Nie tylko Elon Musk i Tim Cook — Donaldowi Trumpowi towarzyszy w Chinach kilkunastu prezesów amerykańskich firm. — Trump musi koniecznie ogłosić jakiś sukces — mówi „Newsweekowi” Rajneesh Narula, profesor z Henley Business School w Wielkiej Brytanii. To pierwsza taka podróż obecnego prezydenta USA od prawie dekady.
Trump przybył do Pekinu w środę wieczorem o godz. 19.50 czasu lokalnego (w Polsce była wtedy godz. 14). Na płycie lotniska powitała go asysta wojskowa oraz artyści machający chińskimi i amerykańskimi flagami, skandując „Welcome, welcome”. Wśród witających byli także: wiceprezydent Chin Han Zheng, chiński ambasador w USA Xie Feng oraz wiceminister spraw zagranicznych Ma Zhaoxu.
Prezydent USA zapowiedział, że zamierza negocjować umowy handlowe. Podczas spotkań powinny zapaść wyczekiwane decyzje o ewentualnym przedłużeniu zawieszenie ceł zawarte po ubiegłorocznej, burzliwej wojnie handlowej. Obecne porozumienie wygasa w październiku.
Donald Trump i Xi Jinping w Pekinie
Foto: Maxim Shemetov / Reuters
Dwie największe gospodarki świata ostro rywalizują w dziedzinie nowych technologii i bezpieczeństwa. W tej dziedzinie USA poniosły akurat duże koszty w związku z wojną w Iranie. Trump zapowiedział, że poprosi Xi Jinpinga, „przywódcę o wyjątkowej randze”, aby „otworzył Chiny”. To umożliwiłoby szefom firm z branży technologicznej i innych gałęzi przemysłu, którzy mu towarzyszą, „pokazać, na co ich stać”.
Trump w Chinach nie jest sam
Ekipa towarzysząca Donaldowi Trumpowi w Chinach. Wśród nich: Pete Hegseth, Elon Musk i Tim Cook
Foto: Maxim Shemetov / Reuters
Najważniejsi przedstawiciele branży technologicznej, półprzewodników, finansów, rolnictwa, lotnictwa, płatności i innych sektorów podróżują z Trumpem, co jasno pokazuje, że gospodarka i biznes to priorytety jego administracji. Oto lista towarzyszących mu przedstawicieli firm:
Jensen Huang, Nvidia
Tim Cook, Apple
Elon Musk, Tesla/SpaceX
David Solomon, Goldman Sachs
Kelly Ortberg, Boeing
Brian Sikes, Cargill
Cristiano Amon, Qualcomm
Steven Schwarzman, Blackstone
Larry Fink, BlackRock
Jane Fraser, Citi
Jim Anderson, Coherent
Henry Lawrence Culp, GE Aerospace
Jacob Thaysen, Illumina
Michael Miebach, Mastercard
Dina Powell McCormick, Meta
Sanjay Mehrotra, Micron
Ryan McInerney, Visa.
Chuck Robbins, Cisco (został zaproszony, ale nie weźmie udziału z powodu publikacji wyników finansowych firmy w tym tygodniu).
Donald Trump witany w Chinach
Foto: EVAN VUCCI / Reuters
Warto zwrócić uwagę również na nieobecność przedstawicieli niektórych sektorów — w delegacji nie ma żadnych czołowych przedstawicieli branży naftowej i gazowej, co wiąże się z trwającą wojną w Iranie, która zakłóciła eksport i zdestabilizowała światowe rynki energii.
Wbrew wcześniejszym doniesieniom faktycznie został zaproszony Jensen Huang, szef Nvidii — firma próbuje sprzedawać swoje układy AI do Chin, mimo obowiązujących ograniczeń. Sam Huang wcześniej określił udział w delegacji jako „wielki zaszczyt”.
We wpisie na Truth Social 12 maja Trump potwierdził obecność Huanga na pokładzie Air Force One: „CNBC błędnie podało, że Wielki Jensen Huang z Nvidii nie został zaproszony na niezwykłe spotkanie Największych Ludzi Biznesu świata, którzy dumnie zmierzają do Chin. W rzeczywistości Jensen jest obecnie na pokładzie Air Force One i, chyba że poproszę go o opuszczenie samolotu, co raczej się nie wydarzy, CNBC się myli — albo, jak się mówi w polityce, FAKE NEWS!”.
