W sprawie odebrania Orderu Orła Białego prezydent Karol Nawrocki de facto postawił ultimatum prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu — mówił w „Stanie Wyjątkowym” Jacek Gądek. Prezydent Nawrocki chce, by Ukraińcy jednoznacznie wycofali się z decyzji o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. — Czasu jest niewiele — zauważył Andrzej Stankiewicz.
Mamy szczątkowe informacje. Po pierwsze, że kapituła się podzieliła. I jednoźródłową informację — bo obóz prezydenta stara się być bardzo szczelny — że jednak rekomendacja była taka, żeby ten order odebrać — mówił w „Stanie Wyjątkowym” Andrzej Stankiewicz. I podkreślał, że ostateczną decyzję podejmuje prezydent.
Tu zaczyna się rozgrywka polityczna. Nie ujawniając informacji o przebiegu obrad kapituły, obóz Karola Nawrockiego zostawił sobie pole manewru w relacjach z Ukrainą. O tym, co udało mu się ustalić na temat przebiegu obrad kapituły — w której zasiadają Zofia Romaszewska, Adam Bujak, prof. Michał Kleiber, prof. Wojciech Roszkowski i Bronisław Wildstein — i co planuje prezydent, opowiadał w „Stanie Wyjątkowym” Jacek Gądek.
— Faktycznie, też słyszałem o tym, że kapituła się podzieliła. Zebrała się w rezydencji prezydenta na wybrzeżu — mówił Gądek, potwierdzając przy tym ustalenia Stankiewicza, że posiedzenie odbyło się na Helu.
— Zofia Romaszewska jest przeciwko odbieraniu tego orderu. Ona jest bardzo tak przyjaźnie nastawiona do Ukrainy […] Sama Romaszewska — z tego, co słyszałem — nie uczestniczyła osobiście w tym spotkaniu, jednak przekazała swoje stanowisko. Finalnie było jednak tak, że ta mała grupa osób się zebrała i podzieliła się. A wniosek samego prezydenta po tych całych obradach był taki, że teraz nie będzie odbierał orderu. Nie zrobi tego w sposób nagły, ale w istocie wystosowuje ultimatum wobec Wołodymyra Zełenskiego: albo on się wycofa z „Bohaterów UPA” jako patronów ukraińskiej jednostki wojskowej, a jeśli nie, to Nawrocki odbierze ten order — mówił Gądek.
— Ukraińcy […] przysłali tutaj wysłannika, szefa Kancelarii prezydenta Zełenskiego. Jego oferta była mniej więcej taka: zmienimy nazwę, żeby było „Bohaterów UPA walczących z Sowietami”. Ale to z punktu widzenia polskich władz jest niesatysfakcjonujące. Ja z kolei rozmawiałem z przedstawicielami rządu i oni powiedzieli: skoro ludzie prezydenta rozmawiają z obozem Zełenskiego, to my w tej sprawie nie jesteśmy stroną. Niech oni sobie między sobą ustalają — mówił Andrzej Stankiewicz.
— Stanowisko prezydenta jest takie: albo się Zełenski wycofa z tego i to jednoznacznie, a nie stosując jakiś tam wybieg […] i wówczas Karol Nawrocki nie odbierze tego orderu. Albo, jeśli się Zełenski z tego nie wycofa, to Karol Nawrocki nie zrobi ani kroku w tył i zdecyduje już formalnie o odebraniu mu tego orderu. Ale to nie stanie się już teraz, jest jakiś tam horyzont. Nie wiem, czy to może być tydzień, dwa, trzy tygodnie. Jedna z osób z Pałacu Prezydenckiego powiedziała mi jednak: ani kroku w tył nie będzie w tej sprawie. Chyba że Zełenski sam się wycofa — mówił Jacek Gędek.
W całej sprawie ważny jest też kontekst. — Pod koniec czerwca w Gdańsku będzie konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy. I tam, wedle wszelkich planów Zełenski ma być — czy miał być, zanim wybuchła ta awantura o nadanie jednostce ukraińskiej armii imienia bohaterów UPA. Więc czasu jest niewiele, ale prezydent ewidentnie daje ten czas swoim ludziom, żeby się z kancelarią Zełenskiego dogadać — mówił Andrzej Stankiewicz.
Zastanawiał się też, jak dalece Ukraińcy są gotowi na zawarcie jakiegokolwiek porozumienia w tej sprawie. — Zełenski ma taką wewnętrzną sytuację, że musi trochę grać na nastrojach nacjonalistycznych. […] To nie jest człowiek, który wywodzi się z tych regionów Ukrainy, gdzie UPA jest otoczona jakimś kultem, więc on świadomie to zrobił [nadał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA” — przyp. red.], żeby wykonać krok pod adresem nacjonalistów — podkreślał Stankiewicz.
