Aż 19 proc. dorosłych Polaków cierpi lub cierpiało na objawy stresu pourazowego (PTSD). Średnia światowa to 10 proc. Czy to oznacza, że jesteśmy delikatniejsi niż inne nacje? Czy może historia tak bezlitośnie rozjeżdżała naszych przodków, że dawne rany otwierają się w kolejnych pokoleniach?
Stefan Baley, który jako jeden z pierwszych zaczął w latach 40. badać psychologiczne konsekwencje wojny, na widok zrujnowanej Warszawy zastanawiał się, czy serca tych, co przeżyli, też zalegają ruiny.
Na te i wiele innych pytań próbuje opowiedzieć w książce „Świat przed nami nie istniał” (wyd. Agora) reporterka Katarzyna Surmiak-Domańska.
Jesteśmy z tego samego pokolenia X. Późne roczniki 60., wychowane na serialach „Czterej pancerni i pies”, „Kolumbowie. Rocznik 20”, filmie „Kanał”. Z tego pokolenia wywodzą się głównie rozmówcy Domańskiej. Urodziliśmy się już w bezpiecznej odległości od wojny, ale wojna była w naszym dzieciństwie obecna. W podstawówkach mieliśmy izby pamięci poświęcone II wojnie światowej, lekcje z kombatantami wyrzucającymi z siebie wspomnienia. Dla nich to była terapia, w nas wsączała się trauma. Ocalali z wojny mieli różne strategie przetrwania.
Ojciec Katarzyny Surmiak-Domańskiej miał 11 lat, gdy zaczęła się rzeź na Wołyniu. Co wieczór do ich domu przychodzili „bandziorki” z UPA. Pili, planowali napady, nauczyli go grać w karty. Byli bohaterami jego dziecięcej wyobraźni. Jednocześnie Bronek widział, jak bandyci z UPA zabijają jego ukochaną ciocię Rózię. W jaki sposób pomieścił w sobie świadomość, że któryś z jego bohaterów zabił bliską mu osobę, podpalił ich dom, zamordował sąsiadów? O wojnie opowiadał córce przed snem w tonie lekkiego żartu. Ale kiedy napisała „Czystkę”, książkę o przeżyciach ich rodziny podczas rzezi wołyńskiej, nie powiedział ani słowa.
Kolekcję pokoleniowych traum w książce otwiera opowieść reżysera Marcina Krzyształowicza. Jego ojciec nagle we śnie zaczynał wyć. Z rwanych wspomnień Krzyształowicz junior odtworzył, że ojciec w partyzantce wykonywał wyroki na zdrajcach i konfidentach. Czasami byli to jego szkolni koledzy. Marcin Krzyształowicz nakręcił przejmujący film „Obława” inspirowany historią ojca.
Stanisław Likiernik, polski Żyd, żołnierz AK, bohater powstania warszawskiego, pierwowzór jednego z bohaterów książki Romana Bratnego „Kolumbowie. Rocznik 20”, zamieszkał we Francji. Swoje dzieci raczył opowieściami o wojennych przygodach, w których wszyscy byli odważni, zabijali Niemców i kolaborantów, wyskakiwali z pędzących pociągów. Córka bohatera wszystkiego się w życiu obawiała. Czuła, że strach, którego nie dopuszczał do siebie ojciec, przeszedł na nią.
O „Czystce”, poprzedniej książce Surmiak-Domańskiej, rozmawiałyśmy w moim podcaście „Awantura o kulturę” z psycholożką dr Moniką Wasilewską, badającą zjawisko międzypokoleniowej traumy. We wstępie do książki „Świat przed nami nie istniał” Domańska pisze, że dzięki tej rozmowie zrozumiała, że ojciec, opowiadając jej o wojnie nienaturalnie łagodnym tonem, nie próbował ukołysać jej do snu. „To nie ojciec wtedy przemawiał… Był tylko jedenastoletni chłopczyk, który próbuje ukołysać sam siebie” — napisała.
Całe życie najbardziej bałam się wojny. Wybuch wojny w Ukrainie był spodziewaną od zawsze katastrofą. Na Woli Justowskiej w Krakowie, wracając ze szkoły, przechodziliśmy koło zaniedbanego pomnika rozstrzelanych w pacyfikacji z 1943 r. mieszkańców dzielnicy. Po czasie dowiedziałam się, że to był pomnik także kolegów mojego taty (rocznik 1923) i że on był na tej łące, podczas pacyfikacji. Cudem uniknął rozstrzelania. Bracia Lelitowie, 17 i 19 lat, koledzy taty, działali w ruchu oporu. W domu mieli powielacz. Drukowali ulotki. Ojciec z kolegami je kolportowali. Ktoś na nich doniósł. Zjawiło się gestapo. Całą noc z niebieskiego domku, który widziałam z okien mojego pokoju, słychać było ich krzyki. Torturowali ich przez wiele godzin. Krzyki tych chłopców sprzed 70 lat tkwią we mnie do dziś. Lelitowie mieli wskazać kolegów zaangażowanych w ruch oporu. Mój przyszły ojciec przeżył, bo wskazali kogoś innego. Późno się ożenił. Był złamanym człowiekiem. Mocny alkohol. Całe życie czegoś szukał. Obcy, zimny. Nie miałam z nim żadnego połączenia. Teraz, zagłębiając się w przeszłość, próbuję go zrozumieć.
Z książki Surmiak-Domańskiej, w której pojedyncze historie przeplatają się z rozmowami z psychologami i historykami, wynika, że pojedyncze traumy przekładają się na życie społeczne. Żyjemy w napięciu, podszyci lękiem, jesteśmy drażliwi, łatwo wybuchamy — tak wygląda Polaków portret własny.



