Czyim człowiekiem był Radosław Piesiewicz? Ludzie Mateusza Morawieckiego i politycy PiS przerzucają się odpowiedzialnością za promowanie aresztowanego w związku z aferą Zondacrypto szefa PKOl. — Oni teraz odpychają go od siebie jak trędowatego — mówił w podcaście „Stan Wyjątkowy” Jacek Gądek. W centrali PiS mówią, że Morawiecki boi się wypłynięcia informacji o swoich związkach z Piesiewiczem.
Mateusz Morawiecki atakuje PiS w sprawie Zondacrypto. Wskazuje powiązania swojej byłej partii z Radosławem Piesiewiczem. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego trafił do aresztu w związku z aferą Zondy. Autorzy „Stanu Wyjątkowego” wskazują na dwie motywacje byłego premiera: chce sprowokować Jarosława Kaczyńskiego i jednocześnie znaleźć tematy, które pozwolą mu się odróżnić od PiS. W centrali PiS wskazują jednak jeszcze trzeci powód.
— Na Nowogrodzkiej usłyszałem teorię, że w rzeczywistości Morawiecki tak ostro odcina się od PiS w tej sprawie, dlatego, że sam się boi — mówił w „Stanie Wyjątkowym” Kamil Dziubka z Onetu.
Czego może się obawiać Morawiecki według jego byłych kolegów? — Piesiewicz usłyszał zarzuty dotyczące m.in. powoływania się na wpływy. Chodziło o to, żeby załatwić Zondacrypto spokój ze strony Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Przypominam, że szefem UOKiK jest Tomasz Chróstny. To jest człowiek Mateusza Morawieckiego. I rzeczywiście w tych artykułach Wirtualnej Polski i TVN24 w kontekście Radosława Piesiewicza padło jedno nazwisko dużego polityka. Chodziło o Mateusza Morawieckiego. To przez Morawieckiego Piesiewicz miał załatwiać, można powiedzieć, amnestię dla Zondykrypto ze strony UOKiK, który już się interesował różnego rodzaju przepływami — mówił Dziubka.
Ale to nie wszystko. — Politycy PiS, z którymi rozmawiałem, opowiedzieli mi jeszcze jedną historię. Że rzeczywiście Jacek Sasin bardzo ułatwił Piesiewiczowi karierę, ale w ostatnim czasie to Morawiecki miał być głównym sojusznikiem Radosława Piesiewicza — mówi Dziubka.
Dowodem mają być działania Morawieckiego w czasie kłopotów, w które wpadł Polski Komitet Olimpijski w 2024 r. po igrzyskach w Paryżu. Ówczesny minister sportu Sławomir Nitras walczył wtedy z PKOl i osobiście z Radosławem Piesiewiczem. Ze sponsorowania PKOl wycofały się spółki Skarbu Państwa. By zasypać dziurę w budżecie komitetu, jego szef szukał pieniędzy między innymi w Zondacrypto. Ale nie tylko.
— Szukał też pieniędzy publicznych, a miał mu to ułatwić właśnie Mateusz Morawiecki. Przypomnijmy. Prawo i Sprawiedliwość rządzi w czterech województwach: lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim i małopolskim. Jesienią 2024 r. rządzony przez marszałka Jarosława Stawiarskiego region, czyli Lubelszczyzna, zawarł z PKOl umowy i zlecił świadczenia o łącznej wartości blisko 11 mln zł. Najpierw było to 100 tys. zł za promocję podczas Gali Olimpijskiej w Paryżu, potem blisko 4,5 mln zł za cykl „Z boiska na igrzyska”, a kolejne prawie 6,5 mln zł zapisano w umowie dotyczącej imprez olimpijskich w 2025 i 2026 r. Formalnie to nie były dotacje ze strony województwa, ale zakupy usług promocyjnych. W większości były udzielane z wolnej ręki. Natomiast politycznie różnica jest niewielka. Fakty są takie, że pieniądze z budżetu regionu zasiliły PKOl w czasie, gdy komitet miał po prostu problemy [finansowe] — mówił Dziubka.
Jarosław Stawiarski, choć nie pojawia się na pierwszym planie, to jest w PiS postacią bardzo wpływową. Przez wiele lat był posłem, a w latach 2015-2018 wiceministrem sportu. Później zdecydował się na karierę w samorządzie wojewódzkim i został lubelskim marszałkiem. W ostatnich dniach plotkowano, że Stawiarski został zatrzymany w związku z aferą Zondacrypto. Okazało się, że to nieprawda, ale polityk sam przyznał, że zeznawał w tej sprawie w prokuraturze.
