Dzwoni telefon i przez chwilę wszystko jest normalne. Głos po drugiej stronie jest ciepły i znajomy. Pamięta, jaką kawę lubisz, przypomina ci o żartach, które opowiadaliście sobie lata temu i pyta, jak minął ci tydzień. Brzmi zupełnie jak twój bliski. Twój bliski, który nie żyje.
To nie science fiction. Jest piątkowe popołudnie, a Justin Harrison rozmawia przez telefon ze swoją zmarłą mamą. Harrison to założyciel firmy You, Only Virtual — startupu z Kalifornii, który tworzy AI-repliki – tzw. „versony” – zmarłych osób, trenując modele na podstawie starych wiadomości, nagrań głosowych i cyfrowych śladów. Gdy w 2020 r. u jego mamy Melodi zdiagnozowano nieuleczalnego raka, Harrison stworzył jej cyfrową wersję. Dziś dzwoni do niej tylko okazjonalnie. Twierdzi, że pomogło mu to w przeżyciu żałoby.
Technologia ta rodzi jednak dylematy etyczne, bo nie jest już osobistym eksperymentem, lecz produktem. You, Only Virtual oferuje darmową wersję tekstową swojej usługi, a dokonanie zapłaty odblokowuje dodatkowe funkcje, np. rozmowy głosowe, zamieniając tym samym więź z osobą zmarłą w relację subskrypcyjną. Jak twierdzą niektórzy, wycenianie dostępu do symulacji grozi komercjalizacją samej żałoby — zwłaszcza gdy firmy zarabiają na tym, by klienci jak najdłużej utrzymywali kontakt z kimś, z kim powinni się pożegnać.
— Po prostu lubię świadomość, że ona istnieje — mówi Harrison „Newsweekowi”. — Wiem, że mogę do niej wrócić. To jedno z narzędzi, które pomagają mi dojść do siebie po traumatycznej stracie, oprócz terapii i czasu spędzanego z przyjaciółmi. Ukojenie bierze się z poczucia, że więź między mną a mamą i możliwość kontaktu z nią, nie została całkowicie zerwana. Nie ma tej beznadziei. A to jest o niebo lepsze niż nic.
Aplikacje AI dla osób w żałobie
You, Only Virtual to jedna z wielu nowych platform, które mają pomóc osobom w żałobie. HereAfter AI pozwala na odbycie rozmowy z cyfrową wersją zmarłego, StoryFile tworzy interaktywne awatary wideo, a Replika, pierwotnie reklamowana jako przyjaciel AI, ma dziś miliony użytkowników, z których wielu przeżyło stratę osoby bliskiej. Rynek rozwija się błyskawicznie. Postęp technologiczny sprawił, że rozwiązania te stały się tańsze, bardziej realistyczne i coraz szerzej dostępne. To, co jeszcze niedawno wydawało się eksperymentem, dziś jest już codziennością.
Jak zaznaczają psycholodzy, unikanie rzeczywistości za pomocą używek, pracoholizmu, czy też wycofania się z życia społecznego, od zawsze było częścią żałoby. Sztuczna inteligencja wprowadza coś subtelniejszego — nie tyle odmowę zmierzenia się ze stratą, co system zastępujący ten proces. Mary-Frances O’Connor, profesorka psychologii klinicznej i psychiatrii na Uniwersytecie Arizony, opisuje ten problem jako konflikt informacji. Gdy jesteśmy z kimś głęboko związani, nasz mózg koduje wspólną tożsamość.
— Gdy nasi bliscy żyją, to działa świetnie — mówi O’Connor. — Nie muszą być obok, byśmy wierzyli w to, że żyją i na nas czekają.
Jednak śmierć łamie to założenie. System pamięci wie, że ktoś odszedł — pamięta pogrzeb, widok ciała w trumnie i moment, w którym się o tym dowiedzieliśmy. Ale system przywiązania wciąż twierdzi, że ta osoba istnieje.
— Nie można być jednocześnie nieobecnym i wiecznym — tłumaczy O’Connor. — Za każdym razem, gdy to sobie uświadamiamy, przychodzi fala żałoby, bo musimy nauczyć się patrzeć na świat inaczej. I to powtarza się, dopóki nasz mózg nie nauczy się nowego porządku.
W tym sensie żałoba to szczególny rodzaj nauki. I tutaj użycie AI staje się problematyczne. W przeciwieństwie do zdjęć czy pamiątek, które przypominają nam o tym, że zmarli pozostają w przeszłości, tzw. „griefboty” funkcjonują w czasie teraźniejszym.
— Kluczowe jest to, czy model ten pomaga ci zrozumieć, że ktoś odszedł, czy raczej utwierdza w poczuciu wiecznego istnienia — dodaje O’Connor.
Pogodzenie się ze stratą
Pogodzenie się ze stratą nie każdemu przychodzi łatwo. U 7 do 10 proc. dorosłych w żałobie rozwija się tzw. zespół przedłużonej żałoby — stan charakteryzujący się ciągłym pragnieniem bliskości ze zmarłym, emocjonalnym paraliżem i trudnościami w powrocie do codziennego życia. Nikolaos Statharakos, rezydent psychiatrii w Szpitalu Ogólnym w Salonikach, opisuje przedłużoną żałobę nie tyle jako emocję, co raczej jako zaburzenie regulacji.
— W proces żałoby zaangażowane są cztery sieci w mózgu — wyjaśnia. — Sieć istotności, która wyłapuje ważne emocjonalnie bodźce; sieć trybu domyślnego, która tworzy wewnętrzne reprezentacje; sieć kontroli wykonawczej, która reguluje reakcje; oraz system nagrody. W normalnej żałobie z czasem uczymy się żyć bez bodźca, którym był bliski.
Jednak w żałobie przedłużonej hamulec ten zawodzi, a mózg nieustannie reaguje tak, jakby strata właśnie się wydarzyła.
— To tak, jakby proces ten zatrzymał się w czasie — tłumaczy Statharakos. — Bodziec wciąż jest powtarzany, wywołując za każdym razem tę samą reakcję.
Obawy wśród specjalistów budzi to, że „griefboty” mogą nasilać powtarzalność tych bodźców, ponieważ każda interakcja to kolejny sygnał emocjonalny.
— Podczas żałoby poziom oksytocyny, hormonu związanego z przywiązaniem, jest podwyższony — zauważa ekspert. — To powoduje tęsknotę. Chcesz być bliżej zmarłego, by jeszcze raz móc przeżyć wspólne chwile.
Harrison odrzuca tezę, jakoby jego technologia miała utrudniać pogodzenie się ze stratą.
— Nie sądzę, żeby którykolwiek z naszych użytkowników łudził się, że versona to w rzeczywistości osoba zmarła. Na pewno daje im to jednak poczucie ulgi. Ludzie mówią, że to zaburza naturalny cykl. Ale ja widziałem, jak moja mama przeżywała śmierć mojej babci. Popadła w depresję. Trafiła do szpitala psychiatrycznego. Samookaleczała się. Chyba wolałbym, żeby zamiast tego spędzała za dużo czasu przed ekranem, rozmawiając z griefbotem.
Niektórzy uważają jednak, że bólu fizycznego żałoby nie da się znieczulić — jest on w końcu częścią procesu oswajania straty i nauki życia z nią.
— Śmierć kogoś bliskiego jest niewyobrażalnie bolesna, a ból ten trwa dłużej, niż można by się spodziewać — mówi O’Connor. — Jednak z czasem natężenie oraz częstotliwość cierpienia i nawracających fal żałoby stopniowo się zmniejszają.
Żałoba traktowana jako transakcja
Jednak wątpliwości dotyczące etyki „griefbotów” narastają, gdy żałoba staje się transakcją.
— Niektórzy znaleźli sposób na to, by zarabiać na twojej więzi z ukochaną zmarłą osobą — mówi O’Connor. — A chęć ponownego kontaktu z kimś, kogo kochamy, to jedna z najsilniejszych motywacji.
