Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Finał mundialu ma drugie dno. Hiszpania walczy nie tylko o puchar

Finał mundialu ma drugie dno. Hiszpania walczy nie tylko o puchar

18 lipca, 2026
Tyranozaur wracał do swego łupu i go ukrywał. Nowe odkrycie

Tyranozaur wracał do swego łupu i go ukrywał. Nowe odkrycie

18 lipca, 2026
Niemcy. Jens Spahn rezygnuje. W tle polityczna burza o podwójne standardy

Niemcy. Jens Spahn rezygnuje. W tle polityczna burza o podwójne standardy

18 lipca, 2026
Popularne leki na odchudzanie mogą mieć więcej skutków ubocznych, niż sądzono

Popularne leki na odchudzanie mogą mieć więcej skutków ubocznych, niż sądzono

18 lipca, 2026
Psy i koty przyjaźnią się, a jako drapieżniki nie powinny. O co chodzi?

Psy i koty przyjaźnią się, a jako drapieżniki nie powinny. O co chodzi?

18 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Finał mundialu ma drugie dno. Hiszpania walczy nie tylko o puchar
  • Tyranozaur wracał do swego łupu i go ukrywał. Nowe odkrycie
  • Niemcy. Jens Spahn rezygnuje. W tle polityczna burza o podwójne standardy
  • Popularne leki na odchudzanie mogą mieć więcej skutków ubocznych, niż sądzono
  • Psy i koty przyjaźnią się, a jako drapieżniki nie powinny. O co chodzi?
  • Ekshumacje na Wołyniu. Ukraina zapowiada, „Wydawane natychmiast”
  • Mateusz Morawiecki z własną partią? Sondaż: Tak głosowaliby Polacy
  • Iga Świątek z uśmiechem o finale mundialu. Wystarczyło jedno słowo!
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Goryl Boga” stał się najpotężniejszym bankierem Watykanu. Przechytrzył śledczych i mafię
„Goryl Boga” stał się najpotężniejszym bankierem Watykanu. Przechytrzył śledczych i mafię
Aktualności

„Goryl Boga” stał się najpotężniejszym bankierem Watykanu. Przechytrzył śledczych i mafię

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości18 lipca, 2026

To on nadzorował transfery milionów dolarów na rzecz Solidarności, wykonywanych pod osłoną CIA i z błogosławieństwem Opus Dei. Gdy Watykan grał z Amerykanami i hiszpańskimi ultrakatolikami na jednym fortepianie, to Paul Marcinkus był ich kasjerem — i klawiszem w jednym. Ale prawdziwa Sodoma zaczyna się nie w sejfie, tylko w sypialni.

Do Cicero w okolicach Chicago w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku lepiej się było nie zapuszczać. Robotnicze miasto pełne imigrantów — głównie Czechów, Polaków, Litwinów i Włochów — było po prostu niebezpieczne. To nie była Ameryka, którą znamy z nowszych czasów. Na dodatek Cicero kontrolowała mafia. I to nie byle jaka — Al Capone i jego Chicago Outfit. Al nie dostał tego rewiru. Wygrał z innymi gangami.

Dziś to się może wydawać dziwne, ale kiedy w Stanach Zjednoczonych zakazano sprzedaży alkoholu, nielegalny handel nim zaczęły kontrolować gangi, które uruchamiały potężne destylarnie i tajne bary. Al Capone był symbolem zorganizowanej przestępczości w Stanach Zjednoczonych. W 1931 roku został skazany na jedenaście lat więzienia za unikanie płacenia podatków i zmarł w 1947 roku na skutek powikłań związanych z kiłą.

Paul Casimir Marcinkus urodził się 15 stycznia 1922 roku w Cicero i niemal od początku związany był z jedną z największych litewskich parafii w USA — St. George Parish w dzielnicy Pilsen w Chicago — która stanowiła duchowe i społeczne centrum dla litewskich imigrantów. Znana ze stylu architektonicznego inspirowanego kulturą i tradycjami starej ojczyzny, parafia została zamknięta w 1990 roku z powodu malejącej liczby wiernych i problemów finansowych. Przetrwała zatem prawie wiek, bo założono ją w 1892 roku.

Marcinkus po ukończeniu szkoły średniej postanowił wstąpić do seminarium duchownego w Mundelein, niedaleko Chicago, gdzie studiował filozofię i teologię. Jest to nadal jedno z najważniejszych seminariów w Stanach Zjednoczonych, które kształci elity i organizuje seminaria dla liderów.

I pielgrzymka do Polski papieża Jana Pawła II w 1979 r. Z lewej Paul Marcinkus, odpowiedzialny za program i bezpieczeństwo pielgrzymki, z prawej osobisty sekretarz papieża ks. Stanisław Dziwisz.

Foto: Teodor Walczak/PAP

Wysoki, silny, inteligentny i dobrze wykształcony poliglota, jakim był Marcinkus, idealnie się nadawał na reprezentanta tej uczelni. I jak to bywa w Kościele katolickim, musiał mieć protektorów, którzy ukierunkowali jego ambicje. Pierwszym był kardynał Samuel Stritch, który urodził się 17 sierpnia 1887 roku w Nashville w stanie Tennessee w rodzinie irlandzkich imigrantów. Uznawany za cudowne dziecko, ukończył szkołę podstawową w wieku dziesięciu lat, a średnią cztery lata później. W 1901 roku rozpoczął studia w St. Gregory’s Preparatory Seminary w Cincinnati, a następnie kontynuował edukację w Rzymie, gdzie zdobył doktoraty z filozofii i teologii. Podczas pobytu w Wiecznym Mieście zaprzyjaźnił się z Eugeniem Pacellim, przyszłym papieżem Piusem XII. W wieku dwudziestu dwóch lat dzięki dyspensie papieża Piusa X Stritch został wyświęcony na kapłana przez kardynała Pietra Respighiego. Dyspensa była potrzebna z bardzo prostego powodu: Stritch był za młody na święcenia kapłańskie według ówczesnej dyscypliny kanonicznej. Pius X miał ją wydać z charakterystycznym uzasadnieniem, że Stritch jest „młody latami, ale stary inteligencją”. Samuel Stritch urodził się 17 sierpnia 1887 roku, a święcenia kapłańskie przyjął 21 maja 1910 roku w bazylice laterańskiej. Miał więc dwadzieścia dwa lata i dziewięć miesięcy.

Po powrocie do USA pełnił funkcje duszpasterskie w diecezji Nashville, a w 1921 roku został mianowany biskupem Toledo w stanie Ohio. W 1930 roku objął stanowisko arcybiskupa Milwaukee, a dziewięć lat później został arcybiskupem Chicago. W 1946 roku papież Pius XII mianował go kardynałem, a w 1958 roku powierzył mu funkcję proprefekta Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, czyniąc go pierwszym Amerykaninem na czele watykańskiej dykasterii.

Stritch dostrzegł potencjał w Paulu Marcinkusie, młodym seminarzyście z Chicago. Zachwycony jego zdolnościami językowymi i organizacyjnymi, umożliwił mu studia w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie w 1947 roku. Dzięki temu Marcinkus rozpoczął karierę w Watykanie — początkowo pracował w Sekretariacie Stanu, a następnie jako osobisty ochroniarz papieża Pawła VI.

Kiedy 27 listopada 1970 roku papież Paweł VI przybył do Manili na Filipinach z pierwszą wizytą poza Europą, na płycie lotniska czekał na niego uzbrojony w nóż mężczyzna. Na szczęście dla papieża jego przyjaciel Marcinkus — który nazywany był Gorylem, bo miał posturę chicagowskiego boksera i akcent twardy jak amerykański beton, metr osiemdziesiąt osiem wzrostu oraz bary jak kredens z lat pięćdziesiątych — był w pobliżu i narażając swoje życie, uratował papieża. W podzięce za szybkie myślenie i działanie Paweł VI podarował mu kielich, którego używał podczas wyświęcania kapłanów w trakcie tej wizyty. Na spodzie kielicha znajduje się osobisty napis: „Kielich używany przez papieża Pawła VI podczas święceń kapłańskich w Manili 28 listopada 1970 r. Dar Pawła VI dla Paula C. Marcinkusa”. Ale już wcześniej, kiedy Montini został papieżem, Marcinkus stał się jego zaufanym człowiekiem: organizował pielgrzymkę do Ziemi Świętej w 1964 roku, a rok później zabezpieczał wizytę papieża w ONZ — osobiście blokował dostęp do Pawła VI, co wzbudziło podziw. Dlatego papież wiedział, że Marcinkus to człowiek, który potrafi radzić sobie w trudnych sytuacjach — i że zawsze będzie lojalny.

