Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Pogoda na wtorek z upałem. Jeden z ostatnich takich epizodów

Pogoda na wtorek z upałem. Jeden z ostatnich takich epizodów

8 września, 2026
Już 7 tys. zapisanych. Jubileuszowy PKO Bieg Charytatywny z rekordowym zainteresowaniem.

Już 7 tys. zapisanych. Jubileuszowy PKO Bieg Charytatywny z rekordowym zainteresowaniem.

8 września, 2026
Aldi przecenia kawę. Promocje na Dallmayr i Barissimo – Biznes Wprost

Aldi przecenia kawę. Promocje na Dallmayr i Barissimo – Biznes Wprost

8 września, 2026
Polska zapłaci za nią nawet 124 mld zł rocznie. Powód jest zaskakujący

Polska zapłaci za nią nawet 124 mld zł rocznie. Powód jest zaskakujący

8 września, 2026
Gniezno. Doktor Mateusz Hen odpowiada na zarzuty mediów. „Oczekuję rzetelności”

Gniezno. Doktor Mateusz Hen odpowiada na zarzuty mediów. „Oczekuję rzetelności”

8 września, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Pogoda na wtorek z upałem. Jeden z ostatnich takich epizodów
  • Już 7 tys. zapisanych. Jubileuszowy PKO Bieg Charytatywny z rekordowym zainteresowaniem.
  • Aldi przecenia kawę. Promocje na Dallmayr i Barissimo – Biznes Wprost
  • Polska zapłaci za nią nawet 124 mld zł rocznie. Powód jest zaskakujący
  • Gniezno. Doktor Mateusz Hen odpowiada na zarzuty mediów. „Oczekuję rzetelności”
  • Od miliarderki do więźniarki. Kim jest Elizabeth Holmes?
  • Dąbrowa Górnicza. 54-latek miał zlecić zabójstwa. Planował wielką zemstę
  • Karpacz w centrum gospodarczej debaty. Rusza XXXV Forum Ekonomiczne
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Podatki będą już tylko wyższe? „Czeka nas w Polsce terapia szokowa. Odbije się na płacach i inflacji”
Podatki będą już tylko wyższe? „Czeka nas w Polsce terapia szokowa. Odbije się na płacach i inflacji”
Aktualności

Podatki będą już tylko wyższe? „Czeka nas w Polsce terapia szokowa. Odbije się na płacach i inflacji”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości8 września, 2026

Może jestem niepoprawnym optymistą, ale wydaje mi się, że wkrótce żaden poważny polityk nie odważy się obiecywać ludziom gruszek na wierzbie. Naprawdę doszliśmy już do ściany — mówi Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej, były wiceminister finansów.

Newsweek: Jaką jednostkę chorobową przypisałby pan naszym finansom publicznym?

Ludwik Kotecki, członek RPP, były wiceminister finansów: Nie chciałbym zabrzmieć jak doktor Kasandra, ale mamy poważne przeziębienie, a przed grypą ratują nas sprzyjające okoliczności makroekonomiczne. Szczęście, że w tym roku, i pewnie jeszcze to przejdzie na pierwszą połowę przyszłego roku, mamy kumulację wydatków inwestycyjnych finansowanych przez Unię Europejską. Gospodarka kręci się więc na niezłych obrotach, są inwestycje i wzrost gospodarczy.

Pierwszy raz siądziemy za stołem największych gospodarek świata G20…

— … i mamy zatem złotowłosą gospodarkę, jak to mówili ekonomiści bankowi, ale ze słoniem w pokoju, który zajmuje coraz więcej przestrzeni. I w przyszłym roku zajmie jeszcze więcej.

Ten słoń to finanse publiczne z rosnącym deficytem budżetowym i długiem państwa.

— Tak. Jeśli te dobre czasy w gospodarce nam się skończą, a nie podejmiemy wcześniej odpowiednich działań, to będziemy mieli idealny przepis na katastrofę — nasze przeziębienie przejdzie w grypę. A ta nieleczona grozi powikłaniami i w skrajnym przypadku zawałem.

Czy któryś z polityków mówi społeczeństwu prawdę o stanie finansów publicznych?

— Politycy tym się nie chwalą, ale liczby opisujące stan finansów publicznych każdy może sobie łatwo znaleźć.

Deficyt nominalny ma być na podobnym poziomie blisko 280 mld zł — wynika z rządowego projektu ustawy budżetowej na 2027 r.

