Fikcyjne umowy, niepewne zarobki, opłaty za możliwość pracy. — To poniżające — mówią kurierzy dowożący jedzenie. Pyszne.pl, które było na tym rynku pozytywnym wyjątkiem, dziś równa w dół.
Upokorzenie. Tak Bartek określa swoje początki w branży. — Jestem z biednej rodziny. Wiedziałem, że jeśli chcę studiować, muszę sam zarobić na wynajem pokoju i jedzenie — mówi. Praca kuriera miała dać mu elastyczność, która pozwoli na studia dzienne, i szansę na stosunkowo łatwe pieniądze. Nie było w tym jednak nic łatwego.
Czasem przez sześć-siedem godzin bycia w gotowości wpadały mu ledwie trzy, cztery zlecenia za w sumie 100 zł. Przesiadywał w parkach albo w okolicach popularnych restauracji. Starał się wykorzystać ten czas na naukę, ale w hałaśliwym, zatłoczonym mieście trudno się skupić.
Bywało, że system aplikacji wrzucał mu zamówienia nie z najbliższych knajp, ale po drugiej stronie miasta. W trakcie zmiany jeździł na rowerze po 60-70 km dziennie — także w ekstremalnej pogodzie.
Najlepiej płatne, ale też najbardziej stresujące były wieczorne kursy w piątki i soboty. Nigdy nie wiedział, czy za drzwiami czeka ktoś, kto po prostu odbierze jedzenie, czy nawalony klient, który będzie szukał zaczepki.
Zdarzało się też, że cała frustracja związana z opóźnionym albo zimnym posiłkiem skrupiała się na kurierze. Choć nie miał żadnego wpływu ani na czas przygotowania zamówienia, ani na jego zawartość, to właśnie on stawał się twarzą całego systemu.
Do malutkiego pokoju wielokrotnie wracał na granicy płaczu. Mieszkanie dzielił z kolegami, których znał jeszcze z liceum. Oni byli gotowi imprezować, on padał na łóżko wykończony. — Czułem się jak wyrzutek. Koledzy dostawali kasę od rodziców i trudno im było zrozumieć, dlaczego czasem trochę nie wyluzuję. A ja zwyczajnie nie miałem na to siły ani kasy — opowiada Bartek.
Jak frajer
Sytuacja się zmieniła, gdy pod koniec zeszłego roku przeniósł się do Pyszne.pl. Awanturujący się klienci czy zlecenia na różnych krańcach miasta nie zniknęły. Ale dostał umowę gwarantującą stawkę godzinową (31,40 zł). Odszedł stres związany z małą liczbą zamówień. Wiedział, że na jego konto i tak wpłynie konkretna suma. — Przestałem się czuć jak frajer.
Pracował 20-30 godzin tygodniowo, wyciągał między 3,5 a 4,5 tys. zł miesięcznie, zależnie od tego, ile miał godzin (w czasie egzaminów brał mniej zmian). W połowie lipca pojawiła się jednak informacja, że Pyszne.pl chce zwolnić 5 tys. kurierów i zaproponować im przejście na umowy zewnętrznych firm pośredniczących między platformą a kurierem — formalnie zatrudniających dostawców i rozliczających ich pracę, choć zlecenia nadal przydziela aplikacja platformy. Inaczej mówiąc: Pyszne.pl zdecydowało się wdrożyć model, który funkcjonuje już w Uberze, Bolcie czy Glovo.
— Załamałem się, bo to oznacza powrót poniżenia — mówi Bartek. Nie dostał jeszcze wypowiedzenia, ale szuka już innej pracy.
Fikcyjne umowy
Głównym zmartwieniem Mileny nie jest utrata godzinówki, chociaż — rzecz jasna — wolałaby ją utrzymać. Bardziej obawia się czegoś innego. Zanim w grudniu zeszłego roku dołączyła do Pyszne.pl, przez dwa lata pracowała w Uber Eats i Glovo. Ich systemy zakładają przerzucanie większości kosztów na pracownika.
Opowiada, że podpisywała umowy-zlecenia obejmujące zaledwie 1/16 etatu. Od niej były naliczane składki, których koszt — około 110 zł miesięcznie — musiała pokrywać ze swojej pensji.
Większość wynagrodzenia dostawała z tytułu fikcyjnej umowy najmu własnego roweru. — Tak jakbym wypożyczała swój sprzęt firmie i ona płaciła mi właśnie za to, że go używam. Niezły absurd, co? — uśmiecha się.
