Wystarczyło jedno słowo Ryszarda Terleckiego, bo uśpiony konflikt w PiS rozgorzał z nową siłą, a zwaśnione frakcje rzuciły się na siebie. Wrogowie Terleckiego co prawda krytykują go otwarcie, ale w zakulisowych rozmowach idą znacznie dalej. Głęboka niechęć do byłego szefa klubu PiS miesza się tu z bieżącym politycznym interesem.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

— Gdy Ryszard otwiera usta, to dziennikarze się cieszą, prawda? — śmieje się jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości. A to dlatego, że były szef klubu PiS i wicemarszałek Sejmu nie gryzie się w język. Mówi wprost i barwnie. Do tego stopnia, że czasami trudno uwierzyć, że naprawdę to powiedział. Tak jest i tym razem, gdy Terlecki nazwał kolegę z PiS Sebastiana Kaletę „gów******rią”.

To jednak tylko jeden z kilku epizodów wyjątkowo burzliwej w ostatnich miesiącach historii Ryszarda Terleckiego. Do niedawna jeden z najważniejszych polityków PiS najpierw znalazł się na politycznym aucie, a później stał się jednym z głównych bohaterów konfliktu rozrywającego partię.

W grudniu zeszłego roku Terlecki rzucił, że sprawa Ziobry „topi PiS”. Ziobryści się na niego wściekli. Wedle naszych informacji wewnątrz partii ostrzegali, że skończyła się cierpliwość do Terleckiego i będą się na „Psie” (to pseudonim Terleckiego z czasów, gdy był hippisem) odgryzać.

Terlecki nie przestał jednak atakować Ziobry. Parę dni temu doszło do zabawnej, ale też znamiennej sytuacji. TVN pytał Terleckiego w Sejmie o to, czy Zbigniew Ziobro powinien stracić wynagrodzenie, skoro jest na Węgrzech, gdzie dostał azyl. Terlecki stwierdził, że… w sumie tak. Ale wtedy do rozmowy wtrącił się poseł PiS — z frakcji Suwerennej Polski, były wiceminister sprawiedliwości — Sebastian Kaleta. I bezceremonialnie pouczył nobliwego profesora, że nie powinien się w tej sprawie wypowiadać. Kaleta bronił Ziobry, a Terlecki słuchał jak student. Wszystko to działo się publicznie, przed telewizyjną kamerą.

Scenka zrobiła furorę w PiS. Przesyłano ją sobie i obśmiewano Terleckiego, że dał się tak ośmieszyć przez posła (Kaleta ma 33 lata), który mógłby być jego wnukiem. Terlecki — o czym świadczy jego późniejsza reakcja — wściekł się na Kaletę.

I znów — w piątek 13 lutego — Terlecki zagadnięty przez TVN o tamtą scenę nie gryzł się w język. Nazwał Kaletę… „gów******rią”, której jednakowoż wybacza.

Tego było już za wiele, w PiS wybuchła burza. Za kulisami politycy partii wyzywają się teraz od chamów, choć publicznie używają delikatniejszych słów.

— Terlecki jest chamem. Będzie fanga za fanga — mówi polityk PiS, daleki od frakcji byłego premiera Mateusza Morawieckiego, z którą Ryszard Terlecki się związał. Inny: — Ziobryści nie mówią o aferze RARS [w której pojawia się nazwisko Morawieckiego — przyp. red.], więc niech Rysiek nie mówi źle o Ziobrze.

Inny poseł PiS: — Czas takich polityków jak Ryszard się kończy.

I wymienia: brak popularności wśród wyborców, niedostosowanie do realiów, niezrozumienie mediów.

Nie mówią tak dlatego, że chcą bronić Ziobry (dla niego wsparcie w PiS jest zresztą obecnie nikłe). Raczej dlatego, że mają dość Terleckiego, który trzymał pod butem, gdy był szefem klubu PiS. Ważniejszy jest inny powód. Atak na Terleckiego to część proxy war — wojny zastępczej „maślarzy” z frakcją Mateusza Morawieckiego. A to dlatego, że Ryszard Terlecki jest jednym z najzagorzalszych zwolenników byłego premiera. W zwalczaniu Terleckiego w PiS przodują więc politycy kibicujący frakcji „maślarzy” (to pogardliwe określenie ukute przez „harcerzy”, frakcję Morawieckiego), czyli sojuszu Tobiasza Bocheńskiego, Patryka Jakiego, Przemysława Czarnka i Jacka Sasina.

Terlecki jest jednym z najtwardszych zwolenników Morawieckiego (innym jest Piotr Gliński). Na jednym ze spotkań najwyższych władz PiS postulował, aby szybko wskazać kandydata na premiera, który prowadziłby partię do wyborów w 2027 r. Jakiś czas później prezes PiS Jarosław Kaczyński zgodził się z opinią Terleckiego, że trzeba wskazać oficjalnego kandydata na premiera. Zasugerował jednak jasno, że nie będzie nim Morawiecki, bo PiS stawia na polityków młodszego pokolenia (faworytami są Zbigniew Bogucki i Tobiasz Bocheński).

Wewnątrz PiS (poza frakcją Morawieckiego) jest złość na Terleckiego, bo odciąga on uwagę od teraz najważniejszej dla PiS sprawy — krytyki programu SAFE (44 mld euro pożyczki z Unii Europejskiej na zbrojenia). — A Terlecki w TVN-ie wyzywa Kaletę od gów****** — załamuje ręce jeden z naszych rozmówców.

Terlecki jest teraz marginalizowany w partii. Co prawda uczestniczy w spotkaniach władz PiS, ale Jarosław Kaczyński nie liczy się już z jego zdaniem. Jak ujawniliśmy w „Newsweeku”, Terlecki wpływ na prezesa utracił w czasie kampanii prezydenckiej. Radził wtedy Kaczyńskiemu, by zrezygnował z szefowania PiS, bo tylko to ocali szansę Karola Nawrockiego na wygranie wyborów. Prezes wściekł się na „Psa” i odstawił go na boczny tor.

Terlecki, do niedawna jeden z najwierniejszych druhów Kaczyńskiego, politycznie jest dziś związany z Mateuszem Morawieckim. Nasi rozmówcy radzą spojrzeć na zdjęcie z „wigilii” organizowanej przez byłego premiera — tuż po oficjalnej wigilii PiS (to miała być jedyna wigilia partii). — Tam tuż za plecami Morawieckiego jest Terlecki. Widać tylko jego włosy, ale był najbliżej — mówi poseł PiS. Dłuższe białe włosy to czupryna Terleckiego. „Pies” poszedł na wigilię Morawieckiego, choć Nowogrodzkiej i samemu prezesowi PiS zależało na tym, aby politycy PiS nie szli do byłego premiera. Terlecki był tam więc wbrew prezesowi.

Nasz rozmówca: — Terlecki to już nie jest człowiek Kaczyńskiego. Prywatnie może i Jarosław go jeszcze lubi, ale politycznie jest bez znaczenia.

Choć jego pozycja polityczna jest znacznie słabsza niż kiedyś, były szef klubu PiS wciąż potrafi wywołać wrzenie w partii. Tak stało się po słowach o Kalecie. Zwaśnione frakcje rzuciły się do ataku na Terleckiego i — z drugiej strony — do jego obrony.

Młodszy o dwa pokolenia poseł Michał Moskal pouczał — i to publicznie — że „prawdziwa dojrzałość to też świadomość, kiedy się nie odzywać”. Jacek Sasin — jeden z czołowych „maślarzy” — stwierdził, że Kaleta „słusznie i pryncypialnie” broni Ziobry przed Terleckim, który jedynie „dostarcza paliwa mediom lewicowo-liberalnym”.

Morawiecki za to broni Terleckiego na X: „Do wszystkich rozgrzanych głów, które rzuciły się dzisiaj na Ryszarda Terleckiego: dajcie sobie na wstrzymanie, Panowie. Pan Marszałek ma za sobą ogromne doświadczenie i polityczną drogę, o jakiej wielu może pomarzyć. Powiedział to, co często słyszę od naszych wyborców na spotkaniach. Zamiast tworzyć sektę obliczoną na utwardzenie przekonanych, polecam skupić się na rozmowach z Polakami i posłuchać co dziś ich naprawdę zajmuje oraz jakie są ich obawy”.

Odparował mu europoseł Tobiasz Bocheński (wiceprezes PiS): „Wszyscy zgodnie wyciągamy telefony i dzwonimy do Ryszarda Terleckiego, by takie sytuacje się już nie zdarzały”. Również wiceprezes PiS europoseł Patryk Jaki nie odstawił nogi: „Nie sądzę, że nasi wyborcy oczekują ustawek z TVN, aby atakować Zbigniewa Ziobrę. (…) Co do dawania sobie na wstrzymanie — czy nie lepiej było, aby jednak dziś i wczoraj najbliższy Twój [Morawieckiego] sojusznik Terlecki skorzystał z tej rady i dał sobie na wstrzymanie i nie zaczepiał własnej partii w TVN?”.

Piotr Müller (europoseł bardzo bliski Morawieckiemu): „Z przykrością obserwuję proces suwpolizacji Prawa i Sprawiedliwości. Efekty widać — w sondażach 10 pkt. proc. mniej niż w 2023 r. Teraz ich akcja przeciwko Ryszardowi Terleckiemu. Co jeszcze bardziej szokujące, skoordynowany atak na Terleckiego przeprowadzany przez niektórych wiceprezesów PiS, którzy jak widać, nie dorośli do funkcji, która polega na łączeniu środowiska, a nie jego dzieleniu”.

— Tak jak mówił Morawiecki: będzie fanga za fangę — zapowiada znany poseł PiS.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version