Trump jedzie do Chin na handel
Włączenie Huanga do delegacji rozbudziło nadzieje na przełom w staraniach Nvidii, by sprzedać swoje zaawansowane układy AI H200 chińskim klientom. Administracja Trumpa w zeszłym roku dopuściła sprzedaż tych chipów, ale jak dotąd nie sprzedano ich w Chinach z powodu sporów dotyczących wysyłek.
Dwie osoby zaznajomione ze sprawą powiedziały Agencji Reutera, że amerykańscy menedżerowie zabiegają o porozumienie, przedstawiając konkretne oczekiwania lub naciskając na rozmowy regulacyjne.
— Przekaz, jaki niesie udział Jensena Huanga w tej podróży z Trumpem, jest prosty i jasny: przekonać Chińczyków do zakupu chipów H200 Nvidii — mówi w rozmowie z „Newsweekiem” Zhiqun Zhu, dyrektor China Institute na Uniwersytecie Bucknell w Lewisburgu w Pensylwanii — Chiny nie chcą uzależnić się od amerykańskich technologii, które mogłyby stać się narzędziem presji USA.
Zhiqun Zhu dodaje, że chińskie firmy technologiczne, takie jak Huawei, rozwijają własne układy scalone. A Pekin jest zainteresowany technologią bardziej zaawansowaną niż H200.
— Aby Chiny zdecydowały się kupić układy H200, administracja Trumpa będzie musiała zapewnić, że ten łańcuch dostaw pozostanie stabilny i nie będzie zależny od wzlotów i upadków w relacjach USA-Chiny — zaznacza Zhu.
Chiny starają się ograniczyć zależność od zagranicznych technologii poprzez budowę własnego przemysłu półprzewodników. Jednak rodzime chipy wciąż nie dorównują wydajnością najnowocześniejszym produktom Nvidii.
Mimo nacisku Chin na samowystarczalność, amerykańscy urzędnicy podkreślają przewagę Waszyngtonu nad Pekinem. Silniki lotnicze i ich części trudno jest zastąpić, a Chiny są w tym zakresie uzależnione od dostawców z USA i Europy.
Sekretarz Skarbu Scott Bessent powiedział we wrześniu ubiegłego roku, że Chiny polegają na amerykańskim eksporcie, w tym silnikach lotniczych, częściach zamiennych, chemikaliach i surowcach do produkcji krzemu dla przemysłu lotniczego i półprzewodników.
Jego wypowiedź wskazuje na priorytety administracji Trumpa podczas obecnych rozmów, gdy USA zwiększają własną produkcję półprzewodników i zachęcają do niej sojuszników.
Pekin — jak mówi Zhiqun Zhu — chce, aby USA jeszcze bardziej poluzowały kontrolę eksportu zaawansowanych technologii, by Chiny mogły kupować więcej amerykańskich rozwiązań. — Ponadto Chiny będą prawdopodobnie naciskać na otwarcie USA na chińskie inwestycje, zwłaszcza w dziedzinie pojazdów elektrycznych, technologii zielonej energii i infrastruktury — dodaje.
Główne pole rywalizacji według Trumpa
Rajneesh Narula, profesor regulacji międzynarodowego biznesu w Henley Business School w Reading w Anglii, zaznacza jednak w rozmowie z „Newsweekiem”, że Pekin nie pozwoli Trumpowi dyktować warunków i nie ma powodów, by nagradzać politykę nacisku.
— Najwięcej, na co możemy liczyć, to gesty o charakterze transakcyjnym. Np. obietnice zakupu większej ilości soi czy kilku samolotów Boeinga. Nie będą to rzeczywiste ustępstwa — mówi.
Narula uważa, że spadająca popularność prezydenta USA, zbieżna z rosnącymi kosztami ponoszonymi przez Amerykanów w związku z wojną w Iranie, sprawia, że po rozmowach z Xi „Trump musi koniecznie pokazać jakiś sukces”. — Chiny mają przewagę. Są tylko sześć miesięcy za Amerykanami w zakresie AI — dodaje.
Dominic Chiu, starszy analityk Eurasia Group, zauważa, że znacznie mniejszy skład delegacji (około połowy tej z 2017 r.) „odzwierciedla świadomość administracji co do sprzeczności między otoczeniem się w Pekinie dużą biznesową świtą a własną retoryką dotyczącą ograniczania ryzyka i przenoszenia produkcji do kraju”. „Pojawienie się z rozbudowaną delegacją chętną do inwestowania w Chinach podkopałoby ten przekaz” — zauważa w komentarzu dla „Newsweeka”.
