Operacja Epic Fury nie przebiega do końca tak, jak to sobie wyobrażała administracja Donalda Trumpa. Irańczycy regularnie ostrzeliwują cele na Bliskim Wschodzie, a sojusznikom USA zaczyna brakować pocisków do systemów przeciwlotniczych.
Tylko w ciągu pierwszych 72 godzin operacji Epic Fury USA i ich sojusznicy zużyli około 2 tys. różnych typów pocisków, w tym setki drogich rakiet przechwytujących używanych w systemach Patriot, THAAD i Aegis. Koszt tych działań szacowany jest na ok. 4 mld dol.
Systemy obrony przeciwrakietowej Stanów Zjednoczonych opierają się na kilku typach pocisków przechwytujących. W przypadku zagrożeń balistycznych kluczową rolę odgrywają rakiety systemów THAAD oraz SM-3 wykorzystywane przez marynarkę wojenną. Dodatkową warstwę obrony stanowią pociski PAC-3, używane przez system Patriot.
Zapasy tych systemów nie są jednak nieograniczone.
Według oficjalnych danych Pentagonu z końca 2025 r. w magazynach amerykańskich sił zbrojnych znajdowało się ok. 534 pocisków systemu THAAD oraz ok. 414 pocisków SM-3 przeznaczonych do zwalczania rakiet balistycznych. Produkcja tych systemów pozostaje stosunkowo niewielka. W ostatnich latach powstawało zaledwie kilkanaście pocisków THAAD rocznie, a zwiększenie produkcji wymaga czasu oraz rozbudowy linii produkcyjnych.
Znacznie większe są dostawy pocisków PAC-3, które produkuje się w liczbie ok. 600 rocznie, choć dopiero nowe zamówienia Pentagonu, złożone w ostatnich miesiącach rządów Joe Bidena, mają w przyszłości zwiększyć produkcję do ok. 2 tys. sztuk rocznie. Wciąż jednak są to liczby, które w przypadku intensywnego konfliktu mogą okazać się niewystarczające.
Doświadczenia z poprzedniego starcia z Iranem pokazały skalę problemu. W czasie kilkunastodniowej wymiany ognia w 2025 r. do przechwytywania irańskich pocisków wykorzystano od 100 do 150 efektorów THAAD oraz ok. 80 rakiet SM-3. W praktyce oznaczało to zużycie nawet jednej czwartej zapasów niektórych systemów w ciągu niespełna dwóch tygodni działań.
Odwet Iranu. Ma największy arsenał rakietowy w regionie
Iran od lat rozwija zdolności rakietowe właśnie po to, aby zrównoważyć przewagę technologiczną przeciwników w powietrzu. Według ocen zachodnich analityków Teheran posiada największy arsenał rakiet balistycznych na Bliskim Wschodzie. Szacuje się, że na początku 2026 r. Iran dysponował ok. 2,5 tys. pocisków balistycznych różnych typów. Większość z nich stanowią rakiety krótkiego i średniego zasięgu zdolne razić cele w promieniu od kilkuset do około dwóch tysięcy kilometrów.
11 marca 2026 r. Irański pocisk nad Tel Awiwem
Foto: ABIR SULTAN / PAP/ EPA
Dane z pierwszych dni wojny pokazują sporą skalę irańskich uderzeń. W okresie od 28 lutego do 10 marca Iran wystrzelił ponad 1 tys. rakiet balistycznych oraz kilka tys. bezzałogowców. Szczególnie intensywne były pierwsze dni konfliktu, kiedy Teheran próbował wywrzeć maksymalną presję na obronę powietrzną przeciwnika.