W 1969 roku Paweł VI mianował Marcinkusa arcybiskupem, a dwa lata później powierzył mu Bank Watykański — instytucję, która była kluczem do finansowych tajemnic Kościoła. Marcinkus nie pasował do watykańskiej scenerii z pocztówek. Nie był od kontemplacji — był od kont. Tam, gdzie inni biskupi sunęli w sutannach i pachnącej kadzidłem ciszy, on wchodził drzwiami, które wcześniej wyważył. Zamiast brewiarza dzierżył bilans aktywów. Zamiast modlitwy wolał wykonać telefon do Zurychu. Taki agent finansowy w purpurze, prezes Banku Watykańskiego, dla niepoznaki zwanego Instytutem Dzieł Religijnych. Pod jego kuratelą IOR stał się pralnią do wynajęcia przez mafię, polityków i tajne służby. To przez jego ręce przechodziły brudne miliony — i to on miał dostęp do szafki z sekretami, których nie udźwignąłby żaden spowiednik.

Gdy papież Jan Paweł I niespodziewanie zmarł po trzydziestu trzech dniach pontyfikatu — akurat wtedy, gdy planował dymisję Marcinkusa — Goryl był jednym z ostatnich, którzy widzieli go żywego. Przypadek? Teoria spiskowa? Być może. Dowodów nigdy nie przedstawiono, ale smród podejrzeń unosił się wokół Marcinkusa aż do emerytury w słonecznej Arizonie, gdzie dożył swych dni daleko od świętych relikwii, a blisko pól golfowych.

W 1982 roku Londyn obudził się z kacem, którego nie da się zapomnieć. Pod przęsłem Blackfriars Bridge — Mostu Czarnych Braci — wisiało ciało mężczyzny w garniturze. Ubrany był schludnie, a umarł z cegłami w kieszeniach, powieszony w sposób teatralny, niemal rytualny. To był Roberto Calvi, prezes Banco Ambrosiano, który jeszcze kilka dni wcześniej szukał azylu w Watykanie i prosił o ochronę. Opuścił ten świat tak, jak żył: zawieszony między pieniędzmi a grzechem. Marcinkus znał Calviego doskonale — przez lata byli partnerami w finansowej grze, która łączyła Watykan, mafię i lożę masońską Propaganda Due. IOR, którego Marcinkus był prezesem, był jednym z największych udziałowców Banco Ambrosiano. Przez te instytucje przepływały setki milionów dolarów — mafii, CIA, dotacji na „antykomunistyczne” misje i Bóg wie co jeszcze.

Calvi jak każdy gangster z duszą buchaltera prowadził notatki. Kiedy finanse jego banku zaczęły tonąć, a włoska prokuratura coraz mocniej waliła w drzwi, próbował ratować się wpływami. W czerwcu 1982 roku uciekł z Włoch z paszportem na fałszywe nazwisko i choć szukał ratunku w Watykanie, Marcinkus odciął się od niego w ostatniej chwili. Rzym milczał. Kalwiński poker skończył się na londyńskim moście. Wiadomo tylko jedno: śmierć Calviego była ostrzeżeniem, a jednocześnie zatarciem śladów.

Po niej Watykan wpadł w panikę i ogłosił, że IOR „nie ponosi odpowiedzialności” za upadek Banco Ambrosiano. „Kościół nie odpowiada za bank, a bank nie odpowiada za Kościół” — to zdanie Marcinkusa przeszło do historii jako przykład watykańskiego humoru sytuacyjnego. Ale włoscy prokuratorzy nie mieli nastroju do żartów. Wystawili nakaz aresztowania arcybiskupa. Marcinkus — korzystając z immunitetu państwa kościelnego — schował się w Watykanie i przez kilka lat żył de facto w złotej klatce, otoczony ochroną, plotkami i wyczekującym milczeniem prasy. A w tle trwało sprzątanie: zniknęły dziesiątki milionów dolarów, usuwano fałszywe faktury, likwidowano fundusze do walki z komunizmem, przekupywano polityków, a może i wykonywano transfery dla polskiej Solidarności. Gdy w końcu papież pod naciskiem dyplomacji zmusił Marcinkusa do dymisji, ten wyjechał do Arizony i zamieszkał w willi ze sztucznym jeziorem i klimatyzacją na trzy strefy.

Paul Marcinkus i Roberto Calvi to duet w stylu Sodomy: jeden nosił koloratkę, drugi — zegarek Patek Philippe. Obaj mieli w rękach najświętsze i najbrudniejsze pieniądze XX wieku. Ich historia pokazuje, że Watykan to nie tylko świątynia — to również bank, scena i pole bitwy.