— Ale jeszcze ważniejszy jest deficyt strukturalny, bo oczyszczony z wpływu koniunktury gospodarczej — która raz jest lepsza, raz gorsza. Niestety, deficyt strukturalny wzrośnie z 7,3 proc. PKB w tym roku do 7,5 proc. w przyszłym. Będziemy mieć trzeci rok z rzędu bardzo dużą nierównowagę.

Nie ma na ten temat jakiejś ożywionej publicznej dyskusji.

— No nie ma. Minister finansów nie mówi: Hura, będziemy mieć 7,5 proc. PKB deficytu strukturalnego! Ale liczby uczciwie pokazał.

Potrzebujemy narodowych korepetycji z finansów publicznych, żeby je zrozumieć i zainteresować się tematem.

— Za chwilę będziemy pobierać przyspieszone korepetycje niezależnie od tego, czy ktoś chce, czy nie chce. Bo dłużej nie da się tak zarządzać finansami publicznymi. I albo ich naprawa będzie procesem uporządkowanym, albo wymuszą ją rynki finansowe.

Od czego by pan zaczął korepetycje z teorii, żeby oddać powagę sytuacji? Od wzoru na tzw. kulę śnieżną?

— Ten wzór dobrze oddaje powagę sytuacji, ale może być za trudny dla przeciętnego Kowalskiego.

Wygląda może groźnie*: Δd = deficyt pierwotny + (r − g) × d. Ale to proste równanie matematyczne — poziom podstawówki.

— W bardzo dużym uproszczeniu to równanie pokazuje, że w pewnych warunkach dług państwa zaczyna rosnąć samoczynnie — jak tocząca się z góry kula śnieżna nabierająca objętości i masy. Gdy koszty obsługi długu przekraczają nominalny wzrost gospodarczy, czyli podawany przez GUS PKB plus wskaźnik inflacji, gospodarka — znowu w dużym uproszczeniu — nie jest wystarczająco efektywna, by generować dość pieniędzy na spłacanie zadłużenia państwa. I państwo rok po roku musi się jeszcze bardziej zadłużać, by… spłacać zadłużenie.

A koszty obsługi długu państwa wzrosną w przyszłym roku o 17 mld zł — do 107 mld!

— Tracimy kontrolę nad tempem wzrostu długu publicznego. 7 proc. PKB deficytu to jest stanowczo za dużo przy naszym wzroście około 3 proc. PKB i inflacji, powiedzmy, lekko powyżej 2,5 proc. Nawet na tych bardzo prostych liczbach widać, że tracimy kontrolę.

Żeby ją odzyskać, państwo musiałoby — jak pan szacuje — znaleźć 160 mld zł w ciągu zaledwie kilku lat. Który polityk powie Polakom, skąd wziąć te pieniądze?

— Jeżeli tego nie powie ani nie podejmie działań, które zaczną przeciwdziałać wzrostowi deficytu, zderzymy się ze ścianą albo zachorujemy poważniej.

Ludwik Kotecki, członek RPP, były wiceminister finansów

Foto: PAP/Leszek Szymański

Widzi pan ślady hamowania?

— Jest pierwsza, nieśmiała próba rządu dotycząca proponowanych zmian w podatkach. To daleko niewystarczające, ale dobrze, że jest. Pewnie jesteśmy zakładnikiem kampanii wyborczej, która się de facto na dobre zacznie w momencie, kiedy budżet trafi do Sejmu.

Ustawa budżetowa na 2027 r. jest formą instrukcji obsługi państwa i społeczeństwa. Rząd pokazuje, jak chce rozwiązywać problemy. W wymiarze sprawiedliwości — zero kasy z budżetu dla Trybunału Konstytucyjnego.

— Jasny przekaz.

Podwyżki dla budżetówki — rząd zaproponował 3 proc. I dostał szybką odpowiedź — już był protest nauczycieli.

— Choć nauczyciele dostali w 2024 r. 30-procentową podwyżkę, oczekiwania są teraz wyższe. To też pokazuje, że jako społeczeństwo nie zdajemy sobie sprawy, w jakiej sytuacji są finanse publiczne. Ludzie uwierzyli, że wydatki mogą tylko rosnąć, a podatki najlepiej gdyby malały. Choć przecież bez żadnych wzorów powinni wiedzieć, że na dłuższą metę to jest niemożliwe.

W projekcie budżetu jest instrukcja obsługi kuli śnieżnej?

— Wiemy, co planuje rząd w przyszłym roku. A co będzie potem, tego my — ekonomiści, dziennikarze, społeczeństwo — nie wiemy. W uzasadnieniu ustawy nie ma ani słowa na ten temat. Czarna dziura.

