Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Tornada w USA skupiły się na Missisipi. Kilkunastu rannych

Tornada w USA skupiły się na Missisipi. Kilkunastu rannych

7 maja, 2026
Sondaż CBOS. Konfederacja depcze po piętach PiS-owi. Lider bez zmian

Sondaż CBOS. Konfederacja depcze po piętach PiS-owi. Lider bez zmian

7 maja, 2026
Majmurek: Karol Nawrocki zagrywa swoją ustawą. Pułapka się domyka

Majmurek: Karol Nawrocki zagrywa swoją ustawą. Pułapka się domyka

7 maja, 2026
Karol Nawrocki ogłosił referendum. Znamy uzasadnienie i co będzie na karcie oprócz pytania – Wprost

Karol Nawrocki ogłosił referendum. Znamy uzasadnienie i co będzie na karcie oprócz pytania – Wprost

7 maja, 2026
Ceny paliw 8 maja. Jest obwieszczenie resortu energii – Biznes Wprost

Ceny paliw 8 maja. Jest obwieszczenie resortu energii – Biznes Wprost

7 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Tornada w USA skupiły się na Missisipi. Kilkunastu rannych
  • Sondaż CBOS. Konfederacja depcze po piętach PiS-owi. Lider bez zmian
  • Majmurek: Karol Nawrocki zagrywa swoją ustawą. Pułapka się domyka
  • Karol Nawrocki ogłosił referendum. Znamy uzasadnienie i co będzie na karcie oprócz pytania – Wprost
  • Ceny paliw 8 maja. Jest obwieszczenie resortu energii – Biznes Wprost
  • Prezydent Nawrocki chce referendum. Chodzi o politykę klimatyczną UE
  • Hantawirus na wycieczkowcu. Służby szukają pasażerów, na świecie poruszenie
  • Kraków: Strefa Czystego Transportu zostanie na lata, a nie musiała powstać
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Martyna Wojciechowska: Pokonałam drogę od śmierci Rafała do wejścia na Górę Gór
Martyna Wojciechowska:  Pokonałam drogę od śmierci Rafała do wejścia na Górę Gór
Aktualności

Martyna Wojciechowska: Pokonałam drogę od śmierci Rafała do wejścia na Górę Gór

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości7 maja, 2026

Dwadzieścia lat temu napisała książkę o przekraczaniu granic. Dziś do niej wraca, wykreśla własne zdania, dopisuje nowe i mówi wprost: niemożliwe istnieje i dlatego warto próbować. O śmierci, poczuciu winy, macierzyństwie i cenie, jaką płaci się za życie na własnych zasadach — opowiada Martyna Wojciechowska.

Magdalena Rigamonti, Onet: 20 lat temu napisałaś książkę „Przesunąć horyzont”. Sprawdzałam, nie można jej nigdzie kupić.

Martyna Wojciechowska: Nie jest wznawiana od lat. Dlatego postanowiłam do niej wrócić. Ale w trakcie pracy nad tekstem zrozumiałam, że muszę w zasadzie napisać ją na nowo, dodać kontekst historyczny, opisać, co się działo od czasu, kiedy powstała, a przede wszystkim, jak dziś widzę pewne swoje decyzje. Wróciłam do tekstów źródłowych z moich notatników, sięgnęłam do niepublikowanych nigdy zdjęć, rozmawiałam z ludźmi, którzy byli uczestnikami tamtych wydarzeń. Usunęłam też fragmenty, które dziś wydają się pretensjonalne, zrezygnowałam z mielizn i naiwności, ze zdań, które teraz nie przeszłyby mi przez gardło.

Jak na przykład „brzydzę się słabością”?

— Tak. Wtedy, 20 lat temu tak myślałam. Byłam w takim pędzie i tak bardzo nie pozwalałam sobie czuć, że to był chyba jedyny sposób, który pozwalał mi przetrwać. Dziś wiem, że przyznanie się do słabości jest aktem odwagi i może być źródłem siły. Książka „Przesunąć horyzont. 20 lat później” zaprasza też czytelniczki i czytelników do rozmowy o ich wyzwaniach oraz o tym, co jest dla nich Everestem. Tym dosłownym i tym w przenośni. To książka, która jest pełna nadziei, daje otuchę i jest dowodem na to, że nawet w najtrudniejszym momencie życia można powstać z kolan, przesunąć horyzont, znaleźć inną drogę.

Coś ci pokażę.