Od tego musiała odprowadzać 8,5-procentowy ryczałt do urzędu skarbowego. Do tego dochodziła miesięczna prowizja dla partnera flotowego za pośrednictwo w zatrudnieniu — w jej przypadku to 49,90 zł, ale, jak podkreśla, niektóre firmy biorą nawet 180 zł miesięcznie. A w innych dochodzi jeszcze opłata za samo korzystanie z aplikacji.
— Czyli płaciłaś za to, żeby móc pracować? — upewniam się. Milena potwierdza. Wszystkie te koszty zabierały jej 400-500 zł miesięcznie. — Może to się wydawać niewiele, ale jak się wyciąga jakieś 4 tys. zł miesięcznie, to robi różnicę — podkreśla.
Ale jej sytuacja jest i tak lepsza od przeciętnej, bo ma własny rower. Wynajem to znów koszty, i to niemałe. Ceny wahają się od 600 zł miesięcznie za zwykły, do nawet ponad 1200 zł za elektryka.
40 zł za L4
Do tego dochodzi ubezpieczenie zdrowotne. Gdy Milena zachorowała, pracując dla poprzednich firm, za 10-dniowe zwolnienie otrzymała 40 zł. Na szczęście ma partnera, który pomógł jej przetrwać, ale nie wie, jak radzą sobie osoby bez żadnego wsparcia.
Mimo obaw Milena spróbuje dalej zajmować się dostawami. Lubi kontakt z ludźmi, ruch, jazdę na rowerze. Docenia też elastyczność, jaką daje taka praca. Jednocześnie wie, że na pewno będzie musiała korzystać z kilku aplikacji naraz. Przy takim modelu pracy w Radomiu nie da się zarabiać godnie, jeżdżąc tylko dla jednej firmy.
Oczywiście wolałaby, żeby wszystko działało tak, jak do tej pory, ale trudno jej mieć pretensje do Pyszne.pl. — Z punktu widzenia biznesowego to pewnie rozsądny ruch. Skoro wszyscy dookoła ciągną z pracowników, ile się da, oni tylko by tracili, robiąc inaczej.
Za droga logistyka
Rzecznik prasowy Pyszne.pl Aleksander Rosa przekonuje, że to właśnie realia rynkowe stoją za zmianą. Firma „nie może biznesowo pozwolić sobie na utrzymanie logistyki droższej kilkukrotnie od konkurencji, która działa w modelu 3PL [czyli z partnerami flotowymi — red.]”.
Zapewnia przy tym, że będą wymagać od partnerów „utrzymywania odpowiednich standardów, m.in. w zakresie onboardingu, weryfikacji osób realizujących dostawy, bezpieczeństwa, jakości usług i transparentności operacyjnej”. Nie jest jednak w stanie wskazać, na jakie wynagrodzenia będą mogli liczyć kurierzy — stawki mają regulować poszczególni partnerzy.
Pozostanie w dotychczasowym modelu czy „narzucenie sztywnego modelu zatrudnienia” miałoby — według wewnętrznych analiz Pyszne.pl — zwiększyć koszty dostawy nawet o 15 zł. Tymczasem, jak wynika z badania Ariadna z października 2025 r., 84 proc. konsumentów zrezygnowałoby z zamawiania jedzenia z dostawą, gdyby opłata wzrosła o więcej niż 15 zł.
Jednocześnie Rosa podkreśla, że w firmie chciano uniknąć takiego scenariusza i Pyszne.pl próbowało zainteresować decydentów nierównościami na rynku dostaw, zwracając się chociażby do Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej. Bez efektów.
Równanie w dół
— Już w 2023 r. razem z Pyszne.pl apelowaliśmy do rządu o wprowadzenie odpowiednich przepisów. To była wyjątkowa sytuacja, bo związek zawodowy i pracodawca mówili jednym głosem — mówi Michał Lewandowski, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy — związku zawodowego, który działa także w Pyszne.pl.
Regulacja rynku jest też wymagana przez unijną dyrektywę o pracy platformowej. Zakłada ona m.in. łatwiejsze uznawanie kurierów i kierowców za pracowników, jeśli platforma faktycznie kontroluje sposób wykonywania przez nich pracy, oraz większą przejrzystość algorytmów decydujących o przydziale zleceń czy dostępie do aplikacji. Mimo że termin wdrożenia dyrektywy upływa w grudniu, Polska wciąż nie przedstawiła projektu przepisów.
— Gdyby zrobiono to odpowiednio wcześnie, być może Pyszne.pl nie równałoby dziś w dół. Od miesięcy słyszymy, że projekt jest gotowy, ale nikt go nie widział — opowiada Lewandowski.
Za późno
Reakcją na decyzję firmy jest przeprowadzona na wniosek ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Ma ona zweryfikować, czy kurierzy nie powinni być zatrudnieni na podstawie umów o pracę oraz czy planowane zakończenie współpracy nie powinno zostać potraktowane jako zwolnienia grupowe. Własną kontrolę zapowiedział także ZUS.