Potem, jak mawiał Churchill, będą krew, pot i łzy?

— Przy założonych, zresztą generalnie racjonalnych, parametrach makroekonomicznych — PKB, inflacja, wzrost płac, stopy, kurs złotego — państwowy dług publiczny praktycznie o włos ma nie przekroczyć ustawowej bariery 55 proc. PKB. Ale ten limit wkrótce i tak padnie, jeśli nie w przyszłym roku, to w 2028 r. na pewno.

Wtedy będziemy musieli przeżyć przyspieszone korepetycje na własnej skórze.

— Ustawa o finansach publicznych nakazuje wtedy ograniczyć deficyt budżetowy tak, by dług publiczny w relacji do PKB nie rósł. Rada Ministrów może nie mieć innego wyjścia, tylko zaproponować bliski równowagi budżet państwa. Czyli znaleźć w jeden rok te wspomniane 160 mld. Proponowaliśmy rozłożyć ten problem na przykład na cztery lata, ale zacząć w tym roku.

O ile nikt nie wpadnie na pomysł, żeby zmieniać ustawę i limit.

— W dzisiejszych uwarunkowaniach politycznych jest to bardzo mało prawdopodobne.

Chyba że rząd się zmieni…

— … ale problem zostanie, z matematyką nie ma co dyskutować. Będziemy przepalać coraz więcej pieniędzy na obsługę zadłużenia i mieć coraz bardziej ograniczone pole manewru.

Co pan powie politykom wierzącym w lansowaną przez niektórych ekonomistów tezę, że Polska po prostu może wzrosnąć z długu?

— Przy naszych poziomach deficytu musielibyśmy rosnąć dwa razy szybciej niż obecnie, czyli w tempie 6 proc. PKB rocznie w ujęciu realnym. I to przez wiele lat. To jest nieosiągalne, bo nasze naturalne tempo wzrostu to blisko 3 proc. Nie ma co kombinować — trzeba planować i działać. Nie za dwa lata, za rok czy miesiąc — dzisiaj.

Jak uzmysłowić ludziom skalę tych wyzwań. 107 mld zł to więcej, niż wydajemy z budżetu na cały program 800+, 13. i 14. emeryturę, procedurę in vitro i program Aktywny Rodzic.

— W rok te koszty wzrosną o 17 mld zł. Proponowane przez rząd zmiany PIT to koszt około 9 mld.

Czyli rząd mógłby teoretycznie wprowadzić dwa razy korzystniejsze zmiany w podatkach PIT bez podnoszenia CIT dla dużych firm i podatku dla najlepiej zarabiających.

— Tak, ale taka żonglerka liczbami też jest trochę populistyczna. Przyrost kosztów obsługi długu był w sporej części nieunikniony, bo my rolujemy dług — wykupujemy obligacje z czasów covidowych, czyli czasów z bardzo niskimi stopami procentowymi, a sprzedajemy nowe obligacje znacznie wyżej oprocentowane, bo świat niskich stóp procentowych, wbrew opiniom niektórych ekonomistów sprzed kilku lat, się skończył. Dodatkowo tempo wzrostu tych kosztów podbija fakt, że rynki finansowe uznały, iż Polska jest bardziej ryzykownym emitentem obligacji, i nawet one, czyli te najbezpieczniejsze teoretycznie polskie papiery wartościowe, już mają oprocentowanie ponad 6 proc., a niedawno miały 5 proc.

Przecież te 17 mld to jest blisko 20 proc. wzrostu kosztów w jeden rok. I w następnym stanie się coraz większą kulą, ciężarem dla podatników, bo przecież na końcu to oni zapłacą rachunek.

Jeśli agencje ratingowe Moody’s i S&P obniżą nam jesienią oceny z inwestycyjnych na spekulacyjne, to część funduszy będzie musiała prawie automatycznie wyprzedać nasze obligacje ze swojego portfela. A to oznacza ich automatyczną przecenę i wzrost kosztów obsługi długu.

— To byłby jeszcze bardziej katastrofalny scenariusz, który w najbliższym roku, mam nadzieję, się nie wydarzy, choć rewizje ocen tych agencji są prawdopodobne. Ale on będzie wisiał nad nami, dopóki nie zaczniemy działać. Bardzo ciekawe jest to, że agencje ratingowe dostrzegły problem polityczny w Polsce. Że rząd ma związane ręce, bo nie wiadomo, czy prezydent podpisze ustawy zmieniające podatki. To spostrzeżenie było dość niestandardowym działaniem agencji.

