego komitetu partii w białych kozakach. Jekaterina Morgunowa na stacji w Stołupianach (niem. Stallupönen) wysiadła w 1946 r. Właściwie to miasteczko położone przy granicy z Litewską SSR nosiło wtedy inną nazwę — Ebenrode — nadaną przez nazistów, którzy byli niezadowoleni ze wschodniopruskiej toponimiki sięgającej korzeniami do litewskiego, pruskiego i języków słowiańskich. Zmieniali je więc na takie, które wydawały im się prawdziwie niemieckie. Jednak dojście do władzy w Niemczech nazistów pod wodzą Hitlera uruchomiło procesy, które starły z mapy niemieckie Prusy Wschodnie i sprawiły, że Stallupönen-Ebenrode przeszło o wiele radykalniejszą zmianę niż tylko zmiana nazwy.

Królewiec, Bałtyjsk, Kaliningrad

Roszczenia do części Prus Wschodnich Stalin zgłosił już w 1943 r. podczas konferencji w Teheranie. Argumentował, że Związek Radziecki potrzebuje niezamarzających portów na Bałtyku i dogodne byłyby Królewiec i Kłajpeda wraz z otaczającym je terenem. Armia Czerwona wyparła już wtedy Wehrmacht za linię Dniepru i dalej posuwała się na zachód. Powtórzył swoje żądanie nieco ponad rok później w Jałcie, gdy wojska 3. Frontu Białoruskiego walczyły już w Prusach Wschodnich. Główne starcie zaczęło się w połowie stycznia 1945 r. i trwało do początku kwietnia, kiedy po kilkudniowym oblężeniu padła twierdza Królewiec.

Tego samego roku, latem, jedna z uchwał przyjętych na zakończenie konferencji w Poczdamie przypieczętowała los najdalej wysuniętej na wschód niemieckiej prowincji. Jej północna część wraz ze stolicą w Królewcu przypadła Związkowi Radzieckiemu. Południowa — Warmia i Mazury — znalazła się w granicach powojennej Polski. Prezydium Rady Najwyższej ZSRR 7 lipca 1946 r. wydało ukaz, w którym zarządziło powstanie obwodu królewieckiego z centrum w mieście Królewcu (po rosyjsku używano nazwy Kienigsbierg i odpowiednio kienigsbiergskaja oblast’) i włączyło go do Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

We wrześniu 1946 r. miasteczko, do którego zawitała Jekaterina Morgunowa w jednym z pierwszych zorganizowanych transportów sowieckich osadników, otrzymało miano pułkownika Armii Czerwonej Stiepana Niestierowa, który zginął w bojach o Ebenrode jesienią 1944 r. Rosyjskie nazwy wielu miejscowości w obwodzie królewieckim powstawały w podobny sposób. Insterburg zamienił się w Czerniachowsk, ku pamięci generała Iwana Czerniachowskiego, Gumbinnen stało się Gusiewem na cześć Siergieja Gusiewa, kapitana, który szturmował miasto ze swoją brygadą. Oprócz tego na mapie pojawiły się nazwy takie jak Krasnoarmiejsk lub Krasnoznamiensk. Aż trudno uwierzyć, że dla stolicy dawnych Prus Wschodnich i zarazem stolicy nowego sowieckiego regionu na Kremlu szykowano nazwę spokojną i neutralną, nawiązującą do nadmorskiego położenia. Królewiec miał się bowiem zamienić w Bałtyjsk. Ale zanim oficjalnie nadano nową nazwę, zmarł Michaił Kalinin, stalinowski aparatczyk. 4 lipca 1946 r. Prezydium Rady Najwyższej ZSRR zatwierdziło dla Królewca nazwę Kaliningrad, by w ten sposób uczcić pamięć zmarłego towarzysza. Gazeta „Prawda” napisała w listopadzie tego samego roku: „Na zawsze powiewa sztandar Związku Radzieckiego tam, skąd rozpoczynali swoje grabieżcze wyprawy na Rusi teutońscy psy-rycerze, hordy cesarza Wilhelma, opancerzone bandy Hitlera — nad Królewcem i przyległymi do niego, noszącymi obecnie niezapomniane imię wielkiego syna narodu rosyjskiego Michaiła Iwanowicza Kalinina”.

Osadnicy potrzebni

Tym, czego sowieckie władze potrzebowały najbardziej, by oswoić nowe ziemie, byli ludzie — nowi osadnicy. By ich znaleźć, rozpoczęto akcję werbunkową, prowadzoną przede wszystkim na tych terenach ZSRR, które w 1941 r. znalazły się pod niemiecką okupacją, czyli we wschodnich regionach dzisiejszej Białorusi, Ukrainy i w zachodnich obwodach Rosji.

