Przez lata odpowiedź wydawała się oczywista: tak. Promieniowanie UV uszkadza DNA, przyspiesza starzenie skóry i zwiększa ryzyko nowotworów, zwłaszcza czerniaka. Dlatego lekarze zalecali ograniczanie ekspozycji na słońce, noszenie ochronnej odzieży i stosowanie kremów z filtrem. Dziś jednak obraz jest bardziej skomplikowany.
Trzy najważniejsze rzeczy, które musisz wiedzieć
- Nadmierna ekspozycja na słońce zwiększa ryzyko uszkodzeń skóry i nowotworów, zwłaszcza u osób o jasnej karnacji.
- Światło słoneczne robi znacznie więcej niż tylko wspomaga produkcję witaminy D. Wpływa także na układ odpornościowy, krążenie krwi, sen i samopoczucie.
- Kluczowy jest umiar. Zarówno całkowite unikanie słońca, jak i intensywne opalanie mogą mieć negatywne konsekwencje zdrowotne.
Dlaczego przez lata uważaliśmy, że słońce jest przede wszystkim zagrożeniem?
Początkowo naukowcy wiedzieli przede wszystkim, że promienie słoneczne są niezbędne do produkcji witaminy D. Później odkryto jednak drugą stronę medalu.
Promieniowanie ultrafioletowe przyspiesza starzenie skóry, uszkadza DNA komórek i może prowadzić do rozwoju nowotworów skóry, w tym czerniaka. W efekcie pojawiły się jasne zalecenia:
- unikać nadmiernego nasłonecznienia,
- nosić przewiewną odzież ochronną,
- stosować kremy z filtrami przeciwsłonecznymi,
- uzupełniać witaminę D dietą lub suplementami.
Przez długi czas wydawało się, że to rozwiązanie problemu.
Jak ewolucja przygotowała nas do życia ze słońcem?
Historia relacji człowieka ze słońcem zaczęła się setki tysięcy lat temu.
Gdy nasi przodkowie żyli w Afryce, ewolucja wyposażyła ich w melaninę, naturalny pigment chroniący przed promieniowaniem UV. Melanina działa jak biologiczny filtr: pochłania część szkodliwego promieniowania i ogranicza uszkodzenia DNA.
Później ludzie migrowali na północ, gdzie światła słonecznego było mniej. Skóra stopniowo stawała się jaśniejsza, aby przepuszczać więcej promieni UV potrzebnych do syntezy witaminy D.
Dziś wiadomo, że istnieją dwa główne typy melaniny:
- eumelanina – ciemny pigment dominujący u osób żyjących w regionach o wysokim nasłonecznieniu,
- feomelanina – jaśniejszy pigment obecny częściej u osób o jasnej karnacji.
To właśnie dlatego osoby o jasnej skórze częściej ulegają poparzeniom słonecznym i gorzej się opalają.
Dlaczego oparzenia słoneczne są tak niebezpieczne?
Największym problemem nie jest samo przebywanie na słońcu, lecz uszkodzenia skóry wywołane nadmierną ekspozycją.
Szczególnie groźne są powtarzające się oparzenia słoneczne. Według cytowanej w tekście dr Ewy Chlebus uszkadzają one skórę i mogą prowadzić do rozwoju nowotworów, w tym czerniaka.
Ryzyko jest szczególnie wysokie u dzieci. Jeśli do poważnych oparzeń dochodzi przed 15. rokiem życia, prawdopodobieństwo zachorowania na czerniaka w dorosłości rośnie nawet pięciokrotnie.
Powód jest prosty: dziecięca skóra jest cieńsza i produkuje mniej melaniny niż skóra dorosłych.
Czym różnią się promienie UVB i UVA?
Nie całe promieniowanie UV działa w ten sam sposób.
Promieniowanie UVB:
- odpowiada głównie za oparzenia słoneczne,
- silnie uszkadza skórę,
- jest jedną z głównych przyczyn zaczerwienienia po opalaniu.
Promieniowanie UVA:
- wnika głębiej w skórę,
- niszczy kolagen,
- przyspiesza powstawanie zmarszczek,
- prowadzi do zmian w DNA komórek.
