Jako dzieci możemy przetrwać dzięki więzi z naszymi opiekunami. Jeśli jednak w tworzeniu tej więzi nastąpią zakłócenia, jeżeli doświadczymy zaniedbania emocjonalnego, możemy utknąć w niszczącym nas schemacie myśli i przeżyć z przeszłości. W naszym wewnętrznym świecie powtarza się on tak długo, aż świadomie i aktywnie się z niego nie wydostaniemy. W jaki sposób wyjść z więzienia traumy wczesnodziecięcej?
Nikt tak jak człowiek nie potrzebuje relacji, aby móc się rozwijać. Ludzkie dziecko jest wyjątkowo — jak na świat zwierząt — zależne od swojego opiekuna. Dopiero po około roku od narodzin staje się zdolne do swobodnego poruszania się, a do pełnej samodzielności dopiero po kilkunastu, czasami po 20 latach życia. W momencie przyjścia na świat mózg niemowlęcia jest jeszcze niedojrzały, układ nerwowy potrzebuje regulacji, dziecko nie potrafi samo siebie uspokoić. U ssaków naczelnych, zarówno małp, jak i ludzi, więź nie służy wyłącznie przetrwaniu fizycznemu, ale także regulacji emocji i uczeniu się, jak żyć. Im bardziej złożona jest konstrukcja mózgu, tym większa potrzeba więzi danego gatunku. U człowieka potrzeba ta od narodzin znajduje się w centrum jego wewnętrznego świata.
Newsweek Psychologia. Najnowsze wydanie już w kioskach!
Foto: Materiały prasowe
Najważniejsza z relacji
Wyobraźmy sobie sytuację: niemowlę patrzy na twarz matki, uśmiecha się, wydaje dźwięki. Matka odpowiada, odwzajemnia uśmiech, mówi. Przez chwilę między nimi trwa coś, co psychologowie nazywają „tańcem relacji”. A potem matka nagle nieruchomieje. Jej twarz staje się neutralna. Przestaje reagować. Dziecko próbuje jeszcze raz. Uśmiecha się szerzej. Gaworzy głośniej. Machając rączkami, jakby mówiło: „Hej, gdzie jesteś?”. Po chwili jego twarz poważnieje.
Pojawia się napięcie. A potem płacz. Ten prosty eksperyment, przeprowadzony przez amerykańskiego psychologa rozwojowego Edwarda Tronicka, stał się jednym z najmocniejszych dowodów na to, że więź nie jest emocjonalnym dodatkiem do rozwoju dziecka, lecz jego biologiczną koniecznością. W 1978 r. w „Journal of the American Academy of Child Psychiatry” Tronick opisał to doświadczenie pod nazwą „eksperyment nieruchomej twarzy”.
Nagranie interakcji między matką a dzieckiem pokazało, że cały świat wewnętrzny dziecka nastawiony jest na interakcję z opiekunami. Jeśli w tym kontakcie pojawia się obojętność lub zaniedbanie, dziecko reaguje bardzo silnym stresem. Będzie robić wszystko, żeby przywrócić zerwaną więź, wszystko, żeby ochronić obraz opiekunów i móc z powrotem być z nimi w relacji. Pierwsze lata życia to czas, kiedy każdy maluch, na nieświadomym poziomie, odpowiada sobie na pytania: „Jaki muszę być i co muszę robić, żeby dostawać jak najwięcej miłości i akceptacji? Jak dopasować się do reakcji moich rodziców? Kim jestem w świetle tego, jak oni na mnie reagują? Jaki muszę być, żeby te reakcje były pozytywne?”.
Jeśli zamiast bezpiecznego domu i kochającej opieki rodziców dziecko doświadcza zaniedbania, nieprzewidywalności czy przemocy, na te wszystkie pytania zyskuje odpowiedzi zgodne z jego traumatycznym doświadczeniem. Te zaś stają się źródłem strategii przetrwania oraz schematów radzenia sobie z relacjami z innymi ludźmi.
Poczucie opuszczenia
Jedną z ważniejszych postaci zajmujących się zjawiskiem traumy wczesnodziecięcej (C-PTSD) jest amerykański terapeuta Pete Walker. W swoich publikacjach o tym zjawisku podkreślał, że powstaje ona nie z jednorazowych doświadczeń, ale z chronicznego zaniedbania emocjonalnego, braku bezpiecznego przywiązania, nieprzewidywalnych lub przerażających opiekunów, przemocy fizycznej oraz psychicznej, z odwrócenia ról między dzieckiem a rodzicem.
O ile łączenie traumy wczesnodzięciej z przemocą czy nadużyciem było dla psychologów dość intuicyjne, o tyle to, jakie spustoszenie sieje zaniedbanie emocjonalne, nieprzewidywalność czy odwrócenie ról, zaczęli oni uświadamiać sobie nieco później. Poczucie opuszczenia przez rodzica może wynikać z różnych doświadczeń: czasami ojciec i matka pochłonięci są pracą do tego stopnia, że przez większą część czasu nie ma ich przy dzieciach. Zdarza się, że rodzic pogrążony jest w depresji czy w swoim świecie wewnętrznym lub nieobecny ze względu na godziny spędzane przed telewizorem, we własnej głowie czy w domowych aktywnościach. Ten rodzaj doświadczenia często się umniejsza. Tymczasem dziecko pozostawione samo ze swoimi emocjami, myślami oraz potrzebami przeżywa lęk, zawstydzenie i poczucie bezsilności. Świat bez wspierającego dorosłego staje się przerażającym, trudnym miejscem, gdzie zagrożenie może przyjść z każdej strony.
