Na początku jest szaleństwo hormonów i zmysłów — pożądanie i uczucie, że nie można bez tego drugiego żyć. Ale przychodzi dzień, kiedy jedno z partnerów mówi: „To koniec.” A drugie zostaje ze złamanym sercem. Na jak długo? Po pięcioletnim związku można dochodzić do emocjonalnej niezależności aż osiem lat!

Dziesięć lat temu Karolinie wydawało się, że spotkała faceta na całe życie. Poznali się u znajomych, już po miesiącu mieszkali razem, po roku urodził się Franek. I wszystko układało się wspaniale — tak się przynajmniej Karolinie wydawało — dopóki dwa lata temu jej partner nie usiadł na kanapie i oznajmił: „Związałem się z kimś innym, zaraz się spakuję, przykro mi”. I tak zrobił. Karolina przez pierwszy rok leczyła depresję, przy życiu trzymał ją tylko Franek. Dziś już jest lepiej, ale każda wizyta partnera to dla niej rozdrapywanie rany. A przecież widują się, bo Franek potrzebuje ojca, a on chce mieć regularny kontakt z synem. — Kiedy wreszcie przestanie to być takie trudne? — rozkłada ręce Karolina.

Nieprędko — dowodzą nowe badania naukowe, przeprowadzone przez Jię Y. Chong oraz prof. R. Chrisa Fraleya — dwójkę badaczy z University of Illinois Urbana-Champaign. Naukowcy postanowili sprawdzić dwie popularne w psychologii hipotezy dotyczące wygasania przywiązania w zakończonej relacji romantycznej. Jedna z nich zakłada, że ​​przywiązanie jest na zawsze „wdrukowane” w nasz mózg i po zaprzestaniu więzi partnerzy nadal nawzajem coś do siebie czują i to nigdy całkiem nie zanika — tę hipotezę postawił prof. John Bowlby znany psychiatra, twórca teorii stylów przywiązania.

Ale nie wszyscy naukowcy się z nim zgadzają. Wielu uważa, że przywiązanie stopniowo zanika, gdy ludzie napotykają nowe doświadczenia i rozwijają nowe relacje — aż w końcu staje się całkowicie nieistotne. Czy więzi więc powoli tylko słabną, czy zanikają całkowicie? Dla psychologów to bardzo ważne rozróżnienie, bo jak uważają Chong i Fraley, gdyby przywiązanie było aktywne przez całe życie, ich ciągłe istnienie może w subtelny sposób kształtować myśli, uczucia i zachowania ludzi, co może stwarzać problemy w dostosowaniu emocjonalnym czy tworzeniu nowego związku. Lepiej byłoby całkowicie „odłączyć się” emocjonalnie od byłego partnera, ale czy to możliwe?

Aby to sprawdzić, naukowcy zaprosili do swojego badania 328 osób, które spełniły cały szereg kryteriów — były dorosłe i pozostawały w co najmniej jednym związku romantycznym trwającym dłużej niż dwa lata. Związek ten musiał być w momencie badania zakończony, a powodem zakończenia nie mogła być śmierć partnera, w grę wchodziły wyłącznie rozstania — czy to spowodowane decyzją jednego partnera, czy obopólną. Średni wiek uczestników wynosił około trzydziestu kilku lat, a 57 proc. z nich stanowiły kobiety. Jak piszą naukowcy w swoim artykule w „Social Psychological and Personality Science”, ochotnicy byli ze swoimi byłymi partnerami średnio przez około 4,6 roku, a rozstanie nastąpiło średnio 5 lat przed badaniem.

Badanie odbywało się głównie za pomocą kwestionariuszy i rozmów z ochotnikami na temat ich byłej i obecnych relacji oraz emocji z nimi związanych. Wśród pytań zadanych ochotnikom były pytania o to, jak często spotykają się z byłymi partnerami, czy lubią z nimi spędzać czas, jakie emocje czują, gdy się spotykają, czy partnerzy dawali im poczucie bezpieczeństwa, czy ochotnicy i ich byli partnerzy mają nowe rodziny, itd. Naukowcy zaprosili też do badania osoby nieznajome ochotnikom, aby stanowiły grupę kontrolną dla odpowiedzi udzielanych przez badanych. W ten sposób badacze mogli porównać nasilenie różnych uczuć do byłych partnerów w porównaniu z uczuciami do obcej osoby.

Okazało się, że u większości badanych wszystkie analizowane parametry spadały w końcu do punktu 0, czyli momentu, w którym były partner nie pełnił już żadnej psychologicznej funkcji innej, niż pełniłby nieznajomy. Czyli miłość i przywiązanie w końcu u większości osób wygasa. Jednak, jak odkryli badacze, trwa to o wiele dłużej, niż ktokolwiek by się spodziewał — średnio badani uznawali, że po czterech latach od rozstania są mniej więcej w połowie drogi do emocjonalnego uwolnienia się od byłego partnera. Oznacza to, że po pięcioletnim związku można dochodzić do emocjonalnej niezależności aż osiem lat!

Jak podkreślają badacze, w eksperymencie wyniki miały bardzo dużą rozpiętość czasową i zależały od wielu czynników. Na przykład od stylu przywiązania. Jeśli osoba reprezentowała unikowy styl przywiązania, to „przebolenie” rozstania przychodziło jej dość szybko, a najdłużej borykały się z tym osoby z lękowym stylem przywiązania, czyli mocno emocjonalnie uzależnione od partnera. Oczywiście, ważne też było, kto zainicjował rozstanie — w przypadku uczestników eksperymentu 36 proc. było inicjatorami rozstania. Badacze potwierdzili coś, co nieraz można zaobserwować w związkach, które się rozpadły — osobie porzuconej trudniej jest stłumić uczucie przywiązania niż tej, która była stroną odchodzącą. Osoby porzucone częściej też miały potrzebę szukania poczucia bezpieczeństwa u tych, którzy je porzucili, niż na odwrót.

Potwierdziło się też parę rzeczy, które każdy z nas instynktownie czuje — w zapomnieniu o byłym pomagało odcięcie się od dawnego partnera — im mniej kontaktu, tym szybsze wyciszenie się emocji i zobojętnienie wobec tej osoby. Jeśli partnerzy nadal spotykali się często, uczucia przywiązania też trwały dłużej. Co ciekawe, nie było tak w przypadku, gdy partnerzy mieli wspólne dziecko — wtedy do wygaszenia przywiązania dochodziło szybciej. Jak sądzą naukowcy, mogły się do tego przyczyniać nieporozumienia związane z dzieleniem się opieką nad dzieckiem. Jeszcze ciekawsze okazało się to, że wejście w nowy związek wcale nie przyspieszało zaniku więzi emocjonalnej z byłym partnerem w myśl powiedzenia, że „stara miłość nie rdzewieje”. Na szczęście dla wszystkich, którzy leczą złamane serca — w końcu rdzewieje, trzeba się tylko uzbroić w cierpliwość.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version