Przy okazji autorzy „Stanu Wyjątkowego” przypomnieli wypowiedź Karola Nawrockiego z czasów, gdy był on jeszcze prezesem IPN.
— Ja uznaję, że swoich bohaterów mają Ukraińcy prawo wybierać. Jeśli dla nich bohaterem jest Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz [najważniejsi z przywódców Ukraińskiej Powstańczej Armii — przyp. red.], Polacy nie będą wybierać patronów ukraińskich ulic. To jest rzecz, do której jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej w Polsce nie roszczę sobie oczywiście żadnych pretensji. Natomiast nie jest dla mnie zrozumiały brak możliwości pochowania polskich ofiar. […] Więc to, jakie mają ulice i bohaterów w swoich podręcznikach Ukraińcy, pozostaje ich własną sprawą. I możemy się oburzać, możemy się nie zgadzać, nie możemy na to wpływać. Natomiast mamy prawo w kulturze chrześcijańskiej i także oczekiwać od swojego sojusznika, któremu pomagamy w tej strasznej wojnie, […] że będziemy mogli pochować nasze kobiety i nasze dzieci — mówił Nawrocki.
Problem rządu Donalda Tuska w relacjach z Ukrainą
Jednocześnie Andrzej Stankiewicz podkreślał, że choć Donald Tusk nie chce uczestniczyć w negocjacjach z Ukraińcami, to sprawa jest też problemem rządu. — Ostatnio Zełenski był w Londynie na rozmowach w takim formacie E3: Wielka Brytania, Francja i Niemcy. To są kraje europejskie zaangażowane w pomoc Ukrainie, więc tego dotyczyły rozmowy. Tam budowano alternatywny plan zawieszenia broni i przerwania działań wojennych. Alternatywny niż ten, który rodził się między Waszyngtonem a Moskwą. Jednym słowem bardziej, bardziej proukraiński. Polski tam nie było — zauważył Stankiewicz.
I kontynuował: — Zełenski poleciał — może nie po raz pierwszy, ale jeżeli to nie była pierwsza taka sytuacja, to na pewno nieczęsto tak się nie zdarzało, żeby leciał z Mołdawii do Londynu. Czyli ominął Polskę bardzo świadomie. I jednocześnie to jest też tak, że dyskutują trzy kraje, a nas — zresztą po raz kolejny — na takim szczycie nie ma. Premier mówi: „nie uznajemy decyzji szczytów, na których nas nie ma”. To jest wyświechtana formułka, ponieważ jeżeli te trzy kraje cokolwiek zdecydują, a Ukraina taki rodzaj planu zaakceptuje i ten plan trafi gdzieś do Trumpa, trafi gdzieś do Putina, to my naprawdę nie będziemy mieli nic do powiedzenia. Są różne powody tej marginalizacji. Nie zmienia to faktu, że w tej chwili sytuacja wygląda tak, że my bardzo Ukrainie pomogliśmy, rząd PiS bardzo pomógł, obecny rząd też bardzo pomaga. Jednocześnie mamy napięcie w relacjach z Załenskim i nie mamy większego wpływu na to, co się toczy dyplomatycznie i militarnie wokół jakiegoś możliwego zawieszenia broni między Zełenskim a Putinem. A coś tam się ewidentnie dzieje, bo też Zełenski pisze list do Putina, przyjmuje jakichś emisariuszy od Putina. Nas w tym nie ma — mówił Stankiewicz.
— Polska jest w tym momencie w ostatnim wagonie, nie w drugim wagonie, ale w wagonie ostatnim — mówił Jacek Gądek, nawiązując do słynnej podróży przywódców europejskich do Kijowa w maju 2025 r. Prezydent Francji Emmanuel Macron, kanclerz Niemiec Friedrich Merz i brytyjski premier Keir Starmer podróżowali razem, a Donald Tusk w osobnym wagonie. — To jest bardzo symboliczne. E3 się zbiera, czyli Wielka Brytania, Niemcy, Francja. Nie ma Polaka, nie ma premiera, nie ma polskiego reprezentanta. To jest widomy znak, że Polska się po prostu w tym nie liczy. To, że Zełenski wybiera Kiszyniów, żeby lecieć dalej na Zachód, to też jest bardzo symboliczne, ale z perspektywy Kijowa to Polska nie ma zbyt wiele do zaoferowania — mówił Jacek Gądek.
Czym jest „Stan Wyjątkowy”?
„Stan Wyjątkowy” to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutują o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i „Newsweeka” zapewniają słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulis polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.
Poniżej lista wszystkich dotychczasowych odcinków podcastu: