Kult Bandery trwa dzięki Rosji.  „W domu rodzinnym powstało muzeum”

Do przywrócenia Stepana Bandery jako głównego symbolu walki o niepodległość Ukrainy przyczynił się przede wszystkim Putin — mówi historyk i politolog dr. hab. Tomasz Stryjek.

Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Tomasz Stryjek: Kiedy Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów przeprowadza udany zamach na Bronisława Pierackiego, polskiego ministra spraw wewnętrznych w 1934 r. Dwa lata później rusza w Warszawie proces 12 działaczy, w tym Bandery. Prawo wówczas nie dawało możliwości odpowiadania na pytania sędziego w języku mniejszości narodowych. Trzeba było mówić w języku urzędowym, czyli polskim. Natomiast on zaczyna zeznawać po ukraińsku. To był ten moment, w którym opinia publiczna w II RP dowiedziała się, kim jest Bandera, a Ukraińcy ujrzeli w nim bohatera, który przeciwstawiał się okupacyjnemu państwu, reprezentanta idei niepodległościowej i krwawej strategii walki o jej realizację. Gdy zaczął odsiadywać wyrok, był już legendą, symbolem OUN. Organizacja przygotowywała nawet próbę odbicia go z więzienia, ale została ona wykryta i udaremniona.

Wśród przedstawicieli młodego pokolenia ukraińskiej mniejszości w Polsce dominowało wtedy poczucie, że dopóki istnieje reżim sanacyjny, ani oni osobiście, ani sprawa ukraińska jako całość nie mają przed sobą perspektyw. Warto wspomnieć, że państwa ententy naciskały na Polskę po zakończeniu I wojny światowej, żeby nadała status autonomii trzem województwom Galicji Wschodniej. Bezskutecznie. Ukraińcy uznali brak takiego rozwiązania za złamanie międzynarodowych zobowiązań Rzeczypospolitej.

Do tego w II RP w porównaniu z czasami, kiedy Galicją rządzili Austriacy przed 1918 r., pogorszył się stan szkolnictwa ukraińskojęzycznego. To wszystko sprzyjało temu, że Bandera obrał strategię radykalną i nie był w tym bynajmniej odosobniony. Chorwackie i macedońskie ruchy niepodległościowe również sięgnęły po terror antypaństwowy.

­— OUN starała się wygrać dla siebie i sprawy ukraińskiej niepodległości konflikt hitlerowsko-sowiecki. Dla Bandery współpraca z Niemcami była działaniem wyłącznie strategicznym.

— Zaskoczyli tym Niemców. Siły ukraińskie znalazły się w opuszczonym przez Sowietów Lwowie kilka godzin przed wejściem do miasta głównych sił niemieckich. I wykorzystując okazję, proklamowały powstanie swojego państwa. Chciały tym pokazać, że to one są gospodarzami na tym terenie.

— Tak. Stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny. Ale doszło do jeszcze jednej zmiany, został mocniej zauważony przez ZSRR. W 1941 r. władze radzieckie zaczęły działania propagandowe mające utożsamić Banderę ze zdradą ZSRR, Słowian oraz bratniego sojuszu ukraińsko-radzieckiego. Jego nazwisko wprost utożsamiano z wyparciem się tożsamości ukraińskiej oraz poplecznictwem nazizmu. I utrzymywano to w propagandzie, raz mocniej, a raz słabiej, aż do końca ZSRR.

Rewolucja, którą uruchomił, czyli powstanie rządu pod przewodnictwem Jarosława Stećki i przyjmowanie przez Ukraińców wkraczających wojsk niemieckich, odbywała się pod jego imieniem. Był bohaterem, do którego odwoływały się wprost powstające komitety władzy w terenie.

Jednocześnie towarzyszyła temu ostra rozprawa z przedstawicielami różnych mniejszości, które zostały oskarżone o zdradę w stosunku do sprawy ukraińskiej.

— Tak, te pogromy Żydów odbyły się we Lwowie w pierwszych paru dniach następujących między powołaniem rządu Stećki 30 czerwca 1941 r. a jego aresztowaniem przez Niemców.

— Pogromy 1941 r. to skomplikowany problem. Należy je rozpatrywać nie tylko w kategoriach ludowych uprzedzeń do Żydów oraz upowszechnienia ideologicznego antysemityzmu, ale także odwetu za represje sowieckie. Odwetu rzecz jasna jedynie symbolicznego, bowiem Żydzi jako naród nie byli odpowiedzialni za sowietyzację tego kraju przez poprzednie dwa lata. Chęć zemsty na Sowietach jako okupantach i identyfikacja komunizmu z Żydami były rozpowszechnione. Niemcy inspirowali i mocno popierali te działania. A nazwisko Bandery podczas nich bywało używane jako hasło symbolizujące jedność ruchu.

— W stosunku do Niemców frakcja Bandery zaczęła stosować strategię na przeczekanie. Nie współpracowała z nimi, ale też nie prowadziła działalności zbrojnej przeciwko nim. Jej głównym wrogiem był ZSRR. Niemcy byli traktowani jako sojusznik, który zawiódł. Ta strategia była utrzymywana do początku 1943 r. W tym czasie Bandera był aresztowany, jego bracia trafili do Auschwitz.

