Na oddziałach onkologii znajdziemy pacjentów, którzy próbowali leczenia u internetowych naciągaczy. Stracili czas, zdrowie, pieniądze, czasem szansę na przeżycie — mówi Dawid Ciemięga, lekarz pediatra.

Dr Dawid Ciemięga: Odpowiedź wcale nie jest taka prosta, bo popularność braci mówi bardzo wiele o społeczeństwie i czasach, w których żyjemy. Ale zacznijmy najprościej: tłuste, smażone, ciężkie jedzenie nie jest zdrowe, ale jest smaczne. Lekarze wbijają ludziom do głów, że golonka i rosół od święta, a na co dzień zdrowsze — często mniej smaczne — potrawy. A tu przychodzą bracia Rodzeń i mówią: jesteśmy lekarzami, a wy byliście dotąd okłamywani. Możecie jeść te wszystkie niezdrowe rzeczy bez ryzyka i poczucia winy. To tak, jakby powiedzieć ludziom, że wódka jest super. Pijcie bez umiaru od rana do wieczora i nic się wam nie stanie. A nawet będziecie zdrowsi.

— Co drugi internetowy naciągacz mówi, że jest na wojnie z systemem. Wychodzi poza szereg, ma wizję. Nie do końca wiadomo, czym jest ten system i kto nim steruje, ale to nawet lepiej, bo dzięki temu tworzy się worek, do którego można włożyć i lekarzy, i koncerny farmaceutyczne, i polityków, i dziennikarzy. Właściwie każdego, kto się z tobą w czymś nie zgadza. To wszystko marketing, oni się na tym świetnie znają i potrafią na tym zarobić. Sprzedają książki, kursy, szkolenia. Budują społeczności, duże grona followersów, którzy stają się ich klientami. Bracia Rodzeń chwalili się gdzieś, że w jeden dzień sprzedali 20 tys. egzemplarzy książki. Sami ją wydali i sami sprzedają, nie muszą się dzielić ani z wydawnictwem, ani z księgarniami. Wychodzi ponad milion złotych minus podatki.

Medyczni influencerzy działają według jednego modelu: kreują się na autorytety, budują zaufanie, a potem sprzedają swoje produkty. Najwięksi gracze zarabiają setki tysięcy, czasem i miliony złotych miesięcznie.

— Im jest wszystko jedno, gdy ktoś mówi, że są nierzetelni albo że są naciągaczami. Mają własne bańki i mnóstwo pieniędzy. My, lekarze, próbujemy z tym walczyć, ale to właściwie nic nie daje. Im bardziej są atakowani, tym większą zyskują wiarygodność wśród swoich wielbicieli.

— Ma pan rację. Ja sam w wyniku błędu lekarskiego byłem przez lata niepełnosprawny. Nie zamierzam bronić środowiska, zapracowaliśmy sobie na to, jak nas ocenia społeczeństwo. Pacjenci są zniechęceni, zmęczeni, często czują się ignorowani. Mają problemy z terminami, z dostępem do specjalistów. To ich pcha w ręce samozwańczych uzdrowicieli. Szukają na własną rękę i znajdują takich ludzi jak na przykład Jerzy Zięba. Poznałem go kiedyś — wielka charyzma, oczarowuje, potrafi porywać tłumy.

— Stara strategia. Biorą jakieś badanie, jedną publikację, często wyciągają z niej kilka wyrywkowych informacji i budują wokół tego całą narrację, przedstawiając jako poważną wiedzę naukową. Wybierają tylko to, co im pasuje, a całą resztę pomijają. A jak ktoś wytyka im nierzetelność albo po prostu kłamstwa, mówią: patrzcie! System nas zwalcza za to, że mówimy prawdę.

— To prawda, że nauka się rozwija, ale kolejne odkrycia bardzo rzadko wywracają wszystko do góry nogami. To naprawdę nie jest tak, że jedno badanie neguje dziesiątki lat wiedzy medycznej. Teorie naciągaczy często przeczą nie tylko wiedzy medycznej, ale też prawom fizyki, chemii, matematyki. I co z tego? Zawsze mogą powiedzieć, że przecież są inne wymiary, aury, energie, czakry i inne głupoty, których prawa fizyki nie obejmują.

