— To, co wyprawia na forum Unii Europejskiej, to jest po prostu wstyd i sromota. A to, co zrobił ostatnio w Jedwabnem, pokazuje tylko, że ten człowiek gotów jest zrobić absolutnie wszystko — mówi o Grzegorzu Braunie w „Rachunku sumienia” ksiądz Wojciech Lemański.
— Jak ksiądz ocenia działania takiego polityka jak Grzegorz Braun, który każde swoje wystąpienie zaczyna od słów „Szczęść Boże” i Boga ma na ustach? — pyta Tomasz Sekielski.
— To jest niezwykle inteligentny człowiek, który zna wartość słów. I to jest ten czynnik, który przemawia przeciwko niemu — odpowiada ksiądz Lemański. Jego zdaniem Grzegorz Braun doskonale zdaje sobie sprawę, z wagi swoich działań i ich potencjalnych skutków. — O innym moglibyśmy powiedzieć, że chlapie językiem. Nie wie, co mówi. A on dobrze wie, co mówi. Dobrze wie, co robi. To podbija mu publicity. To sprawia, że się o nim wspomina — tłumaczy.
— Dla mnie to jest wielki szkodnik. Szkodnik Kościoła, z którym się on przecież jakoś utożsamia — ocenia ks. Lemański. Duchowny podkreśla przy tym, że „Kościół się od niego nie odcina, bo nie odcinamy się od nikogo”. — Każdy ma prawo do tego kościoła przyjść, posłuchać i powiedzieć, co sądzi na temat kaznodziei, biskupa czy nawet papieża. To jest jego prawo. Natomiast on jest wielkim szkodnikiem naszego kraju. To, co wyprawia na forum Unii Europejskiej, to jest po prostu wstyd i sromota. To, co zrobił ostatnio w Jedwabnem, pokazuje tylko, że ten człowiek gotów jest zrobić absolutnie wszystko — uważa ks. Lemański.
Grzegorz Braun zakłócił obchody rocznicy zbrodni w Jedwabnem
W dniu obchodów rocznicy pogromu 10 lipca Grzegorz Braun i Robert Bąkiewicz zorganizowali w Jedwabnem wiec i odsłonili portrety kilku osób opisanych jako „zdrajcy narodu polskiego”. Pojawiły się wśród nich wizerunki byłych prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego, ale również naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha i Jana Tomasza Grossa, autora słynnej książki o pogromie „Sąsiedzi”.
— [Ta książka], przy wszystkich jej mankamentach, dała impuls do tego, żeby oczy Polaków otworzyły się na perspektywę oprawców, a nie ofiar. Przyznam szczerze, że dla mnie — wtedy już bardzo dobrze dorosłego mężczyzny — to było jak kubeł zimnej wody — mówi o wrażeniach z lektury „Sąsiadów” ks. Lemański.
Wydana w 2000 r. książka Grossa była pierwszym wyczerpującym opisem mordu, jakiego polscy mieszkańcy Jedwabnego dokonali 10 lipca 1941 r. na Żydach z miasteczka. Zostali oni wypędzeni z domów, byli maltretowani, po czym zamknięto ich w stodole, a budynek podpalono. Publikacja wywołała w Polsce gorącą debatę o historii II wojny światowej. Jednym z jej efektów było śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej i liczne badania historyczne na temat zbrodni w Jedwabnem i innych pogromów na Żydach w tym rejonie. Z ustaleń wynika, że Polacy byli inspirowani do działania przez Niemców. Według śledczych w Jedwabnem zginęło co najmniej 340 Żydów, większość historyków podaje jednak wyższe szacunki (sam Jan Tomasz Gross pisał o 1600 ofiar, ale liczba ta nie znajduje potwierdzenia).
— Byłem w tym roku w parafiach w Radziłowie, Wąsoszu i Szczuczynie. To są miejsca, gdzie były podobne albo jeszcze gorsze pogromy Żydów [także w lipcu 1941 r. — przyp. red.]. To nie jest tak, że Jedwabne było najgorszym pogromem albo najważniejszym. Uważam, że można nawet powiedzieć, że w jakiś sposób mieszkańców Jedwabnego skrzywdziliśmy tym, że cała nasza uwaga jest skierowana tylko na to miejsce — wskazuje ks. Lemański
— Jedwabne stało się pewnym symbolem — zauważa Sekielski.
