Donald Trump przekonywał, że dzięki bogactwu trudniej go oszukać, że jest mniej zależny od darczyńców i lepiej niż inni politycy potrafi wykorzystywać luki prawne na swoją korzyść. Co nam mówi jego oświadczenie majątkowe?
Strona tytułowa najnowszego rocznego oświadczenia prezydenta USA jest tak nudna, że mogłaby uśpić nawet prawnika ds. compliance. Ale setki stron dalej dokument staje się o wiele bardziej interesujący. Widnieje tam na przykład pojedyncza pozycja opisująca tantiemy o wartości 635 068 835 dol., związane z licencją na Celebration Coins, oraz kolejne setki milionów z tytułu sprzedaży tokenów World Liberty Financial.
Czarno na białym widać, że Trump, czyli „Don Krypto”, zgarnął wypłatę. I tu powinien nastąpić nieunikniony skandal wokół prezydenta trzepiącego oszałamiającą kasę od graczy z rynku kryptowalut — z których większość poniosła straty — a także od swoich zwolenników.
Czy nie takie właśnie bagno korupcji ruch MAGA chciał osuszyć w Waszyngtonie? Cóż, tylko w pewnym sensie. Prawda jest taka, że zwolennicy MAGA od zawsze wiedzieli, że Trump taki właśnie jest. I w dużej mierze właśnie dlatego na niego głosowali.
Kryptokasa Trumpa
W oświadczeniu majątkowym Trumpa za rok 2025 pojawia się spółka CIC Digital LLC, opisana jako własność funduszu Donald J. Trump Revocable Trust, która otrzymuje tantiemy z umowy licencyjnej zawartej z Celebration Coins, a kwota tych wpływów to 635 068 835 dol. W tym samym oświadczeniu wykazano 236,25 mln dol. wpływów ze sprzedaży tokenów, dystrybuowanych przez World Liberty Financial, oraz 65,6 mln dol. ze sprzedaży udziałów w spółce holdingowej.
Te pieniądze mają ogromny potencjał polityczny — i są co najmniej wątpliwe moralnie — ponieważ dotyczą urzędującego prezydenta, sieci jego rodzinnych przedsiębiorstw oraz branży, wobec której jego administracja rozważa ewentualne kroki regulacyjne.
Trump jednak zawsze przekonywał, że gromadzenie prywatnego majątku z wielkich transakcji biznesowych to jego kluczowa kwalifikacja do sprawowania urzędu publicznego, a zarazem dowód zarówno jego bezwzględnej umiejętności zarabiania, jak i nieprzekupności.
Kiedy rozpoczynał kampanię w 2016 r., podczas pierwszej debaty tamtej jesieni, pochwalił się 694 mln dol. dochodu i stwierdził, że to „sposób myślenia, którego potrzebuje nasz kraj”.
Kiedy jego demokratyczna rywalka Hillary Clinton zasugerowała, że być może nie zapłacił federalnego podatku dochodowego, Trump odparował dosadnie, prymitywnie i szczerze: „To dlatego, że jestem sprytny”.
Nigdy nie chodziło mu o ascezę — standard, według którego ocenia się większość innych polityków. Umowa Trumpa z wyborcami polegała na tym, że rozumie tę grę, ponieważ już w nią wygrał. Przekonywał, że dzięki bogactwu trudniej go oszukać, że jest mniej zależny od darczyńców i lepiej niż inni politycy potrafi wykorzystywać luki prawne na swoją korzyść. Mówił o tym na długo przed pojawieniem się pierwszej kryptowaluty.
„Umowy licencyjne to najlepsze z możliwych umów, bo nie wiążą się z żadnym ryzykiem” — powiedział Agencji Reutera w 2016 r. Czerwcowe śledztwo agencji wykazało, że jego przedsięwzięcia kryptowalutowe działają dokładnie według tej logiki.
W ramach czterech projektów powiązanych z Trumpem rodzina udzieliła licencji na swoje nazwisko, promowała produkty i czerpała zyski w miarę napływu nabywców — zarobiła w ten sposób około 2,3 mld dol., podczas gdy zewnętrzni inwestorzy stracili mniej więcej taką samą kwotę. Trumpowie nie ryzykowali prawie żadnego własnego kapitału.
Kryptowaluty, ekscytująca, ale kontrowersyjna innowacja w finansach cyfrowych, którą krytycy nazywają rajem dla przestępców i oszustów, sprawiły, że oferta Trumpa wyglądała gorzej niż jego dawne umowy licencyjne dotyczące luksusowych nieruchomości i dóbr konsumpcyjnych. Sprawiły też, że stała się ona bardziej „trumpowska”.
MAGA kupiło dealera
Token $TRUMP został wprowadzony na rynek na kilka dni przed powrotem Trumpa do Białego Domu, a jego kurs wzrósł z niespełna 10 dol. do nawet 74,59 dol., po czym ponownie spadł, przy czym cztery piąte jego podaży znajdowało się w rękach CIC Digital oraz podmiotu o nazwie Fight Fight Fight.