Martyna znika na chwilę, pojawia się ze stertą notesów. Otwiera jeden, drugi, trzeci, kolejny. Wszystkie zapisane pięknym, równym pismem.

Ten się kończy w momencie, kiedy wieczorem siedzimy na stacji benzynowej na Islandii, ja piszę, a Rafał, mój przyjaciel i operator kamery w moich programach, mówi do mnie: „Chodź, pobądź trochę z nami”. Niedługo później już nie żył.

To 2004 rok, Islandia, wypadek samochodowy. Ty z połamanym kręgosłupem, z pękniętą kością łonową…

— Ten i pozostałe dzienniki to w zasadzie część gotowej książki „Przesunąć horyzont”. Kiedy ją pisałam, nie przypuszczałam, że wielu ludziom da siłę do życia. Ostatnio czytałam książkę Joanny Gierak-Onoszko. Tam jedna z jej bohaterek mówi, że przez cały proces chemioterapii i walki o powrót do zdrowia czytała „Przesunąć horyzont”. Nie zliczę, ile dostałam listów, maili, ile razy ludzie do mnie podchodzili, mówiąc, że ta książka uratowała im życie.

Wtedy, 20 lat temu, byłaś już dziennikarką motoryzacyjną, realizowałaś program „Misja Martyna”, a cała Polska znała cię jako prowadzącą program „Big Brother”.

— Już wtedy przebijałam szklane sufity, wchodząc do świata motoryzacji, wspinaczki i wszystkich innych sportów, które sobie wybierałam. Byłam młodą kobietą, która zderzyła się z testosteronem i adrenaliną tego betonu zmaskulinizowanego świata. Na każdym kroku próbowano mi udowadniać, gdzie moje miejsce. Niestety, godziłam się na wiele kompromisów, bo nie miałam świadomości, że może być inaczej. Tłumaczę to dziś młodemu pokoleniu karmionemu „ideałami” o silnych mężczyznach, i kobietach, które mają im służyć. Całe życie słyszałam, że jestem kobietą i w związku z tym niemożliwe jest, żebym została kierowcą wyścigowym i rajdowym, żebym przejechała Rajd Dakar, niemożliwe, żebym się wspinała na Mount Everest, szczególnie po złamaniu kręgosłupa, i żebym była kierownikiem wyprawy.

Wówczas wszystko było dla ciebie możliwe.

— Z perspektywy mojego dzisiejszego doświadczenia i rozumienia świata wiem, że nie każdy z nas ma taki sam start w życiu. Jako ludzie mamy różne zasoby, ale wiem też, że możemy więcej niż nam mówią, i więcej niż nam samym się wydaje. Spotkałam wiele osób na swojej drodze, które mnie tego nauczyły. Jak moja przysposobiona córka Kabula, studiująca prawo w Tanzanii. Zresztą obie moje córki są dla mnie źródłem inspiracji.

„— Mamo, lubisz się wspinać? — pyta Mania. […]

Patrzy mi prosto w oczy: — To się wspinaj. Bo ja już nie chcę”.

To fragment książki, w którym opisujesz rozmowę ze swoją biologiczną córką w górach. Myślisz, że córka cię zanegowała?

— Czekałam aż moja córka się zbuntuje. Wtedy, kilka lat temu w górach, kiedy to powiedziała, nie rozumiałam, że to jest właśnie jej bunt. Teraz wiem, że Mania znacznie bardziej ode mnie ceni sobie przewidywalność, rutynę, spokój i brak ryzyka. I w tym sensie neguje moje wybory.

Trudne to dla ciebie?

— Pamiętam moment, kiedy siedzimy w Dolomitach, czuję, że to jest taki wspaniały czas, wspólna wspinaczka i nagle: „to się wspinaj, bo ja już nie chcę”. Wspinam się w kilku dziedzinach życia, ale nie oczekuję od Mani, żeby robiła to ze mną i szanuję, że ma swoją własną drogę. Sporo czasu mi zajęło, żeby ośmielić się powiedzieć o sobie: jestem dobrą mamą.

Dopiero co wróciłaś z Afryki, jedziesz do Nowej Zelandii, potem na Fidżi.

— Nie jestem już na etapie, żeby się z tego tłumaczyć. Jestem w stanie wszystko tak zorganizować, że nigdy nie opuściłam żadnego rozpoczęcia ani zakończenia roku szkolnego Marysi, żadnych jasełek, występów. Teraz będę z nią podczas egzaminów maturalnych i rekrutacji na studia. Jestem mistrzynią logistyki. Pamiętam jednak, jak Mania miała osiem miesięcy i pojechałam na Antarktydę.

