Dostawała wiadomości, że obraża białą rasę. Kiedy była w ciąży, ktoś zagroził, że kopnie ją w brzuch. Pisali głównie młodzi chłopcy. — Jeden z nastolatków atakował nie tylko mnie, mojego męża, ale też synka. Zgłosiłam to na policję. Do dziś — minęło prawie pół roku — nie dostałam żadnej informacji zwrotnej — mówi Daria.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Bolesna lekcja wiedzy o polskim społeczeństwie — tak 21-letnia Milena mówi o doświadczeniu rasizmu. — Jestem atakowana jako biała kobieta wiążąca się z ciemnoskórym partnerem. I wbrew stereotypom nie hejtują mnie starsi mężczyźni, ale nastoletni chłopcy. Jeszcze dzieci.

Milena przyznaje, że przed związkiem z 25-letnim Dawidem myślała, że rasizm wśród młodych to obciach. Nie dowierzała, kiedy mieszkający w Londynie Dawid mówił, że znajomi przestrzegają go przed brunatniejącą Polską. Owszem, rasizm mógł go spotkać na Węgrzech, ale w Polsce? — Poznaliśmy się w pubie w Londynie i przez kilka tygodni byliśmy związkiem na odległość — wspomina. — Potem zaczęliśmy spotykać się na zmianę w Warszawie i Londynie. Dawid jest Brytyjczykiem w pierwszym pokoleniu. Jego rodzice przeprowadzili się z Nigerii. Jest wykształcony, prowadzi biznes w branży odzieżowej.

Pierwsze zetknięcie Mileny z — jak to nazywa — chłopięcym rasizmem to pierwsza wizyta Dawida w Warszawie. Odebrała go z lotniska, jechali metrem do centrum. Grupka nastoletnich chłopców przyglądała im się i chichocząc, robiła zdjęcia. Kolejny epizod: zabrała Dawida do modnego klubu techno reklamującego się w sieci jako miejsce wolne od rasizmu i homofobii. Krótko po wejściu do lokalu nastoletni chłopak zaczął ich obrażać. Milena nie chce przytaczać tego, co mówił. Streszcza to krótkim hasłem „N-word”, wywodzącym się od słowa „nigger”. — Dawid nie reagował, ale ja zaczęłam się bać — mówi Milena. — Nasze kolejne spotkanie w Warszawie zbiegło się z meczem Legii. W okolicy stadionu, na Powiślu, wynajęliśmy hotel. Być może zareagowałam nadmiarowo, ale bałam się, że wpadniemy w tłum wychodzących z meczu nastoletnich kibiców, i zastanawiałam się, czy nie przeczekać zakończenia imprezy na lotnisku. Na szczęście mecz zakończył się wcześniej.

Milena postanowiła sprawdzić, jak nastoletni chłopcy w Polsce traktują białe partnerki ciemnoskórych mężczyzn. W podpisie pod jednym ze zdjęć z chłopakiem przeczytała ostrzeżenie: „Nie miksuj!”.

Kopalnią informacji o nastoletnim rasizmie okazał się profil na platformie X zatytułowany NieDlaLewactwa. Jeśli wierzyć opisom, odbiorcami treści są nastoletni chłopcy i młodzi mężczyźni. Najczęściej komentują posty, w których pojawiają się związki międzyrasowe. Można przeczytać, że takim kobietom zależy tylko na „rolce papy między nogami Murzynów”. Że ich partnerzy są „ciemnoskórymi ubogacaczami kulturowymi” skupionymi na kradzieżach rowerów. Ślub ma być dla nich sposobem na zdobycie polskiego paszportu. Zależy im na upokorzeniu i zdominowaniu białych, wyuzdanych kobiet.

