Obrońcy kobiety twierdzą, że cierpiała na psychozę poporodową i inne poważne zaburzenia psychiczne. Jednak zdaniem prokuratury Lindsay Clancy zdawała sobie sprawę z tego, co robi — zaplanowała nawet, jak na czas morderstwa pozbyć się męża z domu. — Sprzeczne dowody sprawiają, że ta sprawa może być wyjątkowo trudna dla przysięgłych — powiedział „Newsweekowi” Gary Galperin, były prokurator okręgowy z Manhattanu.
Clancy jest oskarżona o zabójstwo swoich dzieci — 5-letniej Cory, 3-letniego Dawsona i 8-miesięcznego Callana. Do tragedii doszło w styczniu 2023 r. Clancy przyznała się do ich uduszenia. Kluczowe dla wyniku procesu jest pytanie o odpowiedzialność karną: czy kobieta była świadoma znaczenia swoich czynów, czy też tak głęboko pogrążona w chorobie psychicznej, że nie powinna za nie odpowiadać.
Obrona nie podważa faktu, że Clancy zabiła swoje dzieci. Twierdzi jednak, że cierpiała na psychozę poporodową i inne poważne zaburzenia psychiczne. A przez to straciła kontakt z rzeczywistością.
Po zabójstwie dzieci Clancy próbowała popełnić samobójstwo, przecinając sobie nadgarstki i skacząc z okna na drugim piętrze; w efekcie jest sparaliżowana od pasa w dół.
Prokuratura przedstawiła zupełnie inną interpretację jej działań niż jej obrońcy.
Według niej Clancy była wprawdzie przygnębiona i chora psychicznie, ale mimo wszystko rozumiała, co robi. Prokuratorzy wskazali na dowody świadczące o planowaniu zbrodni i świadomym działaniu. Działała w taki sposób, by jej męża, Patricka Clancy’ego, w momencie zbrodni nie było w domu.
Oskarżenie zakwestionowało także wersję obrony dotyczącą leków oraz stanu psychicznego Clancy.
Z kolei obrona przedstawiła dowody pogarszającego się stanu psychicznego Clancy, jej leczenia psychiatrycznego oraz coraz bardziej niepokojących myśli na kilka miesięcy przed tragedią.
Sprzeczne dowody sprawiają, że ta sprawa może być wyjątkowo trudna dla przysięgłych — powiedział „Newsweekowi” Gary Galperin, wykładowca w Cardozo School of Law i były prokurator okręgowy na Manhattanie, który cztery dekady pracował w prokuraturze.
W swojej karierze wiele razy spotykał się ze sprawami, w których obrona była oparta na chorobie psychicznej oskarżonego. Zwykle uznawał taką linię za słabą lub nieuzasadnioną. — To nie jest jedna z takich spraw — podkreślił.
— Lindsay Clancy miała dobrze udokumentowaną historię depresji poporodowej. To jednak za mało, by uznać, że nie ponosi odpowiedzialności. Kluczowe jest pytanie, czy choroba psychiczna Clancy sprawiła, że nie była ona w stanie zrozumieć, iż jej czyny są złe, lub dostosować swojego postępowania do przepisów prawa — mówił Galrepin.
— Prawdziwym pytaniem jest tu więc, oprócz depresji poporodowej, czy miała psychozę poporodową — powiedział.
Ława przysięgłych w impasie
Dwunastu przysięgłych po raz pierwszy poinformowało sędziego o impasie 1 września, po czterech dniach narad. Sędzia William Sullivan pozwolił im wrócić do domów i stawić się ponownie następnego ranka.
W środę przysięgli wciąż nie byli w stanie osiągnąć jednomyślnego werdyktu. Do tego czasu spędzili na naradach niemal 30 godzin. Sullivan nakazał im dalszą pracę. Czwartek był już szóstym dniem narad i nie przyniósł rozstrzygnięcia. Podobnie było w piątek. Według obrony wyrok uniewinniający jest blokowany przez jednego przysięgłego.
Mimo wysiłków sędziego ława przysięgłych wciąż jest w impasie, a to może oznaczać, że sprawa zbliża się do punktu bez wyjścia — powiedział „Newsweekowi” Gary Galperin, wykładowca i były prokurator.
— Wszystko wskazuje na to, że proces zmierza do unieważnienia — powiedział Galperin.
Rither Alabre, były prokurator i partner w grupie Blank Rome’s White Collar Defense & Investigations, podkreślił, że sędzia już wydał ławie przysięgłych instrukcje Tuey-Rodriguez, której celem jest zachęcenie przysięgłych do ponownego rozważenia swojej oceny sprawy.
— Jeśli przysięgli wciąż nie mogą się porozumieć, sędzia może ogłosić unieważnienie procesu albo ponownie wydać instrukcje Tuey-Rodriguez, ale nie spodziewam się, by zrobił to więcej niż dwa razy — powiedział Alabre „Newsweekowi”.
Celem obrad ławy przysięgłych jest jednomyślne uznanie oskarżonej za winną lub jej uniewinnienie. Nie wiadomo, ilu przysięgłych w tej sprawie skłania się danemu rozstrzygnięciu. — Do impasu i unieważnienia procesu wystarczy jeden przysięgły — powiedział Galrepin. Teoretycznie głosy mogą rozkładać się 6-6, ale równie dobrze 11-1 lub 10-2 — wystarczy, że jeden lub dwóch przysięgłych nie zgodzi się z większością.
