Opcje militarne wracają do gry, ponieważ — jak twierdzą amerykańscy urzędnicy — Iran odmówił znaczących ustępstw w kwestii swojego programu nuklearnego.
— Czas ucieka — powiedział Donald Trump portalowi Axios pytany o Iran. Ostrzegł, że jeżeli Teheran nie przedstawi lepszej propozycji porozumienia, zostanie uderzony „znacznie mocniej”.
Z informacji udzielonych portalowi przez dwóch urzędników amerykańskich wynika, że już we wtorek prezydent ma spotkać się ze swoim zespołem do spraw bezpieczeństwa narodowego, aby omówić opcje militarne.
Czy Iran wreszcie przyjmie stanowisko, które Trump uzna za akceptowalne? A może Teheran dojdzie do wniosku, że czas działa na jego korzyść i zdecyduje się walczyć dalej?
Przedstawiamy pięć możliwych scenariuszy, wedle których może potoczyć się wojna z Iranem.
1. Trump znów bombarduje, porozumienie „na chwilę”
Opcje militarne wracają do gry, ponieważ — jak twierdzą amerykańscy urzędnicy — Iran odmówił znaczących ustępstw w kwestii swojego programu nuklearnego.
Biały Dom może zdecydować się na ponowne ataki, aby zmusić Iran do powrotu do stołu negocjacyjnego, wymusić ustępstwa w sprawie programu nuklearnego i pozwolić Trumpowi ogłosić, że dyplomacja przymusowa zadziałała.
To prawdopodobne, bo publiczne żądanie Trumpa jest proste: Iran musi poprawić swoją ofertę lub liczyć się z mocniejszymi atakami.
Ryzykiem dla Trumpa jest to, że „znacznie mocniej” stanie się próbą, którą będzie musiał stale powtarzać i faktycznie realizować, jeśli groźba ma zachować jakąkolwiek skuteczność.
A warto zauważyć, że mimo tych gróźb najnowsze stanowisko Iranu pozostaje maksymalistyczne — Teheran żąda odszkodowań wojennych, zniesienia sankcji, uwolnienia zajętych aktywów oraz suwerenności cieśniny Ormuz.
Wznowiona kampania bombardowań USA może doprowadzić do ograniczonego porozumienia w kwestii dostępu, kontroli czy żeglugi przed preferowanym przez Trumpa wycofaniem się Iranu z programu nuklearnego.
Taki wstępny układ mógłby zakończyć wojnę, otwierając drogę do pełniejszego porozumienia — pozwalając obu stronom ogłosić swego rodzaju zwycięstwo i powstrzymać straty gospodarcze — ale pozostawiając trudny problem atomowy na później.
2. Iran ustępuje? Byle nie kapitulacja!
Najbardziej stabilizującym scenariuszem jest ustąpienie Iranu przed wznowieniem wojny.
Zostałoby to przedstawione jako wzajemna deeskalacja, a Pakistan i Katar — jako mediatorzy — pomogliby Teheranowi zaakceptować pewne zapisy dotyczące atomu lub żeglugi, które również zadowoliłyby Waszyngton, co z kolei stopniowo łagodziłoby presję ze strony USA.
Iran ma silną motywację do negocjacji, bo impas zdusił żeglugę w zatoce i podbił ceny energii, co mocno uderza w irańską gospodarkę — a z każdym tygodniem te skutki są coraz poważniejsze.
Ale również Trump ma powód, by przyjąć niedoskonały układ, bo po ostatnim impasie ceny ropy mocno wzrosły (w niedzielę cena ropy Brent przekroczyła 111 dol. za baryłkę), co w USA przekłada się na wyższe ceny paliwa tuż przed kluczowymi wyborami połówkowymi.
Wznowienie wojny zwiększyłoby także koszty polityczne i gospodarcze dla Trumpa i nadal odciągałoby uwagę jego administracji od innych priorytetów: Kuby, wojny w Ukrainie czy stosunków z Chinami.
Ten scenariusz wymaga takiego języka porozumienia, który pozwoli Iranowi zaprzeczać kapitulacji, a Trumpowi — ogłosić sukces. Największą przeszkodą pozostaje ultimatum Trumpa, bo irańska telewizja państwowa określiła propozycję USA jako kapitulację.
3. Wojna USA z Iranem, czyli kontrolowany impas
Najbardziej prawdopodobnym złym scenariuszem jest ciąg amerykańskich ataków, irańskich odwetów, zakłóceń w transporcie morskim i kolejnych prób mediacji, które pozwalają obu stronom twierdzić, że mają kontrolę nad sytuacją.
Rozejm już kilkakrotnie był bliski załamania w związku z działaniami USA zmierzającymi do otwarcia cieśniny Ormuz. Trump publicznie bagatelizował konflikt, nazywając go „potyczką”, twierdził, że USA mają „pełną kontrolę”. A jednocześnie Iran od początku wojny w dużej mierze cieśninę blokuje.
USA zachowają miażdżącą przewagę militarną, ale Iran nie musi wyrównywać sił na polu walki, by zaszkodzić przeciwnikowi. Jeśli skutecznie utrzyma cieśninę Ormuz zamkniętą lub niestabilną, impas zamieni się w konflikt gospodarczy.
Iran musi się zmagać ze spadającym eksportem, brakiem miejsca na magazynowanie ropy i kosztownymi przestojami produkcji, podczas gdy USA odczują wzrost cen energii, naciski sojuszników i coraz większe pytania o sensowność prowadzenia niekończącej się kampanii.
