Jeśli wizyty ulubionych negocjatorów Donalda Trumpa w Moskwie i Kijowie będą przynosić regularne przerwy w atakach z powietrza, to warto je organizować. Tyle dobrego z zasypywania Władimira Putina żenującymi pochlebstwami, bo pokoju takie rozmowy nie przybliżą. A Steve’owi Witkoffowi i Jaredowi Kushnerowi grozi, że staną się chłopcami na posyłki Kremla.
Steve Witkoff z pewnością wie, jak wywołać obrzydzenie w Ukrainie.
Siedząc naprzeciwko Władimira Putina na Kremlu 5 września, specjalny wysłannik Donalda Trumpa podziękował rosyjskiemu prezydentowi za przyjęcie jego i Jareda Kushnera. Po czym natychmiast przystąpił do podlizywania się gospodarzowi. — Kiedy przejdziemy na emeryturę, będziemy mieli mnóstwo niesamowitych wspomnień i historii, a twoje będą na samym szczycie listy — powiedział Witkoff do Putina.
Z pewnością można znaleźć lepszy sposób na opisanie negocjacji mających zakończyć krwawą, brutalną i kosztowną wojnę niż przedstawianie ich jako miłych wspominków dla pensjonariuszy domu spokojnej starości.
Ale gdy rosyjskie wojska nadal powoli, ale systematycznie posuwają się naprzód na froncie, a odrzutowe drony coraz częściej zapełniają ukraińskie niebo, Kijów może w najbliższych miesiącach potrzebować więcej pochlebstw w żenującym stylu, którym popisuje się Witkoff.
Każda pomoc się liczy
Jeśli spojrzymy na realne postępy na drodze do pokoju, dyplomatyczna ofensywa przyniosła tyle, ile można się było spodziewać, czyli właściwie nic.
Witkoff i Kushner spędzili w sobotę na Kremlu zaledwie trzy godziny, po czym zakończyli rozmowy i pojechali do Kijowa. Udało im się wywalczyć jedno dla zmęczonych wojną Ukraińców — czyste niebo.
To nie było ogólne zawieszenie broni — walki trwały w innych regionach Ukrainy. Jednak Putin nakazał rosyjskim wojskom, aby przez trzy dni wokół wizyty nie atakowały Kijowa. Z kolei Ukraina zobowiązała się, że nie uderzy w Moskwę. I to porozumienie zostało dotrzymane.
Zełenski podziękował w niedzielę Witkoffowi i Kushnerowi za „danie jego ludziom szansy, by choć trochę pożyć”. Żartował, że ich obecność „działała dziś lepiej niż systemy Patriot”, których Ukraina używa do zestrzeliwania rosyjskich rakiet.
Choć to nie do końca żarty. Kijów od miesięcy niemal codziennie odpiera nocne ataki, bo Rosja coraz intensywniej wykorzystuje szybsze, trudniejsze do przechwycenia i droższe w zwalczaniu drony odrzutowe. Rzecznik ukraińskich sił powietrznych Jurij Ihnat podał, że w czerwcu Moskwa wypuściła ok. 350 takich dronów, w lipcu — 1,5 tys., a w sierpniu — ponad 2,8 tys. Ukraina zestrzeliwuje — wylicza Ihnat — jedynie ok. 60 proc. z nich, podczas gdy w przypadku konwencjonalnych, jednokierunkowych dronów bojowych wskaźnik ten wynosił 90–95 proc.
Zełenski ujawnił, że ok. 67 ukraińskich firm pracuje obecnie nad nowymi systemami obrony powietrznej, które mają pomóc zestrzeliwać te drony. Jasno dał przy tym do zrozumienia, że Kijów liczy, iż dyplomacja, w której pośredniczą Witkoff i Kushner, przyniesie efekty.
— Plan A to maksymalne przyspieszenie wysiłków dyplomatycznych, by ograniczyć rosyjską eskalację. Cała działalność w zakresie obrony powietrznej to plan B, a każda rosyjska rakieta i dron, który nie startuje, bo w mieście są amerykańscy wysłannicy, to jeden groźny pocisk mniej nad ukraińskim miastem — powiedział.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski z wysłannikami Donalda Trumpa Stevem Witkoffem i Jaredem Kushnerem w Kijowie
Foto: Valentyn Ogirenko / Reuters
Jeśli mówienie Putinowi, jaki będzie fascynujący na emeryturze, pozwala zapewnić Kijowowi kilka spokojnych nocy, Witkoff powinien to powtarzać bez końca.