— Stawiarski […] był do niedawna zaliczany do polityków pozostających w dobrych relacjach z Morawieckim. Niektórzy nawet uważali, że on przystąpi do Rozwoju Plus. Natomiast on w pewnym momencie […] powiedział, że Rozwój Plus go nie interesuje. Natomiast on ma ewidentny konflikt z Przemysławem Czarnkiem — mówił Dziubka.
— Tak, to zdecydowanie. Na Lubelszczyźnie jest ostra wojna pomiędzy Czarnkiem [który jest posłem z Lublina — przyp. red.] a Stawiarskim, najbardziej wpływowym politykiem [PiS] w regionie. Bo bycie marszałkiem to jest naprawdę dobra fucha — uzupełnił Jacek Gądek z „Newsweeka”.
— Drugim województwem, które podpisało umowę bezpośrednio z PKOl, było podkarpackie. Początkowo miało chodzić o 900 tys. zł. Ostatecznie kontrakt opiewał na 700 tys. zł. Łączna wartość potwierdzonych umów i świadczeń z obu regionów wyniosła 11,5 mln zł. — mówił Dziubka.
I kontynuował: — Wiemy też, że PKOl próbował swoich sił w Małopolsce. Natomiast tutaj nie mamy potwierdzenia, że ten kontrakt został zawarty. Chyba nie ma. Kiedy wysyłałem wówczas pytania do Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie, to otrzymałem odpowiedź, że żadna umowa podpisana nie została. Ale Morawiecki miał też zabiegać o pieniądze z województwa świętokrzyskiego. Miał zabiegać o te pieniądze bezpośrednio u Anny Krupki, obecnej wiceprezes PiS, szefowej struktur świętokrzyskich Prawa i Sprawiedliwości. Podobno Morawiecki o to zabiegał. Do podpisania tej umowy nie doszło.
— Natomiast słyszałem też historię, że marszałek województwa podkarpackiego miał mieć pretensje do Mateusza Morawieckiego, który go przekonywał do tego, żeby wesprzeć PKOl. [Miał twierdzić] że to ma akceptację Nowogrodzkiej, a tak podobno nie było, o czym może świadczyć brak dotacji ze strony świętokrzyskiego. Reasumując, teoria przeciwników Morawieckiego jest taka, że on próbuje zrzucić z siebie odpowiedzialność, bo tak naprawdę Piesiewicz w ostatnim czasie był jego sojusznikiem i na odwrót — mówił Dziubka.
Ludzie Morawieckiego odpierają te zarzuty. — Oni mówią tak: „Jarosław Stawiarski zakumplował się z Radosławem Piesiewiczem w momencie, kiedy Stawiarski był wiceministrem sportu. On ma słabość do sportu. Piesiewicz był menedżerem w sporcie, więc zaprzyjaźnili się, zakumplowali. No i ta słabość sprawiła, że oto Stawiarski już jako marszałek na Lubelszczyźnie był taki hojny wobec PKOl”. Ludzie Morawieckiego tak to tłumaczą — relacjonował Gądek.
Jego zdaniem w całej sprawie z politycznego punktu widzenia istotne jest jednak coś innego. — Znamienne jest, że Nowogrodzka mówi: „nie, ten Piesiewicz, to nie jest Sasin. To jest Morawiecki”. A z kolei ludzie wokół Morawieckiego: „nie, no, przecież to od zawsze był Sasin”. Oni teraz odpychają tego Piesiewicza od siebie jak trędowatego — mówił Jacek Gądek.
— Faktem jest, że Piesiewicz próbował sobie, można powiedzieć, w każdym sektorze prawicy zorganizować różnego rodzaju poparcie, czy to finansowe, czy polityczne. Dbał o relacje z Andrzejem Dudą i od początku dbał o relacje z Karolem Nawrockim. Zapraszał go na wspólne kolędowanie, oczywiście na przysięgę olimpijską. Ale to jest normalne, że prezydenci bywają na takich imprezach. Słyszałem, że mocno sceptyczny wobec Piesiewicza był Paweł Szefernaker. Nie chcę powiedzieć, że ostrzegał Karola Nawrockiego, ale zalecał daleko idącą ostrożność. Z drugiej strony otoczenie prezydenta podobno tłumaczy, że to jest właściwie rola prezydenta, żeby bywać na imprezach PKOl, niezależnie od tego, kto stoi na czele tego komitetu — mówił Dziubka.
Cały odcinek „Stanu Wyjątkowego” możesz obejrzeć tutaj:
Chcesz więcej? Zapisz się na newsletter „Stanu Wyjątkowego”:
Czym jest „Stan Wyjątkowy”?
„Stan Wyjątkowy” to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutują o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i „Newsweeka” zapewniają słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulis polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.
Poniżej lista wszystkich dotychczasowych odcinków podcastu:




