Te historie nie są jednoznaczne. Hania założyła konto na OnlyFans po diagnozie raka piersi. Miała 27 lat, wcześniej pracowała jako kierowniczka restauracji na umowę-zlecenie. Kiedy zaczęła chemioterapię, praktycznie z dnia na dzień straciła możliwość zarabiania. — Leczenie było refundowane, ale życie już nie. Nadal trzeba opłacić czynsz, rachunki, kupić jedzenie — mówi Hania.
Człowiek widzi, że komuś się udało, i myśli sobie: może mnie też się uda — opowiada Alina. Przyjechała z Białorusi na studia — filozofię i politologię. O tym wyborze mówi dziś, że może i był ciekawy, ale możliwości zawodowe dał marne. Po studiach miała duże problemy ze znalezieniem pracy. Tym bardziej że długo oczekiwała na wydanie karty pobytu. Można pracować i bez niej, ale dla pracodawcy oznacza to skomplikowane procedury administracyjne. Często więc osoby bez takiej karty się odrzuca.
Próbowała jako copywriterka, w obsłudze klienta i w marketingu. W końcu aplikowała też na stanowiska ekspedientki w sieci drogerii i kelnerki w knajpie. Kontakt po rozmowie kwalifikacyjnej albo się urywał, albo słyszała: „Niech pani do nas wróci już z kartą pobytu”. — Nie mogłam ciągle opierać się na wsparciu rodziców. Pomyślałam więc: a gdyby tak OnlyFans? — tłumaczy.
OnlyFans to platforma, na której publikuje się treści erotyczne lub pornograficzne — są dostępne dla subskrybentów po wykupieniu miesięcznego abonamentu. Serwis działa inaczej niż klasyczne media społecznościowe, bo nie ma „ściany” z polecanymi profilami. Żeby znaleźć konto, trzeba znać nick danej osoby lub trafić na niego przez inne platformy, np. Instagram, Reddit czy X. Można zarabiać też na sprzedaży dodatkowych materiałów, fantów czy napiwkach.
Alina miała znajome, które się tym zajmowały, w sieci co rusz trafiała na historie spektakularnych sukcesów. Wyobrażała sobie, że to będą łatwe pieniądze. Że dzięki temu się odbije i nie będzie musiała się zastanawiać, na co może sobie pozwolić, kupując jedzenie.
Wykorzystywanie samotności
Do założenia konta przygotowywała się bardzo dokładnie. Kupiła nowy telefon, poczytała na forach, jak się do tego zabrać, założyła nowe profile w mediach społecznościowych. Zależało jej, by nikt jej nie rozpoznał. Kupiła perukę, kolorowe soczewki kontaktowe, rysowała sobie sztuczne piegi. Klientów starała się pozyskiwać głównie przez Reddit, gdzie jest mnóstwo grup, w których można ogłaszać swoje usługi.
Z wieloma potencjalnymi klientami trzeba najpierw porozmawiać, by zdecydowali się kupić subskrypcję. Alina wspomina, że to było poniżające. Płaszczenie się, aby ktoś stwierdził: „OK, zapłacę za zobaczenie twojego ciała”. Wielu próbuje wyłudzić „darmowe próbki”. Niektórzy wciągają w emocjonalne dyskusje. Zaczynają opowiadać o swoich traumach — molestowaniu w dzieciństwie, śmierci matki czy przemocowym ojcu. O tym, że przez to nie potrafią nawiązywać relacji. — Trudno wtedy wciskać im subskrypcję. Czułabym, że wykorzystuję ich samotność — podkreśla. Koleżanki tłumaczyły jej, że jeśli chce się dużo zarabiać, trzeba być online właściwie non stop. Pisać z klientami, wrzucać zdjęcia, budować media społecznościowe.
Przesuwanie granic
Według Aliny do zarabiania potrzeba czegoś jeszcze — stopniowego przesuwania swoich granic. Miała zamiar wrzucać tylko lekką erotykę, pokazywać się w wyzywających strojach, ale nie nago. Była przekonana, że przy tym zostanie. Szybko jednak się okazało, że jeśli chce utrzymać klientów przy sobie, musi pójść krok dalej.
Czuła także niesmak z powodu niektórych komentarzy klientów. Jest drobna, szczupła, ma duże oczy. Bardziej przypomina nastolatkę niż dorosłą kobietę. Byli też tacy, którzy twierdzili, że ta jej „dziecięcość” jest pociągająca. Że jest „marzeniem pedofila”.
Wszystko to, by zarobić kilkaset złotych miesięcznie. Na walkę z ogromną konkurencją, by wyrwać więcej, nie miała ani siły, ani ochoty. Rozumiała, że takie — inne, niż sobie wyobrażała — są realia tego rynku. Mimo to czasami myślała, że to może z nią jest coś nie tak. — Do tego dochodziło poczucie, że zdradzam samą siebie. I strach, że ojciec się jakoś dowie. To by go rozwaliło — mówi. Zaczęła się zastanawiać, co robi ze swoim życiem i co będzie za pięć lat.
