-
Premier Donald Tusk zapowiedział, że osoby podszywające się pod funkcjonariuszy publicznych i legitymujące osoby o innym kolorze skóry będą zatrzymywane i odpowiadały prawnie.
-
Donald Tusk określił działania Roberta Bąkiewicza i członków polskiej prawicy jako chuliganerię polityczną, mającą na celu pogorszenie relacji polsko-niemieckich.
-
Premier poinformował o planowanym podpisaniu umowy obronnej między Polską a Niemcami i skrytykował pojawiającą się kampanię antyniemiecką oraz działania, mające na celu skonfliktowanie Polski z sojusznikami.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Premier Donald Tusk, pytany o zatrzymanie szefa Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza przez niemieckich funkcjonariuszy, stwierdził, że tego typu „ekscesy” są elementem „permanentnej akcji” polskiej prawicy.
– Część działaczy prawicy ciężko pracuje nad tym, żeby pokazać, że jesteśmy zalani falą migrantów – mówił na briefingu prasowym szef rządu. Demonstrację członków ROG, którzy chcieli postawić krzyż pod głazem, który upamiętnia ofiary II wojny światowej, określił jako „chuliganerię polityczną„.
Berlin. Incydent z udziałem Roberta Bąkiewicza. Tusk: będą robili różne numery
Zdaniem Tuska Polska jest dziś przykładem państwa, które najskuteczniej w całej Europie radzi sobie z przeciwdziałaniem nielegalnej migracji. Incydenty, takie jak ten w Berlinie, pokazują – w opinii premiera – iż politycy opozycji chcą pogorszyć relacje polsko-niemieckie.
– To ich bardzo boli, więc będą robili różne numery, żeby udowodnić, że jest bardzo poważny problem z uchodźcami w Polsce – mówił premier. – Dzięki PiS-owi ten problem był. Pamiętacie te kilkaset tysięcy wiz, które miały być wydane obywatelom państw uznawanym za państwa wprowadzające duże ryzyko migracji. Ludzie zobaczyli, że to my jesteśmy gwarantami tego, że Polska jest bezpieczna – dodał.
Premier podkreślił, że nielegalne demonstracje i nawoływanie do nienawiści „będą traktowane z całą surowością prawa„.
Do sprawy zatrzymania Roberta Bąkiewicza odniósł się także w kilku wpisach na portalu X Radosław Sikorski. „Należy przestrzegać lokalnego prawa oraz wypełniać polecenia służb porządkowych. Konsulowie RP udzielają pomocy ale nie zawsze mogą ochronić przed skutkami zachowań nieroztropnych” – stwierdził.
Opozycja niechętna nowej umowie z Niemcami. Premier: pięciolatek powinien to rozumieć
Na konferencji prasowej premier nawiązał również do planowanego na środę podpisania umowy obronnej między Warszawą a Berlinem oraz możliwego sprzeciwu opozycji i prezydenta Karola Nawrockiego wobec podwyższenia rangi porozumienia. Określił tę postawę jako „kampanię antyniemiecką„.
– Z punktu widzenia PiS czy (Roberta – red.) Bąkiewicza to zawsze frajda, żeby raz na jakiś czas móc ruszać z tą kampanią o złym niemieckim Tusku (…) Ale tak naprawdę to ma głęboki polityczny wymiar. Wojna rosyjsko-ukraińska wchodzi w decydującą fazę; jest naprawdę szansa, że Rosja tej wojny nie wygra – mówił Donald Tusk.
Jak dodał, w tym szczególnym dla przyszłości Europy momencie, NATO i Unia Europejska muszą być silniejsze i poszerzać zakres współpracy.
– W tym bardzo krytycznym momencie są w Polsce siły polityczne, które – niektórzy z głupoty – po prostu zachowują się jak klasyczni zdrajcy z kart naszej historii. Robią wszystko, żeby skonfliktować Polskę ze wszystkimi sąsiadami, w tym szczególnie dzisiaj z Ukrainą i Niemcami. Niemcy są naszym sojusznikiem; Ukraina jest naszym sojusznikiem w walce z agresją rosyjską, i płaci za to najwyższą cenę – powiedział.