To dyplomatyczna ocena sytuacji, gdy prezydent próbuje zmienić ustrój bez zmiany przepisów i wprowadzić rządy prezydenckie.

— Ale to nie jest usprawiedliwienie. Rząd nie wykazał się tu refleksem, bo skoro jest takie ryzyko, to warto było się przed nim zabezpieczyć. W projekcie budżetu na 2027 r. zapisano dodatkowe dochody z podwyżek podatków. Problem polega na tym, że jeżeli te zmiany zostaną zawetowane albo wysłane do Trybunału Konstytucyjnego, dochodów nie będzie, ale zaplanowane wydatki pozostaną. W efekcie automatycznie wzrośnie deficyt, a za nim dług. Dlatego w budżecie powinien działać prosty mechanizm „złotówka za złotówkę”. Jeżeli rząd zakłada na przykład 10 mld zł dodatkowych wpływów z podwyżki podatku, to po stronie wydatkowej powinien wskazać 10 mld zł wydatków zależnych od wejścia w życie zmian dochodowych. To by też uspokajało rynki finansowe. Ale przede wszystkim uspokoiłby je plan naprawy finansów publicznych.

Naprawdę doszliśmy już do ściany i nie możemy opowiadać ludziom bajek z mchu i paproci, że mamy jeszcze jakąś przestrzeń fiskalną na kolejne wydawanie pieniędzy albo na obniżanie podatków. Nie mamy.

Może ja jestem jakimś niepoprawnym optymistą, ale wydaje mi się, że wkrótce żaden poważny polityk nie odważy się obiecywać ludziom gruszek na wierzbie. Koniec finansowego populizmu jest moim zdaniem bliski. Oczywiście ci niepoważni dalej będą nam ściemniać.

Teraz jako społeczeństwo powinniśmy szukać takich polityków, którzy rozumieją świat, w którym żyjemy, wiedzą, w jakim stanie mamy finanse publiczne, jakie są wyzwania, i mają pomysł na ich rozwiązanie. A przynajmniej nie udają, że problemu nie ma.

Rozsądny wyborca powinien szukać rozsądnego polityka, który ma dość odwagi, żeby położyć na stole projekt ograniczenia wzrostu długu?

— To jest nieuniknione. Kiedy nadejdzie moment prawdy, konieczne będzie wdrożenie terapii pod przymusem. Im dłużej będziemy zwlekać, tym bardziej szokowa będzie to terapia. I tym wyższe koszty zapłacimy, a one z założenia będą nieprzyjemne dla społeczeństwa. Odbije się to na wzroście gospodarczym, na płacach, inflacji…

Tu nie chodzi o to, który z polityków będzie sprawował władzę, ale generalnie o Polskę, gospodarkę, nasz dobrobyt, poziom życia przyszłych pokoleń.

Na razie zmierzamy — jak mówił Sławomir Dudek, przewodniczący Rady Fiskalnej — w kierunku szwedzkich wydatków publicznych i irlandzkich podatków. Premier Tusk powtarza tę tezę, ale liczby się nie spinają.

— Przebiliśmy już Szwecję pod względem publicznych wydatków — wydajemy 51 proc. PKB.

Nie ma państwa, które finansowałoby tak duże wydatki publiczne, posiłkując się tylko podatkami od najbogatszych, banków, korporacji, sklepów czy innych branż.

— Bo bogatych ludzi jest bardzo mało, to nie jest wystarczająca baza podatkowa. Wypowiedź premiera potwierdza moją tezę, że politycy dostrzegają w końcu problem finansów publicznych. Wracają odpowiedzialność i świadomość, a za nią może pojawią się racjonalność, koniec wyścigu na obietnice i plan działania.

Szwed, który dobrze zarabia, płaci ponad 50 proc. podatku. U nas to jest 41 proc. (32+9 proc. składki zdrowotnej).

— Ale te 41 proc. płaci tak naprawdę relatywnie mała część podatników, blisko 2,5 mln osób. W olbrzymiej masie oddajemy fiskusowi mniej — około 21 proc.

Pamiętajmy, że w spadku po tzw. Polskim Ładzie mamy równoległe światy podatkowe. Pozwalają na arbitraż, czyli wybór między różnymi formami opodatkowania — podatkiem liniowym, ryczałtem czy według skali podatkowej PIT. Ten arbitraż jest na tyle opłacalny, że stał się dość powszechny. Oczywiście osoba, która pracuje w urzędzie, tego arbitrażu nie zrobi, bo jest na etacie i będzie płacić te 41 proc. I będzie czytać, jak znacznie więcej zarabiający prawnicy, architekci, lekarze, informatycy płacą znacznie mniejsze podatki.