Na jednej ze stron poświęconych „białej supremacji” polskie partnerki ciemnoskórych są nazywane mało atrakcyjnymi, otyłymi i leniwymi. „Murzyni wiążą się z Rumunkami i Polkami, bo inne Europejki ich nie chcą” — twierdzą prowadzący stronę, a użytkownicy komentują: „Murzyn weźmie wszystko, co ma dziury!”, „Gruba locha z małpą, a zoofilia w Polsce jest zabroniona!”, „Nie boisz się, że czarny zniknie na przejściu dla pieszych?”.

Milena prześledziła kilka szczególnie aktywnych chłopięcych profili. Zauważyła, że przesyłają sobie — ilustrowane zdjęciami mieszanych par — ostrzeżenia: „Ta czarna zaraza szybko przychodzi. Jutro te małpy będą w Polsce, choć na razie wstrzymano ich sprowadzanie”.

Większość — jak o sobie mówią — „dumnych, młodych i białych” wrzuca na swoje media filmy z Grzegorzem Braunem. W jednym z nich Braun atakuje prowadzącego wykład o Holokauście prof. Jana Grabowskiego. W innym reaguje z entuzjazmem na warunkowe zwolnienie rasistowskiego zabójcy, Janusza Walusia: „Bogu niech będą dzięki!”.

— Nie spodziewałam się, że mój związek z Lethu będzie generować tyle hejtu. Pierwsze filmiki z jego udziałem dostawały same pozytywne reakcje — opowiada 24-letnia Aleksandra Moszczyńska, influencerka z ponad milionem obserwujących na Instagramie, Facebooku i TikToku. Jej rówieśnik, Lethu, nazywany przez nią Lechem, przyjechał z RPA do Polski na studia informatyczne. Poznali się pięć lat temu, kiedy Aleksandra rozkręcała swoje media społecznościowe. Skupiała się na ciałopozytywności, poradach z dziedziny makijażu, ale też mierzeniu się z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. Związek z Lethu był pierwszym, którym tak obszernie podzieliła się z obserwującymi. We Wrocławiu, gdzie wtedy mieszkali, nie budził sensacji. Ponad 300 km na wschód było już inaczej. Wybrali się busem do przyjaciółki mieszkającej na wsi pod Kielcami. Na jednym z przystanków do busa wsiadło trzech młodych chłopaków. Patrzyli na nich z niechęcią. Kiedy wychodzili, jeden z nich splunął na Lethu. — Serce mi pękło — mówi Aleksandra. — Na pierwszy rzut oka Lethu dobrze sobie z tym poradził, ale wiem, że mocno odbiło się to na jego psychice. Nie chciał o tym rozmawiać.

Codzienność napawała optymizmem. Kiedy wychodzili na spacer — mieszkali w Kielcach — sąsiedzi z osiedla serdecznie ich witali i chwalili, że Lethu coraz lepiej mówi po polsku. W rzeczywistości wirtualnej było inaczej. Hejt nasilił się, kiedy zaszła w ciążę. Rasistowskie komentarze uderzały nie tylko w jej partnera, ale też w nią. Najczęściej pojawiały się ordynarne wyzwiska, ale też przestrogi: „Jesteś przyszłą samotną matką, jest z tobą dla paszportu, zdradza cię”. Ktoś nasłał na nich kontrolę Straży Granicznej. Funkcjonariusze sprawdzili, że Lethu ma wszystkie niezbędne dokumenty i zgody. — Jestem w otoczeniu najbliższych i również dzięki temu dobrze sobie radzę z hejtem — mówi Aleksandra. — Lethu zdecydowanie rzadziej pojawia się w moich social mediach. Hejt mocno odbił się na jego zdrowiu psychicznym. Jest w trakcie terapii, rozmawia też codziennie przez WhatsAppa ze swoimi bliskimi z RPA.

Najgorsza otrzymana przeze mnie rasistowska wiadomość? Byłam w ciąży i ktoś napisał do mnie: „Kiedy wpadnę na ciebie na ulicy, kopnę cię w brzuch” — mówi 28-letnia Daria Ebiare, nauczycielka angielskiego w warszawskiej szkole podstawowej. I dodaje: — Wcześniej dostawałam standardowe: „Nie macie prawa tu być”, „Hitler wiedział, co robi”, „Obrażasz naszą rasę”.