Token był opisywany jako „wyraz poparcia”, a nie inwestycja czy papier wartościowy — rozróżnienie to powinno było ostudzić każdego, kto był na tyle nierozsądny, by traktować ją jako plan emerytalny. „Meme coin” z osobistą marką prezydenta plasuje się gdzieś pomiędzy polityką, fandomem, hazardem i gadżetami. Zasadniczo jest to żeton z kasyna z nadrukowaną przypinką wyborczą.
I wielu na nim przegrało, ale nie Trump.
Według „The Wall Street Journal” mniej więcej dwie trzecie osób, które zainwestowały w ten token, poniosło straty, a według danych Agencji Reutera łączne straty jego nabywców zbliżyły się do 2,3 mld dol., które zarobiła rodzina Trumpów.
Żaden wyborca nie zasługuje na to, by zostać oskubanym tylko dlatego, że jego ulubiony przywódca umieścił swoje nazwisko na spekulacyjnym aktywie. Jednak nawet naiwność ma swoje granice. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) ostrzega, że kryptowaluty mogą być „wyjątkowo zmienne i spekulacyjne”, co wiąże się ze znacznym ryzykiem straty. Komisja ds. Regulacji Branży Finansowej (FINRA) informuje inwestorów, że kryptowaluty niosą ze sobą realne ryzyko utraty całej zainwestowanej kwoty.
Wyborca może nazywać transakcje kryptowalutowe Trumpa niegodnymi, jeśli tylko zechce, ale spekulant, który kupił token z logo prezydenta po latach takich ostrzeżeń, nie może przekonywać, że kasyno jest mu winne wygraną.
„Kryptowalutowa korupcja”
Po publikacji oświadczenia majątkowego prezydenta senatorka Elizabeth Warren, demokratka z Massachusetts i członkini senackiej komisji bankowej, nazwała działalność kryptowalutową Trumpa „bezczelną korupcją kryptowalutową”.
Rada redakcyjna „The Wall Street Journal” — która nie jest bynajmniej organem lewicowym — oskarżyła rodzinę Trumpa o „czerpanie zysków z prezydentury w sposób poniżający ten urząd”, ostrzegając, że transakcje te mogą drogo kosztować republikanów, jeśli demokraci odzyskają kontrolę nad Kongresem.
To coś więcej niż rytualne oburzenie na Trumpa, do którego przyzwyczaili nas liberałowie. Prezydent i jego rodzina czerpią zyski z kryptowalut, podczas gdy jego rząd zmienia przepisy dotyczące kryptowalut? Houston, mamy problem jak diabli.
Demokraci z komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów stwierdzili w raporcie z listopada 2025 r., że zagraniczne podmioty i korporacje inwestowały w przedsięwzięcia powiązane z Trumpem, aby kupić sobie dostęp i przysługi. Tylko fundusz wspierany przez Abu Zabi zainwestował około 500 mln dol. w World Liberty Financial, a Warren naciskała na wprowadzenie przepisów zakazujących wysokim urzędnikom i ich rodzinom czerpania zysków z tej branży.
Trump zbył te zarzuty, twierdząc, że czerpie zyski tylko dlatego, że „wszyscy na tym zyskują” — giełda poszła wtedy w górę — oraz że nie angażuje się we własne finanse. Jego doradca ds. kryptowalut i sztucznej inteligencji David Sacks stwierdził, że aktywa prezydenta znajdują się w „ślepym” funduszu powierniczym, a jego dorośli synowie nie pełnią funkcji rządowych.
Jednak „ślepy” fundusz powierniczy to fikcja: Trump nigdy nie umieścił swoich aktywów w takim funduszu. Znajdują się one w funduszu powierniczym z prawem odwołania, nad którym sprawuje kontrolę jako jedyny beneficjent, a którym zarządza Donald Trump Jr. Giełda nie miała zresztą nic wspólnego z tym nadzwyczajnym zyskiem — dochody z kryptowalut to opłaty licencyjne i sprzedaż tokenów, a nie zyski z akcji czy obligacji.
Przewodniczący komisji nadzoru Izby Reprezentantów, republikański kongresmen James Comer z Kentucky, w październiku ubiegłego roku bronił rodziny Trumpa za jej przejrzystość, kontrastując ją z transakcjami biznesowymi rodziny Bidena. „Robią to z otwartą przyłbicą. Prezydent prowadził kampanię jako biznesmen” — powiedział Comer w rozmowie z CNN, dodając, że Trump „ujawnia te dochody i moim zdaniem to jest najważniejszy element przejrzystości”.
Takie argumenty mogą zadowolić lojalistów ruchu MAGA lub przynajmniej sprawić, że będą milczeć. Niewielu zerwało z Trumpem z powodu meme coina. Nie powinny one jednak zadowolić nikogo, kto uważa, że sprawowanie urzędu publicznego wymaga jasno wyznaczonych granic w zakresie prywatnych zysków.
