Służby i ministerstwo rozwoju reagują na nasz artykuł o rosyjskich wpływach w polskiej energetyce. Resort przesuwa rozstrzygnięcie kluczowego konkursu i wszczyna postępowanie wyjaśniające.
Według Jacka Dobrzyńskiego, rzecznika koordynatora do spraw służb specjalnych, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dostrzega aktywność osób i podmiotów związanych z Rosją w sektorze energetycznym, w tym energii odnawialnej.
Rosja szuka nowych ścieżek
– Ze względu na obecną sytuację geopolityczno-biznesową, m.in. rezygnację państw europejskich z rosyjskiego gazu, Rosja poszukuje nowych rozwiązań i ścieżek w tej branży, poszukuje niszy do zagospodarowania. Taką niszą jest sektor odnawialnych źródeł energii – nie tylko w Polsce, ale w całej Europie – mówi Dobrzyński, odwołując się do ustaleń ABW. — Modele biznesowe aktywności rosyjskiej w tej branży są służbom znane i są przedmiotem stałego zainteresowania oraz monitoringu — zapewnia.
Służby nie chcą jednak mówić, dlaczego pozwolono rozkwitnąć tym biznesom w południowej Polsce, co opisaliśmy w „Newsweeku”, ujawniając również idące w setki milionów dotacje i kredyty udzielane im przez państwowe podmioty, kierowane i nadzorowane przez polityków PiS i ich nominatów. – Za poprzednich rządów w służbach obowiązywała naczelna zasada: trzymać się z daleka od tematów, w których pojawiali się ludzie partii rządzącej. A jeśli nawet takimi tematami ktoś się zajął, to sprawy były blokowane – mówi były funkcjonariusz nadzorujący niegdyś kontrwywiadowczo sektor energetyczny na południu Polski.
Może to tłumaczyć, dlaczego mogli liczyć na wieloletnie wsparcie instytucji rządowych i samorządowych obsadzonych przez PiS, które ich inwestycje wpisały na listę projektów strategicznych dla państwa. Jak pisaliśmy, suma różnych dotacji i kredytów, które otrzymały, to ponad ćwierć miliarda złotych (wchodzi w to kredyt 170 mln zł od Banku Gospodarstwa Krajowego). Kolejne 345 mln zł od samorządu woj. dolnośląskiego czeka na zatwierdzenie przez Komisję Europejską. Do tego dodać trzeba 22,5 mln zł z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na prototyp elektrycznego vana.
To tłumaczyć może również, dlaczego powiązane z Rosją spółki i ich menedżerowie mogli bez żadnych przeszkód nawiązywać bliskie relacje z urzędnikami ministerstw nadzorujących konkursy na dofinansowanie projektów w branży energii odnawialnej, a nawet pełnili odpowiedzialne funkcje w instytucjach państwowych (m.in. w Urzędzie Regulacji Energetyki, czy w podległym resortowi klimatu katowickiemu Instytutowi Ekologii Terenów Uprzemysłowionych).
W pierwszym przypadku chodzi o opisanego przez nas Andrzeja Kaźmierskiego, dyrektora departamentu gospodarki niskoemisyjnej w ministerstwie rozwoju i technologii, który realizował projekty w ramach Krajowego Planu Odbudowy dotyczące dofinansowania inwestycji w odnawialne źródła energii. Jeden z tych konkursów miał zostać rozstrzygnięty do końca lutego, co wywołało protesty w branży. Pojawiły się głosy, że warunki konkursu mogły faworyzować firmy o rosyjskich powiązaniach. Kaźmierski zaprzeczał, jednocześnie jednak zasiadał w radzie programowej Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE, organizacji lobbystycznej stworzonej przez te podmioty. Zrezygnował z tej funkcji dopiero po artykule „Newsweeka”. Jak informuje resort rozwoju, został również poproszony o niezwłoczne złożenie wyjaśnień, a termin konkursu przesunięto o miesiąc.
Gdzie było PGE?
W sprawie pozostaje jeszcze sporo niejasności. Jak choćby to, jak doszło do tego, że na terenach wokół elektrowni w Turowie, gdzie powstają instalacje OZE należące do kontrowersyjnych spółek, swoich urządzeń nie zaczęła budować PGE. To państwowy koncern będący właścicielem nie tylko elektrowni, ale i sąsiedniej kopalni węgla brunatnego – obie zostaną zamknięte najpóźniej w ciągu kilkunastu lat w ramach tzw. dekarbonizacji energetyki.
Tymczasem elektrownia dostarcza prąd do ponad trzech milionów Polaków, a właściciele spółek o rosyjskich powiązaniach nie ukrywają, że chcą zastąpić moce wygaszanej elektrowni. – Brak inwestycji ze strony PGE w farmy wiatrowe i fotowoltaiczne na tamtym terenie to poważne zaniedbanie. Dlaczego do tego doszło? Też chciałbym znać odpowiedź na to pytanie – mówi wysoki urzędnik państwowy z czasów rządów PiS.
Tym bardziej że PGE ma specjalnie dedykowaną do takich celów spółkę PGE Energia Odnawialna, która we współpracy z samorządami buduje dużą farmę fotowoltaiczną w pobliżu elektrowni w Bełchatowie, która ma zostać wygaszona do 2036 r. Ma być otwarta już za rok.






