W Sulejowie, podczas zjazdu Klubu „Gazety Polskiej”, miało dojść do symbolicznych pojednań i uścisków dłoni — gestów, które mają przynieść polityczne efekty przed przyszłorocznymi wyborami. Autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” zastanawiają się, co może oznaczać obecność polityków na wydarzeniu organizowanym przez Tomasza Sakiewicza.

Gdzie jest pistolet Ziobry? Służby nie mają pojęcia, co stało się z Glockiem

Zjazd Klubów „Gazety Polskiej” to dla Tomasza Sakiewicza i Telewizji Republika zawsze ważna impreza – okazja, by pokazać siłę środowiska i polansować się w blasku fleszy. Tym razem miał to być także sygnał, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.

Do Sulejowa przyjechał prezes PiS Jarosław Kaczyński, co wcale nie jest oczywiste, bo relacje między nim a Sakiewiczem od dawna są napięte. Lider PiS – jak słyszymy – nie ukrywa podejrzeń wobec ambicji politycznych gospodarza wydarzenia. Sakiewicz postrzegany jest jako ktoś, kto chciałby z tylnego siedzenia wpływać na układ całej sceny politycznej, a przynajmniej jej prawej części.

Nasi rozmówcy z PiS od tygodni pytają retorycznie: “Kto kogo bardziej w tej chwili potrzebuje? My Sakiewicza czy Sakiewicz nas?”. Zjazd w Sulejowie miał pokazać, że relacje między partią a jego środowiskiem zaczynają się układać. Jednocześnie politycy PiS przekonują, że realnym celem Sakiewicza może być wprowadzenie swoich ludzi na listy wyborcze. Ich zdaniem za półtora roku mogą się na nich znaleźć osoby bardziej związane z nim niż z samym prezesem partii.

Na razie to Telewizja Republika wydaje się bardziej potrzebować PiS niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jak słyszymy, nagle zaczęły się kurczyć wpłaty od widzów, o czym dziennikarze stacji regularnie mówią na antenie. W redakcji znowu pojawiła się nerwowa atmosfera, przypominająca czasy, gdy stacja dopiero raczkowała, a szef miesiącami nie płacił pracownikom.

Z naszych informacji wynika, że część zespołu już rozgląda się za inną pracą – jedni nie dostali pieniędzy, inni czują się niedocenieni. Problemy z wypłatami mają być zresztą stałym elementem funkcjonowania firm Sakiewicza. Niektórzy pracownicy skarżą się, że na pensje czekali nawet pół roku, podczas gdy w tym samym czasie inni otrzymywali nowe służbowe samochody.

Podobny problem dotyka także PiS. Tam również – jak słyszymy – osłabło „pospolite ruszenie” finansowe zwolenników. Po niemal trzech latach wyborcy coraz częściej zadają pytanie, dlaczego wciąż mieliby wpłacać pieniądze, skoro nic szczególnego się nie dzieje, a partia i tak radzi sobie całkiem dobrze.

Ale najważniejsze pojednanie miało mieć miejsce przy wieczornym ognisku. Pojawili się na nim Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek. Jak słyszymy, obaj mieli zadeklarować, że najważniejsze jest teraz mówienie jednym głosem — uzgodnienie wspólnej strategii i działanie „jak jedna pięść”.

Pytanie tylko, jak długo ta deklaracja wytrzyma konfrontację z rzeczywistością. Do tej pory w partii nie było tajemnicą, że między politykami nie ma chemii. Czarnek wielokrotnie, także publicznie, dawał do zrozumienia, że jego pozycja – również sondażowa – mogłaby wyglądać inaczej, gdyby nie „bratobójczy ogień” i „strzały w plecy od harcerzy”.

Z drugiej strony faktem jest, że od dłuższego czasu nie doszło między nimi do żadnej większej otwartej awantury. To może sugerować próbę zawieszenia broni między byłym a potencjalnym przyszłym premierem — przynajmniej na czas budowania wspólnej narracji przed kolejnymi wyborami.

Ona jest czołową dziennikarką polityczną, a on — uznanym reporterem śledczym. Prywatnie Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski są małżeństwem z niemal 20-letnim stażem, a teraz łączą siły również jako współprowadzący podcast „W związku ze śledztwem”.

Nowe odcinki podcastu będą ukazywać się w każdy wtorkowy wieczór na stronie Newsweek.pl, w aplikacji Onet Audio, a także na kanałach Radia Zet i „Newsweek Polska” na YouTube.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version