Zrozumienie, jakimi pobudkami kierują się pomagający, pozwoli nam przyjrzeć się bliżej temu, dlaczego pomaganie może przerodzić się w kompulsję. W jaki sposób ludzie podejmują decyzje, czy pomagać, czy jednak nie?

Trudno w to uwierzyć, ale grupa naukowców opisała to następującym równaniem:

M × (D × (1 + Bja) + K × B(odbiorca) + C(bierność) > C (działanie)

Nie przejmuj się, nie musisz tego zapamiętywać! Ale równanie SAVE rzeczywiście podsumowuje rozliczne badania przeprowadzone w dziedzinie zachowań prospołecznych. Jest również zgrabną kompilacją wszystkiego, co dzieje się w tle, kiedy podejmujesz decyzję o tym, czy udzielić komuś pomocy.

(…)

Kiedy pierwszy raz natknęłam się na to równanie, rzeczywiście zaczęłam się zastanawiać, czy sama idea opisywania tego matematycznie nie świadczy o tym, że akademicy zupełnie się zapętlili. Jeśli zastanawiasz się, czy coś takiego może mieć jakiekolwiek zastosowanie w realnym świecie, może cię zainteresować informacja, że jednym ze stojących za tym naukowców jest Aleksandr Kogan. To ten sam facet, którego zawleczono przed komisję parlamentarną, by wytłumaczył się ze swojego zaangażowania w rozwój algorytmów firmy Cambridge Analytica, wpływających na decyzje wyborców w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

Kogan, posługujący się niekiedy przydomkiem Dr Spectre, nie tylko prowadził badania na Uniwersytecie Cambridge, ale i założył kilka spółek, których zadaniem było śledzenie opinii konsumentów poprzez pozyskiwanie ogromnych zbiorów danych z mediów społecznościowych. Kto wie, jakie nikczemne zastosowania mogłoby znaleźć to równanie? Być może androidy będą wymagać algorytmów instruujących ich sztuczne mózgi, by włączyły tryb ratownika medycznego lub zwyczajnie przeszły nad twoim ciałem. Wróćmy jednak do ludzi i powodów, dla których udzielają innym pomocy. Chciałabym zwrócić twoją uwagę na jedną zmienną tego równania: B ja, czyli jaką korzyść czerpie z tego pomagający. Co jest, twoim zdaniem, głównym powodem tego, że pomagamy innym?

Pytam o to, bo jest to najważniejsze pytanie dla wszystkich ludzi, którzy doświadczyli syndromu ratownika. Nasze prawdziwe pobudki są złożone i niekiedy ukryte; później zbadamy je dogłębniej. Aby zbliżyć się do odpowiedzi na to pytanie, musimy się najpierw zastanowić, czy ludzie otrzymują coś w zamian za swoją pomoc. Wzajemność – Ty przerzedzisz moje brzoskwinie, a ja twoje.

Czy podtrzymywałaś kiedyś przyjaźń, której cały ciężar spoczywał na tobie – to ty nawiązywałaś kontakt, proponowałaś spotkania, wysyłałaś życzenia? To rozstrajające nerwowo, gdy człowiek zaczyna wątpić, czy druga osoba naprawdę go ceni.

(…). Gdy mieszka się z innymi ludźmi, szybko staje się jasne, kto się nie uchyla od wykonywania domowych obowiązków. W początkach swojej kariery zawodowej Rod mieszkał w Londynie w jednym mieszkaniu z pięcioma innymi mężczyznami. Każdy z nich po kolei odpowiadał za stan jednej z przestrzeni wspólnych – zgodnie z uzgodnionym miesięcznym grafikiem – co oznaczało, że jeśli przez miesiąc miałeś dbać o czystość łazienki, to może nie przykładałeś się do tego jakoś szczególnie, ale na pewno nie tykałeś żadnego z pozostałych pomieszczeń. Wrzucałeś brudne talerze do zlewu i tanecznym krokiem wychodziłeś z kuchni z błogą świadomością, że ich pozmywanie to robota kogoś innego. Ostatecznie dom był brudniejszy, niż może byłby przy innym układzie, lecz zasada wzajemności pozostała nienaruszona. George Lakoff, amerykański językoznawca specjalizujący się w lingwistyce kognitywnej, zwrócił uwagę, że język, którym się posługujemy, w dużej mierze oparty jest na metaforach – kształtuje nasze wyobrażenia o różnych rzeczach, a przenośnie zaszyte w nawet najprostszych pojęciach sygnalizują nam, jak je rozumieć.