W ocenie związkowca, owszem, kontrole są potrzebne, ale zdecydowano się na nie za późno. Do tego, obawia się, że to będzie „jednorazowa akcja”. — A przecież standardy w innych firmach zajmujących się dowozem jedzenia są jeszcze gorsze. I należałoby z tym zrobić porządek — twierdzi związkowiec.
Przypomina przy tym, że tak naprawdę nie rozmawiamy dziś wyłącznie o kurierach. Rozmawiamy o tym, jak daleko może posunąć się prekaryzacja rynku pracy. — Z naszej perspektywy doszliśmy do granicy, której nie można dalej przesuwać — podkreśla.
Resort pracy na pytanie „Newsweeka” o to, jak chce poprawić sytuację, do czasu oddania tekstu do druku, nie odpowiedział.
Nie ma czego odbierać
Katarzyna Duda, autorka książki „Uberyzacja. O warunkach pracy kurierów”, tłumaczy, że zjawisko postępującej prekaryzacji polega na stopniowym odbieraniu pracującym za pośrednictwem platform cyfrowych kolejnych praw. Najpierw tracą zabezpieczenia socjalne, później narzędzia pracy, minimalne gwarancje wynagrodzenia, aż dochodzimy do sytuacji, w której właściwie nie ma już czego odbierać.
— I nie chodzi o to, że nowe technologie same w sobie są problemem, ale o to, że są wykorzystywane do maksymalizacji zysków kosztem pracowników. Co więcej, sprawiają wrażenie, jakby decyzje podejmował bezosobowy algorytm, podczas gdy za tymi rozwiązaniami zawsze stoją konkretni ludzie i konkretne firmy — mówi Katarzyna Duda.
Formy zatrudnienia, które zakładają fikcyjne umowy najmu roweru, opłaty za pośrednictwo i wynajem potrzebnego do pracy sprzętu, nazywa patologicznymi. Przywołuje też niestabilność zarobków. — Kiedy rozmawiałam z kurierami 1 czerwca, wielu było zrozpaczonych. To był Dzień Dziecka — ludzie wyszli do galerii i restauracji, więc zamówień prawie nie było. Kurierzy opowiadali, że po kilku godzinach pracy mieli za sobą zaledwie dwa-trzy kursy. Niektórzy płakali, bo wiedzieli, że tego dnia nie zarobią nawet na podstawowe wydatki — mówi.
Przypomina, że spośród około 30 tys. pracujących w Polsce dostawców jedzenia, blisko połowa to migranci. Czatując po 12-14 godzin dziennie na zamówienia, nie mają szans na społeczną integrację, naukę języka czy tworzenie relacji. — Uderzyła mnie ich samotność. Wielu mówiło, że jestem pierwszą Polką, która z nimi usiadła i po prostu porozmawiała.
Badaczka przekonuje przy tym, że wdrożenie unijnej dyrektywy to będzie dobry pierwszy krok, jednak niewystarczający. Firmy będą szukały sposobów na obchodzenie nowych przepisów, tak jak dzieje się to w innych krajach Europy. — Dlatego państwo nie może poprzestać na uchwaleniu ustawy — potrzebne są stałe kontrole i gotowość do reagowania na praktyki firm — mówi Duda.
Krok od rozpadu
Michał pracował dla Uber Eats. Kiedy usłyszał, że Pyszne.pl zatrudnia kurierów na umowach z gwarantowaną stawką godzinową, zaczął myśleć o zmianie. Zrezygnował, gdy usłyszał o planach zmiany systemu zatrudnienia.
Twierdzi, że rok pracy dla platform odbił się nie tylko na jego finansach, ale też na życiu prywatnym. Żeby zarobić na utrzymanie, spędzał poza domem całe dnie. Nie miał czasu dla partnerki, nie mogli zaplanować kilkudniowego wyjazdu, bo każdy dzień wolny oznaczał utratę zarobku. — Mój związek był o krok od rozpadu. Ciągle pracowałem, a i tak miałem poczucie, że stoję w miejscu — opowiada.
Decyzja Pyszne.pl jest dla Michała symbolem tego, że cała branża dostaw zmierza w kierunku coraz większej niepewności. — Nie chcę się za kilka lat zorientować, że spędziłem życie na gonieniu za kolejnym kursem — mówi. Dlatego zamiast szukać kolejnej platformy, wysłał CV do McDonald’s. — Może nie jest to praca marzeń, ale będę miał przynajmniej umowę o pracę i wiedział, na czym stoję.