Urzędnik agencji ds. etyki (OGE) stwierdził, że Trump postępował zgodnie z obowiązującym prawem. Jednak OGE jedynie weryfikuje ujawnione informacje, nie może egzekwować przepisów, bo to leży w gestii Departamentu Sprawiedliwości, którym kierują nominaci Trumpa.
Zgodność z przepisami i zaufanie publiczne to odrębne problemy, a oświadczenie majątkowe Trumpa pokazuje, jak daleko od siebie się one znajdują. Kryptowalutowa fortuna Trumpa nie dowodzi oczywiście, że każdy nabywca został oszukany ani że każda decyzja polityczna została sprzedana. Dowodzi jednak, że swoboda, z jaką ruch Trumpa podchodzi do bogactwa, zawierania transakcji i wykorzystywania luk w przepisach, dotarła do branży zbudowanej na szybkości, nieprzejrzystości i spekulacjach napędzanych przez celebrytów. Trump jest dla kryptowalut wręcz stworzony.
Okazja MAGA
Łatwo jest uznać ujawnione sumy związane z kryptowalutami za zdradę zwolenników Trumpa. Wielu z nich to borykający się z trudnościami wyborcy z klasy średniej i robotniczej, którzy nawet nie mogą pomarzyć o posiadaniu choćby najmniejszej części tego, co przyniosły prezydentowi ujawnione umowy.
Jest to jednak rodzaj transakcji, do której podziwiania wielu zwolenników Trumpa zostało przygotowanych. Obrona unikania podatków przez Trumpa w 2016 r. zmieniła słabość w zaletę. Nie przepraszał za wykorzystanie prawa na swoją korzyść. Twierdził, że korzystał z systemu, ponieważ prowadził firmę.
Ta logika leżała u podstaw jego populizmu. Według Trumpa problemem nie jest jego instynkt agresywnego dążenia do wzbogacania się, ale głupi przywódcy, którzy nie potrafili połączyć dążenia do wzbogacania się z korzyściami dla kraju.
Właśnie tę logikę widać w jego podejściu „America First” do dyplomacji, obrony i handlu, gdzie burzliwy, twardy styl negocjacji wynika z przedkładania interesów USA — tak jak je postrzega — ponad wszystko inne. Spójrzmy na cła. Spójrzmy na NATO. Spójrzmy na „doktrynę Donroe’a”. Wszystko widać jak na dłoni.
To, czy historia o „kryptokorupcji” przylgnie do Trumpa, będzie zależało od tego, jak zinterpretują ją wyborcy, zwłaszcza ci, którzy kupili ten token i ponieśli straty: czy jako osobistą zdradę, czy jako cenę za zbliżenie się do władzy. Czy zwolennicy Trumpa spośród dwóch trzecich nabywców meme coinów, którzy obecnie ponoszą straty, zaczną się od niego odwracać, czy po prostu wzruszą ramionami i pozostaną przy nim?
Wielu zwolenników Trumpa od dawna traktuje jego krytykę ze strony elit jako dowód, że prezydent coś robi dobrze. Kiedy te same instytucje, które nie przewidziały jego wzrostu popularności, ogłaszają, że jego najnowsze przedsięwzięcie zarobkowe go dyskwalifikuje, może to zabrzmieć jak stara śpiewka: że Trump jest bogaty w niewłaściwy sposób, zbyt otwarcie i zbyt wulgarnie.
Nigdy nie ukrywał swoich poglądów. Chwalił się bogactwem, bronił unikania podatków jako przejawu sprytu i traktował przywództwo polityczne jako przedłużenie zawierania interesów. „Don Krypto” nie odbiega od tej marki. On sam jest tą marką, przekształconą w token.
Kasyno musi zawsze wygrać
Jeśli Kongres chce powstrzymać prezydentów i ich rodziny przed czerpaniem zysków z kryptowalut, może wprowadzić bardziej rygorystyczne ograniczenia.
Senaccy demokraci już raz próbowali tego dokonać, zgłaszając w 2025 r. poprawkę zakazującą prezydentowi i jego rodzinie czerpania zysków ze stablecoinów, jednak została ona usunięta przed uchwaleniem ustawy.
Warren naciska na wprowadzenie podobnych ograniczeń do ustawy o strukturze rynku, która obecnie przechodzi przez Senat. Jeśli inwestorzy chcą ochrony przed „monetami celebrytów”, mogą zacząć od uwzględniania ostrzeżeń o ryzyku, publikowanych przez organy regulacyjne.
Przeciwnicy Trumpa słusznie dostrzegają problem konfliktu interesów. Nie powinni jednak być zaskoczeni, że zwolennicy Trumpa są zadowoleni z moralnej architektury tokenu $TRUMP. Ruch MAGA nie wyniósł na wysokie stanowisko mnicha tylko po to, by odkryć oszusta w przebraniu. Poparł człowieka, który twierdził, że wie, jak działa ta gra, i był gotów w nią grać w interesie Ameryki na arenie międzynarodowej.
Niezależnie od tego, czy chodzi o jego kasyno kryptowalutowe, czy o Gabinet Owalny, zasada Trumpa jest ta sama: kasyno zawsze musi wygrać.