Przed dyskusją o zmianie podatków czeka nas publiczna debata o tym, jak sprawiedliwie podzielić ciężary.

— Każdy z nas prawdopodobnie co innego rozumie jako sprawiedliwy podatek, ale pewnie zdecydowana większość rozumie, jak nasz system podatkowy został zdewastowany tzw. Polskim Ładem. To patchwork, zszywany z przypadkowych czasem elementów. Podatek dochodowy od osób fizycznych to pierwszy kandydat do przeglądu, tam jest najwięcej niespójności, nieracjonalności i niesprawiedliwości. Uprościć i ujednolicić, a pewnie przy okazji, niestety też sprawić, żeby budżet więcej z tego podatku dostawał środków.

Tylko to się nie klei w spójny plan polityczny. Rząd z jednej strony mówi, że klasa średnia ponosiła zbyt duże obciążenia, w związku z tym obniża jej podatki… A z drugiej strony przed nami ta kula śnieżna, więc należałoby podatki podnosić?

— Bo proponowana przez rząd zmiana podatkowa jest łatką naklejaną na istniejący system podatkowy. A on się składa po Polskim Ładzie z samych łatek. Musimy napisać ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych od nowa.

Ale zanim spojrzymy na dochody budżetu, należałoby przejrzeć wydatki państwa. Ze względu na skalę dziury — te wspomniane 160 mld — trzeba będzie ciąć wydatki i zwiększać przychody. Robić to mądrze i stopniowo, żeby zminimalizować uboczne skutki gospodarcze, to znaczy, żebyśmy nie wpadli w recesję ze względu na konsolidację finansów publicznych.

Stanisław Jerzy Lec pisał: „Wziął się w garść, ale żebra nie wytrzymały”.

— No właśnie, do wyższej świadomości stanu zagrożenia i szybkiego działania oraz wzniesienia się na wyżyny zgody politycznej należy dodać namysł i konsekwencję we wdrażaniu tych zmian. Bez tego będziemy przechodzić od przeziębienia do kolejnych jednostek chorobowych z zawałem włącznie, bez szans na całkowite wyleczenie. Jeśli nie chcemy tej katastrofy, działajmy jak najszybciej, zacznijmy tę dyskusję nie za rok, nawet nie za miesiąc, dziś.

A co z pana pomysłem podatku wojennego? Umarł śmiercią naturalną?

— Odbił się — zdaje się — głośnym echem. Wiele osób o nim rozmawiało. Nadal uważam, że to jest dobry pomysł na nasze czasy. Mamy konsensus polityczny, może oprócz prof. Grzegorza Kołodki chyba wszyscy są zgodni, że powinniśmy się dozbrajać. Jeżeli tak, to czeka nas nie rok, nie trzy, tylko może nawet kilkanaście lat zwiększonych wydatków na zakup sprzętu, a potem utrzymanie go. Jeśli mamy stałe wydatki, to musimy mieć stabilne źródło ich finansowania, a nie zadłużanie się. Dług mógłby być rozwiązaniem, gdyby to trwało tylko 1-3 lata.

Co to mogłoby być — na przykład podwyżka VAT, ujednolicenie jego stawek?

— Mamy bogacące się społeczeństwo i coraz więcej ludzi, którzy mają różnego rodzaju majątek. A z porównań międzynarodowych OECD wynika, że podatki majątkowe są w Polsce bardzo niskie. Prawie ich nie mamy. Jeśli mamy szukać źródeł finansowania zbrojeń, czyli naszego bezpieczeństwa, no to może powiązać je z majątkiem. Państwo potrzebuje od was więcej pieniędzy, by chronić wasze życie i zdrowie, ale też wasz majątek.

Kataster?

— Dobrze byłoby pomyśleć o rozsądnym podatku katastralnym.

Nigdy to nie przeszło.

— Ten czas, kiedy wystarczyło powiedzieć, że coś nie przejdzie, dobiega końca.

Znikają też problemy techniczne związane z wyceną nieruchomości. Dzięki sztucznej inteligencji będzie można zrobić to z poziomu komputera. A jeśli ktoś by poczuł się urażony wysokością tej wyceny, czyli podstawy opodatkowania, to niech pokazuje alternatywną wycenę i można dyskutować.