I publicznie zarzucono ci, że jesteś wyrodną matką, która zostawiła dziecko.

— Była wtedy ze swoim tatą i dziadkami, otoczona miłością, ale i tak pisano, że porzuciłam dziecko. Potem zrezygnowałam z wypraw w góry wysokie, z długich wyjazdów, bo po prostu wiedziałam, że nie chcę być dłużej bez niej, bo zwyczajnie bardzo tęsknię.

W tej kwestii też przesunęłaś horyzont?

— Już dawno, 18 lat temu. Przesuwanie horyzontu to kompetencja, którą można replikować w różnych dziedzinach życia. Chodzi o wykonanie najbliższego zadania, postawienie pierwszego kroku na drodze do swojego celu, może to być powrót do sprawności, tak jak było w moim przypadku. Dzięki temu właśnie możemy osiągnąć w życiu rzeczy, o które sami siebie nie podejrzewaliśmy, oczywiście o ile tego potrzebujemy.

To co jest osiągalne?

— Dyskutuje się o tym, czy żyjemy po to, żeby coś osiągać, czy nie. Dla mnie ważne są cele, ale ważniejsza jest droga. Pokonałam drogę od śmierci Rafała do wejścia na Górę Gór — to było jak oczyszczenie, jak przejście na jasną stronę.

Bez wątpienia jednak przez długi czas żyłam z poczuciem winy, że ja przeżyłam, a ktoś, kto siedział obok mnie, zginął. Myślę, że to jest powód, dla którego przez całe lata udowadniałam, dlaczego ocalałam. W ten sposób nadawałam sens temu, że przeżyłam ten wypadek.

Czyli chodzi o sens życia.

— O sens bycia ocalałą. Moją największą motywacją było wypełnienie życia treścią. Chciałam mieć namacalny dowód tego sensu. Nie powiem, że mam to już za sobą, bo to uczucie mi wciąż towarzyszy. W mniejszym stopniu, ale jest.

Ono jest w ciele?

— Hm.

Gdzie dokładnie?

— W klatce piersiowej.

Piecze?

— Trzepocze.

Jak uwięziony ptak czy jak motyl?

— Ptak.

Nieprzyjemne?

— Bywa, że jest nieprzyjemne, ale nie przeszkadza mi. Większość ludzi chce żyć komfortowo, nie mierzyć się z trudnościami, z chorobami, ze starością, ze śmiercią. Nie wiem, do czego to prowadzi. Dokąd zmierza świat, który opiera się na unikaniu dyskomfortu. Jeśli chcesz biegać, to będziesz mieć zadyszkę, zmęczenie, a potem obolałe mięśnie. Nie da się zdobyć Everestu, bez bólu głowy, czasem bez rzygania, bez skrajnego zmęczenia, bez cierpienia po prostu. Przecież ja przez dwa miesiące nie brałam nawet prysznica.

Pamiętasz ten smród?

— Tam jest zimno, więc nawet smród trochę przymarza.

Teraz można zdobyć Everest w siedem dni.

— Na przestrzeni lat pojawiło się dużo ułatwień, na przykład możliwe jest zdobycie Everestu przy użyciu gazu ksenonowego. Nikt jeszcze nie wie, jakie to będzie miało skutki dla ludzkiego organizmu, ale na pewno znajdzie się wiele osób, które z niego skorzystają. I właśnie o tym komforcie mówię. Z jednej strony mówimy o samorozwoju, o nieustannej pracy nad sobą, z drugiej próbujemy unikać wszystkiego, co niewygodne. Mój świat opiera się na doświadczaniu dyskomfortu z pełną świadomością. Rozumiem, że nie da się zdobyć Everestu, i dosłownie, i w przenośni, nie odczuwając bólu.

Cierpienie, umartwianie się…

— Nie, nie chodzi o samo cierpienie. Uciekłam śmierci do życia. To nie był przypadek, że po doświadczeniu czyjejś śmierci, złamaniu kręgosłupa przeszłam przez jakiś rodzaj czyśćca. To było jak inicjacja, jak przeczołganie się do nowego życia. W fizycznym bólu, w świadomości swojej cielesności i swojego istnienia. Moja praca i moje życie wiąże się z niewygodami. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, to nie są drinki z parasolką na krańcu świata. Dotykam różnych trudnych tematów. I tak, one wiele mnie kosztują, ale nie są udręką. Chcę to robić.

Martyna patrzy na swój dziennik, czyta.

O, tu jest taki fragment, który mówi o tym, że w górach dowiadujemy się, kim naprawdę jesteśmy.

I kim jesteś?

— Na pewno wiem, że nie muszę się wstydzić, że mam silny kręgosłup moralny. No dobra, raz na wyprawie sama zjadłam ostatni kawałek czekolady. Nie podzieliłam się z innymi. Dodam tylko, że z Darkiem Załuskim, moim przyjacielem, najbliższym towarzyszem wyprawy na Everest, zawsze bym się podzieliła.

Ile razy narodziłaś się na nowo?

— Cztery. I za każdym razem myślałam, że się nie wywinę.

Kiedy pierwszy?

— W dzieciństwie, w zasadzie w młodości. Miałam jakieś 15 lat i pływałam motorówką na Mazurach, taką z kabiną. Silnik nie był za burtą, tylko centralnie na środku. Była awaria, silnik wybuchł, a łódź stanęła w płomieniach. A ja byłam wewnątrz, w tej kabinie.

Sama?

— W pierwszej chwili pomyślałam, że z psem, ale pies nie chciał wejść do tej motorówki, jakby coś przeczuwał. Na motorówce był jeszcze sternik, ale wybuch wyrzucił go za burtę. Pamiętam, że miałam myśl, że albo zostaję w tej kabinie i umieram, albo przechodzę przez ścianę ognia, wskakuję do wody i płynę wpław, żeby się uratować. Wszystko to się działo na oczach moich rodziców, którzy stali na pomoście. Wyskoczyłam, sama dotarłam niemal do brzegu, bo nikt nie potrafił szybko zorganizować pomocy. Łódź spłonęła i zatonęła.

Te cztery razy to wypadki, czy liczysz też, kiedy odechciewało ci się żyć?

— Te fizyczne są łatwe do określenia, mogę je odtworzyć sekunda po sekundzie.

A te…

— Te w głowie są trudniejsze do wyłapania, dlatego tak długo liczyłam, kiedy mnie zapytałaś. To było po wypadku w 2004 roku, w którym zginął mój operator i przyjaciel, Rafał Łukaszewicz.

Siedzieliśmy razem na tylnej kanapie. Zasnęłam z głową na jego kolanach. Ocknęłam się w trakcie dachowania, kiedy spadliśmy z nasypu. Wyczołgałam się stamtąd, była noc, padał śnieg, nie potrafiłam zrozumieć, co się dzieje. Dopiero w szpitalu powiedzieli mi, że Rafał nie żyje. Miałam złamany kręgosłup, pękniętą kość łonową, pozrywane przyczepy mięśniowe, a w głowie myśl, że lepiej by było, żebym to ja zginęła. Rafał miał wspaniałą żonę, trójkę dzieci, moje życie wydawało mi się mniej warte. Dwa razy się wtedy narodziłam: raz, kiedy uszłam z życiem w czasie wypadku, i drugi, kiedy po miesiącach rehabilitacji poczułam, że chcę żyć. Wtedy też postanowiłam, że przeżyję dwa życia — za siebie i za Rafała, że spłacę dług wobec losu i skoro to ja ocalałam, to jakoś uzasadnię to światu. Pewnie nie zaangażowałabym się tak w działalność charytatywną, nie stworzyłabym Fundacji UNAWEZA, gdyby nie tamto doświadczenie.

Cztery lata później zostałaś mamą.

— Lekarze mówili mi, że nie mogę mieć dzieci. A ja wydałam na świat nowe życie i bez wątpienia ja też narodziłam się na nowo. Wtedy się ukształtowałam, osadziłam, zupełnie zmieniłam kierunek, także zawodowy. Nie byłabym dzisiaj tym, kim jestem, gdybym nie została mamą. Co nie oznacza, że każda kobieta ma obowiązek rodzić dzieci. Mnie jednak macierzyństwo uratowało życie. Gdyby nie Marysia, to prędzej czy później, przy moim trybie życia, pociągu do ryzyka, do przekraczania granic…

Odpadłabyś od ściany — to chcesz powiedzieć?