Ostatecznie zdecydowała się zrezygnować z OnlyFans. Dostała kartę pobytu i dziś pracuje jako nauczycielka hiszpańskiego w prywatnej szkole. Chodzi też na terapię. — Staram się sobie wybaczyć. To była decyzja podjęta w trudnym momencie życia, ale nie chcę, żeby mnie definiowała. Próbuję budować siebie od nowa — podkreśla.
Uczciwsza opcja
Hania założyła konto na OnlyFans po diagnozie raka piersi. Miała 27 lat, wcześniej pracowała jako kierowniczka restauracji na umowę-zlecenie. Kiedy zaczęła chemioterapię, praktycznie z dnia na dzień straciła możliwość zarabiania. — Leczenie było refundowane, ale życie już nie. Nadal trzeba opłacić czynsz, rachunki, kupić jedzenie — mówi Hania.
Do tego dochodziły koszty, których wcześniej nie brała pod uwagę: prywatne konsultacje, leki łagodzące skutki chemii, psychoterapia, specjalistyczne kosmetyki, peruka. — Niektóre rzeczy da się zrobić na NFZ, ale terminy bywają absurdalne — wyjaśnia.
Znajomi namawiali ją na zbiórkę internetową, ale nie chciała się na to zgodzić. Wstydziła się. Obawiała się, że będzie musiała robić z siebie ofiarę, wrzucać zdjęcia ze szpitala i błagać o pomoc. Oczekiwać czegoś tylko i wyłącznie z powodu choroby, przez którą przechodzą też tysiące innych osób. Nie umiała tego zrobić.
OnlyFans wydawało jej się „uczciwsze”. Miała poczucie, że coś daje w zamian. Że nie żebrze, tylko po prostu próbuje zarobić. Co więcej, z powodu choroby czuła, że przestaje mieć kontakt ze swoim ciałem. Że stało się ono projektem medycznym. Dodając nagie zdjęcia na platformie, pierwszy raz od dawna poczuła, że nadal jest kobietą i może się komuś podobać.
Widzimisię obcych
OnlyFans dawało ulgę finansową. Udawało jej się zarabiać ok. 3 tys. zł miesięcznie. Ale wymagało to właściwie całodobowej pracy, bo ludzie płacą przede wszystkim za uwagę, którą się im poświęca. To zaczęło ją zniechęcać.
Kryzys przyszedł, gdy o koncie dowiedzieli się jej rodzice. Zobaczył je jakiś znajomy ojca i tak informacja dotarła do jej rodzinnego domu. — Mama była przerażona. Płakała i pytała, czy ktoś mnie do tego zmusił. Ojciec się obraził. Przez jakiś czas praktycznie się do mnie nie odzywał — opowiada.
Jednocześnie oboje nadal próbowali wspierać ją w chorobie. Paradoksalnie, to było najcięższe. Ojciec potrafił zawieźć ją na badania, czekać przed szpitalem kilka godzin, a potem w kompletnej ciszy odwozić ją do domu. Miała poczucie rozdwojenia. — Z jednej strony wszyscy współczuli mi raka, a z drugiej bezwzględnie oceniali sposób, w jaki próbuję sobie poradzić finansowo — stwierdza.
Zamknęła konto po kilkunastu miesiącach. Znalazła pracę zdalną w marketingu. Uważa, że to lepsze rozwiązanie. Jej zarobki nie zależą od widzimisię obcych mężczyzn z internetu. — OnlyFans to nie jest dla mnie historia o wyzwoleniu ani wielkich pieniądzach. Ale nie mam do siebie żalu. W tamtym momencie to była jedna z niewielu rzeczy, które dawały mi poczucie sprawczości — stwierdza.
Ułamek procenta
Z wywiadów przeprowadzonych z osobami publikującymi na OnlyFans przez badaczy z uniwersytetu w Maryland w 2022 r. wynika, że większość z nich trafiła na platformę z powodu problemów finansowych, utraty pracy, potrzeby elastycznego zatrudnienia. Ankietowani wskazywali, że taka działalność daje większe poczucie kontroli i bezpieczeństwa niż tradycyjna praca seksualna — a więc bezpośrednie spotkania z klientami.
Ile wydają na platformie użytkownicy OnlyFans? Ze sprawozdań finansowych firmy wynika, że znacznie powyżej 7 mld dol., a według szacunków firmy OnlyGuider w samej Polsce w 2025 r. użytkownicy przeznaczyli na „niebieską platformę” (od koloru logo) 87 mln dol. Jednak zarobki osób publikujących materiały są bardzo zróżnicowane.
OnlyGuider przeanalizował konta ponad miliona użytkowników, kilku tysięcy autorów oraz ponad 59 mln transakcji. Chociaż na platformie próbuje obecnie pracować około 4,6 mln osób, to aż 76 proc. przychodów zgarnia ledwie 0,1 proc. osób. Średnie miesięcznie wynagrodzenie w tej grupie wynosi 146 tys. dol. Większość zarabia niewiele ponad kilkadziesiąt dolarów w ciągu miesiąca.
