Chodzi o dorwanie wrogów, tych wszystkich liberałów i Toma Hanksa. Potem będziemy żyć długo i szczęśliwie, a Trump zostanie dożywotnim dyktatorem – mówi Will Sommer, amerykański dziennikarz, autor książki „Uwierz w plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce”.

Will Sommer: I to po obu stronach sceny politycznej. Po prawej – że stoi za tym Joe Biden. Po lewej – że zamach został ustawiony przez Trumpa, żeby dać mu wzrost w sondażach. Ale same pytania są uzasadnione. Snajper nie powinien móc podejść tak blisko.

– O tak. Ale też chwile, kiedy dzieje się historia, to wspaniałe paliwo dla teorii spiskowych. Można oczywiście powiedzieć, że Trump jest po prostu niesamowitym szczęściarzem, ale wielu to wyjaśnienie nie wystarcza.

Dodam też, że za byłym prezydentem – widać to na nagraniu – stał facet w fedorze i czarnym garniturze. To Vince Fusca, którego QAnonowcy uważają za JFK Jr. Nie uważam, żeby był w tym spisek, ale ślady Q są.

– Że to robota tzw. głębokiego państwa.

– To świetne pytanie. Część mówi, że interweniował Bóg i ochronił Trumpa, który jest jego żołnierzem; religijny aspekt jest tam obecny. Ale tak, idea, że wszechmocne głębokie państwo do zabicia Trumpa rekrutuje 20-letniego chłopaka, który był tak złym strzelcem, że został wyrzucony z klubu strzeleckiego w liceum, nie ma większego sensu.

– QAnon to szeroko zakrojona teoria spiskowa i ruch skupiony wokół niej. Wszystko zaczęło się w październiku 2017 r. od postów autorstwa tajemniczej postaci o nicku Q. Część zwolenników Trumpa uwierzyła, że Q jest osobą z bliskiego otoczenia ówczesnego prezydenta, która wysyła zakodowane wiadomości, a ich zadaniem jest je odkodować. Z odkodowanych wiadomości dowiedzieli się, że świat kontrolowany jest przez złowrogą klikę złożoną z Partii Demokratycznej, NATO i neoliberalnego establishmentu: sektora finansowego oraz Hollywood. Ci ludzie torturują i mordują dzieci podczas satanistycznych rytuałów. Donald Trump zaś został zwerbowany przez amerykańskie wojsko, żeby został prezydentem, aresztował tych zbrodniarzy i wysłał do Guantánamo. Gdy to zrobi, nastąpi moment zwany Burzą, po którym wszyscy będziemy żyć w utopii.

– Tak. QAnon pochodzi od Q, osoby, która umieszcza w sieci wskazówki, i anonimów lub anonów, którzy je dekodują. Q nie powiedział: „OK, opublikowałem książkę i tam macie wszystko”, tylko wrzucał okruchy informacji, a potem wykorzystywał interpretacje swoich wyznawców. To bardziej internetowa społeczność niż hierarchiczna struktura. Oni sami nazywają to misją ratowania świata. Uważają, że ich rolą jest rozpowszechnianie tej wiedzy i oświecanie opinii publicznej, tak że kiedy Tom Hanks i Barack Obama zostaną wreszcie aresztowani, nie będzie wojny domowej, bo wszyscy będą wiedzieć, że to początek Burzy.

– Na tym też polega atrakcyjność QAnona: wystarczy czytać wskazówki i publikować je na Facebooku lub oglądać filmy na YouTube. I już możesz się nazywać cyfrowym żołnierzem Boga. Bo przecież ratujesz dzieci przed najbardziej ohydnymi zbrodniami i przybliżasz nadejście raju.

– Pizzagate z 2016 r. to prekursor QAnona. Według zwolenników tej teorii pewna waszyngtońska pizzeria była jednocześnie miejscem, gdzie przetrzymywano dzieci, które Hillary Clinton wykorzystywała w satanistycznych rytuałach. Sam byłem klientem tej pizzerii i kiedy pewnego wieczoru zobaczyłem, że prawicowe konta postują na jej temat, uznałem: o, może ci faceci nie są tacy źli. Może mamy coś wspólnego. A potem zapytałem, dlaczego wszyscy nagle są zainteresowani Comet Ping Pong. Odpowiedzieli, że to seksualny loch. Kilka miesięcy później mężczyzna, który myślał, że ratuje te dzieci, poszedł do pizzerii, oddał kilka strzałów i został aresztowany.