W książce Metafory w naszym życiu Lakoff podaje kilka soczystych przykładów. O różnych rzeczach myślimy w kategoriach jedzenia („pokarm dla ducha”, „niedowarzony pomysł”, „przetrawiać fakty”). Miłość ujmujemy w kategoriach podróży („spójrz, jak daleko zaszliśmy”, „nie możemy teraz zawrócić”, „niech każde z nas idzie swoją drogą”, „jesteśmy na rozdrożu”). Gdy przychodzi do pomocy, wagę wzajemności odzwierciedla częstotliwość posługiwania się przez nas metaforami finansowymi. „Czy mogę na chwilę pożyczyć Iksińskiego?”, „jestem twoim dłużnikiem”. Pojęcie wzajemności jest fundamentem naszego rozumienia samej istoty pomocy.

Jak wspomniałam w prologu, pojęcie wzajemności wykorzystali biolodzy do wyjaśnienia ewolucji zachowań pomocowych. Niedawno opracowana teoria pozwala domniemywać, że zachowania prospołeczne wykształcają się tam, gdzie zastosowano silne bodźce skłaniające typy bardziej egoistyczne do podporządkowania się zwierzchności. Szympansy przejawiają uległość wobec norm społecznych. Pieczołowicie iskają innych członków stada nawet wówczas, gdy nie mogą liczyć na natychmiastowe odwzajemnienie tej usługi. Nagroda przychodzi później, i to nie tylko w formie wzajemnego iskania. Członkowie grupy widywani przy pomaganiu innym są częściej przez tę grupę akceptowani i chronieni. Tak samo jest wśród ludzi. Włoscy sadownicy pomagają sobie nawzajem w przerzedzaniu zawiązków; samym trudno im zdobyć się na bezwzględność, której wymaga zniszczenie części młodych owoców, które dotąd pielęgnowali. Reputacja pomocnego członka grupy może ugruntować twój status społeczny. Kilka lat temu przeprowadziliśmy się z Londynu do małej wioski, po części za radą naszej serdecznej przyjaciółki, która zdradziła nam, jak bardzo jej rodzice żałują, że nie przeprowadzili się do swojego docelowego domu wcześniej, gdy byli jeszcze dość młodzi, by przyczynić się do rozwoju społeczności lokalnej.

Jak się właśnie przekonaliśmy, nie sposób mówić o wzajemności, nie wspominając o pieniądzach, za sprawą których dawanie i branie zostaje w społeczeństwie usystematyzowane. Nie dość, że pieniądze są niezbywalnym elementem języka transakcji pomocowych, to w wielu przypadkach za pomoc po prostu płacimy. Co wcale nie zamyka sprawy. Samo otrzymanie wynagrodzenia nas nie zadowala. Potrzebujemy czegoś jeszcze, przynajmniej podziękowań. Chcemy zostać docenieni za to, co zrobiliśmy. Źródłem satysfakcji może być również świadomość, że doprowadziliśmy do takich czy innych zmian. Pewien trener osobisty powiedział mi kiedyś, że pewnego rodzaju klientów po prostu nie przyjmuje. Ludzie przychodzą do niego, twierdząc, że chcą schudnąć. Umawiają się na cotygodniowe treningi, ale nie ćwiczą w domu i ignorują jego zalecenia dotyczące diety.

„Wykonuję tę pracę, aby pomagać innym, ale im po prostu nie da się pomóc”, wyznał mi. Przypomina mi to terapię, która kręci się wokół własnego ogona. W istocie często dziękujemy ludziom, których pomoc opłaciliśmy – i słusznie. Lecz czasem czujemy się usprawiedliwieni, nie odczuwając wdzięczności za coś, za co zapłaciliśmy. Mój wykładowca psychologii społecznej postawił sobie chyba za punkt honoru, by nigdy nie dziękować szeregowym pracownikom obsługi klienta. Uważał, że nic nie jest im winien, bo zapłacono im za obsługiwanie go. Co gorsza, niekiedy sam fakt wykonywania takiej pracy bywa usprawiedliwieniem dla chamstwa czy nadużyć. Jedna z ankietowanych przeze mnie pielęgniarek zatrudnionych w hospicjum przypomniała sobie, jak pocieszała kiedyś koleżankę, która usłyszała: „Mam nadzieję, że gdy pani mąż będzie umierał, nie wolno pani będzie mu towarzyszyć”.

Również sami pomagający mogą zaniżać wartość tego, co robią, gdy są za to opłacani. Jeden z ankietowanych przeze mnie ludzi, opiekun osób z niepełnosprawnością intelektualną, zgłosił się na ochotnika do biegania z niewidzącymi; jak sam to określił, był kimś w rodzaju ludzkiego psa przewodnika. Chciał zrobić coś użytecznego, bo praca opiekuna mu nie wystarczała. „Taką mam po prostu robotę, więc to się nie liczy”. Tak samo jest z opiekunami pracującymi na samozatrudnieniu, którzy wzdragają się pobierać uczciwe wynagrodzenie za swoje usługi. Niektórzy mają wyrzuty sumienia, że pobierają jakiekolwiek.

Czy zdarza ci się deprecjonować udzieloną pomoc, jeśli należy ona do twoich obowiązków zawodowych? Czy kiedykolwiek miałaś poczucie, że nie dostajesz dość w zamian? Pamiętaj, tu nie ma dobrych ani złych odpowiedzi. Na tym etapie budujemy po prostu twój profil jako osoby świadczącej pomoc. Może jednak powinnaś przypomnieć samej sobie, że nie ma nic złego w otrzymywaniu czegoś w zamian za udzieloną pomoc. Później się przekonamy, że długofalowo nie sposób pomagać w sposób całkowicie altruistyczny.

Altruizm – Wstrząsająca wiadomość

Teraz dochodzimy do drugiej pobudki kierującej osobami udzielającymi pomocy. Tej całkowicie bezinteresownej. Nawet równanie SAVE dopuszcza możliwość, że czasem gotowi jesteśmy pomóc, choć nie przynosi nam to żadnych korzyści. Pomysłowo włączono do niego mianowicie wyrażenie (1 + Bja). Autorzy tego równania nie wierzyli ślepo w naturę ludzką, lecz zwyczajnie podsumowali stan badań. W prologu wspomniałam o Danielu Batsonie i jego eksperymencie z miłosiernym Samarytaninem.

W trakcie trwających kilkadziesiąt lat badań Batson próbował dowieść, że altruizm nie istnieje. Przetestował wszystkie wyjaśnienia, jakie tylko przyszły mu do głowy, a następnie również te wymyślone przez naukowców krytykujących jego prace. Może pomagamy, by uniknąć dyskomfortu wywoływanego widokiem czyjegoś cierpienia? Może wstydzimy się, że ktoś zobaczy, że nie pomagamy? Może kieruje nami poczucie winy, gdyż jesteśmy przekonani, że powinniśmy wyjść z ofertą pomocy? Może pobudza nas do działania nagroda emocjonalna, duma z udzielonej pomocy, jak sądzili niegdyś ekonomiści? Może to kwestia „empatycznej radości”, pozytywnego uczucia, którego doświadczamy, kiedy widzimy, że ktoś skorzystał na naszej pomocy, a które ostatecznie

Wymyślenie eksperymentów pozwalających przetestować każdą z tych hipotez wymagało nie lada inwencji: przekonania studentów, że zażyli pigułkę podnoszącą ich poziom empatii, wzbudzenia w ludziach przekonania, że pomogą drugiemu człowiekowi, poddając się zamiast niego elektrowstrząsom. Nie są to typowe przykłady pomocy udzielanej w realnym świecie, a raczej coś na kształt zbudowanego dla szczurów labiryntu, przy pomocy którego można przetestować wszystkie możliwe pobudki stojące za pomaganiem. Ta fascynująca saga została zrelacjonowana w książce Batsona A Scientific Search for Altruism. Nic dziwnego, że Batsonowi zajęło to ponad 30 lat. Na szczęście żadnej z hipotez nie potwierdzono. Altruizm istnieje! Ale skąd się właściwie bierze? Musimy porozmawiać o empatii Kiedy pytam ludzi, co skłania ich do pomocy, odpowiadają zwykle, że empatia. To wydaje się oczywiste. Zgadzam się, że empatia jest bardzo ważna, lecz moim zdaniem odpowiedzią na pytanie o pobudki altruizmu jest współczucie. Postaram się uzasadnić swoje stanowisko podczas szybkiego przeglądu obszernej literatury na temat empatii.

Empatia przykuwała uwagę filozofów usilnie próbujących zrozumieć kwestie moralności. Fascynowała psychologów jako kluczowy element interakcji społecznych. Empatia jest bardzo istotna dla przedstawicieli wielu zawodów, od lekarzy po psychoterapeutów. Nazywana jest fundamentem moralności, społecznym klejem.

Fragment książki „Syndrom ratownika. Jak zadbać o siebie, gdy pomaga się innym” Jess Baker i Roda Vincenta (tłum. Dorota Konowrocka-Sawa) wydanej przez wydawnictwo Insignis Media. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”. Książkę można kupić tutaj.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version