— Na pewno wysoko są „alternatywne” porady dietetyczne: jedz same smażone, pieczone i tłuste potrawy. Bo tu nie dość, że miażdżyca, wysoki cholesterol (który — wbrew temu, co mówią szarlatani — jest szkodliwy), to jeszcze szkodliwe związki chemiczne, które wydobywają się w procesach obróbki. Jeśli jesz to regularnie, masz efekt kumulacji, potencjalnie rakotwórczy. Do tego twierdzenia, że im wyższy cholesterol, tym lepiej dla zdrowia. Niedawno internauta zachwalający braci Rodzeń pochwalił się na moim profilu, że ma poziom trójglicerydów przekraczający kilkukrotnie normę. Z tego może być ostre zapalenie trzustki. Dziwię się, że izby lekarskie jeszcze na to pozwalają, że nikt nie ukrócił działalności lekarzy zachęcających ludzi do picia kawy z masłem.

— O tak. Pacjent chwyta dwie elektrody i według specjalistów od biorezonansu, czyli zwykłych oszustów, mała skrzynka wykrywa częstotliwości wydawane przez patogeny w organizmie: bakterie, wirusy, pasożyty. To przeczy wszelkim zasadom fizyki. A oni tłumaczą, że fizyka jeszcze nie wszystko wie. Posługują się zbitkami słów, które nic nie znaczą.

Ostatnio jest moda na „kwantowość”. Kwantowa diagnostyka, kwantowy kołczing, mentoring, kwantowy rozwój osobisty. Bierze się trudne pojęcia z prawdziwej nauki i udaje, że coś one wnoszą do działalności naciągaczy, ale prawda jest taka, że nie ma to najmniejszego związku z fizyką kwantową. W gabinetach medycyny alternatywnej nie spotkamy ludzi, którzy w ogóle kojarzą, czym jest fizyka kwantowa. To jest mylenie astrologii z astronomią.

Skala tego oszustwa i absurdu poraża. To po prostu perfidne złodziejstwo, które powinno być karalne. Ludzie chodzą na coś takiego, słyszą, że wykryto u nich boreliozę, więc zapisują się na kolejne sesje, żeby ją wyleczyć. Płacą tysiące złotych za kompletne nic.

Kolejną plagą jest moda na suplementy. Ludzie myślą, że im więcej się tego najedzą, tym będą zdrowsi. A suplementami też można się zatruć. Inna kwestia to fakt, że większości z nich w ogóle nie potrzebujemy, zaledwie kilka suplementów ma w ogóle realne znaczenie. Tylko że nie powie ci tego produkujący je lekarz dentysta.

Jest też leczenie autyzmu. Odtruwanie przez biorezonans, homeopatię, suplementy, całkowite odwrócenie miażdżycy i tak dalej. Ostatnio trafiłem na gabinet medycyny naturalnej, który poza biorezonansem oferował także kurację za pomocą urządzenia o nazwie reprinter replikator, które ma powodować, że patogeny z organizmu pacjenta są teleportowane. Działa to też w drugą stronę: można teleportować substancje lecznicze do organizmu.

To mnie zainspirowało do otwarcia kanału Szur Trek na YouTubie, na którym zamierzam demaskować oszustwa tego rodzaju. Jeszcze dziesięć lat temu uznałbym za niemożliwe, że ludzie mogą uwierzyć w takie bzdury i że to będzie legalne.

— Ale powinniśmy gdzieś postawić granicę. Powinno być jakieś edukacyjne minimum, człowiek, który kończy szkołę w Polsce, powinien być choćby częściowo odporny na takie bzdury. Nie chodzi o to, aby każdy rozumiał, czym jest funkcja falowa w fizyce kwantowej, ale ludzie powinni mieć chociaż świadomość, że prawa fizyki można ewentualnie obalić w Wielkim Zderzaczu Hadronów, który kosztował 10 mld dol., a nie w gabinecie biorezonansu na skrzynce z Temu. Inaczej za chwilę ludzie ustawią się w kolejkach po teleportację na Marsa.

— I znów wracamy do systemu opieki zdrowotnej. Do psychiatry na NFZ termin będzie za pół roku, więc trzeba iść prywatnie i zapłacić kilkaset złotych. Jeśli kogoś nie stać, szuka w internecie. A tam czekają oszuści, naciągacze, szarlatani.

