Był autorytarnym politykiem i potwornym szefem. Ale to Bismarckowi Niemcy zawdzięczają ubezpieczenia chorobowe i wypadkowe, emerytury, rozwój masowego szkolnictwa i wygrane trzy wojny.
Dlaczego wielkie mocarstwa prowadzą wojny? Jedynym rozsądnym powodem jest egoizm, a nie romantyzm. To właśnie odróżnia mocarstwo od małego państwa. To pierwsze nie powinno prowadzić wojny, która nie leży w jego interesie — deklaruje w parlamencie we Frankfurcie nad Menem. Ma 35 lat, 190 cm wzrostu — średni wzrost rekruta nie przekraczał wówczas 170 cm — i dopiero zaczyna wyrabiać sobie nazwisko w pruskiej polityce. Ale już wie, że w rządzeniu będzie się kierować bezwzględnym pragmatyzmem. Dla idealistów — brutalnym cynizmem. On, Otto von Bismarck, wolał inny termin: Realpolitik.
*
Najbardziej znanym wizerunkiem żelaznego kanclerza jest ten z siwym wąsem, marsowym wyrazem pooranej zmarszczkami twarzy i w pikielhaubie zasłaniającej łysinę: surowy, stary wiarus, którego nie posądziłbyś o poczucie humoru ani życie towarzyskie i uczuciowe. Ale jako młody człowiek miał reputację „szalonego junkra”, kochał się romantycznie i nieszczęśliwie, a charyzmy ani uroku osobistego nie odmawiali mu nawet wrogowie. Władzę, napisał jego ewidentnie zafascynowany biograf Jonathan Steinberg, egzekwował głównie siłą swojej niezwykłej, gigantycznej osobowości.
Najchętniej nosił mundur i wygrał Niemcom trzy wojny, ale sam prochu nie powąchał: służył wyłącznie w rezerwie, a i z tego próbował się wymigać. Rządził żelazną ręką i przez ponad ćwierć wieku — opozycja nazywała go dyktatorem — ale wyłącznie z woli cesarza: jego partia nigdy nie zwyciężyła w wyborach. Był symbolem pruskiego reakcjonizmu, a jednocześnie twórcą niemieckiego państwa opiekuńczego. Za młodu nawrócił się na surową, ewangeliczną wersję protestantyzmu — a potem zsekularyzował szkoły i usankcjonował rozwody. Postrzegał polskość jako zagrożenie dla jedności państwa, więc zintensyfikował germanizację, wywłaszczał z ziemi i deportował migrantów — w efekcie wielkopolscy nacjonaliści powinni postawić mu pomnik, bo nikt tak jak on nie wzmocnił narodowej tożsamości Polaków w zaborze pruskim. A głównym skutkiem kulturkampfu na wschodnich rubieżach cesarstwa było wzmocnienie identyfikacji polskości z katolicyzmem.
W polityce kierował się nie wartościami, ideologią czy etyką, ale kalkulacją sił, dostępnych środków i narodowych interesów. I to w kontekście Realpolitik należy rozpatrywać jego komentarz z prywatnego listu do siostry o represjach po demonstracji w Warszawie w 1861 r.: „Bijcie w Polaków, by im ochota do życia odeszła. Osobiście współczuję ich położeniu, ale jeżeli pragniemy istnieć, nie pozostaje nic innego, jak ich wytępić. Wilk też nie odpowiada za to, że Bóg go stworzył takim, jakim jest”.
Bismarck politykę definiował jako sztukę możliwego, ale w XIX w. tylko Napoleon miał większy wpływ na mapę Europy — i mieszkańców jej centralnej części — niż on.
*
Otto von Bismarck urodził się 1 kwietnia 1815 jako obywatel Królestwa Prus. W tym samym roku zwycięzcy wojen napoleońskich powołali w Wiedniu Związek Niemiecki, luźną konfederację niezależnych państw (z grubsza) niemieckojęzycznych pod formalnym przywództwem Austrii. Bismarck poświęci pierwszą dekadę swoich rządów na rozmontowanie wiedeńskiego systemu, a kolejne dwie na zapewnienie zjednoczonym Niemcom dominującej pozycji w Europie.
Jego matka, piękna, inteligentna, ale pozbawiona posagu Wilhelmina, wyszła za mąż bez miłości za dwa razy starszego i totalnie przeciętnego Ferdinanda. Otto napisze, że była „twarda i zimna”. W przyszłości silnych kobiet będzie się raczej obawiał, a intelektualistami pogardzał.
Von Bismarckowie byli z dziada pradziada junkrami, czyli pruską szlachtą. O ile na stereotyp polskiej szlachty składają się złota wolność, katolicyzm, kłótliwość, zastaw się, a postaw się i totalny brak dyscypliny, to typowy junkier miał być konserwatywnym lojalistą, fanatykiem hierarchii, porządku, punktualności, munduru i służby państwu. Z polskim szlachcicem łączyły go buta, pogarda wobec niższych stanem i niechęć do wszelkiej modernizacji, ze szczególnym uwzględnieniem wolnego rynku, wolnych chłopów, wolnomyślicielstwa, miast oraz Żydów. Otto von Bismarck pod wieloma względami był typowym junkrem — mundur, protestancka etyka pracy, duma — ale cechowała go jednocześnie obca własnej klasie elastyczność. Bismarck, co przyznaje nawet Steinberg, nie miał żadnych zasad, a jego priorytetem była skuteczność.
Dzieciństwo przyszły żelazny kanclerz spędził w Kniephofie (dzisiejsze Konarzewo na Pomorzu Zachodnim). Miał sześć lat, gdy rodzice wysłali go do gimnazjum z internatem. Otto miał talent zwłaszcza do języków: płynnie mówił po angielsku i francusku, dogadywał się po rosyjsku i polsku.
Po studiach prawniczych zaczepił się na chwilę na rządowej posadzie w Akwizgranie, gdzie głównie wydawał cudze pieniądze i łamał serca Angielek (z jedną zerwał po tym, jak się dowiedział o jej nieślubnym pochodzeniu, z drugą, bo nie miała dość wysokiego posagu). Był wysoki, szczupły, czarujący (gdy się postarał), przekonany, że ma przed sobą wielką przyszłość, i niezadowolony z posady podrzędnego biurokraty. Pruski urzędnik, napisał matce, przypomina muzyka w orkiestrze. Może nawet i grać pierwsze skrzypce, ale zawsze musi trzymać się nut, niezależnie od tego, co sam myśli o utworze. „Będę grał muzykę, którą uważam za dobrą, albo nie będę grał wcale”.
Zaliczył obowiązkowy rok służby wojskowej i wrócił do Konarzewa. Na wsi się nudził, a nadmiar energii wyładowywał na polowaniach, galopadach po okolicy i romansach. Był młody, niecierpliwy, ambitny i coraz bardziej sfrustrowany. Pisał do przyjaciela, że jeśli odwiedzi go za kilka lat, to znajdzie „dobrze odżywionego, wąsatego oficera milicji, który przeklina i wyraża uzasadnioną nienawiść do Francuzów i Żydów, aż ziemia drży, brutalnie bije psy i służących, choć sam jest tyranizowany przez żonę. Będę nosił skórzane spodnie, w dniu urodzin króla upiję się i będę krzyczeć »Vivat!«, a w każde zdanie wtrącę »na honor!« i »wspaniały koń!«”.
Miał 28 lat, gdy poznał Marie von Thadden-Trieglaff. Przypominała jego matkę: była piękna, błyskotliwa, wykształcona, silna i zaręczona, więc niedostępna. Rodzina von Thadden należała do grupy tzw. pietystów — arystokratycznego ruchu odrodzenia religijnego na Pomorzu — i Marie wciągnęła do niego zakochanego Ottona. To z ultrakonserwatywnych, odrzucających oświecenie i zdobycze rewolucji francuskiej pietystów będą pochodzić pierwsi polityczni sojusznicy i sponsorzy Bismarcka. I to ich pierwszych zdradzi w imię politycznej skuteczności.
W 1844 r. Marie wyszła za mąż — nie, nie za Bismarcka, choć była nim co najmniej zauroczona — a dwa lata później zmarła. Zdruzgotany Otto ekspresowo, bo w ciągu miesiąca, podjął dwie zmieniające życie decyzje: oddał majątek w dzierżawę — miał dość junkrowania, postanowił iść do polityki — i oświadczył się przyjaciółce Marie, Joannie von Puttkamer. Joanna nie była ani ładna, ani wykształcona, ani szczególnie błyskotliwa; nie nadawała się ani na intelektualną partnerkę wielkiego człowieka, ani na gospodynię kanclerskiego salonu. Ale, w przeciwieństwie do Marie i Wilhelminy, godziła się na życie w cieniu i status nagrody pocieszenia. Bismarckowie spędzą razem prawie pół wieku i spłodzą trójkę dzieci.
Bismarck jako poseł do Sejmu Pruskiego
Foto: Domena publiczna/Wikimedia
*
Wilhelm I Hohenzollern mianował Ottona von Bismarcka premierem Prus we wrześniu 1862 r. z czystej desperacji. Zdominowany przez liberałów parlament odmówił zatwierdzenia funduszy na rozbudowę armii i król potrzebował kogoś, kto przełamie impas. A Bismarck, który ostatnie półtorej dekady spędził najpierw w pruskim Landtagu, potem parlamencie związkowym, a wreszcie jako ambasador w Rosji, miał już reputację polityka, który z opozycją się nie patyczkuje.
Bismarck przerósł najśmielsze oczekiwania niezbyt ambitnego monarchy i władzę oddał dopiero 28 lat później.
Pierwszą dekadę rządów poświęcił na dzieło swojego życia: zjednoczenie Niemiec pod berłem Hohenzollernów. Dokonał tego, jak sam zapowiedział, krwią i żelazem oraz prowokacją, oszustwem i wykorzystywaniem okazji. Polityka, uważał, jest bardziej sztuką niż nauką, i nie da się jej nauczyć — trzeba mieć do niej talent. Przydaje się też, tego już nie dodał, brak skrupułów.
Zaczął w 1864 r. od wojny z Danią o Szlezwik i Holsztyn, w którą wciągnął Austrię. Dania została zmuszona do oddania obu księstw pod zarząd zwycięzców, a Bismarck wykorzystał spory o ich zarządzanie do wywołania kolejnego konfliktu, tym razem z Wiedniem. W 1866 r. pruska armia, najnowocześniejsza i najlepiej zorganizowana w Europie, rozniosła wojska austriackie pod Sadową. Dawny hegemon został zmuszony do wycofania się z niemieckiej polityki, a północne księstwa stworzyły związek pod przywództwem Prus. Bismarck oszczędził przy tym Franciszkowi Józefowi niepotrzebnych upokorzeń: przekonał króla, by ten nie domagał się cesji terytorialnych ani pruskiego triumfu w Wiedniu. „Jeśli nie będziemy przesadzać z roszczeniami i wierzyć, że podbiliśmy świat, możemy dostać trwały pokój” — pisał żonie. On, dodał, ma „niewdzięczne zadanie wylewania zimnej wody na kipiący kocioł i przypominania, że nie żyjemy w Europie sami, ale z trzema sąsiadami”.
Ostatnim aktem zjednoczenia Niemiec stała się wojna z Francją. Bismarck ją sprowokował, fałszując i publikując w prasie obraźliwą dla Paryża depeszę. Napoleon III, któremu marzyły się triumfy swojego imiennika, połknął przynętę — i również został ekspresowo zmiażdżony niemieckim walcem. 18 stycznia 1871 r. w Wersalu proklamowano utworzenie II Rzeszy z cesarzem Wilhelmem I na czele.
Triumfujący Bismarck stał u jego boku.
*
Był autorytarnym politykiem i potwornym szefem. Nie tolerował sprzeciwu, różnicę zdań uważał za brak lojalności, a temperament miał wybuchowy. Kanclerz, zanotował jego podwładny, miał potrzebę demonstrowania swojej władzy poprzez dręczenie i prześladowanie, wręcz „orgię pogardy i znęcania się”. Dla własnej rodziny też nie miał litości. Zabronił swojemu synowi poślubienia pięknej księżnej Elisabeth zu Carolath-Beuthen, która dla niego rzuciła męża, bo pochodziła z rodziny wrogów kanclerza, no i była starszą o dekadę rozwódką. Herbert ustąpił, choć nie przestał kochać Elisabeth. Umrze w wieku 55 lat, na alkoholową marskość wątroby.
Los kanclerza zależał od kaprysu władcy, ale Bismarck nawet z cesarzem grał ostro, wymuszając ustępstwa składaniem rezygnacji. Powtórzył ten numer wielokrotnie, ale Wilhelm I nie zdecydował się jej przyjąć. Jednocześnie im więcej miał władzy i im mocniej krzepła jego reputacja jako politycznego geniusza, tym bardziej odbijało się to na zdrowiu kanclerza. Ale niezależnie od prawdziwych i zmyślonych problemów zdrowotnych (był strasznym hipochondrykiem) Bismarck parł do przodu jak czołg. A kiedy miał do wyboru konflikt i kompromis, zazwyczaj szedł na zwarcie.
Ledwo wyeliminował cesarza Francuzów, skonfliktował się z Watykanem. W 1870 r. Pius IX opublikował doktrynę o nieomylności papieża w kwestiach duchowych. I wtedy Bismarck zaczął kulturkampf. W Polsce polityka ta pamiętana jest jako walka z polskością, ale w rzeczywistości była to walka z Kościołem katolickim. Potrwała prawie dekadę i zakończyła się taktycznym odwrotem kanclerza: w latach 80. zmienił front i płynnie przeszedł do zwalczania socjalizmu… przejmując jego ekonomiczny program. To Bismarckowi Niemcy zawdzięczają ubezpieczenia chorobowe i wypadkowe, kasy chorych, emerytury i renty oraz rozwój masowego szkolnictwa i służby zdrowia. Ale to socjaliści i katolicy śmiali się ostatni: to oni najbardziej bowiem skorzystali z innej przełomowej reformy Bismarcka, powszechnego prawa wyborczego.
*
W 1888 r. 91-letni cesarz wreszcie zmarł. Jego następca, liberalny Fryderyk III, czekał za długo: po trzech miesiącach na tronie zabił go rak gardła. A 29-letni Wilhelm II miał ambitne plany — chciał zrobić z Niemiec mocarstwo globalne, najlepiej takie, nad którego koloniami nie zachodzi słońce — a Bismarck stał mu na drodze. I w marcu 1890 r. zmusił 75-letniego żelaznego kanclerza do dymisji.
Bismarck tłumaczył to inaczej: „Niech Bóg da mu talent. Ja jestem cieniem, który stoi między nim a słońcem chwały”.
Ćwierć wieku później cesarz rozpocznie romantyczną wojnę, która zmiecie z mapy Europy II Rzeszę — i umieści na niej Polskę. A zwycięzcy tej wojny nie skorzystają z innej lekcji Bismarcka: chcesz trwałego pokoju, nie upokarzaj przegranego.
Kanclerz umiera w 1898 r. w wieku 83 lat.




