Zaostrzenie konfliktu między USA a Iranem i sprzeczne doniesienia dotyczące kontroli nad cieśniną Ormuz wzbudziły obawy o to, czy Teheran kiedykolwiek całkowicie zrezygnuje z wpływu na ten strategiczny szlak wodny oraz jakie działania mogą podjąć Stany Zjednoczone, aby chociaż przywrócić stan sprzed ataku na Iran. Na razie strony nie zgadzają się nawet co do tego, czy we wtorek się spotkają. A Iran ma realne możliwości, by paraliżować cieśninę.

— Mało prawdopodobne, by Iran zrezygnował z tej strategicznej przewagi — mówi wprost „Newsweekowi” Gala Riani, szefowa działu wywiadu strategicznego w zajmującej się doradztwem w zakresie bezpieczeństwa firmie S-RM.

Zdaniem Roberta Murretta — emerytowanego wiceadmirała marynarki USA i zastępcy dyrektora Instytutu Polityki Bezpieczeństwa i Prawa na Uniwersytecie w Syracuse — liczba statków przepływających przez ten szlak wodny oznacza, że ​​”nie ma realnego militarnego rozwiązania, które pozwoliłoby utrzymać cieśninę otwartą”.

— Konieczne będzie wypracowanie jakiegoś porozumienia dyplomatycznego z Irańczykami — podkreśla w rozmowie z „Newsweekiem”.

Dyplomatyczne nadzieje rozbudziło podpisanie 17 czerwca memorandum przez prezydenta Donalda Trumpa i jego irańskiego odpowiednika Masuda Pezeszkiana, co zakończyło trwającą trzy miesiące wojnę USA-Iran i zapoczątkowało dalsze rozmowy.

Jednak w sobotę irański dron zaatakował panamski tankowiec M/T Kiku, co sprowokowało amerykańskie lotnictwo do uderzenia w irańską infrastrukturę wojskową.

Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało, że Iran złamał warunki zawieszenia broni, a Trump oskarżył Teheran o naruszenie memorandum. Jednak w odpowiedzi Islamska Gwardia Rewolucyjna (IRGC) wystrzeliła w niedzielę drony i rakiety w kierunku amerykańskiej bazy piątej floty w Bahrajnie oraz bazy Ali Al-Salem w Kuwejcie.

Chociaż w poniedziałek obie strony zgodziły się wycofać z działań zbrojnych, incydent ten dodatkowo pogłębia niepewność co do skuteczności ramowego porozumienia w zakończeniu wojny na wszystkich frontach i utrzymaniu otwartości cieśniny Ormuz — zwłaszcza w obliczu ostrożności ze strony ubezpieczycieli i armatorów.

— Groźba ataków wciąż wisi nad cieśniną, więc dla armatorów to nadal bardzo nerwowy czas — mówi „Newsweekowi” Susannah Streeter, główna strateg inwestycyjna w Wealth Club. — Choć kluczowa droga morska mogła ponownie zostać otwarta, daleko tu do normalności.

USA przekonują, że cieśnina jest w pełni otwarta, jednak irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi stwierdził, że pełne przywrócenie ruchu morskiego to „odpowiedzialność Iranu”.

Oznacza to, że armatorzy wciąż poruszają się po niepewnych wodach, płacąc wyższe składki ubezpieczeniowe od ryzyka wojny i mierząc się z utrudnieniami, co zwiększa koszty tranzytu i podnosi stawkę dla USA podczas rozmów w Dosze w tym tygodniu. Trump przekazał w poniedziałęk, że do spotkania przedstawicieli Amerykanów i Irańczyków dojdzie już we wtorek. Ale strona irańska temu zaprzeczyła — szef tamtejszej dyplomacji Esmail Baghei oświadczył, że w najbliższych dniach Iran nie będzie prowadził negocjacji z USA na żadnym szczeblu. Chociaż… do stolicy Kataru w tym tygodniu uda się delegacja irańskich ekspertów.

Zanim 28 lutego USA i Izrael rozpoczęły wspólne ataki na Iran, które zapoczątkowały wojnę, przez cieśninę Ormuz — niekontrolowaną przez żadne konkretne państwo — przepływała jedna piąta światowych surowców energetycznych.

Tymczasem Iran stara się utrzymać kontrolę nad drogą wodną, pobierając od statków opłaty za tranzyt, co stanowi naruszenie międzynarodowego prawa morskiego. Opłata została zawieszona na 60 dni, ale nie jest jasne, co wydarzy się później.

