W przekazach medialnych w ostatnich dniach dominowały doniesienia o konflikcie w PiS, tymczasem napięcia ujawniły się także w koalicji rządzącej. A konkretnie między Polską 2050 — czyli grupą posłów skupionych wokół Szymona Hołowni i Katarzyny Pełczyńskiej Nałęcz — a resztą tworzących rząd partii.
Skupiają się one głównie wokół wybranej z list tej partii do Sejmu ministry klimatu Pauliny Hennig-Kloski, przeciw której prawicowa opozycji złożyła wniosek o wotum nieufności. Musi być on głosowany do końca kwietnia. Paulina Hennig-Kloska po przegranych wyborach na przewodniczącą Polski 2050 odeszła z partii i założyła nowy klub parlamentarny Centrum. Teraz Polska 2050, jak wynika m.in. z ustaleń Polskiej Agencji Prasowej, skłania się raczej do tego, by zagłosować za jej odwołaniem.
Gdyby do tego doszło, oznaczałaby to najpewniej koniec koalicji i konieczność budowy rządu mniejszościowego. W takiej sytuacji posłowie Polski 2050 mieliby złożyć wniosek o odwołanie Włodzimierza Czarzastego z funkcji marszałka Sejmu i zastąpienie go ponownie Hołownią, do czego z całą prawicą i partią Razem mogliby uzbierać większość. Rząd mniejszościowy zawsze jest trudnym rozwiązaniem, a z wrogim prezydentem — już w ogóle. Gdyby do tego doszedł nieprzychylny marszałek Sejmu, rządzenie zamieniłoby się w koszmar.
Zagłosują odpowiedzialnie?
Polska 2050 utraciła niemal całe poparcie — sondażowa średnia wynosi obecnie 1,5 proc. Ma garstkę członków, nie ma za to niemal żadnych istotnych krajowych struktur. W zasadzie należałoby ją określić mianem „partii fantomowej”. Wciąż ma jednak asa w rękawie: 15 posłów. I dzięki temu, zza politycznego grobu, jest w stanie prześladować premiera Tuska i marszałka Czarzastego.
Czy premier i marszałek Sejmu faktycznie mają powody do niepokoju? Wyraźnie uaktywnił się ostatnio Szymon Hołownia — odkąd ustąpił z funkcji marszałka Sejmu, był niezbyt aktywny. 20 kwietnia na swoim koncie na portalu X napisał: „Jak zagłosuję, jak zagłosujemy? Odpowiedzialnie. Nie nad takim czy siakim nazwiskiem. Nad stabilnością Polski”. Zapewnił też, że Polska 2050 nie wyrzuci marszałka Czarzastego z jego gabinetu.
Trudno jednak poczuć się uspokojonym tą deklaracją, biorąc pod uwagę, że pada ona pośrodku całkiem sporej, zwłaszcza jak na rozmiary postu na X, litanii skarg pod adresem minister Hennig-Kloski i atmosfery w koalicji. O tej pierwszej Hołownia pisze, że „wystrzeliła na orbitę geostacjonarną i wydaje jej się, że jest już zbyt ważna, by chodzić do Sejmu i tłumaczyć się posłom”. A według Hołowni ma z czego: „z »Czystego powietrza«, podejrzanych historii w BOŚ, czy przedziwnego usunięcia szefa PAN, profesora biologii, z Rady Nadzorczej WFOŚ w Białymstoku”.
Post Hołowni był odpowiedzią na słowa jego byłej koleżanki z klubu posłanki Aleksandry Leo, która stwierdziła — też nie pomagając w ten sposób koalicji — że Polska 2050 powinna przestać „fikać”, bo i tak zagłosuje za Hennig-Kloską. I to z „podkulonym ogonkiem”. „Oczami duszy widzę już ten dialog na sali, tuż po głosowaniu: Posłanka Aleksandra Leo do mnie: »Dobry piesek«. Ja do posłanki Leo: »Olu, karma wraca« — zakończył swój wpis Hołownia.
Mimo wszystkich tych „uprzejmości” trudno uwierzyć, by Hołownia i Pełczyńska-Nałęcz faktycznie zdecydowali się na ruch, który mógłby skończyć się zerwaniem koalicji. Po co więc publicznie hamletyzują w sprawie wniosku o wotum nieufności dla ministry rządu, który współtworzą?
Za późno na tak ostrą grę
Można przypuszczać, że jest to taktyka mająca po pierwsze załatwić jakieś konkretne, ważne dla Polski 2050 sprawy w rządzie, a po drugie pozwolić Polsce 2050 odróżnić się od reszty koalicji. Bo problem tej partii wynika w dużej mierze z tego, że mając bardzo podobny elektorat do Koalicji Obywatelskiej, zlała się z większym partnerem. I nie potrafiła przedstawić wyborcom żadnego dobrego powodu, dla którego mieliby głosować właśnie na Polskę 2050, a nie partię Tuska.
Problem w tym, że na tak ostrą grę jest już zwyczajnie za późno. Taką taktykę trzeba było przyjąć — jeśli w ogóle — na samym początku koalicji. Wtedy Hołownia ciągle miał przy sobie wyborców, których mógłby w ten sposób utrzymać. Dziś wyborcy albo zostali przejęci przez KO — i na pewno nie wrócą do Polski 2050 w nagrodę za to, że ta wchodzi w spór z Tuskiem. Albo przeszli do Konfederacji — i najpewniej nie chcą popierać w tej chwili żadnej z rządowych partii.
Mocno stawiające się ugrupowanie, praktycznie bez poparcia, nie może też liczyć na wyrozumiałość silniejszych partnerów. Owszem, ma ciągle 15 posłów, na których wisi rządowa większość — pytanie, jak wielu z nich w sytuacji przesilenia byłoby gotowych wyjść z koalicji? Tym bardziej że Polska 2050 nie ma dokąd pójść. Jej wyborcy nigdy nie głosowali na partię, która miałaby układać się z prawicą. Przejście do obozu prawicowej opozycji byłoby sprzeniewierzeniem się mandatowi.
Po drugiej stronie nikt też na posłów Polski 2050 nie czeka — ani PiS, ani Konfederacja do niczego nie są potrzebni na listach. Może gdyby powstawała formacja Morawieckiego, to posłowie Polski 2050 mogliby z nią szukać porozumienia. Jednak groźba rozłamu w PiS została przynajmniej na jakiś czas zażegnana.
Jednocześnie w polityce często decydują nie racjonalne kalkulacje — czy to partyjne, czy indywidualne — a emocje. A tych w sporze wokół ministra Hennig-Kloski nie brakuje i mogą się one wymknąć spod kontroli.
Klęska Hołowni, problem Tuska
Hołownia w ramach swojej ostatniej aktywności wezwał też Tuska, by już zaczął myśleć o przygotowaniu własnej sukcesji. Trudno oprzeć się poczuciu głębokiej ironii, gdy takie słowa wypowiada były lider Polski 2050.
Szymon Hołownia był bowiem dobrym marszałkiem Sejmu, ale jako lider partii nie sprawdził się zupełnie. Nie tylko roztrwonił poparcie Polski 2050, ale nie potrafił też stworzyć warunków do cywilizowanej sukcesji. Partia, nie mogąc wybrać nowej przewodniczącej, ostatecznie pękła i podzieliła się. Teraz trawiący ją konflikt rozszerza się na całą koalicję i w najgorszym wypadku może zagrozić jej przetrwaniu. Hołownia jako lider Polski 2050 ponosi polityczną odpowiedzialność za ten stan rzeczy.
Klęska Hołowni jako lidera partyjnego jest obecnie problemem rządu. Donald Tusk musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zarządzać masą upadłościową po koalicjancie. Celem jest oczywiście utrzymanie rządowej większości i przekonanie posłów — dziś bez szans na reelekcję — do zgodnej pracy na rzecz realizacji programu, do którego realizacji się zobowiązali. Od obu stron wyborcy koalicji oczekują, że znajdą jakaś rozwiązanie. Zanim to się stanie, nie raz nie dwa zobaczymy, jak między partnerami iskrzy.