– Nie mam żadnego usprawiedliwienia, nawet dla tych, którzy robią to ze zwykłej głupoty. To jest tak oczywiste, że pięciolatek powinien to rozumieć – dodał.
Premier podkreślił, że chce, by Polska „była poważanym partnerem w centrum Europy, w centrum NATO”. – Dzisiaj każdy, kto budzi emocje polsko-niemieckie i chce rozwalić te dobre polsko-niemieckie relacje, służy Rosji. To jest elementarz – podsumował.
W środę – w 35. rocznicę podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie – ministrowie obrony Polski i Niemiec, Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius, podpiszą w Warszawie nową umowę o poszerzonej współpracy wojskowej obu państw.
Robert Bąkiewicz opublikował oświadczenie
Do wtorkowych wydarzeń z Berlina odniósł się w mediach społecznościowych także sam Robert Bąkiewicz. „Naszym celem 16 czerwca 2026 r. było złożenie hołdu ofiarom, modlitwa oraz ustawienie krzyża – znaku chrześcijańskiej pamięci, cierpienia i nadziei” – wyjaśnił na portalu X, argumentując, że tego typu zgromadzenie nie wymaga zgłoszenia.
„W pewnym momencie na miejsce przyjechała znaczna liczba radiowozów. Niemiecka policja podjęła wobec nas brutalną interwencję. Funkcjonariusze zaczęli nas szarpać i próbowali wyrwać nam z rąk krzyż” – relacjonował.
Bąkiewicz zapewnił, że wbrew oświadczeniu niemieckich służb, członkowie Ruchu Ochrony Granic nie wznosili żadnych okrzyków. Przekazał także, że policjanci wyrazili zgodę na organizacje spontanicznego zgromadzenia, ale poprosili uczestników o przeniesienie się w miejsce oddalone o ok. 250 metrów od docelowego miejsca pamięci.
„Innymi słowy, niemiecka policja łaskawie pozwoliła nam 'upamiętniać’ polskie ofiary tam, gdzie nie było żadnego miejsca pamięci, żadnego pomnika, żadnego głazu, żadnej tablicy – były tylko drzewa” – wyjaśnił.
„Nie mogliśmy się zgodzić na taki rodzaj 'zgromadzenia’, ponieważ nie był on zgodny ani z naszymi intencjami, ani przede wszystkim z prawem” – zadeklarował.
Bąkiewicz zatrzymany w Berlinie
Aktywista stwierdził, że w jego ocenie „Niemcy chcieli sami decydować, gdzie Polacy mogą się modlić, gdzie mogą nieść krzyż, gdzie mogą przypominać o niemieckich zbrodniach i w jakiej formie wolno im mówić prawdę historyczną”.
„W trakcie tych wydarzeń próbowaliśmy kontaktować się z Ambasadą Rzeczypospolitej Polskiej w Berlinie oraz z polskim konsulatem. Nie mogliśmy uzyskać skutecznej pomocy. Nagraliśmy także publiczny apel, który opublikowaliśmy w mediach społecznościowych” – wyjaśnił, dodając, że służby nakazały następnie uczestnikom ukrycie kamizelek i tabliczek przed opuszczeniem miejsca zdarzenia.
„Wobec bezprawnego ograniczania naszych praw odśpiewaliśmy 'Rotę’, a następnie próbowaliśmy wspólnie opuścić miejsce. Wtedy niemiecka policja ponownie użyła wobec nas siły. Doszło do brutalnego bicia przez funkcjonariuszy. Byliśmy szarpani, obezwładniani, duszeni i zakuwani w kajdanki” – dodał.
Bąkiewicz wyjaśnił następnie, że wraz z Pawłem Kryszczakiem zostali zatrzymani przez policję. „Działania niemieckiej policji oceniamy więc jako bezprawne, nieproporcjonalne i naruszające podstawowe standardy demokratycznego państwa prawa” – podsumował.
-
Zwrot ws. zatrzymanych Białorusinów. W tle zabójstwo 44-latka z Rosji
-
Burza wokół ochrony zdrowia. Donald Tusk reaguje na ustalenia mediów