— Myślę, że skończyłabym jak wielu moich przyjaciół, a to jest długi pochód śmierci. Towarzyszyli mi w życiu, byli dla mnie ważni. Dwadzieścia lat temu w książce „Przesunąć horyzont” opisałam wiele osób, które dziś już nie żyją, odeszli w większości w tragicznych okolicznościach. I dlatego w książce „Przesunąć horyzont. 20 lat później” postanowiłam ich uhonorować i oddać cześć ich pamięci. Potrzebowałam też zamknąć pewien rozdział, pójść dalej.

Moje życie od wczesnego dzieciństwa jest naznaczone świadomością kruchości życia, pobytami w szpitalach, nie wiem już, ile razy leżałam na różnych oddziałach, bo po jakiejś pięćdziesiątce hospitalizacji przestałam liczyć. Tak, wiem, że zupełnie na to nie wyglądam. Ale to ostatecznie sprawiło, że tym bardziej cenię życie, mam w sobie wciąż niezaspokojoną ciekawość, głód nowych wrażeń i wyzwań.

Jest granica, którą wszyscy kiedyś przekroczymy, a ty wiele razy byłaś tuż przy niej albo wręcz na niej.

— I dlatego może inaczej patrzę na świat.

Ale mówisz też o PTSD, o depresji.

— Kiedyś język opisu traumy i cierpienia był znacznie uboższy. Dziś myślę, że po tym, co wydarzyło się w 2004 roku na Islandii, cierpiałam z powodu PTSD, czyli syndromu stresu pourazowego i depresji, tylko nikt tego tak nie nazwał.

W Polsce dopiero zaczynało się o tym mówić w kontekście żołnierzy, którzy wrócili z Iraku.

— Kiedyś poszłam do lekarza na oddział stresu bojowego, do szpitala na Szaserów w Warszawie, gdzie zajmowali się właśnie PTSD. Miałam takie flashbacki, zresztą do dziś czasem się pojawiają. Wtedy często. Zaczęłam o tym opowiadać temu doktorowi. Patrzył na mnie uważnie. W pewnym momencie powiedziałam, że przepraszam za zawracanie głowy, że tu przychodzą ludzie z poważnymi problemami i nie ma co się mną zajmować.

Wyszłaś?

— Wyszłam. Nie dokończyłam tej opowieści. Powiedziałam jeszcze, że inni mają gorzej, a ja po prostu tak często zajmuję się trudnymi tematami w pracy i schodzę do tej ciemnej, zatęchłej piwnicy historii innych ludzi, że na tym powinnam się skupić. Teraz wiem, że nie miałam narzędzi, żeby skuteczniej radzić sobie z problemami, wszystko racjonalizowałam, a nie powinno się tego robić w stosunku do siebie.

Wróciłaś do tego doktora?

— Znalazłam innego specjalistę, ale musiało minąć dużo czasu. Gdybym wówczas wiedziała to, co wiem teraz, wcześniej sięgnęłabym po specjalistyczną pomoc. Cieszę się, że zdałam sobie z tego sprawę i dzisiaj jestem w zupełnie innym miejscu. Między innymi po to właśnie stworzyłam projekt „MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” w Fundacji UNAWEZA. Zależy mi, żeby młode pokolenie miało choć częściowo tę wiedzę, której nie miało moje. Oni potrzebują lepiej rozumieć siebie, swoje emocje, świat, mieć narzędzia. Zresztą dorośli też — tylko to idzie znacznie trudniej.

Przez lata powtarzałaś, że niemożliwe nie istnieje.

Jak mantrę.

Wspięłaś się na Mount Everest niecałe dwa lata po strasznym wypadku, to może byłaś tego pewna. Niemożliwe istnieje?

— Istnieje. Choć mam wiele dowodów na to, że ludzie potrafią wyrosnąć ponad warunki czasu i życia. 20 lat temu miałam cel — wejść na najwyższą górę świata.

Kręgosłup cię boli każdego dnia?

— Każdego. Dwa razy był pęknięty, raz złamany. Obojczyk mam z tytanu. Ramiączko od stanika zawsze mnie w tym miejscu uwiera. A kiedy zakładam plecak, to po prostu boli.

Mogę dotknąć?

— Proszę bardzo. Tu są śruby.

Jesteś schorowaną osobą?

— Nie. Nigdy nawet tak o sobie nie pomyślałam. Przed chwilą rozmawiałam z moją przyjaciółką, że chcę się zapisać na kolejny maraton, bo jak tego nie zrobię, to nie wrócę do regularnego biegania.

Musi być maraton, żeby zacząć biegać?

