Kolejne kobiety zgłaszają się do krakowskiej kurii, opisując krzywdę, jakiej miały doświadczyć ze strony biskupa Jana Szkodonia. Kardynał Grzegorz Ryś obiecał powołanie komisji, ale właśnie się z tego wycofuje.
— Biskup Jan Szkodoń posadził mnie na kolanach i zaczął mnie dotykać. Ale dotykał w takich miejscach, w których nikt nigdy mnie nie dotykał. Objął moje ramiona, a później dotykał moich piersi — mówiła kilka miesięcy temu Zofia Schacht-Petersen w podkaście Pawła Kostowskiego.
Dramat Schacht-Petersen rozegrał się na początku lat 90. Miała wówczas 26 lat i była początkującą zakonnicą, on miał 45 lat i był świeżo wyświęconym biskupem. Był jej kierownikiem duchowym, traktowała go jak ojca. — Mówiłam mu o moim wyjeździe na Ukrainę i nagle zauważyłam, że on przysiada się na sofę obok mnie, po czym wyciąga do mnie ręce, podnosi mnie i sadza sobie na kolanach. To był szok. Dziś mam poczucie, jakbym wtedy była w dwóch różnych rzeczywistościach. Jeszcze teraz, gdy o tym mówię, to drżę — opowiadała kobieta.
— Zauważyłam, że on w pewnym momencie zaczął mnie dotykać. Ale dotykał w takich miejscach, w których nikt nigdy mnie nie dotykał. Objął moje ramiona, a później dotykał moich piersi. Do dziś pamiętam siebie w tym rozbiciu. Bo przecież ja czułam, że to nie jest w porządku, ale jednak nie mogłam nic zrobić, nie mogłam się ruszyć. Wcześniej też nie znałam tego dotyku, bo przed zakonem nie miałam żadnego chłopaka — przyznawała.
To dramatyczne wspomnienie zostało z nią na całe życie, ale nie mówiła o nim nikomu przez 35 lat. Zdecydowała się zrobić to publicznie dopiero, gdy media nagłośniły historie Moniki i Agnieszki, czyli innych ofiar biskupa.
„Kuria jakby zmieniła zdanie o 180 stopni”
Do tej pory tylko Zofia Schacht-Petersen, już nie zakonnica, a kwalifikowana terapeutka traum, odważyła się opowiedzieć swoją historię pod nazwiskiem. Na jej dramatyczne wyznanie szybko zareagowała krakowska kuria i kardynał Grzegorz Ryś.
„Delegat metropolity krakowskiego nawiązał już z nią bezpośredni kontakt, aby umówić się na rozmowę, a także przekazał wiadomość o gotowości kard. Grzegorza Rysia do osobistego spotkania” — zapowiedział już w lutym rzecznik kardynała.
Faktycznie, do takiego spotkania doszło miesiąc później.
— Na spotkaniu ze mną kardynał był „do rany przyłóż”. Powiedział, że komisja historyczna w sprawie Szkodonia musi powstać, niezależnie od krajowej, bo to zupełnie inny wątek, który nie dotyczy pedofilii… Ale minęły dwa tygodnie i kuria jakby zmieniła zdanie o 180 stopni — mówi „Newsweekowi” skrzywdzona kobieta.
Wyjaśnia, że na jej pytania do współpracowników kardynała dostała odpowiedź, że kardynał. Ryś nie będzie na razie podejmował żadnych decyzji w sprawie zmarłego biskupa, bo czeka na rozpoczęcie działania prac komisji ogólnopolskiej.
— Znowu spytałam księdza kanclerza, o co chodzi w tej kwestii, ale do tej pory milczy — rozkłada bezradnie ręce Schacht-Petersen.
To, co kobieta usłyszała od kanclerza, czyli kurialnego prawnika, prawej ręki kardynała, udaje się potwierdzić także naszej redakcji. Prace nad komisją historyczną w sprawie biskupa Szkodonia w ostatnim czasie stanęły w miejscu.
— Ksiądz kardynał wstrzymał pracę nad komisją diecezjalną ze względu na decyzje Konferencji Episkopatu Polski dotyczące powołania ogólnopolskiej komisji — wyjaśnia „Newsweekowi” ks. Piotr Studnicki, rzecznik prasowy krakowskiej kurii.
— Mamy nadzieję na ukonstytuowanie się w najbliższym czasie jej składu personalnego i przyjęcie przez nią zasad współpracy z biskupami diecezjalnymi. Wtedy można będzie podjąć adekwatne decyzje dotyczące sposobu wyjaśnienia sprawy zmarłego biskupa Szkodonia — tłumaczy bliski współpracownik kardynała Rysia.
Czy kościelna komisja ds. pedofilii cokolwiek wyjaśni?
Ogólnopolska komisja, na którą powołuje się krakowska kuria, formalnie została powołana w marcu na ostatnim posiedzeniu plenarnym Episkopatu.
Przypomnijmy, że proces jej tworzenia był niezwykle trudny i przebiegał w bólach. Decyzję o rozpoczęciu prac biskupi podjęli już ponad trzy lata temu. Jednak przez ten czas sami nie mogli się porozumieć się co do jej kształtu oraz kompetencji. Onet dotarł niedawno do wewnętrznych dokumentów Kościoła, z których wynika, że co do samej wolności i niezależności komisji można mieć sporo wątpliwości.
Kolejny problem polega na tym, że formalnie komisja nie zaczęła jeszcze funkcjonować. W marcu biskupi „przyjęli zasady działania Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce oraz Statut Komisji”. To oznacza, że do tej pory nie wybrali jej przewodniczącego, który z kolei wybierze skład komisji.
Kandydatów na przewodniczącego komisji na następnym zebraniu plenarnym ma zgłosić Prymas Polski abp Wojciech Polak. To wcale jednak nie oznacza, że jego propozycje zostaną przyjęte. Zakładając pozytywny scenariusz, następnym etapem będzie stworzenie przez przewodniczącego składu komisji. To zapewne potrwa kolejne miesiące. Realnie ogólnopolska komisja może zacząć działać dopiero jesienią. To zaś oznacza, że sprawa biskupa Szkodonia najprawdopodobniej na kolejne długie miesiące odłożona zostanie ad acta.