***

Rzym, lato 1983 roku. Miasto było duszne od spalin, polityki i tajemnic. Ciepłe popołudnia drgały od zapachu kawy, benzyny i czegoś jeszcze unoszącego się w powietrzu, co było trudniejsze do uchwycenia — strachu. 22 czerwca jak co środę piętnastoletnia Emanuela Orlandi wsiadła do autobusu numer 64, którym pojechała na lekcje muzyki. Nigdy nie wróciła.

Historia, która zaczęła się jak zwykłe zaginięcie, z czasem zamieniła się w najciemniejszą tajemnicę powojennych Włoch. Dziewczyna była obywatelką Watykanu. Jej ojciec pracował w Prefekturze Domu Papieskiego. Jan Paweł II znał ją osobiście. A jednak zniknęła bez śladu. Przez lata wokół tej sprawy gęstniała mgła domysłów, a w jej centrum pojawiła się postać arcybiskupa Paula Marcinkusa.

Właśnie ten trop okazał się kluczowy w sprawie Orlandi. Zeznania Sabriny Minardi, kochanki rzymskiego bossa mafijnego Enrica De Pedisa, wskazują, że Marcinkus miał zlecić porwanie Emanueli. Dlaczego? Bo pieniądze mafii, które miały leżeć bezpiecznie w Watykanie, zostały potajemnie przelane na konta podziemnych kanałów wspierających Solidarność, a mafia poczuła się oszukana. Według Minardi to właśnie ona przekazała Emanuelę człowiekowi Watykanu. Do spotkania doszło przy stacji benzynowej na Viale delle Mura Aurelie. Dziewczynę odebrał „prałat” — emisariusz Marcinkusa.

Przekaz był jasny: mafia nie żartuje. Chce zwrotu pieniędzy. Dziewczyna miała być kartą przetargową, a może tylko pretekstem, by coś ugrać. Nikt nie miał planu, co zrobić, jeśli Watykan nie ustąpi. I nikt nie chciał zadawać pytań. Co szczególnie przerażające — Emanuela miała być przetrzymywana w prywatnych apartamentach watykańskich. Zeznania świadków i nagrania sugerują, że dziewczyny — Orlandi i Mirella Gregori, która również tajemniczo zaginęła przed Orlandi — były wykorzystywane przez prałatów, a potem „zniknęły”, gdy stały się zbyt niewygodne. W sprawę zamieszany był Enrico De Pedis — boss mafii, który po śmierci został pochowany w… Bazylice Świętego Apolinarego, zarządzanej przez Opus Dei. Zgodę na pochówek wydał kardynał Poletti. Watykan w tej sprawie milczał, a media huczały. Dopiero w 2012 roku ciało De Pedisa wyprowadzono z kościoła, ale ślad po Emanueli zaginął na zawsze.

Wszystko się łączy: ciemnozielone BMW, którym Emanuela miała być uprowadzona, należało do Flavia Carboniego, człowieka zamieszanego w śmierć Roberta Calviego, „bankiera Boga”, który zawisł pod londyńskim mostem. Carboni współpracował z Marcinkusem przy operacjach bankowych. Calvi — jak wiadomo — zginął, gdy zaczął mówić. Emanuela? Po prostu zniknęła.

Czy Marcinkus rzeczywiście zlecił to porwanie? Czy działał za plecami Jana Pawła II, czy z jego błogosławieństwem? Ile z tych pieniędzy naprawdę trafiło do Polski? A może to wszystko był tylko teatr cieni, w którym dziewczyna była rekwizytem? W jednym z nagrań mafijny informator mówi o nocnych eskapadach Jana Pawła II i dwóch polskich prałatów. W tle: młode dziewczęta, apartamenty watykańskie i milczenie starsze niż jakakolwiek msza. Emanuela Orlandi stała się symbolem. A Marcinkus? Za Jana Pawła II osiągnął status nietykalnego. Papież, jak notuje Frédéric Martel, darzył go sympatią — może nie tylko duszpasterską. Ich relacja była „braterska”, jak eufemistycznie piszą watykańscy kronikarze. W praktyce oznaczało to jedno: Marcinkus robił, co chciał. Bez pytań i bez konsekwencji. To on nadzorował transfery milionów dolarów na rzecz Solidarności, wykonywanych pod osłoną CIA i z błogosławieństwem Opus Dei. Gdy Watykan grał z Amerykanami i hiszpańskimi ultrakatolikami na jednym fortepianie, to Marcinkus był ich kasjerem — i klawiszem w jednym. Ale prawdziwa Sodoma zaczyna się nie w sejfie, tylko w sypialni. Zgodnie z ustaleniami Martela („Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, Kraków 2019) Marcinkus był gejem — i jak sugerują źródła watykańskie, utrzymywał relacje z członkami Gwardii Szwajcarskiej, którym zresztą chętnie pożyczał swojego Peugeota 504, szary metalik, o pięknych obiciach ze skóry. Ze swoim partnerem — szwajcarskim księdzem — podobno mieszkał przez lata. I nawet wtedy, kiedy przebywał w areszcie domowym w Watykanie, wciąż bezwstydnie podrywał.