Impas oznaczałby nieosiągnięcie celów żadnej ze stron, choć przez pewien czas obie mogłyby to na własny użytek przedstawić jako sukces. Trump mógłby mówić, że utrzymuje presję na Iran, a Teheran — że zachował przewagę atomową i nie pozwolił USA na czyste zwycięstwo.
Im dłużej trwałby taki klincz, tym bardziej problem z militarnego przeobrażałby się w gospodarczy. Obywatele obu krajów odczuwaliby ciągłe problemy finansowe wywołane przez wojnę, której nikt nie chciał. A to z kolei tworzyłoby grunt pod niezadowolenie okazane w wyborach w USA i protesty na ulicach Iranu.
Sojusznicy USA z NATO i chiński partner Iranu prawdopodobnie zwiększyliby naciski na Waszyngton i Teheran, by zakończyć konflikt, którego rozlanie się przynosi coraz więcej gospodarczych kłopotów na świecie.
4. Sojusznicy Trumpa wchodzą do gry
Najgroźniejsza eskalacja nastąpiłaby, gdyby mocarstwa Zatoki Perskiej przestały biernie przyjmować ataki i otwarcie przystąpiły do walki u boku USA, by zmusić Teheran do porozumienia. Ziściłby się wtedy jeden z najczarniejszych scenariuszy rozważanych przed konfliktem, a więc pełnowymiarowa wojna w regionie ze wszystkimi jej ludzkimi i gospodarczymi kosztami.
Pojawiły się doniesienia o bezpośrednich atakach na Iran ze strony Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej, choć żaden z tych krajów nie potwierdził publicznie tych uderzeń, które były odwetem za ostrzał ich terytoriów przez irańskie rakiety i drony.
To ryzyko wyostrzył atak drona w pobliżu elektrowni jądrowej Barakah. ZEA podały, że trzy drony nadleciały z zachodniej granicy, z czego dwa zostały przechwycone, a jeden wywołał pożar przy generatorze prądu poza główną strefą Barakah. Minister spraw zagranicznych ZEA Abdullah ibn Zajid zapewnił dyrektora generalnego Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Rafaela Grossiego, że „nie odnotowano wpływu na poziom bezpieczeństwa radiologicznego”.
Polityczne skutki są jednak istotne: atak blisko jedynej arabskiej elektrowni atomowej daje rządom zatoki mocniejsze argumenty za odwetem, wspólną obroną lub bezpośrednim wsparciem działań USA, jeśli wojna wybuchnie na nowo.
A jeśli sojusznicy z zatoki otwarcie zaangażowaliby się w konflikt, pole manewru Trumpa w prowadzeniu dyplomacji znacząco by się zmniejszyło, bo zarządzanie aliansem stanie się samo w sobie wojną — choć szerszy udział zatoki pozwoliłby mu przedstawić operację jako dzielenie ciężaru, a nie jednostronną eskalację.
5. Najkorzystniejsza opcja dla Trumpa
Najmniej widowiskowy scenariusz może okazać się najbardziej znaczący: rozejm utrzyma się tylko z nazwy, podczas gdy pod powierzchnią nawarstwiać się będą problemy: blokada cieśniny Ormuz, sankcje, zagrożenie dronami i spory prawne.
To może być opcja najkorzystniejsza dla Trumpa, bo daje mu narzędzia nacisku bez konieczności podejmowania natychmiastowej decyzji o bombardowaniu. Pozwala, by „bomba zegarowa” irańskiej gospodarki powoli tykała: kraj wyczerpuje pojemność magazynów ropy, Teheran musi zamykać kolejne odwierty, a wpływy z eksportu wysychają — co uniemożliwia finansowanie pensji i usług publicznych.
Cała ta presja narasta bez widocznej przemocy, coraz mocniej dusząc Teheran nawet bez oficjalnego powrotu do wojny. Trzeba jednak zauważyć, że eksperci nie są zgodni, jak szybko takie działania okażą się rozstrzygające.
To także scenariusz, który najłatwiej zatrze granice konstytucyjne: rezolucja o uprawnieniach wojennych (War Powers Resolution USA) wymaga zakończenia nieautoryzowanych działań wojennych po 60 dniach, chyba że Kongres wyrazi zgodę na użycie siły, ogłosi wojnę lub je wydłuży.
To rozejm, który jedynie odwraca uwagę opinii publicznej. I zarazem rozejm, który może stać się najtrwalszą polityką Trumpa wobec Iranu.
Wojna, którą wszyscy nazywają „rozejmem”
Błędem jest traktowanie tych scenariuszy jako pięciu równorzędnych wariantów. Cztery pierwsze są możliwościami, piąty to już stan faktyczny, który się kształtuje.
Trump może bombardować, Iran może ustąpić, w cieśninie może wybuchnąć konflikt, a państwa zatoki mogą zbliżać się do wojny, ale każda z tych dróg prowadzi przez rozejm, który spełnia dziś raczej rolę polityczną niż dyplomatyczną.
Jeśli kolejne propozycje nie określą warunków zakończenia wojny, otwarcia żeglugi i ograniczenia programu atomowego Iranu, USA mogą niepostrzeżenie wpaść w najdziwniejszy scenariusz: wojnę, która trwa tylko dlatego, że wszyscy nazywają ją „rozejmem”.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




