Małgorzata Manowska dopięła swego – Zbigniew Kapiński został jej następcą na stanowisku pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Manowska musi mieć siłę przekonywania, skoro prezydent Karol Nawrocki spośród pięciu kandydatów wybrał akurat tego, mimo ostrego sprzeciwu własnego środowiska, w tym prezesa PiS.
To, co według Jarosława Kaczyńskiego było dyskwalifikujące dla Kapińskiego, czyli fakt, że 26 lat temu jako sędzia sądu lustracyjnego oczyścił Lecha Wałęsę z zarzutu współpracy ze służbami PRL, dla Nawrockiego okazało się bez znaczenia. Od starych sporów o lustrację bardziej liczyło się to, by prezydent miał wpływ na Sąd Najwyższy.
Nie wiem, czy Kapiński wkupi się w łaski głowy państwa z łatwością, z jaką zyskał sympatię Manowskiej, ale tę dwójkę łączy pewien talent do nawiązywania relacji. Legendą obrosły w Sądzie Najwyższym myśliwskie wiktuały nowego pierwszego prezesa, którymi miał raczyć najpierw znajomych w warszawskim sądzie apelacyjnym, gdzie orzekał przez lata, a później kolegów z Sądu Najwyższego.
Kapiński lubi się relaksować na łonie natury, postrzelać do zwierząt, zachwala mięso z dziczyzny, które sam przyrządzał i ubolewa, że nie ma już na to czasu. Ale, co ważniejsze, o sądownictwie myśli tak samo, jak prawica spod znaku PiS i Konfederacji.
Gdy kandydował na sędziego Sądu Najwyższego przed upolitycznioną Krajową Radą Sądownictwa, wielu w warszawskiej apelacji dziwiło się, po co mu ta plama na ponad trzydziestoletniej karierze sędziego. Ambicje okazały się silniejsze, a tych Kapińskiemu ponoć nie brakuje. Szybko zresztą zasłużył się dla PiS. Zgodnie z oczekiwaniem tej partii już jako sędzia Sądu Najwyższego orzekł, że to nie Dariusz Korneluk, ale nominat Zbigniewa Ziobry Dariusz Barski wciąż jest prokuratorem krajowym. I to, mimo że sąd pracy jako prawowitego prokuratora krajowego wskazał Korneluka, argumentując, iż zgodnie z Ustawą o Prokuraturze prokuratora krajowego wskazuje premier, na wniosek prokuratora generalnego.
Innym razem Kapiński, zastępując Manowską, skierował sprawę mandatów poselskich Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego, skazanych na dwa lata więzienia za nadużycie uprawnień podczas tzw. afery gruntowej do obsadzonej przez no–KRS Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Gdy w innej sprawie Prokuratura Krajowa chciała go wyłączyć z orzekania, jednoosobowo odrzucił wniosek, stając się sędzią we własnej sprawie. Zaskoczeni obrotem sprawy i łamaniem standardów prokuratorzy poskarżyli się rzecznikowi dyscyplinarnemu SN. Dostali odpowiedź, że „doszło do pomyłki”, a pod decyzją o odrzuceniu wniosku o wyłączenie Kapińskiego podpisał się inny sędzia.
Ci, którzy oczekiwali, że powołanie na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Zbigniewa Kapińskiego będzie nowym otwarciem i szansą na przywrócenie praworządności w SN, srogo się zawiodą. Kapiński nie tylko będzie kontynuował kurs, obrany przez Małgorzatę Manowską, ale dla tzw. starych sędziów, powołanych jeszcze przez legalną, nieupolitycznioną KRS, może się okazać dużo bardziej surowy. Już wydał zarządzenie, w którym nakazuje nierejestrowanie wniosków o wyłączenie neosędziów ze składów orzekających. Sędziowie, którzy będą odmawiali orzekania z neosędziami, mogą się narazić na dyscyplinarki. Kapiński będzie robił wszystko, by doprowadzić do legalizacji neosędziów. W końcu sam jest, jak mówiła Manowska – „neonem”, jak dwie trzecie składu orzekającego w Sądzie Najwyższym.
Nowy prezes nie będzie za to raczej kwestionował wybranej niedawno Krajowej Rady Sądownictwa, co zdaje się ma planach także prezydent Karol Nawrocki. Nie oznacza to oczywiście, że Nawrocki zmienił front i podpisze ustawę praworządnościową Waldemara Żurka, która ma uregulować status sędziów wybranych po 2018 r. Na żadne podważanie statusu neosędziów Nawrocki się nie zgodzi. Bardziej prawdopodobne, że będzie powoływał sędziów wyznaczonych przez nową KRS tak, by uzupełnić wakaty w sądach i przyspieszyć orzekanie, licząc na to, że temat neosędziów z czasem zejdzie z politycznej agendy, a rząd widząc, iż nie może tu liczyć na sukces, w końcu odpuści.
Prawdziwym testem dla Kapińskiego będzie zachowanie wobec Trybunału Stanu, którego działanie zablokowała jego poprzedniczka. Gdyby nowy prezes, stojący z mocy prawa na czele Trybunału Stanu, odblokował jego działania, znaczyłoby, że urwał się PiS.