— Oni dobrze kombinują, potrafią się zabezpieczyć. Jak Hubert Czerniak, antyszczepionkowiec, kiedyś lekarz, który zrzekł się prawa do wykonywania zawodu, został kapłanem Kościoła Naturalnego i jako kapłan konsultował pacjentów z bardzo poważnymi problemami, także chorych na raka. Brał po 600 zł za konsultację, która oficjalnie nie była konsultacją, a te 600 zł oficjalnie było datkiem na jego kościół. Więc nawet nie musiał płacić podatków. Oficjalnie nie było żadnej porady. Czarniak twierdził, że nie przyjmował jako lekarz, tylko jako kapłan, zrzucając z siebie w ten sposób odpowiedzialność. A zrzekł się prawa do wykonywania zawodu, żeby nie mogli go karać, bo miał coraz więcej postępowań w izbach lekarskich.

— Dzięki prokuraturze opinia publiczna mogła się zapoznać z SMS-ami, które wymieniał ze swoją dziewczyną. Wyśmiewał osoby chore onkologicznie, które mu zaufały. Że frajerzy, głupcy. Zarabiał na nich. Mówił, że post oczyszcza, a sam jadał w McDonaldzie. To prawdziwe studium szura — dzięki jego historii możemy się wiele dowiedzieć o szarlatanach z internetu: jak żerują na nieszczęściu często ciężko chorych ludzi, dają fałszywą nadzieję, kłamią i okradają chorych z pieniędzy, ale też z szansy na lepszą pomoc. Na oddziałach onkologii znajdziemy pacjentów, którzy próbowali leczenia u internetowych naciągaczy. Stracili czas, pieniądze, zdrowie, czasem szansę na przeżycie. Dlaczego izby lekarskie są pobłażliwe wobec wielu szarlatanów? Nie wiem. Ta we Wrocławiu jakoś nie pali się do badania spraw braci Rodzeń. Skargi idą i nic się nie dzieje.

— Obawiam się, że będzie coraz gorzej. Niby ma być — i tak spóźniona o dobre 10 lat — ustawa lex szarlatan, ale jakoś jej nie widać. W sieci pojawia się coraz więcej profili lekarzy AI, którzy udzielają porad medycznych. Udało mi się jakiś czas temu usunąć fejkowy profil „Doktor na luzie”, miał blisko 200 tys. followersów. Ale jeden skasujesz — idą kolejne. Coraz trudniej jest odróżnić prawdę od fejku. Wykorzystują to politycy prawicy. Ludzie z PiS i Konfederacji udostępniali fejkowe, tworzone z użyciem AI filmiki o tym, że na Syberii spadło tyle śniegu, że aż dachy budynków przykryło. Wniosek: nie ma żadnego globalnego ocieplenia. Jesteśmy dopiero na początku tej technologicznej rewolucji. Za chwilę naprawdę nikt nie będzie wiedział, co jest prawdą, a co nie. Każdy kłamca znajdzie swoich wyznawców.

— Nie wiem, czy Jerzy Zięba od początku wierzył w swoje bzdury o leczeniu raka oraz sepsy witaminą C, ale myślę, że po pewnym czasie każdy z nich zaczyna wierzyć w to, co robi. Mają setki tysięcy followersów, którzy ich uwielbiają, mają miliony na koncie. Czują się jak bogowie. Tysiące ludzi padają przed nimi na kolana.

— Bo to działa jak sekta. Czerniak, bracia Rodzeń i inni w końcu zaczynają wierzyć we wszystko, co mówią, nawet jeśli na początku to był tylko teatr. Zaczynają mieć poczucie misji, odklejają się od rzeczywistości, czują, że są mesjaszami. System ich zwalcza. A oni nie walczą o zera na swoich kontach, tylko o prawdę. Choć pewnie są i tacy, którzy pozostają wyrachowani do końca. Metoda jest prosta: straszysz ludzi systemem, big pharmą — a potem dajesz im coś, co ma ten strach ukoić. Suplementy, dietę, porady, książki, poczucie, że się zna prawdę, że się przejrzało to kłamstwo mainstreamu, jak zwał, tak zwał.

Nie mam problemu z tym, że ktoś sprzedaje swoje produkty w internecie. Ale mam problem z naciągaczami, złodziejami i kłamcami, którzy żerują na najsłabszych: na ludziach chorych, pogubionych, przerażonych. Na tych, którzy w nieskończoność czekają na wizytę u specjalisty czy termin zabiegu. I boją się, że nie zdążą.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version