To właśnie odkrycie szkodliwego działania promieni UVA umocniło przekonanie, że przed słońcem należy się chronić.
Dlaczego doświadczenia Australii wpłynęły na zalecenia dla całego świata?
Jednym z najważniejszych argumentów za ochroną przeciwsłoneczną były badania prowadzone w Australii.
Mieszkańcy o europejskich korzeniach i jasnej skórze zostali wystawieni na bardzo silne promieniowanie UV. Ich organizmy nie były do niego przystosowane. W efekcie wzrosła liczba zachorowań na czerniaka i inne nowotwory skóry.
Wprowadzenie kampanii edukacyjnych, odzieży ochronnej i filtrów przeciwsłonecznych przyniosło wyraźne efekty. Zachorowalność na raka skóry wśród młodych Australijczyków zaczęła spadać.
Problem polega jednak na tym, że podobne zalecenia przeniesiono do krajów północy, takich jak Polska, Wielka Brytania czy państwa skandynawskie, gdzie poziom promieniowania UV jest znacznie niższy niż na antypodach.
Czy mieszkańcy krajów północy zbyt mocno unikają słońca?
Właśnie tę hipotezę zaczyna analizować coraz więcej naukowców.
Według przytoczonych badań mieszkańcy regionów o większej ilości światła słonecznego częściej cieszą się lepszym zdrowiem niż osoby żyjące dalej od równika.
To sugeruje, że korzyści z umiarkowanej ekspozycji słonecznej mogą być większe, niż sądzono jeszcze kilkanaście lat temu.
Jak słońce może wpływać na choroby serca i długość życia?
Szczególnie interesujące są wyniki badań przeprowadzonych na niemal 395 tys. mieszkańców Wielkiej Brytanii.
Naukowcy z University of Edinburgh wykazali, że osoby mieszkające w bardziej nasłonecznionych regionach miały:
- o 19 proc. niższe ryzyko zgonu z powodu chorób układu krążenia,
- o 12 proc. niższe ryzyko zgonu z powodu nowotworów.
Podobne wnioski wyciągnął dr Pelle Lindqvist z Karolinska Institutet, który przez 20 lat obserwował 30 tys. Szwedek.
Kobiety regularnie przebywające na słońcu żyły średnio od 0,6 do 2,1 roku dłużej niż uczestniczki unikające ekspozycji słonecznej. Rzadziej umierały z powodu:
- chorób układu krążenia,
- cukrzycy,
- stwardnienia rozsianego,
- chorób płuc.
Dlaczego słońce wpływa na organizm znacznie mocniej niż tylko przez witaminę D?
Przez lata wydawało się, że najważniejszą funkcją światła słonecznego jest produkcja witaminy D.
Dziś wiadomo, że lista substancji powstających pod wpływem promieni UV jest znacznie dłuższa.
Skóra produkuje między innymi:
- melatoninę, która wspiera sen,
- serotoninę, zwaną hormonem szczęścia,
- endorfiny, poprawiające samopoczucie i zmniejszające poziom stresu,
- lumisterol, któremu przypisuje się działanie przeciwzapalne i przeciwnowotworowe.
To oznacza, że wpływ światła słonecznego wykracza daleko poza gospodarkę witaminową.
Co wspólnego ze słońcem ma ciśnienie krwi?
Pod wpływem promieniowania UV w skórze uwalnia się tlenek azotu.
Następnie trafia on do krwiobiegu, gdzie:
- rozszerza naczynia krwionośne,
- obniża ciśnienie tętnicze,
- poprawia pracę układu krążenia.
Może to tłumaczyć, dlaczego osoby żyjące w bardziej nasłonecznionych regionach rzadziej cierpią na choroby sercowo-naczyniowe.
Potwierdzają to również obserwacje dotyczące Chile. W badaniach dr. Charlesa Ferro mieszkańcy południowej części kraju częściej cierpieli na nadciśnienie niż osoby żyjące bliżej równika.
Czy słońce może wpływać na cukrzycę i masę ciała?
Naukowcy zwracają uwagę również na inną możliwą rolę tlenku azotu.
Eksperymenty przeprowadzane na myszach pokazały, że zwierzęta wystawiane na działanie promieni UV:
- wolniej przybierały na wadze,
- wykazywały mniej cech wskazujących na rozwój cukrzycy typu 2,
- miały korzystniejsze wskaźniki metabolizmu glukozy.
To nie oznacza, że opalanie jest metodą leczenia otyłości czy cukrzycy, ale sugeruje istnienie biologicznych mechanizmów wymagających dalszych badań.
Dlaczego choroby autoimmunologiczne częściej występują daleko od równika?
Jedną z najbardziej intrygujących obserwacji jest zależność pomiędzy ilością światła słonecznego a występowaniem chorób autoimmunologicznych.
Przykładem jest stwardnienie rozsiane.
W pobliżu równika zachorowania są bardzo rzadkie, natomiast w północnej Europie i Ameryce Północnej ich liczba przekracza 100 przypadków na 100 tys. mieszkańców.
Podobne zależności obserwuje się także w przypadku:
- cukrzycy typu 1,
- reumatoidalnego zapalenia stawów,
- choroby Leśniowskiego-Crohna.
Czy promieniowanie UV może być wykorzystywane jako terapia?
Badania nad związkiem światła słonecznego i odporności doprowadziły do powstania nowej dziedziny nauki: fotoimmunologii.
Jednym z przełomowych odkryć było wykazanie, że promieniowanie UV ma podwójne działanie.
Z jednej strony:
- uszkadza DNA,
- może prowadzić do mutacji nowotworowych.
Z drugiej:
- wpływa na reakcje immunologiczne,
- może hamować nadmierną aktywność układu odpornościowego,
- ułatwia zwalczanie części komórek nowotworowych.
To właśnie dzięki tym obserwacjom rozpoczęto badania nad wykorzystaniem terapii UV w leczeniu stwardnienia rozsianego oraz innych chorób autoimmunologicznych.
Jednocześnie udało się lepiej zrozumieć, dlaczego światło słoneczne od dawna przynosi ulgę osobom cierpiącym na łuszczycę. Promieniowanie UV ogranicza bowiem reakcję zapalną odpowiadającą za objawy choroby.
Co to oznacza dla ciebie?
Najważniejszy wniosek płynący z badań nie brzmi: „opalaj się więcej”.
Brzmi raczej: ani skrajne unikanie słońca, ani nadmierne opalanie nie są dobrym rozwiązaniem.
Jak podkreśla prof. Piotr Rutkowski z Narodowego Instytutu Onkologii:
- niewielkie dawki promieniowania UV są korzystne,
- wspierają syntezę witaminy D,
- mogą działać ochronnie wobec wielu chorób.
Jednocześnie:
- intensywne opalanie uszkadza skórę,
- zwiększa ryzyko nowotworów,
- może negatywnie wpływać na układ odpornościowy.
Profesor zwraca też uwagę na szczególne zagrożenie związane z solariami. Promieniowanie UV w takich urządzeniach może być nawet dziesięciokrotnie silniejsze niż podczas intensywnego nasłonecznienia.
Czy opalanie nam szkodzi?
Odpowiedź brzmi: to zależy od dawki.
Dowody na szkodliwość nadmiernego opalania pozostają mocne. Oparzenia słoneczne, zwłaszcza w dzieciństwie, zwiększają ryzyko czerniaka i innych nowotworów skóry. Jednocześnie coraz więcej badań sugeruje, że światło słoneczne pełni znacznie więcej funkcji niż tylko produkcja witaminy D.
Wpływa na układ odpornościowy, ciśnienie krwi, metabolizm, sen, samopoczucie i być może ryzyko wielu chorób przewlekłych.
Dlatego najważniejszą lekcją płynącą z najnowszych obserwacji nie jest zachęta do bezrefleksyjnego opalania się, lecz odejście od prostego podziału na „słońce jest dobre” albo „słońce jest złe”. W przypadku promieniowania UV, podobnie jak w wielu innych obszarach zdrowia, kluczowe znaczenie ma umiar.