— Symbolem prawdopodobnie już zostanie. Ale opowieść o tych innych miejscach byłaby przywróceniem pamięci tych innych ofiar, bo tam też zostały zamordowane setki [ludzi], czyli właściwie prawie wszyscy mieszkańcy tych sztetli miejscowych. Otóż ja rozmawiam z tymi proboszczami i są wobec mnie otwarci, bardzo życzliwi. To są rozmowy, o których zawartości nie będę mówił publicznie. Natomiast oni mówią najczęściej tak: „my się cieszymy, że ksiądz jest, że ksiądz tam idzie, że ksiądz modli się razem z nimi. Ale niech nas ksiądz zrozumie, my tutaj jesteśmy na stałe, a ksiądz przyjeżdża dwa, trzy razy w roku. I dla nas to jest trudne” — relacjonuje ks. Lemański.
— Nie za bardzo rozumiem, dlaczego lokalny ksiądz, zamiast pokazać tej społeczności, jak należy się zachować, wybiera spokój — wtrąca Sekielski.
— Pojechałem nie tylko do tych proboszczów. Pojechałem do miejscowej kurii diecezjalnej [w Łomży]. Pojechałem również do urzędów miast. Tych właśnie miast, gdzie się te pogromy dokonały. I oni wszyscy mnie bardzo życzliwie przyjmowali. Proponowałem, żebyśmy w tym roku — poza tą hucpą, która już była zaplanowana przez [Brauna i Bąkiewicza] — spotkali się w rocznicę pogromu w Radziłowie, który miał miejsce 7 lipca 1941 r. albo w rocznicę pogromu w Wąsoszu, strasznego, krwawego pogromu dokonanego nocą z 5 na 6 lipca 1941 r. Żebyśmy się spotkali właśnie w tych miejscach i tam wspomnieli tych zamordowanych i uczcili ich chwilą pamięci. I oni mówili: „odpowiemy księdzu za jakiś czas, bo pana burmistrza nie ma”. A potem mówili: „pan burmistrz się do tych obchodów nie przyłączy” — opowiada ksiądz Lemański. Ostatecznie wybrał się do tych miejsc na własną rękę. Towarzyszyło mu kilkadziesiąt osób.
Grzegorz Braun w Jedwabnem. „Oprawcom postawił krzyż”
Ksiądz Lemański przyznawał, że działania Grzegorza Brauna — stawianie krzyża w pobliżu miejsca, w którym zamordowano jedwabieńskich Żydów, używanie zwrotu „Szczęść Boże” — budzą skojarzenia z Kościołem. — Przecież on nie postawił [w Jedwabnem] swastyki czy gwiazdy Dawida, tylko postawił krzyż. Zrobił coś, co mnie poruszyło. Bo wie pan, co się stało w tamtej stodole? A wie pan, kto stał wokół stodoły? — pyta ks. Lemański.
— Wiem — przyznaje Sekielski.
— Oprawcy. A on na zewnątrz tym oprawcom postawił krzyż. Czyli teraz mamy w środku mogiły, a na zewnątrz krzyż jako znak oprawców — mówi Lemański.
Europoseł Grzegorz Braun i poseł Konfederacji Korony Polskiej Roman Fritz przy krzyżu, który postawili w Jedwabnem 10 lipca
Foto: Michał Zieliński / PAP
— Zrobił nam taką „przysługę”. Nam wszystkim, czyli katolikom, przedstawicielom Kościoła i całej polskiej rzeczywistości. Taką nam zgotował sytuację, jak była na żwirowisku w Auschwitz — mówi Lemański. To nawiązanie do sytuacji z końca lat 90., kiedy próba przeniesienia krzyża z leżącego tuż obok byłego obozu Auschwitz terenu spotkała się z oporem i doprowadziła do gorącego konfliktu trwającego wiele miesięcy.
— Potem tych krzyży było całe mnóstwo. Ile trzeba było czasu potem, żeby ten węzeł rozwiązać? A tutaj [Grzegorz Braun] z dnia na dzień postawił nam następne [krzyże] — zauważa ks. Lemański.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.