Wkrótce do partyjnych werbowszczikow dołączyli posłańcy z odbudowujących swoje moce fabryk, np. królewieckiej stoczni (przed wojną Schichau, po wojnie — Jantar) czy z zakładów remontu taboru kolejowego. Wszyscy szukali tego samego — sprawnych rąk do pracy do kołchozów, zakładów produkcyjnych czy rybołówstwa.

Przesiedlenie do podbitych Prus Wschodnich było dobrowolne, a werbunkowi wcale nie mieli łatwego zadania. Po pierwsze, oczekiwano od nich, że znajdą rodziny, w których są co najmniej dwie zdolne do pracy osoby dorosłe, a to zaraz po wojnie nie było łatwe zadanie. Po drugie, osoby, które chciały wyjechać i do wyjazdu się kwalifikowały, musiały jeszcze dostać zgodę od NKWD. Partia nie chciała bowiem, by do obwodu kaliningradzkiego trafiały jednostki ideologicznie niepewne, chciała też uniknąć pojawienia się w regionie przestępców czy innego rodzaju awanturników. Po trzecie, chętnych nie było wcale tak dużo, a część z nich rozmyślała się nawet w ostatniej chwili.

Uchodźcy i uwolnieni jeńcy wojenni w pobliżu Królewca w drodze na Zachód po zajęciu Prus Wschodnich przez Armię Czerwoną, kwiecień 1945 r.

Foto: ULLSTEIN BILD / newspix.pl

Główną przeszkodą były strach i niechęć, by zamieszkać na wrogiej ziemi. Choć obwód kaliningradzki stał się wojennym trofeum Stalina, jeszcze długo w odbiorze sowieckich obywateli wyjazd tam był odbierany jako wyjazd na ziemie niemieckie, a w czasie wojny i po niej wszystko, co niemieckie, kojarzyło się źle. Było to „zasługą” nie tylko Wehrmachtu i SS, ale także sowieckiej propagandy, która Prusy Wschodnie z ich stolicą opisywała jako odpychające gniazdo faszyzmu. Trudno się dziwić, że nie każdy sowiecki obywatel po wojnie chciał jechać do tego mrocznego miejsca.

Władze obiecywały wsparcie. Dla kołchoźników przydział bydła, zapomogę na start, tani kredyt na remont mieszkania, a jeśli się poszczęści, to nawet samodzielny dom po niemieckiej rodzinie. Z wypełnianiem tych obietnic bywało różnie, a sytuacja na miejscu okazywała się bardziej skomplikowana niż to, co opowiadali werbunkowi. Badacze szacują, że spośród osób, które przyjechały do obwodu królewieckiego w pierwszych latach po wojnie, jedna trzecia postanowiła wkrótce wrócić w rodzinne strony.

Kolebka śmiertelnego wroga

Oprócz nadziei na bardziej dostatnie życie do dawnych Prus Wschodnich pchało coś jeszcze: ciekawość. „Kiedy zbliżaliśmy się do miasta pociągiem, moją uwagę przyciągnęły domy z dachówką. To było bardzo niezwykłe. Od razu czuło się, że mieszkają tu zupełnie inni ludzie. Dachy domów były spiczaste i wyglądały pięknie” — tak zapamiętała pierwsze chwile w obwodzie królewieckim Alewtina Cełowalnikowa, która po wojnie przyjechała z Riazania. Inna osadniczka wspomina: „Nawet po ruinach, które oglądałam z okna wagonu, od razu było widać, że to już nie Rosja, ale zachodnia Europa. Serce waliło jak młot. Wszystko wokół było nieznane i ciekawe”.

Poza czerwoną dachówką, która przewija się w tych wspomnieniach niemal jak symbol obcości regionu, ludzie sowieccy z fascynacją przyglądali się obsadzonym drzewami alejom, asfaltowym drogom i zagadkowym rurom, które pług wyorywał na polach. W Prusach Wschodnich rolnictwo opierało się na rozbudowanej sieci melioracji. Nowi gospodarze ziemię orali głębiej niż poprzednicy i stopniowo zdemontowali cały przedwojenny system odwadniania pół i łąk, które zaczęły się z czasem zabagniać.

Sowieckich osiedleńców zaskakiwały też wnętrza mieszkań i domów, pełne nieznanych sprzętów i wygód, np. niemieckie kaflowe piece, które długo utrzymywały ciepło. Ale nie zawsze te przedmioty wywoływały zachwyt. Aleksiej Sołowiow, który pracował jako propagandysta, w 1956 r. odwiedził kołchoz i zapamiętał taką scenę: „Idziemy po wsi i nagle słyszymy hałas w jednej z chat, krzyki. Wpadamy do środka, a tam mężczyzna rozwala wspaniały kaflowy piec i krzyczy: »Oni powiesili moją matkę! Gady! Nic po nich nie zostanie!«”.

Silne emocje — strachu, nienawiści, ciekawości i fascynacji — zaważyły na prowadzonej tutaj polityce, która była pełna sprzeczności. Z jednej strony obwód królewiecki stanowił wojenne trofeum zdobyte na znienawidzonych niemieckich faszystach. Należało stworzyć w nim witrynę komunistycznego Związku Radzieckiego, by pokazać swoją ideologiczną i cywilizacyjną wyższość nad pokonanym wrogiem. Duch faszyzmu miał ustąpić dyktaturze proletariatu, taka przynajmniej była idea. Jednak jej realizacja szła jak po grudzie. Podczas gdy kraj inwestował w odbudowę Kijowa czy Mińska, których centra hojnie okraszono stalinowskim klasycyzmem, w centrum Kaliningradu wciąż piętrzyły się ruiny starej, niemieckiej zabudowy. Jeszcze w latach 60., kiedy do miasta i regionu docierały kolejne fale migracji, wiele budynków nosiło wyraźne ślady wojny, straszyły ruiny zamku królów pruskich i katedry na Knipawie. Atmosfera zimnej wojny nie sprzyjała zadomowieniu, były obawy, że sowieckie panowanie na tym kawałku ziemi jest tymczasowe, nie warto tu zapuszczać korzeni. Po mieście ciągle krążyły plotki, że Niemcy wrócą i odbiorą Prusy Wschodnie nowym gospodarzom. Dopiero w latach 70., w przededniu 30. rocznicy zwycięstwa w wojnie z Hitlerem, zaczęły się wielkie budowy. Rosły bloki z wielkiej płyty, mosty i Dom Sowietów. Ten ostatni nie zdążył stać się siedzibą komunistycznych władz regionu, bo zanim oddano go do użytku, upadł komunizm.

Żołnierze radzieccy w dniu kapitulacji miasta 9 kwietnia 1945 r.

Żołnierze radzieccy w dniu kapitulacji miasta 9 kwietnia 1945 r.

Foto: fot. AKG Images/Forum

Los Niemców

Jekaterina Morgunowa ze swoich pierwszych chwil w Niestierowie zapamiętała, że jeden z dygnitarzy witających sowieckich przesiedleńców na nowej ziemi prosił, by nigdzie sami nie chodzili, bo mogą nadziać się na miny. Saperzy rozminowywali pola i szkolili, jak rozpoznawać niewybuchy. Mimo to od czasu do czasu ktoś tracił życie, kiedy wybuchał pod nim zakopany w polu wojenny arsenał.

Zagrożeń czyhających na sowieckich osiedleńców było więcej. Obawiano się niedobitków Wehrmachtu, a jeszcze bardziej esesmanów, którzy chowają się po pustych domach, w piwnicach i zwałach gruzu, czyhając na życie nowych mieszkańców. Prawdziwa kulminacja strachu, ciekawości i nienawiści miała miejsce, gdy przyjeżdżający do obwodu po wojnie Sowieci spotykali pozostających w regionie Niemców.

Przed wojną całe Prusy Wschodnie liczyły ok. 2,5 mln mieszkańców, w tym milion na północnych terenach, które po wojnie zostały włączone do ZSRR. Według danych powojennej sowieckiej administracji w obwodzie zaraz po wojnie pozostawało 130 tys. osób, z czego w samym Królewcu 70 tys. Sowiecki rząd nie spieszył się z ich wysiedleniem, bo dla funkcjonowania gospodarki regionu potrzebował ludzi i dopiero jak udało się przesiedlić do obwodu kilkadziesiąt tysięcy sowieckich obywateli, można było zająć się planowym wysiedlaniem Niemców.