Ale znów przeszliśmy do podatków, a dyskusję zacząć trzeba od wydatków.

Do tego czasu każdy powinien sobie powiesić nad łóżkiem wzór na kulę śnieżną finansów publicznych?

— Wzory matematyczne opisujące zjawiska mają tę wielką zaletę, że trudno z nimi dyskutować. A jeżeli ktoś nie lubi wzorów, niech przejrzy sobie uzasadnienie do ustawy budżetowej. Tam jest kilka tabelek pokazujących tempo wzrostu zadłużenia czy koszty jego obsługi. Tak na otrzeźwienie. Szczególnie dla tych, którzy nadal chcą zwiększać wydatki i obniżać dochody publiczne.

Autor jest wicenaczelnym magazynu „Forbes Polska”

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
37

06.09.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Już 7 tys. zapisanych. Jubileuszowy PKO Bieg Charytatywny z rekordowym zainteresowaniem.

Już 7 tys. zapisanych. Jubileuszowy PKO Bieg Charytatywny z rekordowym zainteresowaniem.

Karpacz w centrum gospodarczej debaty. Rusza XXXV Forum Ekonomiczne

Karpacz w centrum gospodarczej debaty. Rusza XXXV Forum Ekonomiczne

Surogatka uciekła do innego stanu i uruchomiła zbiórkę. Rodzice mogą zapomnieć o dziecku

Surogatka uciekła do innego stanu i uruchomiła zbiórkę. Rodzice mogą zapomnieć o dziecku

Jak siatkarz Możdżonek został szefem myśliwych? Postawili na niego wpływowi ludzie. „Demokracja sterowana”

Jak siatkarz Możdżonek został szefem myśliwych? Postawili na niego wpływowi ludzie. „Demokracja sterowana”

„To jest nasze nowe otwarcie”. PiS przyszykował odpowiedź na ofensywę Donalda Tuska

„To jest nasze nowe otwarcie”. PiS przyszykował odpowiedź na ofensywę Donalda Tuska

Masz pomysł na startup? W Polsce coraz łatwiej znaleźć pieniądze. Trudniej zrobić pierwszy krok

Masz pomysł na startup? W Polsce coraz łatwiej znaleźć pieniądze. Trudniej zrobić pierwszy krok

Powiązania z Zondą jak gorący kartofel. „W PiS mówią, że Morawiecki się boi”

Powiązania z Zondą jak gorący kartofel. „W PiS mówią, że Morawiecki się boi”

Meloni zrywa z Trumpem. I to dzięki temu może zapisać się w historii Włoch

Meloni zrywa z Trumpem. I to dzięki temu może zapisać się w historii Włoch

Pięć niewygodnych prawd, z którymi musimy się zmierzyć po zwycięstwie AfD [ANALIZA]

Pięć niewygodnych prawd, z którymi musimy się zmierzyć po zwycięstwie AfD [ANALIZA]

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Już 7 tys. zapisanych. Jubileuszowy PKO Bieg Charytatywny z rekordowym zainteresowaniem.

Już 7 tys. zapisanych. Jubileuszowy PKO Bieg Charytatywny z rekordowym zainteresowaniem.

8 września, 2026
Aldi przecenia kawę. Promocje na Dallmayr i Barissimo – Biznes Wprost

Aldi przecenia kawę. Promocje na Dallmayr i Barissimo – Biznes Wprost

8 września, 2026
Polska zapłaci za nią nawet 124 mld zł rocznie. Powód jest zaskakujący

Polska zapłaci za nią nawet 124 mld zł rocznie. Powód jest zaskakujący

8 września, 2026
Gniezno. Doktor Mateusz Hen odpowiada na zarzuty mediów. „Oczekuję rzetelności”

Gniezno. Doktor Mateusz Hen odpowiada na zarzuty mediów. „Oczekuję rzetelności”

8 września, 2026

Najnowsze Wiadomości

Od miliarderki do więźniarki. Kim jest Elizabeth Holmes?

Od miliarderki do więźniarki. Kim jest Elizabeth Holmes?

8 września, 2026
Dąbrowa Górnicza. 54-latek miał zlecić zabójstwa. Planował wielką zemstę

Dąbrowa Górnicza. 54-latek miał zlecić zabójstwa. Planował wielką zemstę

8 września, 2026
Karpacz w centrum gospodarczej debaty. Rusza XXXV Forum Ekonomiczne

Karpacz w centrum gospodarczej debaty. Rusza XXXV Forum Ekonomiczne

8 września, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.