Pochlebstwa mają swoje granice
Tyle że Witkoff mógłby przez następne pół roku słodzić Putinowi, a i tak nie zmieniłby rosyjskich warunków zakończenia wojny.
Doradca Putina Jurija Uszakowa ocenił sobotnie rozmowy jako „użyteczne” i „skrajnie szczere”. Dodał jednak, że Putin pozostaje przekonany, iż Rosja osiągnie swoje cele militarne, i ponownie stanowczo zażądał, by wszelkie porozumienie dotyczyło „pierwotnych przyczyn” wojny.
Rosyjski prezydent zdefiniował te warunki w czerwcu 2024 r.:
Ukraina ma wycofać się z całych obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego, w tym z terenów, których Rosja nie kontroluje;
zaakceptować neutralność i wykluczyć członkostwo w NATO;
poddać się temu, co Moskwa nazywa „demilitaryzacją” i „denazyfikacją”.
Putin zażądał także uznania rosyjskiej aneksji Krymu i zniesienia sankcji Zachodu.
Uszakow nie zasugerował, że Putin odejdzie od tego stanowiska. Przeciwnie, doradca podkreślił, że Putin opowiadał Witkoffowi i Kushnerowi o „namacalnych postępach armii rosyjskiej na froncie”, co sugeruje, że prezydent Rosji wciąż wierzy, iż siłą osiągnie swoje cele.
Władimir Putin przyjął Witkoffa i Kushnera na Kremlu
Foto: Sputnik/Gavriil Grigorov/Pool / Reuters
Pochlebstwa wobec Putina nie zmienią jego zdania, może to zrobić jedynie realna zmiana sytuacji na froncie.
Wysłannicy Trumpa są też ograniczeni formułą negocjacji. Tak zwana dyplomacja wahadłowa — polegająca na przekazywaniu propozycji, zastrzeżeń i interpretacji obu stron między Moskwą a Kijowem — grozi sprowadzeniem ich roli do roli posłańców, a nie mediatorów.
Kushner w zasadzie sam to przyznał w niedzielę w Kijowie. Stwierdził, że chciałby przywrócić rozmowy trójstronne. Tak, by „wszyscy rozmawiali bezpośrednio ze sobą”.
Sobotnia wizyta była ósmym pobytem Witkoffa w Moskwie od powrotu Trumpa do Białego Domu. Do Kijowa przyjechał po raz pierwszy. Jeśli Witkoff i Kushner staną się dyplomatycznymi chłopcami na posyłki, przyszłe negocjacje mogą szybko przemienić się w polityczną grę w głuchy telefon. Moskwa będzie miała przewagę, narzucając własną narrację amerykańskim pośrednikom i wysyłając ich do Kijowa z odpowiednimi założeniami.
Małe kroki
Witkoff i Kushner raczej nie są bliscy zakończenia tej wojny. Sam Zełenski przyznał w niedzielę, że na razie Ukraina spodziewa się kolejnej ponurej zimy. Jeśli sytuacja na froncie nie ulegnie znaczącej zmianie na korzyść Kijowa, Putin nie ma powodów, by rewidować swoje warunki.
Jednak jeśli powtarzające się wizyty ulubionych negocjatorów Trumpa w Moskwie i Kijowie będą przynosić regularne przerwy w atakach z powietrza, to nawet przy braku istotnych postępów w rozmowach o pokoju, warto je organizować.
Im częściej pojawiają się takie przerwy, tym mniej są wyjątkowe. Trzydniowe zawieszenie broni ustalone na czas jednej wizyty tworzy precedens dla kolejnej. Powtarzające się precedensy mogą budować oczekiwania co do tego, kiedy i jak obie strony są w stanie powstrzymać się od walki. To jeszcze bardzo daleko do pokoju, ale konflikt, w którym tymczasowe rozejmy stają się normą, daje większe pole do działania niż taki, w którym każda cisza traktowana jest jak wyjątek.
Jeśli ofensywa pochlebstw Witkoffa potrafi zamienić trzy spokojne dni w cztery, a potem cztery w coś większego, Ukraińcy nie muszą tego lubić — wystarczy, że to działa.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.