28 lutego wystrzelono ok. 350 rakiet balistycznych i ok. 800 bomb latających. Następnego dnia liczba rakiet spadła do 175, przy ok. 400 bezzałogowców. 2 marca odpalono około 120 rakiet balistycznych i około 50 dronów, a dzień później 110 rakiet oraz ok. 280 bezzałogowców. W kolejnych dniach częstotliwość ataków zaczęła się stabilizować na poziomie między 35 a 50 pocisków balistycznych i ok. 150 bomb latających. Łącznie od rozpoczęcia wojny Iran wystrzelił ponad 1030 rakiet balistycznych. Do tej liczby należy doliczyć nieznaną liczbę pocisków zniszczonych jeszcze przed odpaleniem w wyniku amerykańskich i izraelskich uderzeń na wyrzutnie oraz magazyny.
racją „Wschodzący Lew”, prowadzoną rok wcześniej. W analogicznym momencie tamtej wojny tempo irańskich ataków było wyraźnie niższe. W jedenastym dniu konfliktu w 2025 r. Iran wystrzelił ok. 27 rakiet balistycznych i ok. 45 dronów. Dziesiątego dnia było to ok. 17 rakiet i ok. 25 dronów, natomiast dziewiątego dnia ok. 41 rakiet balistycznych i ok. 55 bezzałogowców. Oznacza to, że w obecnej wojnie w analogicznym okresie Iran odpala więcej rakiet balistycznych niż podczas operacji z 2025 r.
Strategia oszczędzania rakiet. Tak Iran chce przeciągać wojnę
Spadek liczby wystrzeliwanych pocisków w kolejnych dniach konfliktu może sprawiać wrażenie, że uderzenia lotnicze Izraela i Stanów Zjednoczonych skutecznie zniszczyły potencjał odwetowy Iranu. Dane sugerują jednak bardziej złożony obraz sytuacji. Wiele wskazuje na to, że Teheran świadomie ogranicza tempo ataków, by rozłożyć użycie rakiet w czasie i odwlec moment wyczerpania zapasów. W takiej strategii nie chodzi o jednorazową masową salwę, lecz o utrzymywanie stałej gotowości systemów przeciwnika i zmuszanie go do zużywania pocisków, których nie ma zbyt wiele.
Kluczowym pytaniem pozostaje liczba sprawnych wyrzutni oraz tempo ich niszczenia przez lotnictwo koalicji. To właśnie liczba dostępnych wyrzutni w dużej mierze decyduje o tym, ile rakiet może zostać wystrzelonych jednocześnie. A paradoks tej wojny polega na tym, że militarnie Iran znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji. Uderzenia lotnicze niszczą wyrzutnie, magazyny oraz część infrastruktury produkcyjnej.
Jednocześnie jednak z drugiej strony koalicja amerykańsko-izraelska musi zużywać ogromne ilości bardzo drogich pocisków przechwytujących, których ma mało. W efekcie każda kolejna salwa irańskich rakiet oznacza dalsze zmniejszanie zapasów obrony przeciwrakietowej. Odtworzenie tych zapasów zależy od możliwości przemysłu zbrojeniowego, który nie jest przystosowany do produkcji na skalę charakterystyczną dla długotrwałej wojny.
Stąd też kraje Bliskiego Wschodu i Amerykanie zwrócili się do Ukraińców o pomoc w zwalczaniu irańskich bezzałogowców, ponieważ zachodnie systemy są zbyt kosztowne i niezbyt wydajne w neutralizacji takiego zagrożenia.
Dotychczasowe dane wskazują na jeden ważny wniosek. Wbrew pierwszym wrażeniom spadek liczby irańskich ataków nie musi oznaczać zniszczenia potencjału rakietowego Iranu. Bardziej prawdopodobne jest, że Teheran stara się gospodarować zapasami, aby utrzymać zdolność do prowadzenia działań przez dłuższy czas.
Jeżeli ten trend się utrzyma, wojna na Bliskim Wschodzie może stać się testem wytrzymałości logistycznej obu stron. O jej wyniku zadecyduje nie tylko skuteczność operacji wojskowych, lecz także tempo produkcji rakiet. Zarówno tych wystrzeliwanych przez Iran, jak i pocisków wykorzystywanych przez obronę powietrzną Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników.