— Akurat ja potrzebuję mieć cel. Inaczej trudno mi się zmobilizować. Każdy może znaleźć sposób na siebie. Niektórzy wierzą, że pewnego dnia poczują motywację, wenę. Ja wierzę w konsekwencję i ciężką pracę.

W 2004 roku celem był Mount Everest?

— Gdyby nie ten cel, to może nadal jeździłabym na wózku inwalidzkim, nie znalazłabym w sobie siły, żeby ćwiczyć, rehabilitować się po wypadku, żeby w ogóle wrócić do życia. Mam jednak świadomość, że cały czas zaciągam kredyt od swojego organizmu, od tego ciała, które już tyle razy nadwyrężyłam. Praktycznie bez przerwy je rehabilituję. Wizyty u ortopedy, osteopaty i fizjoterapeuty traktuję jak integralną część mojego życia. I nie, nie czuję się schorowana, nie czuję się też panią w pewnym wieku.

Tylko dziewczyną?

— Zdecydowanie tak. Codziennie rano budzę się z ciekawością, ekscytacją i myślę sobie, że tak, że jestem po prostu szczęśliwą, 51-letnią dziewczyną.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Majmurek: Karol Nawrocki zagrywa swoją ustawą. Pułapka się domyka

Majmurek: Karol Nawrocki zagrywa swoją ustawą. Pułapka się domyka

Lepszego smartwatcha do biegania i na co dzień nie znajdziesz w tej cenie
                
            
    W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez
    
    Garmin, 
    
    Media Expert

Lepszego smartwatcha do biegania i na co dzień nie znajdziesz w tej cenie W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez Garmin, Media Expert

Gądek: Karol Nawrocki bardzo chce podpisać ustawę o kryptowalutach. Ale Donald Tusk poczuł krew

Gądek: Karol Nawrocki bardzo chce podpisać ustawę o kryptowalutach. Ale Donald Tusk poczuł krew

Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

Wybory śródokresowe w USA. Republikanie tracą poparcie w znaczących okręgach

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

Danutę męczy sumienie. „Mąż zmarł, teściowie mi pomagali, to puściłam troję dzieci do komunii”

Jak Stalin kolonizował Królewiec. „Od razu było widać, że to już nie Rosja”

Jak Stalin kolonizował Królewiec. „Od razu było widać, że to już nie Rosja”

Polacy zwyciężyli w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy. Ten sukces zupełnie zmarnowano

Polacy zwyciężyli w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy. Ten sukces zupełnie zmarnowano

Sekretne i mroczne życie wybitnego polskiego pisarza. Uważał, że Nobel Miłosza należy się także jemu

Sekretne i mroczne życie wybitnego polskiego pisarza. Uważał, że Nobel Miłosza należy się także jemu

ABW bije na alarm. „Mamy do czynienia z nowym zjawiskiem wśród polskich nastolatków”

ABW bije na alarm. „Mamy do czynienia z nowym zjawiskiem wśród polskich nastolatków”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Sondaż CBOS. Konfederacja depcze po piętach PiS-owi. Lider bez zmian

Sondaż CBOS. Konfederacja depcze po piętach PiS-owi. Lider bez zmian

7 maja, 2026
Majmurek: Karol Nawrocki zagrywa swoją ustawą. Pułapka się domyka

Majmurek: Karol Nawrocki zagrywa swoją ustawą. Pułapka się domyka

7 maja, 2026
Karol Nawrocki ogłosił referendum. Znamy uzasadnienie i co będzie na karcie oprócz pytania – Wprost

Karol Nawrocki ogłosił referendum. Znamy uzasadnienie i co będzie na karcie oprócz pytania – Wprost

7 maja, 2026
Ceny paliw 8 maja. Jest obwieszczenie resortu energii – Biznes Wprost

Ceny paliw 8 maja. Jest obwieszczenie resortu energii – Biznes Wprost

7 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Prezydent Nawrocki chce referendum. Chodzi o politykę klimatyczną UE

Prezydent Nawrocki chce referendum. Chodzi o politykę klimatyczną UE

7 maja, 2026
Hantawirus na wycieczkowcu. Służby szukają pasażerów, na świecie poruszenie

Hantawirus na wycieczkowcu. Służby szukają pasażerów, na świecie poruszenie

7 maja, 2026
Kraków: Strefa Czystego Transportu zostanie na lata, a nie musiała powstać

Kraków: Strefa Czystego Transportu zostanie na lata, a nie musiała powstać

7 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.