— Irańscy urzędnicy nadal sugerują, że po upływie 60 dni opłata tranzytowa może zostać przywrócona — mówi Streeter. — Nawet taka możliwość wystarczy, by utrzymać armatorów w niepewności.

Oman – również położony cieśniną – współpracuje z Międzynarodową Organizacją Morską (IMO), by otworzyć tymczasowe korytarze żeglugowe wzdłuż swoich wybrzeży. Dzięki temu statki mogą omijać trasy kontrolowane przez IRGC.

Jednak po ataku na statek w Zatoce Omańskiej w czwartek IMO wstrzymała ewakuację dla setek unieruchomionych statków i tysięcy uwięzionych na nich marynarzy, którzy mieli opuszczać cieśninę.

Clionadh Raleigh, dyrektor generalna ACLED (Armed Conflict and Location Event Data) uważa, że rozmowy między Iranem i Omanem na temat zarządzania wodami mają charakter bardzo delikatny, a Teheran podkreśla, że wszelkie ustalenia muszą bezwzględnie respektować suwerenność i prawa wszystkich państw nadbrzeżnych.

Raleigh dodaje, że Oman prowadził nieoficjalne rozmowy dotyczące południowej trasy przebiegającej bliżej jego wybrzeża niż kontrolowanych przez Iran tras północnych. — To rozwiązanie ograniczyłoby znacząco kontrolę Iranu nad cieśniną — przyznaje.

— Jeśli Iran nie będzie mógł wykorzystywać cieśniny do wzmocnienia swojej pozycji lub pobierać opłat za tranzyt, jego pozycja negocjacyjna wyraźnie osłabnie — tłumaczy Raleigh. — Ostatecznie państwa zatoki próbują zorganizować się wokół własnego bezpieczeństwa zbiorowego — co, jestem pewna, nie leży szczególnie w interesie Trumpa.

Riani z S-RM podkreśla, że Iran postrzega kontrolę nad cieśniną jako „kwestię egzystencjalną”, która umożliwiła przetrwanie reżimu, a narzucanie wysokich kosztów światowej gospodarce było kluczowe, by zmusić uczestników do negocjacji.

Jeśli plany Iranu dotyczące opłat za tranzyt zostaną uznane przez USA za nie do przyjęcia, wskazuje Riani, „wachlarz możliwości, jakie można rozważyć w celu wywarcia presji na reżim, obejmuje potencjalny powrót do konfliktu zbrojnego, blokady morskie i gospodarcze oraz zaostrzenie sankcji”.

Przedmiotem negocjacji w ramach 14-punktowego ramowego porozumienia, które ma zostać dopracowane w ciągu najbliższych 60 dni, jest wiele kwestii.

Oprócz niejasności co do przyszłości opłat tranzytowych istotny jest status irańskiego programu nuklearnego oraz warunek Teheranu, by porozumienie jakiekolwiek obejmowało zakończenie działań wojennych w Libanie, gdzie Hezbollah wymienia ogień z Izraelem. Hezbollah dołączył do konfliktu 2 marca, wystrzeliwując rakiety na Izrael w ramach wsparcia dla głównego sojusznika — Iranu.

Rajneesh Narula, profesor międzynarodowych regulacji biznesowych w Henley Business School w Anglii, mówi „Newsweekowi”, że według Teheranu w przypadku braku szerszego porozumienia, zwłaszcza jeśli Trump nie zdoła powstrzymać Izraelczyków przed bombardowaniem Libanu, „porozumienie jest nieważne”.

Przez cieśninę przepływa obecnie zaledwie połowa jednostek w porównaniu do stanu sprzed wojny. Jak więc zauważa Narula, stanowczość Teheranu w kwestii taryf to sygnał że „dają do zrozumienia, iż bez dobrej woli Iranu nic nie ruszy do przodu”.

Murrett uważa, że długoterminowe porozumienie w sprawie cieśniny wymagałoby, aby USA uzyskały wsparcie dyplomatyczne od swoich partnerów w zatoce. — Trwające ataki w Libanie, reakcje Kuwejtu i Bahrajnu na ostatnie irańskie uderzenia — te kwestie regionalne są ze sobą powiązane.

— Jasno widać, że irańskie władze nie przemawiają jednym głosem. Wciąż trwają spory między „twardogłowymi” a „pragmatykami” i ta dynamika będzie miała duże znaczenie — zaznacza Murrett. — Irańczycy mogą sparaliżować cieśninę pod względem gospodarczym. Mogą to zrobić, używając broni, którą są w stanie produkować w garażach i piwnicach.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version