Skandale Watykanu

„Skandale Watykanu”

Foto: Wydawnictwo Prószyński

Fragment książki „Skandale Watykanu. Władza, sekrety i upadek papieskiego dworu” Artura Nowaka i Stanisława Obirka wydanej przez Wydawnictwo Prószyński Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Popularne leki na odchudzanie mogą mieć więcej skutków ubocznych, niż sądzono

Popularne leki na odchudzanie mogą mieć więcej skutków ubocznych, niż sądzono

Ćwiklak: być może prezes FIFA ma już gotową statuetkę dla pierwszego w historii Pogromcy Czerwonej Kartki

Ćwiklak: być może prezes FIFA ma już gotową statuetkę dla pierwszego w historii Pogromcy Czerwonej Kartki

Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

Katarzyna Kasia o polskiej polityce: nuda upiorna, ale groza niemniejsza

Wybitny bułgarski pisarz: Próbowałem przekonać babcię, że nie ma Boga, a usłyszałem, że w Bułgarii niczego nie ma. Nawet oleju i papryki

Wybitny bułgarski pisarz: Próbowałem przekonać babcię, że nie ma Boga, a usłyszałem, że w Bułgarii niczego nie ma. Nawet oleju i papryki

Varga: Oto największa wartość filmu Nolana. Oby nie umknęła purystom i wszelkiej maści specom

Varga: Oto największa wartość filmu Nolana. Oby nie umknęła purystom i wszelkiej maści specom

Daria myślała, że mąż kogoś ma.  „Myliłam się. Zniszczyła nas codzienność”

Daria myślała, że mąż kogoś ma. „Myliłam się. Zniszczyła nas codzienność”

„Nie można codziennie jeść rolady”. Szymon Bracik zdradza sekrety śląskiej kuchni

„Nie można codziennie jeść rolady”. Szymon Bracik zdradza sekrety śląskiej kuchni

Stankiewicz: To koniec PiS, jakie znamy? Kaczyński nie może się cofnąć

Stankiewicz: To koniec PiS, jakie znamy? Kaczyński nie może się cofnąć

„Dojne krowy” Donalda Trumpa. Prezydent się denerwuje, ale obywatele nie chcą go słuchać

„Dojne krowy” Donalda Trumpa. Prezydent się denerwuje, ale obywatele nie chcą go słuchać

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Tyranozaur wracał do swego łupu i go ukrywał. Nowe odkrycie

Tyranozaur wracał do swego łupu i go ukrywał. Nowe odkrycie

18 lipca, 2026
Niemcy. Jens Spahn rezygnuje. W tle polityczna burza o podwójne standardy

Niemcy. Jens Spahn rezygnuje. W tle polityczna burza o podwójne standardy

18 lipca, 2026
Popularne leki na odchudzanie mogą mieć więcej skutków ubocznych, niż sądzono

Popularne leki na odchudzanie mogą mieć więcej skutków ubocznych, niż sądzono

18 lipca, 2026
Psy i koty przyjaźnią się, a jako drapieżniki nie powinny. O co chodzi?

Psy i koty przyjaźnią się, a jako drapieżniki nie powinny. O co chodzi?

18 lipca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Ekshumacje na Wołyniu. Ukraina zapowiada, „Wydawane natychmiast”

Ekshumacje na Wołyniu. Ukraina zapowiada, „Wydawane natychmiast”

18 lipca, 2026
Mateusz Morawiecki z własną partią? Sondaż: Tak głosowaliby Polacy

Mateusz Morawiecki z własną partią? Sondaż: Tak głosowaliby Polacy

18 lipca, 2026
Iga Świątek z uśmiechem o finale mundialu. Wystarczyło jedno słowo!

Iga Świątek z uśmiechem o finale mundialu. Wystarczyło jedno słowo!

18 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.