„Delegacja różni się od tej z 2017 r. nie tylko pod względem liczebności, ale i pod względem branż, z których pochodzą jej członkowie. Silna reprezentacja firm technologicznych, AI i finansowych wskazuje, że to właśnie te sektory administracja uznaje za główną arenę przyszłej rywalizacji o amerykańskie przywództwo gospodarcze” — ocenia Chiu.
Trump i jego sojusznicy
Sprzedaż broni Tajwanowi przez Waszyngton od dawna jest kością niezgody między USA a Chinami, a niektórzy obawiają się, że dostawy uzbrojenia mogą stać się kartą przetargową w szerszych negocjacjach między Waszyngtonem a Pekinem.
W zeszłym tygodniu tajwańscy parlamentarzyści zatwierdzili specjalny budżet obronny w wysokości 25 mld dol. na zakup rakiet i innej broni z USA. Jednak według doniesień administracja Trumpa nie zrealizowała kolejnych dostaw po rekordowym pakiecie o wartości 11 mld dol. zatwierdzonym w grudniu.
Brad Bowman, dyrektor ds. bezpieczeństwa w think tanku Foundation for the Defense of Democracies (FDD), napisał na platformie X, że Pekin najpewniej wykorzysta pochlebstwa oraz obietnice wielkich kontraktów handlowych i importu amerykańskich towarów, by nakłonić Trumpa do ograniczenia dostaw broni na Tajwan.
Z kolei Mark Montgomery, starszy analityk w FDD, mówił podczas konferencji prasowej zapowiadającej szczyt, że „prezydent i jego zespół ekonomiczny muszą rozumieć, iż Tajwan jest wzorowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych”.
— Mamy deficyt handlowy z Tajwanem na poziomie 75-100 mld dol. rocznie, ale jak powiedziałby prezydent, to piękny, wielki deficyt — ponieważ sprzedają nam mikroelektronikę i półprzewodniki warte 150-175 mld dol., które napędzają biliony dolarów amerykańskiej produkcji — mówił Montgomery, emerytowany kontradmirał US Navy.
Jego zdaniem Xi prawdopodobnie jest teraz bardziej otwarty, by podjąć temat Tajwanu niż jeszcze podczas ostatniego spotkania z Trumpem w październiku w Seulu. — Sądzę, że może łatwo uzależnić dalsze stosunki z USA od postępów w sprawie Tajwanu — mówi Montgomery. — Takie kwestie jak handel, surowce ziem rzadkich czy nawet Iran mogą być wykorzystane jako karta przetargowa.
Montgomery uważa, że Trump „musi zrozumieć, kto jest tutaj kluczowy”: — A państwo, które w tej sprawie liczy się równie mocno jak Chiny, to Tajwan, i tutaj prezydent musi zachować ogromną ostrożność. Tajwan to wzorowy, dynamiczny sojusznik.
Trump w Chinach „nie zamierza zamiatać trudnych spraw pod dywan”
Nadzieję na poprawę relacji USA z Chinami wyraził w specjalnym wywiadzie dla „Newsweeka” chiński ambasador w USA Xie Feng. — Stabilne i konstruktywne relacje chińsko-amerykańskie leżą nie tylko w fundamentalnym interesie naszych narodów, ale też odpowiadają wspólnym oczekiwaniom społeczności międzynarodowej — zaznaczył.
Spotkanie odbywa się w cieniu wojny handlowej, w której administracja Trumpa nałożyła cła na chińskie towary. — Mamy nadzieję, że USA pójdą jeszcze dalej i całkowicie zniosą jednostronne taryfy i inne restrykcyjne działania — powiedział Feng.
Trump i Xi mają także rozmawiać o wojnie w Iranie, szczególnie jej wpływie na globalne łańcuchy dostaw i rynki energii, przy czym Chiny są jednym z największych światowych importerów ropy. Poruszone mogą zostać także kwestie związane z bronią nuklearną, rolnictwem i energetyką. Chiny mają również ogłosić kilka umów gospodarczych, w tym porozumienie z Boeingiem.
Delegacja odzwierciedla skupienie administracji Trumpa na kluczowych branżach: technologii, finansach i energetyce. Wiele firm prowadzi interesy w Chinach, np. Meta, której chińskie władze nakazały anulować przejęcie za 2 mld dol. startupu AI Manus, oraz Tesla, która stara się rozszerzyć system autonomicznej jazdy w Chinach i zniechęcić Pekin do ograniczania eksportu paneli słonecznych potrzebnych do rozwoju fabryk firmy.
Obecność Cargill, jedynej firmy rolniczej w delegacji, sugeruje, że Biały Dom może starać się o zawarcie umowy rolniczej lub szerszego porozumienia w sprawie sprzedaży soi i innych produktów rolnych.
Firmy płatnicze i finansowe liczą, że uda im się mocniej wejść na mocno regulowany rynek chiński.
Dominic Chiu zauważa, że „nie wszystkie firmy w delegacji mają jednoznacznie ciepłe relacje z Pekinem”, co sugeruje, że administracja Trumpa nie zamierza zamiatać trudnych spraw pod dywan dla ładnego wizerunku: — Jeśli już, jest to sygnał dla szerokiego amerykańskiego biznesu, że gdy pojawiają się problemy z Chinami, administracja zamierza stanąć po stronie rodzimych firm.
— Poza Boeingiem i Cargill, które mogą podpisać porozumienia zakupowe, reszta delegacji skupia się głównie na przedstawieniu postulatów dotyczących strategicznych dostaw — mówi Reva Goujon, strateg ds. geopolitycznych z Rhodium Group, cytowana przez Agencję Reutera.
W zeszłym miesiącu amerykański przedstawiciel ds. handlu Jamieson Greer powiedział, że oba kraje pracują nad utworzeniem Rady ds. Inwestycji oraz Rady ds. Handlu, które mają pomagać w podejmowaniu strategicznych decyzji inwestycyjnych i handlowych bez narażania bezpieczeństwa narodowego. — To mogłoby wspomóc przekaz administracji USA, że aby w ogóle rozmawiać o radzie inwestycyjnej, Chiny muszą być wiarygodnym partnerem inwestycyjnym i nie wykorzystywać dostaw jako narzędzia nacisku — powiedział.
253 mld dol. i 37 umów Donalda Trumpa
Wizyta Trumpa w 2017 r. odbyła się z większą delegacją — z 29 czołowymi biznesmenami, z czego ok. 10 reprezentowało sektor energii i gazu, a pozostali m.in. handel detaliczny (wg CNBC). — Umowy mogą być solidnym fundamentem dla silniejszych relacji opartych na większej wolności, sprawiedliwości i wzajemności między USA a Chinami — mówił ówczesny sekretarz handlu Wilbur Ross.
Lloyd Blankfein, Goldman Sachs
Kevin McAllister, Boeing
Steve Mollenkopf, Qualcomm
Andrew Liveris, DowDuPont
Ajay Banga, Mastercard
John Rice, GE
Seifollah Ghasemi, Air Products
Keith Meyer, Alaska Gasline Development Corp.
gubernator Alaski Bill Walker
Donald Chen, Archer Daniels Midland Co.
Daniel Revers, Arclight Capital Partners
Mitch Snyder, Bell Helicopter
Jack Fusco, Cheniere Energy Inc.
Timothy Tangredi, Dais Analytic Corps.
Frederick Jones, Delfin Midstream
Luka Erceg, Drylet
David Messer, Freepoint Commodities
Shane Tedjarati, Honeywell
Vance Hum, I.M. Systems Group Inc.
Theodore Walker, partner, Reinsurance Company of the United States
Nick Lisi, SAS
Kevin Smith, SolarReserve
Li Zhao, Stine Seed Co.
John Garrison, Terex Corp.
Langtry Meyer, Texas LNG Brownsville LLC
Paul Doherty, The Digit Group Inc.
Gianluca Pettiti, Thermo Fisher Scientific China
Jim Miller, U.S. Soybean Export Council
Paul Koenig, Viroment
Joe Emeterio Gutierrez Elso, Westinghouse Electric Co.
Po tej wizycie Chiny poinformowały o podpisaniu umów o wartości 253 mld dol. z amerykańskimi firmami, w tym m.in. z Boeingiem i Qualcommem. Departament Handlu USA podkreślił, że podczas azjatyckiego tournée Trumpa w 2017 r. podpisano 37 umów.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