— Podstawowym celem UPA było opanowanie terenu przed powracającą armią sowiecką w 1944 r. Było jasne, że Polacy będą przeszkodą dla Ukraińców, bo zaczną robić to samo, co UPA, czyli przedstawiać się wobec Sowietów jako pełnoprawni gospodarze na danym terenie. Zatem, jak rozumowali Ukraińcy, skoro ziemie te należały przed wojną legalnie do Polski, Polacy odzyskają je i stanie się to z pomocą dyplomatyczną mocarstw zachodnich. Dlatego w UPA uznano, że trzeba się ich pozbyć ze spornego terenu. Zatem cel UPA był przede wszystkim wojskowy. W czasie zbrodni UPA na Polakach, a także odwetowych zbrodni jednostek polskich na Ukraińcach, niejednokrotnie wykrzyczano nazwisko Bandery.

— Zniknął także z publicznej przestrzeni w ZSRR.

Kiedy Sowieci skończyli rozprawę z UPA w 1950 r., jego nazwisko znikło. To działanie było logiczne dla propagandystów działających w państwie typu totalitarnego — bezpieczniej było wygasić pamięć o takiej postaci, kiedy już uporano się z problemem jej oddziaływania.

— W Ukrainie Zachodniej tak, bo skala UPA była tu duża, należało do niej w pewnym momencie ponad 40 tys. ludzi. Pamięć o Banderze utrzymywała się przez kilka pokoleń, zwłaszcza że terror stalinowski doprowadził do wielu ofiar wśród Ukraińców w tej części kraju.

— Tak, najwyraźniej rządzący Związkiem Sowieckim w latach 1956-1964 Nikita Chruszczow uznał, że należy zlikwidować Banderę jako symbol walki o państwo ukraińskie. Lider OUN został przywrócony do pamięci zbiorowej dopiero, gdy zaczął walić się Związek Radziecki — znów stał się symbolem sprawy niepodległościowej. Oczywiście wtedy już nie było mowy o walce zbrojnej, chodziło tylko o historyczny punkt odniesienia.

W latach 90. wydawano o nim książki oraz prace naukowe, potem w Ukrainie Zachodniej powoli zaczęły się pojawiać pomniki i pojedyncze ulice jego imienia. W domu rodzinnym powstało muzeum. Natomiast w polityce nacjonalizm ukraiński, nawiązujący do OUN, był na tyle słaby, że istniejące dwie partie polityczne, czyniące jego nazwisko jednym ze swoich symboli, w skali kraju razem nie przekraczały paru procent poparcia wyborczego.

— Do przywrócenia Bandery jako głównego symbolu walki o niepodległość Ukrainy przyczynił się przede wszystkim Putin. Gdyby nie działania rosyjskie, na które Ukraińcy odpowiedzieli dwiema rewolucjami, czyli pomarańczową a później Euromajdanem, oraz trwająca od 2014 r. otwarta agresja rosyjska, pamięć o Banderze nie byłaby tak nośna. Zwłaszcza Euromajdan był zrywem, podczas którego zaczęto masowo używać symbolu Bandery. Po tej rewolucji nastąpił przełom w całym kraju w podejściu do tej postaci.

— Rewolucje w XXI w. mają to do siebie, że są silnie powiązane z mediami społecznościowymi, symbolami kultury popularnej, a także kreacją kolejnych przekazów w postaci memów, wpisów w sieci, wlepek, przyśpiewek. Świetnym przykładem tej kulturowej przemiany roli odgrywanej przez symbol Bandery w społeczeństwie ukraińskim stała się piosenka „Ojciec nasz Bandera, Ukraina matka”.

— Tego rodzaju utwory towarzyszą dziś uczestnikom wieców, spotkań politycznych jako forma mniej lub bardziej symbolicznej integracji, autoidentyfikacji czy rozrywki. W efekcie w powszechnych odczuciach Bandera stał się symbolem jedności w walce przeciwko Rosji. Nie ma w tym żadnych ukrytych znaczeń skierowanych przeciwko Polsce, jak niektórzy u nas nadal uważają. Zaczął też być wykorzystywany w celach komercyjnych, bo na Banderze daje się dziś zarobić. Ubrania z jego wizerunkiem wypuszczają na rynek wewnętrzny najbardziej znane rodzime firmy modowe. Jego wizerunki mają narodowe oraz antyimperialne znaczenie, znajdują się m.in. na torbach przeznaczonych do codziennego użytku w kolorze jednocześnie czarnym i różowym oraz towarzyszy im napis „Daddy Bandera”. O ile dla społeczeństw państw bałtyckich, a także dla gruzińskich i białoruskich kręgów antyputinowskich, ten kontekst i humor są zrozumiałe, o tyle dla Polaków, ze względu na inne doświadczenia historyczne już nie. Nikogo to w Polsce nie bawi, a najczęściej przeciwnie — wręcz oburza.

— Tak, ta postać budzi u naszych sąsiadów spory, ale jednoznacznie krytyczne opinie o Banderze w Ukrainie pojawiają się przede wszystkim jako głosy z Europy Zachodniej i Polski. Dla nas to symbol frakcji OUN-B, która stworzyła UPA, ta zaś popełniła zbrodnie na Polakach. Choć jak wiemy, sam Bandera w tym nie uczestniczył. Dla Ukraińców jest symbolem nieugiętości, oporu i walki o własną państwowość.

*Dr hab. Tomasz Stryjek — historyk i politolog z ISP PAN, badacz współczesnych dyskursów narodowych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz stosunków ukraińsko-polskich w XX i XXI w.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version