I o ile ruch wokół Pizzagate został zdyskredytowany, a promujący go ludzie dostali pozwy, o tyle sama idea, że demokraci wykorzystują dzieci, a światem rządzą mroczne siły, przetrwała. A potem, tak rok po rozpoczęciu rządów Trumpa, prezydent wpadł w kłopoty. Prokurator badał powiązania kampanii wyborczej z Rosją, obietnice wyborcze nie były spełniane, zwolennicy czuli się zagubieni. Pojawiła się potrzeba ekscytującej narracji. I wtedy pojawił się QAnon.

– Według anonów to wydzielana przez torturowane dzieci substancja, która zapewnia wieczną młodość.

– Tak, ta idea niewątpliwie jest wersją antysemickich mitów o porywaniu dzieci na macę i żydowskich mordach rytualnych. Swoją drogą są wyznawcy QAnona, którzy wygrzebują te historie i używają ich jako dowodów. Mówią: Boże, ludzie wiedzieli o adrenochromie w średniowieczu!

– Na to też mają wyjaśnienia. Kiedy podczas pandemii w talk-show pojawiali się celebryci nagrywani z domów, bez makijażu oraz dobrego światła, i nagle wyglądali na znacznie starszych, QAnonowcy pisali, że to dopływ adrenochromu został zakłócony.

– Ludzie nie tylko w to wierzą, ale nawet są gotowi za to umrzeć. Teorie spiskowe są atrakcyjne z kilku powodów. Jednym z nich jest poczucie wspólnoty. Amerykanie są dziś zatomizowani, nie uczestniczą tak jak kiedyś w życiu swoich społeczności, a QAnon daje im wrażenie, że robią coś razem. Są dzięki temu ważni: widzą świat takim, jaki jest naprawdę. Oglądałem kiedyś rozmowę z wyznawcą QAnona, który powiedział, że czuje się tak, jakby znał newsy przed rodzicami i sąsiadami. Jest w tym też religijne oddanie: wielu z nich uważa, że ratują te dzieci dla Boga. A reszta po prostu naprawdę kocha Trumpa.

Część zwolenników Trumpa uwierzyła, że Q jest osobą z bliskiego otoczenia ówczesnego prezydenta, która wysyła zakodowane wiadomości

– To chyba Karol Marks powiedział, że antysemityzm to socjalizm dla niezbyt bystrych. Faktycznie, wielu moich rozmówców spłacało ogromne długi medyczne, pracowało na trzy zmiany albo miało niepełnosprawne dziecko – to problemy związane z ubóstwem i brakiem bezpieczeństwa socjalnego w USA. Ale wszyscy jesteśmy wychowani w przekonaniu, że Ameryka to najlepszy kraj na świecie, a kapitalizm nie może być zły, więc ktoś inny musi być winny mojej sytuacji. Stany nie będą miały w najbliższym czasie publicznej służby zdrowia, więc łatwiej jest powiedzieć, że jest grupa 100 bardzo złych osób i gdybyśmy je wysłali do Guantánamo, wszystko byłoby idealne.

– Dokładnie. Podczas pandemii ludzie czuli się bezradni. A kiedy QAnon powiedział, że tak naprawdę to wina Billa Gatesa lub George’a Sorosa, była w tym jakaś, przynajmniej psychologiczna, satysfakcja.

– W ludzkiej psychice jest pewien rodzaj tęsknoty za batem. Niektórzy po prostu chcą, żeby im mówić, co mają robić. Zwłaszcza we współczesnym świecie, który jest tak złożony i potrafi być tak bezlitosny. Pomysł, że możesz być żołnierzem kogoś takiego jak Donald Trump, a nawet kanadyjska królowa QAnona, że możesz dołączyć do szeregu i być częścią większej całości, jest kuszący.

– Absolutnie. Zamach z 6 stycznia 2021 r. [atak na Kapitol – red.] pokazał, jak faszystowskim marzeniem jest QAnon. Że tak naprawdę chodzi o dorwanie wrogów, nie tylko politycznych, ale i kulturowych, tych wszystkich liberałów i Toma Hanksa.

– A QAnonowcy chcą go zamknąć. A potem będziemy żyć długo i szczęśliwie, nie będzie żadnej demokracji, Trump będzie dożywotnim dyktatorem. To jest faszyzm.

– To facet, który z jednej strony należy do elit, urodził się w bogactwie, chodził na oscarowe imprezy, miał program w telewizji, a z drugiej jest kimś, kto ci mówi: ja pogonię te elity, które cię tak denerwują, które uczą twoje dzieci o osobach trans i zmuszają cię, żebyś się zaszczepił. I ta obietnica zaorania elit jest kusząca. A QAnon jest ekstremalną wersją tej obietnicy.

– Kiedy Trump przegrał w 2020 r., część uznała, że była to pułapka na demokratów, którzy myślą, że skutecznie ukradli wybory, a Trump zaraz wróci. Ale fakt, po inauguracji Bidena moi rozmówcy z QAnona byli bardzo zdenerwowani. Tyle że potem, żeby zlikwidować dysonans poznawczy, część uznała, że Trump jest potajemnie prezydentem, a inni, że głębokie państwo było po prostu silniejsze, niż myśleliśmy, dlatego musimy ponownie wybrać Trumpa. I tak wszystko zatacza koło.

– Początkowo większość zwolenników teorii QAnon stanowili ludzie, których można by się spodziewać na wiecu Trumpa: starsi, biali, chrześcijanie, głównie mężczyźni, a sam przekaz miał w sobie silny komponent zemsty. W pandemii Q przeszedł jednak rebranding, zwłaszcza na Instagramie. Zaczął przenikać do sfery alternatywnej medycyny, jogi, naturalnych metod uzdrawiania, a także bitcoinów. Ludzie, którzy się takimi rzeczami interesują, są sceptyczni wobec instytucji, więc Q trafił na podatny grunt. Zwłaszcza że te idee zostały opakowane w przyjazne infografiki i apele do kobiet, typu „te dzieci zaginęły, nie sądzisz, że ktoś powinien coś z tym zrobić?”. A kiedy klikasz w linka, dowiadujesz się, że chodzi o QAnon.

Q i jego opowieści o wykorzystywaniu dzieci dały też argumenty przeciwnikom osób homoseksualnych i transpłciowych. Dziś politycy nazywają nauczycieli groomerami, jeśli ci uznają istnienie osób homoseksualnych.

– Pewien Kalifornijczyk tak głęboko siedział w Q, że wywiózł dzieci do Meksyku i je tam zabił, bo był przekonany, że mają „wężowe DNA” i wyrosną na potwory. Inny, z Ohio, zabił żonę i postrzelił córkę. Typowi zwolennicy Q nie robią takich rzeczy, ale jeśli połączysz spiskową teorią z chorobą psychiczną, ludzie zaczynają myśleć, że wszyscy dookoła pracują dla głębokiego państwa i trzeba ich unieszkodliwić.

6 stycznia to też w znacznej mierze efekt podżegania przez QAnona. Ashli Babbitt, zastrzelona przez policję zwolenniczka Trumpa, wierzyła, że tego dnia zacznie się obiecana Burza. A ktoś, kto uważa, że przynosi niebo na Ziemi, będzie skłonny szturmować Kapitol i nawet dać się zabić, by do tego doprowadzić.

– Kiedy ruch rósł w siłę, republikanie akurat oskarżali FBI o to, że uwzięła się na Trumpa, więc być może agencja obawiała się oskarżenia o stronniczość. Poza tym byłby problem, o co właściwie go oskarżyć, choć myślę, że można by go ścigać za podszywanie się pod urzędnika państwowego.

– Nie wiemy, kto stał za oryginalnym Q, ale istnieje wiele dowodów na to, że ojciec i syn, Ron i Jim Watkins, którzy z Filipin prowadzili forum 8chan i postowali jako Q. Wydaje mi się, że lubią trolling.

– Dokładnie. Nie generał, nie Don Jr, tylko dwóch facetów na farmie świń na Filipinach, którzy po prostu bawią się z ludźmi. Tyle że zwolennicy QAnona mają niesamowitą elastyczność: dziś mówią, że nawet jeśli Q nie był bliskim doradcą Trumpa, tylko zwykłym facetem w piwnicy swojej mamy, to jego lekcje były prawdziwe.

– Początkowo go lekceważyli. Wielu nawet podpisało się pod rezolucją potępiającą QAnona. Ale dziś jest traktowany jak skrzydło partii. Gdyby ktoś mi w 2019 r. powiedział, że moi rodacy uwierzą, że wybory prezydenckie zostały skradzione, uznałbym to za szaleństwo. A dziś, jeśli tak nie myślisz, zostaniesz wyrzucony z Partii Republikańskiej.

– Kiedy po 6 stycznia QAnon został, choć w części, zdyskredytowany, wchłonęła go partia republikańska. Dziś jeden lub dwa dziwne incydenty dzielą nas od powstania Q pod nową nazwą.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version