Jeśli ława ostatecznie nie wyda jednomyślnego werdyktu, sprawa nie znika. Unieważnienie procesu z powodu impasu daje prokuraturze możliwość ponownego wniesienia sprawy przed nową ławę przysięgłych.
Alabre powiedział, że spodziewa się właśnie takiego kroku ze strony prokuratury.
Lindsay Clancy. „Przysięgli są tylko ludźmi”
Proces obfitował w rozbudowane, często skrajnie odmienne opinie ekspertów na temat stanu psychicznego Clancy.
Te zeznania mają szczególne znaczenie, bo przysięgli muszą ocenić zaburzenia — w tym psychozę poporodową — które wykraczają poza ich codzienne doświadczenie.
— Przeciętny przysięgły nie wie, czym jest depresja poporodowa czy psychoza poporodowa — wskazał Galperin.
— Ława potrzebuje opinii ekspertów, by zrozumieć te kwestie i ocenić ich wagę — dodał.
Podobnie Alabre uznał, że historia psychiatryczna Clancy oraz przeciwstawne opinie ekspertów mają kluczowe znaczenie dla obrony.
— Nie sądzę, by jeden konkretny dowód był tu rozstrzygający — stwierdził. — Ale skoro obrona opiera się na twierdzeniu, że pani Clancy jest niepoczytalna, to dowody dotyczące jej leczenia psychiatrycznego, włącznie z opiniami ekspertów, mają tu kluczowe znaczenie.
Jednak sprzeczne opinie ekspertów postawiły przed ławą przysięgłych kolejny problem: jak rozstrzygnąć między specjalistami, którzy dochodzą do zupełnie różnych wniosków.
Galperin podkreślił, że przysięgli powinni brać pod uwagę wykształcenie, doświadczenie, kwalifikacje oraz metodologię eksperta. Dodał jednak, że przysięgli są również tylko ludźmi.
— Chciałoby się wierzyć, że sympatia nie powinna mieć znaczenia — powiedział. — Ale przysięgli podejmują pewne decyzje na podstawie zachowania danej osoby.
Alabre był jeszcze bardziej bezpośredni w kwestii znaczenia autoprezentacji eksperta.
— Wiarygodność i sympatia do zeznającego w sądzie eksperta mają ogromne znaczenie, tak jak w przypadku każdego innego świadka — powiedział. — Przysięgli oceniają wiarygodność świadka, zwracając uwagę na wiele czynników, w tym na jego zachowanie.
— Im bardziej przysięgłym podoba się dany świadek lub prawnik, tym większa szansa, że uznają jego zeznania lub argumenty za przekonujące — wyjaśniał Alabre.
Zaznaczył, że sposób zachowania eksperta podczas przesłuchania przez drugą stronę może być szczególnie ważny.
— Jeśli świadek jest zbyt napastliwy lub lekceważący podczas pytań przeciwnej strony, a przy tym uprzejmy i współpracujący wobec strony, która go powołała, to bez wątpienia wpłynie to na wiarygodność świadka w oczach przysięgłych — stwierdził Alabre.
Galperin zwrócił także uwagę na znaczenie konkretnego doświadczenia eksperta, podkreślając, że jeden z biegłych oskarżenia nie miał do czynienia z przypadkami psychozy poporodowej od dziesięcioleci.
Ostatecznie, jak powiedział, przysięgli muszą wziąć pod uwagę „wykształcenie, doświadczenie, stopień specjalizacji eksperta, sposób prowadzenia analizy i łączenia faktów z zasadami prawa”.
Z czym mierzą się przysięgli?
Zdaniem obydwu prawników nie należy zakładać, że impas wśród przysięgłych dokładnie odzwierciedla ich opinie.
— Trudno określić, z czym najbardziej mierzą się przysięgli — przyznaje Alabre. Sytuację ławy przysięgłych opisuje jako wyjątkowo trudną: — To tragiczna sprawa, w której matka odebrała życie trójce własnych dzieci i nie zaprzecza temu.
Jednocześnie po zabójstwie próbowała popełnić samobójstwo i obecnie jest sparaliżowana, a przez cały proces poruszała się na wózku inwalidzkim. — Te fakty nie umykają uwadze przysięgłych — dodaje Alabre. — Współczucie wobec oskarżonego bywa czasem czynnikiem wpływającym na łagodniejszy werdykt.
Galperin zwraca uwagę, że ława może być podzielona na różnych etapach analizy prawnej. Spór może dotyczyć tego, czy Clancy miała psychozę poporodową, czy rozumiała swoje czyny lub czy wiedziała, że są one złe.
Według niego prokuratura poma dowody potwierdzające odpowiedzialność karną kobiety, a obrona — dowody na poparcie swojej argumentacji dotyczącej problemów psychicznych i wynikających z tego konsekwencji. — Jest tu wystarczająco dużo przekonujących argumentów i dowodów, by ława przysięgłych mogła podjąć decyzję w dowolnym kierunku. Nie miałbym protensji do żadnego z werdyktów w tej sprawie — podkreślił Galperin.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