Daria przyznaje, że nie spodziewała się, że polski hejt może rykoszetem uderzyć w partnerkę ciemnoskórego mężczyzny. Studiowała anglistykę i bezpieczeństwo wewnętrzne w Akademii Policji w Szczytnie. Na zakończenie studiów napisała pracę magisterską o rasizmie. Dziś być może poszerzyłaby ją o perspektywę białej kobiety. W jej przypadku: smutek, że ktoś może nienawidzić człowieka tylko z powodu jego koloru skóry. Jej mąż, 25-letni Chris, w Nigerii grał zawodowo w piłkę nożną. Przez dwa lata trenował na Cyprze. Miał szansę na karierę sportową w Ukrainie, ale tuż po jego przyjeździe wybuchła tam wojna. Uciekł przed nią, jak setki Ukraińców, do Warszawy. I — wbrew stereotypom, że czarnoskóry wiąże się z białą kobietą dla paszportu — cierpliwie poddawał się kolejnym procedurom prawno-administracyjnym uprawniającym go do pobytu w Polsce. — Spotkaliśmy się dzięki aplikacji randkowej — wspomina Daria. — Dzieliło nas ponad 200 km, ale szybko postanowiliśmy być razem. Rodzice błyskawicznie zaakceptowali mój wybór. Bracia — najmłodszy ma 14 lat — przyjęli Chrisa z otwartymi ramionami.

Chris pojawił się również na jej TikToku. Obserwuje ją kilkadziesiąt tysięcy osób, ale jeden z filmików z Chrisem stał się viralem i wygenerował prawie 2 mln wyświetleń. Daria żartobliwie tłumaczy w nim: „Mój mąż jest Nigeryjczykiem, więc to oczywiste, że nigdy nie będę mieszkać ze swoją teściową”.

— Autorami rasistowskich komentarzy pod filmikiem byli — wnioskując z ich profili — chłopcy. Rówieśnicy mojego najmłodszego brata — mówi Daria. — Ci sami chłopcy ustawiali jako swoje zdjęcie profilowe fotografie ciemnoskórych raperów: Travisa Scotta, Kanye Westa, Tupaca czy Snoop Dogga. Jeden z nastolatków atakował nie tylko mnie, mojego męża, ale też synka. Zgłosiłam to na policję. Do dziś — minęło prawie pół roku — nie dostałam żadnej informacji zwrotnej.

Początkowo dyskutowałam z hejterami. Protestowałam, kiedy pod moimi postami z Silasem wrzucali rasistowskie hasła, a mnie wyzywali od „szonów”. Szybko jednak doszłam do wniosku, że to walka z wiatrakami — mówi 27-letnia Oliwia Mamzer. O to, co znaczy „szon”, zapytała kuzynkę z Polski. Nie jest na bieżąco z nastoletnim slangiem. Pochodzi z Wałcza, ale od dziecka mieszka w Londynie, gdzie tuż po wejściu do UE przeprowadziła się razem z mamą i ojczymem. Pracuje jako stylistka i w branży nieruchomości. Z 27-letnim Silasem — ciemnoskórym Anglikiem o korzeniach jamajskich — jest od sześciu lat. Przez ten czas byli kilka razy w Wałczu, a Silas stał się ulubionym wnukiem jej babci. — Zdarzało się, że ktoś ukradkiem robił nam zdjęcia, ale nigdy prosto w oczy nie usłyszałam tego, co mogę przeczytać na swoich social mediach. Czyli: „Po co ci czarny? Dlaczego nie jesteś z Polakiem? Powinnaś się wstydzić!” — mówi Oliwia.

