Donald Trump pogrywa sobie z naszym bezpieczeństwem, świadomie stara się wpływać na sytuację polityczną w Polsce.
To nie jest historia o stosunkach Polski z USA.To jest historia o stylu podejmowania decyzji w Ameryce rządzonej przez Donalda Trumpa. I o tym, jak te decyzje przekładają się na polskie bezpieczeństwo i sytuację wewnątrz kraju.
Czwartkowy wpis na Truth Social, w którym Trump ogłosił, że wyśle do Polski 5 tys. żołnierzy, zdziwił także samych Amerykanów. O zaskoczeniu Pentagonu piszą „New York Times”, Politico i Associated Press.
Wpis Donalda Trumpa
Foto: Truth Social via CNP
Tydzień temu Reuters podał, że USA zrezygnowały z rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Associated Press dodała, że wynika to z rozkazu Trumpa, który chciał zmniejszyć liczbę żołnierzy w Europie. Potem była jeszcze informacja o wycofaniu amerykańskich żołnierzy z Niemiec. Wszystko wydawało się spójne. Niespodziewane, nieprzemyślane, ale jednak spójne. Do czwartku.
To oczywiste, że decyzja o wysłaniu oddziałów do Polski ma olbrzymią wagę i wpływa na politykę wewnętrzną. Amerykanie zdają sobie z tego sprawę. Tylko od nich zależy, czy będą tę siłę wykorzystywać. Dziś Trump nawet nie stara się niczego udawać, wprost pisze, że wyśle do Polski żołnierzy z „uwagi na zwycięstwo wyborcze prezydenta Karola Nawrockiego” i „relację z nim”. Wpis Trumpa dziś ma olbrzymią siłę, a wyobraźmy sobie, jaką miałby, gdyby w niedzielę odbywały się wybory parlamentarne. Nie ma też wątpliwości, że Trump w razie potrzeby z tej siły skorzysta.
Drugi wymiar decyzji amerykańskiego prezydenta jest jeszcze ważniejszy. — Wygląda to tak, jakby na najwyższym szczeblu nie istniały żadne procesy dotyczące takich kwestii, jak wycofywanie i rozmieszczanie wojsk — mówi w AP Ian Kelly, były ambasador USA w Gruzji. — To nie są przemyślane decyzje. To podejmowane pod wpływem impulsu decyzje oparte na kaprysach Trumpa lub na tym, co jego doradcy uważają za jego kaprysy.
W tej sytuacji stworzenie jakiejkolwiek strategii przez polskie wojsko jest niemal niemożliwe. Przecież w jednym tygodniu trzeba zakładać, że Ameryka wycofuje żołnierzy z Polski, a w drugim, że sojusznik wysyła ich więcej. Cała ta sytuacja pokazuje też, że amerykańskie mocarstwo działa sobie od przypadku do przypadku. Od impulsu do impulsu. Od kaprysu do kaprysu.
Od amerykańskiego dyplomaty usłyszałem niedawno, że Waszyngton przeszedł w ostatnim czasie olbrzymią metamorfozę. Urzędnicy, podejmując decyzję, kierują się tym, co pomyśli i jak zareaguje na nią Trump. Nie ma innego punktu odniesienia. — Amerykańska administracja nigdy w ten sposób nie działała — przekonywał mój rozmówca.
A to oznacza, że dekady budowy relacji z USA, współpracy z administracjami demokratów i republikanów, nie mają dziś żadnego znaczenia. Polskie bezpieczeństwo zależy od widzimisię lokatora Białego Domu. Od tego, czy odbierze telefon, przeczyta SMS, zobaczy coś w telewizji. To nigdy nie byłaby pożądana sytuacja, ale dziś okoliczności są wyjątkowe. Amerykańska nieprzewidywalność przyszła akurat w momencie, gdy za polską granicą trwa wojna.