Podobno jak się chce rozśmieszyć Pana Boga, to najlepiej robić precyzyjne plany na przyszłość. Każdy wie, że wobec naszego zadufanego w sobie przekonania o własnej sprawczości transcendentna siła wyższa doznaje czegoś w rodzaju opozycyjnego wzmożenia i jest w stanie specjalnie odwrócić bieg rzeczy, byle nam, śmiertelnikom, uczynić wbrew.
Dziwne to w sumie założenie, bo wynikałoby z niego, że jednak nie jesteśmy wcale tacy kompletnie nieistotni, skoro się nami ta boska moc bądź osoba przejmuje, ale jeśli ludzie tak mówią, to coś w tym musi być. Inaczej by nie mówili. Wielki niemiecki filozof, jeden z najważniejszych twórców współczesnej hermeneutyki Hans-Georg Gadamer twierdził, że nie wolno lekceważyć przesądów, bo to właśnie w nich odkłada się zbiorowa mądrość i w żadnym razie nie biorą się one znikąd. Jeśli chcemy podjąć na serio trud rozumienia, powinniśmy skrupulatnie analizować wszystkie przekonania i zastanawiać się poważnie nad ich źródłami.
W Polsce ostatnio zrobiło się tak, że jak chcesz rozśmieszyć pana prezydenta, to przygotuj dobre prawo, żeby mógł je zawetować. Licznik bije niestrudzenie, tak samo jak prezydencka prawica, która nie ustaje w pisaniu czteroliterowego wyrazu pod najważniejszymi dla naprawy Polski — po ośmiu latach rządów Zjednoczonej Prawicy — projektami. Po wecie wobec ustawy o przyjęciu europejskiego programu SAFE to się nawet zawiesiła strona www.wetomat.pl, która zebrała już 28 sprzeciwów, co wziąwszy pod uwagę czas zaledwie dziesięciu miesięcy piastowania stanowiska, jest osiągnięciem wybitnym, jeśli za kryterium wybitności uznamy skuteczność torpedowania funkcjonowania ponoć umiłowanej ojczyzny.
Ostatnie lata nauczyły nas, że władza może wyrażać niezgodę również za pomocą innych środków, bo przecież można niektórych rzeczy w ogóle nie podpisać albo nie zatwierdzić. Można też nie przyjąć na przykład ślubowania od sześciorga wybranych przez Sejm nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. A gdyby ktoś zapytał „dlaczego?”, to bez wikłania się w zbędne wyjaśnienia wystarczy odpowiedzieć „bo nie”, pozostając w przestrzeni niedostępnego dla zwykłych zjadaczy chleba wyższego metafizycznego porządku.
Wierzę, że historia Trybunału Konstytucyjnego III RP zostanie porządnie przeanalizowana i opisana przez ekspertki i ekspertów. Mam nadzieję, że uwzględnią w swoich ujęciach figury tak egzotyczne jak Stanisław Piotrowicz oraz Krystyna Pawłowicz i że nie zabraknie tam błyskotliwej egzegezy ich wpisów w mediach społecznościowych — tu zwłaszcza poseł/sędzia/profesor Pawłowicz ma znaczący i niebanalny dorobek. Jestem przekonana, że w takim opracowaniu w indeksie rzeczowym najwięcej odniesień miałyby takie hasła jak „upolitycznienie”, „niszczenie” i „opieszałość”.
Gdy dziś spojrzeć na tę kluczową dla demokratycznego państwa prawa instytucję, to się robi dziwnie, bo zamiast poważnego Trybunału widzimy wydmuszkę, służącą do legitymizowania prezydenckich wet i do analizowania ustaw w trybie „kontroli następczej”. Okazuje się również, że może ona poszerzyć negacyjny potencjał Karola Nawrockiego. Konstytucjonaliści załamują ręce: może, wobec odmowy ze strony prezydenta, sędziowie powinni ślubować listownie? Albo może powinni zaopatrzyć się w megafony i wykrzyczeć słowa przyrzeczenia z dziedzińca pałacu prezydenckiego? Mogliby też pójść na mecz Lechii Gdańsk i wyskandować rotę ślubowania z trybun wprost do ucha głowy państwa. Prof. Ewa Łętowska sugeruje ocalenie powagi chwili dzięki przyrzeczeniu złożonemu wobec Zgromadzenia Narodowego.
„Powaga” wydaje się tu pojęciem kluczowym i coraz trudniejszym do osiągnięcia, bo posłowie PiS zażądali właśnie, żeby sędziowie Trybunału Konstytucyjnego zbadali zgodność z konstytucją procedury, wedle której wybrani zostali właśnie nowi sędziowie. Szkopuł w tym, że ci, którzy mają orzekać, zostali wybrani zgodnie z tą samą procedurą i też przez Sejm. Wychodziłoby więc na to, że coś, co za czasów PiS było w porządku, bo chodziło o to, że PiS wybierało do TK swoich, przestało być w porządku, kiedy inna większość parlamentarna robi dokładnie to samo.
W tej sytuacji już chyba nawet Pan Bóg się nie śmieje, a wszystkim innym robi się przykro i wymyślają kolejne plany B, C, D itd., żeby jakoś załatać te weta, razem z całą resztą znakomitych pomysłów na to, jak w niepewnych czasach jeszcze bardziej rozkołysać naszą łódkę. Nie będę udawała, że coś rozumiem, chociaż na wypadek gdybym jednak, przygotowałam sobie już kilka zapasowych wyjść z tej króliczej nory.