Podobnie jak studentka dziennikarstwa Milena również Oliwia przejrzała profile najbardziej aktywnych hejterów. Oprócz podobnych zainteresowań, czyli czarnego rapu, mieli wśród obserwujących profile Grzegorza Brauna. I Sławomira Mentzena, który reklamował swój browar spotem reklamowym z ciemnoskórym mężczyzną zachwalającym jego piwo o nazwie White IPA Matters. Niedawno również wrzucił na swoje social media — co poniosło się dalej — zdjęcia gromadzących się pod meczetami w Polsce wyznawców islamu. Podpisał je: „Trzeba natychmiast zamknąć granicę dla imigrantów z państw muzułmańskich! To jest ostatnia szansa. Trzeba rozpocząć deportacje, zamiast próbować ich integrować!”. — Większość rasistowskich wpisów nastoletnich chłopaków to echo haseł Mentzena — mówi Oliwia. — Dla nich każdy ciemnoskóry jest wyznawcą islamu i powinien być deportowany. Nie rozumieją, że Silas jest chrześcijaninem, a chrześcijaństwo jest dominującą religią na Jamajce. Powtarzają za Mentzenem hasła o mieszkańcach Afryki, którzy — wciskając się do Polski — zabierają im nie tylko pracę, ale też kobiety. Uważają, że jestem jedną z nich, tymczasem Silas ma paszport brytyjski. I dobrą pracę w Londynie.

Oliwia Mamzer, obserwując rasistowskie wpisy, zauważyła, że milkną, kiedy wrzuca na TikTok filmiki, w których Silas słucha polskiego rapu: Donguralesko, Firmę, Oki czy White 2115. Przychylnych komentarzy jest jeszcze więcej, kiedy filmy, na których próbuje rapować po polsku, udostępniają twórcy hip-hopu, Bedoes i Malik Montana. — To dobry sposób na dotarcie do młodych chłopaków i przekonanie ich, że nie powinni wierzyć we wszystko, co słyszą od internetowych guru — mówi Oliwia Mamzer.

— Dzieci szybko się uczą. Również tego, co złe. Warto do nich dotrzeć, zanim zrobi to ktoś inny — dodaje Daria Ebiare. W warszawskiej szkole podstawowej, w której uczy angielskiego, nie ma ciemnoskórych dzieci. Uczniowie z jednej z niższych klas zapytali ją, czy osobom ciemnoskórym najbardziej pasują broda i warkoczyki. — Jako dowód na to, że nie wszyscy noszą warkoczyki, pokazałam zdjęcie męża — mówi Daria. — Wiem, że starsi uczniowie podglądają mnie na platformach społecznościowych i widzieli hejterskie komentarze do mojego viralowego filmu z TikToka. Jestem gotowa o tym z nimi porozmawiać, ale na razie nikt tego nie poruszył.

Aleksandra Moszczyńska wrzuciła na swoje kanały w social mediach serię filmów z pobytu w RPA u rodziny Lethu. Pokazała m.in. piękny dom, w którym wychowywał się jej mąż, uniwersytet, na którym studiuje jego brat, południowoafrykański grill, street food i SPA, w którym zabiegi są oferowane matkom i córkom. — Przed pojawieniem się tej serii filmów dostawałam mnóstwo komentarzy typu: w Afryce żyją w lepiankach, pokonują kilometry w poszukiwaniu wody. Po vlogach o RPA w komentarzach zakończył się temat afrykańskiej biedy — mówi Aleksandra.

Milena nie ma siły mierzyć się z chłopięcym rasizmem. W tym roku kończy pierwszy stopień studiów i przeprowadza się do Chrisa. Drugi stopień zaliczy na uniwersytecie w Londynie. — Rasizm w końcu wyleje się z internetu na ulicę — mówi. — Dzisiejsi chłopcy pójdą do wyborów. Jeśli nikt się nimi nie zajmie, bojąc się zabierających ich kobiety „innych”, zagłosują na skrajną prawicę. „N-words” będą wtedy najmniejszym problemem.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version