Zanim do tego doszło, nowi i starzy gospodarze tej ziemi, zwycięzcy i pokonani przez parę lat mieszkali na niej razem. Kaliningradzki historyk Jurij Kostiaszow podkreśla, że w postanowieniach konferencji poczdamskiej zapisano zasady przymusowej deportacji Niemców z takich krajów jak Polska czy Czechosłowacja, ale Niemców z sowieckiej części Prus Wschodnich pominięto. Stalinowi nie zależało na uregulowaniu ich sytuacji, a sojusznicy dali się przekonać, że problem jest marginalny, skoro większość wschodniopruskich Niemców ewakuowała się w czasie wojny. „W ten sposób — pisze Kostiaszow — dziesiątki tysięcy obywateli niemieckich nie zostało objętych postanowieniami porozumień poczdamskich; nie obejmowały ich przepisy dotyczące repatriacji; strona radziecka nie miała w tym zakresie żadnych zobowiązań i nie musiała przekazywać sojusznikom informacji o liczbie Niemców, terminach i porządku ich deportacji. Los miejscowej ludności zależał całkowicie od nowej administracji, przede wszystkim od planów kierownictwa radzieckiego i osobiście Stalina”.

Na losie Niemców, którzy nie chcieli albo nie zdążyli uciec z Prus Wschodnich, piętno odcisnęły wojenna przemoc, w tym masowe gwałty sowieckich żołnierzy na kobietach i dziewczynkach, oraz głód. Zwłaszcza w czasie ostrej zimy przełomu 1945 i 1946 r. Sowieckie władze nie przejmowały się zbytnio sytuacją pozostających w regionie Niemców, ich racje żywnościowe były głodowe. Na jedzenie dostawali kartki, ale tylko jeśli pracowali. Nowy region nie został jeszcze włączony do wszystkich planów, więc nawet z zaopatrzeniem dla sowieckich obywateli były problemy w pierwszych miesiącach. Michael Wieck, młody skrzypek z mieszanej, niemiecko-żydowskiej rodziny, któremu udało się przetrwać wojnę w mieście, pierwsze powojenne lata wspomina jako czas ciągłej walki o pożywienie. By utrzymać siebie i matkę, chłopak nauczył się kraść wszystko, co nadawało się jedzenia albo do wymiany na nie.

Ciężkie warunki i niedożywienie sprzyjały chorobom. Do pierwszych deportacji Niemców jesienią 1947 r. dotrwało 90 tys. osób.

Nie wszyscy wyjechali

Obraz Niemców we wspomnieniach pierwszych sowieckich przesiedleńców nie jest jednoznaczny. Jedni obawiali się zatrucia wody, nocnych napadów, że starzy właściciele ich nowych domów ukrywają się gdzieś niedaleko, przyjdą i ich spalą. Takie historie pojawiają się we wspomnieniach, ale nie ma po nich śladu w sądowych dokumentach. Jeśli Niemcy stawali przed sowieckimi sądami, to z powodu wrogiej agitacji, a nie ataków na nowych sąsiadów.

Królewiec - widok na zamek, 1945 r.

Królewiec – widok na zamek, 1945 r.

Foto: ULLSTEIN BILD / newspix.pl

Inni osiedleńcy nawiązywali z Niemcami kontakty. Ich opowieści też wydają się przesadzone. Pełno w nich deklaracji o przyjaźni, wsparciu w trudnych powojennych czasach. „Przychodziła do nas Niemka, częstowaliśmy ją blinami. A my do Niemców chodziliśmy na kawę. Niemcy nas nie winili. Często mówili, że to Hitler zagonił ich do piwnic. W Dzień Zwycięstwa niektórzy świętowali razem z nami” — tak o tej powojennej przyjaźni opowiadała Julija Gomonowa.

W obwodzie krążą historie o wspólnych potańcówkach, na których Niemki dawały się prosić do tańca, a ich niemieccy koledzy nie mieli nic przeciwko. I o zakazanej, niemiecko-sowieckiej miłości. Związki, zwłaszcza Niemek z sowieckimi oficerami, nie były rzadkością. Możemy się jedynie domyślać, że częściej wynikały z rozsądku pozbawionych jakiejkolwiek ochrony kobiet niż z prawdziwego uczucia. Partia przymykała oko na romanse, ale długotrwałe związki potępiała i nie pozwalała na legalizację. Dlatego kiedy zaczęły się deportacje, rodziny (nieistniejące z punktu widzenia sowieckiego prawa) były rozdzielane.

Nie wszyscy wyjechali. Sowieckie władze pozostawiły w regionie część specjalistów, bez których wiedzy i umiejętności nie mogłyby działać niektóre miejscowe zakłady przemysłowe. Na wyjazd zezwolono im dopiero w latach 50. Byli i tacy, którzy wyjechać nie chcieli, próbowali się ukrywać, licząc, że rachmistrzowie, którzy sporządzali listy się ich nie doliczą. Zazwyczaj jednak usłużni sąsiedzi dbali, by Niemcy z ich otoczenia trafili w odpowiednim czasie na peron.

Czasem panująca wśród sowieckich przesiedleńców początkowa nienawiść i chęć zemsty ustępowała współczuciu i sympatii. Pojawiała się też wdzięczność, zwłaszcza wobec niemieckich lekarzy, którzy po wojnie wciąż stanowili większość personelu w miejscowych szpitalach. Najbardziej powszechnym uczuciem była chyba jednak podszyta niechęcią i lękiem obojętność. Ludzie pracowali ze sobą w fabrykach, zakładach pracy albo korzystali z pracy Niemek i Niemców, którzy najmowali się często jako służba w domach oficerów i partyjnych dygnitarzy. A kiedy w 1947 i 1948 r. odjeżdżały transporty do Niemiec, wzruszano ramionami i wracano do zwykłych zajęć. We wspomnieniach pozostały pojedyncze niemieckie imiona i twarze. Dla ludzi przyjeżdżających w kolejnych falach sowieckiej migracji do obwodu królewieckiego Niemcy byli już tylko legendą.

Korzystałam z książki „Wostocznaja Prusija głazami pierwych sowietskich pieriesieliencew: perwyje gody kaliningradskoj oblasti w wospominanijach i dokumientach” — to historie mówione pierwszych sowieckich osadników; ze wspomnień Michaela Wiecka „Miasto utracone. Młodość w Königsbergu w czasach Hitlera i Stalina”, ze zbioru „Prusy Wschodnie. Wspólnota wyobrażona” pod redakcją Huberta Orłowskiego i Rafała Żytyńca; oraz z 12. numeru czasopisma „Merian” z 1955 r., którego jeden z egzemplarzy szczęśliwie znalazł się w moim posiadaniu.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

Polacy zwyciężyli w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy. Ten sukces zupełnie zmarnowano

Polacy zwyciężyli w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy. Ten sukces zupełnie zmarnowano

Sekretne i mroczne życie wybitnego polskiego pisarza. Uważał, że Nobel Miłosza należy się także jemu

Sekretne i mroczne życie wybitnego polskiego pisarza. Uważał, że Nobel Miłosza należy się także jemu

ABW bije na alarm. „Mamy do czynienia z nowym zjawiskiem wśród polskich nastolatków”

ABW bije na alarm. „Mamy do czynienia z nowym zjawiskiem wśród polskich nastolatków”

Polak zniknął w Anglii. „To nie było klasyczne zaginięcie”

Polak zniknął w Anglii. „To nie było klasyczne zaginięcie”

Klasycznym testem, który bada istnienie samoświadomości u zwierząt, jest tzw. test lustra

Klasycznym testem, który bada istnienie samoświadomości u zwierząt, jest tzw. test lustra

Zondacrypto i mafia paliwowa pod nosem Ziobry? Może było jeszcze gorzej

Zondacrypto i mafia paliwowa pod nosem Ziobry? Może było jeszcze gorzej

Wilk rozwalił przycisk w laboratorium. Rozzłościło go, że kolega ma lepiej

Wilk rozwalił przycisk w laboratorium. Rozzłościło go, że kolega ma lepiej

Czarne chmury nad rządem. Donald Tusk nie może spać spokojnie [OPINIA]

Czarne chmury nad rządem. Donald Tusk nie może spać spokojnie [OPINIA]

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

Odszkodowanie za słupy energetyczne na działce – kto może je otrzymać – Biznes Wprost

7 maja, 2026
Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii

Iskra może paść na las z nieoczekiwanej strony. Tak doszło do tragedii

7 maja, 2026
Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”

Łotwa. Drony nad krajem. „Prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę”

7 maja, 2026
Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje

Matura 2026. Unieważnione egzaminy z angielskiego. Dyrektor CKE informuje

7 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

7 maja, 2026
Parada 9 maja w Moskwie zagrożona? Ukraina straszy dronami nad Placem Czerwonym – Wprost

Parada 9 maja w Moskwie zagrożona? Ukraina straszy dronami nad Placem Czerwonym – Wprost

7 maja, 2026
Kamil Semeniuk został mistrzem Włoch. Polak liderem Sir Susa Scai Perugia! – Siatkówka – Sport Wprost

Kamil Semeniuk został mistrzem Włoch. Polak liderem Sir Susa Scai Perugia! – Siatkówka – Sport Wprost

7 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.