Zmęczenie i presja
Co ważne, z analizy transakcji wynika, że 70 proc. przychodów najlepszych autorów pochodzi z prywatnych czatów, a nie z samych subskrypcji.
Organizacja Collective Shout w badaniu z 2022 r. sprawdziła, na jakie trudności wynikające z prowadzenia konta na OnlyFans wskazują osoby publikujące materiały. Najczęstsze to wypalenie, zmęczenie i presja ciągłego publikowania i interakcji. 30 proc. ankietowanych mówiło, że konieczność tworzenia dużej liczby nowych treści była bezpośrednią przyczyną lęku i depresji.
Respondentki pisały też o potrzebie spełniania nierealistycznych oczekiwań klientów dotyczących wyglądu. Oraz o swoim lęku przed oceną i ujawnieniem działalności rodzinie czy partnerom. Odrzucenie przez bliskich i stygmatyzowanie przez społeczeństwo osób działających na platformie drastycznie obniża poczucie własnej wartości tych osób, bezpieczeństwo i poziom zadowolenia z życia. Według raportu Gitnux „OnlyFans Statistics 2026” z platformy odpływa rocznie 28 proc. osób publikujących materiały. Oczywiście szybko zastępują je inne osoby. Tak duża rotacja pokazuje, że OF rzadko staje się źródłem stałego dochodu. Jest raczej krótkotrwałym epizodem.
Zabrnęła za daleko
Kasia była w szczycie uzależnienia od stymulantów, gdy zdecydowała się założyć konto na OnlyFans. Miała przeświadczenie, że długo już nie pożyje, więc nie myślała o konsekwencjach. Jednocześnie zdawała sobie sprawę, że jest atrakcyjna i potrzebuje dodatkowej kasy na narkotyki. Pracowała na stałe w korporacji, ale pensja była licha. Dzięki OF co miesiąc na konto wpadał jej dodatkowy tysiąc.
Mówi, że klienci generalnie byli mili i traktowali ją z szacunkiem. Choć zdarzały się bardzo niezręczne wymiany wiadomości. Takie, które sprawiły, że dziś inaczej patrzy na mężczyzn. Jeden z klientów, którego zresztą znała osobiście, opisywał seksimprezę w Berlinie, w której uczestniczył. Zachwycał się, że doświadczył czegoś nowego. — To „coś nowego” okazało się wykorzystywaniem seksualnym kota… Zapytałam go, czy jest normalny, potem zablokowałam — opowiada Kasia.
Coraz częściej miała chęć, by pójść dalej. Bo ten tysiąc przestawał wystarczać. Myślała, by zostać eskortką. Tę powracającą pokusę uznała w końcu za sygnał, że zabrnęła w swoim uzależnieniu za daleko. To był jeden z wielu czynników, które sprawiły, że sięgnęła po pomoc. Na cztery miesiące trafiła do ośrodka leczenia uzależnień.
Po wyjściu z niego jeszcze przez chwilę prowadziła profil. Ale szybko zaczęła dostrzegać, że system OnlyFans opiera się na mechanizmach uzależnienia. Chodzi o to, byś miała ochotę na więcej — wpada się w pętlę, z której trudno się wyplątać. — Zmieniło się też moje podejście do tworzonych tam „relacji”. To już nie były miłe czy dziwne pogawędki. Zobaczyłam, że to napompowany, sztuczny świat, w którym nie ma nic prawdziwego — tłumaczy.
Czułam ulgę i wstyd
Decyzja, by zamknąć konto i zrezygnować z tego 1000 zł, nie była łatwa. Gdy jednak skasowała profil, poczuła ulgę. Odetchnęła. Zaraz przyszedł jednak wstyd. Wiedziała, że to było coś, czego nigdy by nie zrobiła, gdyby nie uzależnienie. — W końcu zaakceptowałam, że to był po prostu jeden z objawów mojej choroby — mówi.
Dodaje, że ma o tyle szczęście, że nigdy nie słyszała od znajomych czy rodziny żadnych negatywnych uwag na temat tego, czym się zajmuje. Nawet nie jest jasne, czy wiedzieli. Sprawa wygląda gorzej, jeśli chodzi o związki romantyczne.
Poznała mężczyznę — również z historią uzależnienia, także obecnie trzeźwego. Dojrzałego emocjonalnie. Czuła, że może się z nim porozumieć na poziomie, na jakim nie byłaby w stanie z kimś, kto nie ma podobnych przeżyć. — Przy którejś rozmowie stwierdził, że chyba nie mógłby nigdy być z dziewczyną, która miała konto na OnlyFans. To ze mną zostało — opowiada.
Wie, że jej doświadczenie może odstraszać, także tych wartościowych, fajnych facetów. Obawia się, że nie uda się jej zbudować długotrwałej relacji. Podsumowuje to tak: czasem robi się jakieś rzeczy z desperacji, ale OnlyFans nie jest rozwiązaniem problemów. Zauważa: — Wiele osób nigdy nie zobaczy dużych pieniędzy, a może ponieść ogromne koszty psychiczne.