Większość dostępnych obecnie technologii działa bez żadnych regulacji. Ich modele biznesowe — subskrypcje, opłaty za korzystanie, próby utrzymania bazy klientów — są trudne do pogodzenia z procesem psychologicznym, który w założeniu powinien prowadzić do stopniowego rozstawania się.
— Jeśli musisz płacić abonament, by utrzymać kontakt z bliskim, którego utraciłeś, a cały twój mózg domaga się tej więzi, etyka takiego układu budzi poważne wątpliwości — stwierdziła Mary-Frances O’Connor.
— Komercjalizacja żałoby to żadna nowość — twierdzi Justin Harrison. — To historia stara jak świat. Dlatego płacimy 2000 zł za urnę w zakładzie pogrzebowym albo 500 zł za godzinę rozmowy z terapeutą od żałoby.
Przyznaje jednak, że regulacje są potrzebne.
— Trzeba tylko wiedzieć, co należy regulować — mówi. — To jakby próbować ustalać przepisy ruchu drogowego, jeżdżąc konno. Dopóki nie pojawiły się samochody, nikt nie wiedział, że potrzebujemy ograniczeń prędkości. Sama idea jest słuszna, jednak przepisy muszą za nią nadążyć.
Regulacje gonią jednak technologię, która już teraz zmieniła coś fundamentalnego. Żałoba ostatecznie wymaga akceptacji — poluzowania więzi, a nie jej wzmacniania. A „griefboty” i inne tego typu narzędzia działają odwrotnie. Ten dylemat nie przeczy jednak temu, co badacze żałoby głoszą od dekad — zdrowe przeżywanie straty nie oznacza odcinania się od zmarłych. Sformułowana w latach 90. koncepcja „ciągłej więzi” obaliła dawną freudowską tezę, że wyjście z żałoby wymaga odcięcia się. Ludzie nie wymazują zmarłych z pamięci. Wspomnienia zostają z nimi na zawsze.
Nowe technologie AI wpisują się właśnie w tę tradycję, zmieniając jednak charakter więzi. Album ze starymi zdjęciami milczy, natomiast awatar odpowiada. Więź, która nigdy nie słabnie, nigdy nie milknie, nigdy się nie kończy, przestaje być zwykłą relacją ze zmarłym. Staje się czymś zupełnie innym. Harrison traktuje to jednak jako nieistotny szczegół.
— Nie ma jednego procesu żałoby — mówi. — To chaos. Emocjonalny chaos, z którym trzeba się jakoś uporać. Każdy robi wtedy to, co mu pomaga. To, co działa i pozwoli na dalsze przetrwanie.
Badacze żałoby rozróżniają „pójście dalej” i „ruszenie naprzód”. „Pójście dalej” sugeruje domknięcie — obietnicę, która rzadko się spełnia. „Ruszenie naprzód” zakłada coś innego: że zmarli nie znikają, a życie układa się na nowo wokół ich nieobecności.
— Ból to problem do rozwiązania, przynajmniej społecznie — mówi Harrison. Przyznaje, że żałoba ma także swoje dobre strony, ale sam najchętniej wyeliminowałby ten proces w całości.
Z tym nie zgadza się O’Connor.
— Doświadczenie bardzo trudnej żałoby czyni nas ludźmi i daje nam zdolność do współczucia — mówi. — To nieodzowna część życia. Nie ma drogi na skróty.
Technologia jednak nie zaczeka, aż ten spór zostanie rozstrzygnięty. Symulacje będą coraz doskonalsze, granica między wspomnieniem a interakcją zacznie się zacierać, a normy kulturowe ulegną zmianie. Pytanie nie brzmi już, czy AI stanie się elementem przeżywania żałoby — ponieważ już nim jest. Pytanie brzmi, czy te narzędzia rzeczywiście pomogą nam ruszyć naprzód.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