Pete Walker posłużył się porównaniem dorastania w stanie zaniedbania emocjonalnego do umierania z pragnienia pod murem, za którym widać fontannę z wodą. Tą fontanną są zazwyczaj opiekunowie — z jednej strony stojący tuż obok, z drugiej emocjonalnie niedostępni, odrzucający lub obwiniający. Niejednokrotnie zdarza się, że dziecko dodatkowo słyszy także od nich słowa pogardy, krytykę i oskarżenia. Zaczyna wtedy doświadczać siebie jako kogoś, kto jest rozczarowaniem, komu czegoś najwyraźniej brakuje, aby być przyjętym i kochanym.
W takiej sytuacji wiele dzieci wykształca w sobie głos wewnętrznego krytyka, który, jak tylko wracają do nich uczucia osamotnienia, niepokoju czy wstydu, natychmiast uruchamia pogardę do samych siebie. Dzieci takie dostrzegają wszystkie swoje niedoskonałości. Ich uwaga koncentruje się na tym, co jest w nich niewystarczające, czym zawiniły, co może stanowić sposób na wyjaśnienie braku miłości czy wsparcia ze strony rodziców. Nieustanna krytyka ze strony opiekunów powoduje, że zmieniona zostaje struktura mózgu dziecka. Powtarzanie negatywnych, pogardliwych i niszczących komunikatów do samego siebie sprawia, że w jego mózgu utrwalają się gęste ścieżki neuronowe aktywujące wstręt i pogardę kierowaną pod swoim adresem.
Ostatecznie skutkuje to impasem — każda chęć zbliżenia się, otrzymania czułości czy opieki najpierw ze strony rodziców, a później także innych ludzi aktywuje u tak wychowywanych dzieci krytykę, pogardę, myśli i zachowania autoagresywne, a także ogromny poziom lęku. Zdarza się, że próbą rozwiązania tej dramatycznej sytuacji staje się perfekcjonizm. Wyrasta on z dziecięcych iluzji, że jeśli tylko postarają się bardziej, będą popełniać mniej błędów, jak najlepiej zaspokoją oczekiwania rodziców, wtedy dostaną upragnioną miłość i akceptację. Wpadają tym samym w sidła ciągłego starania się, nieświadomych prób udowodnienia, że jednak warto je kochać i być blisko nich.
W większości rodzin, w których dochodzi do pojawienia się traumy wczesnodziecięcej, płacz, krzyk czy domaganie się uwagi i opieki ze strony dziecka są przeżywane przez rodziców jako źródło frustracji, wściekłości, a niejednokrotnie nawet pogardy. Z tego powodu dzieci tym bardziej wycofują się z relacji, nie proszą o pomoc, nie szukają wsparcia. Dorastają w poczuciu, że nie są ważne, że nikt ich szczególnie nie lubi, że mają w sobie coś, co odstrasza od kontaktu z nimi. Z czasem ból emocjonalny staje się tak duży, że sięgają po takie mechanizmy jak dysocjacja, samookaleczenia czy też agresja wyładowywana w świecie zewnętrznym. Takie osoby, będąc już dorosłymi, często „radzą sobie”, sięgając po używki.
Dorosłość na wadliwych fundamentach
Trauma wczesnodziecięca (C-PTSD) sprawia, że stajemy się więźniami powtarzalnego, niszczącego schematu w relacjach z innymi, ale przede wszystkim w relacji z samym sobą. Kontakt z ludźmi, poruszenie pragnień związanych z relacjami powodują, że natychmiast aktywowany zostaje wewnętrzny system samokrytyki. Zaczynamy przy tym odczuwać wstyd, lęk i pogardę wobec samych siebie.
Walker mówił o takich stanach emocjonalnych jako o aktywizujących się flashbackach. Nie są to wspomnienia z przeszłości jak w klasycznym PTSD, ale przede wszystkim powracające emocje, stany dezorientacji, rozpaczy i przerażenia, które ogarniają nas tu i teraz, w aktualnych sytuacjach. To te wszystkie momenty, kiedy nagle czujemy się zupełnie jak kiedyś, ponownie opuszczeni, bezwartościowi, pełni wstydu i w depresji. W pewnym sensie zostajemy zamknięci w doświadczeniu opuszczenia i zaniedbania, jakiego doświadczyliśmy za młodu. Nawet jeśli w realności taka sytuacja nie ma już miejsca, to w naszym wewnętrznym świecie powtarza się tak długo, aż świadomie i aktywnie nie wydostaniemy się z zapisanego schematu myśli i przeżyć z przeszłości.
Droga wyjścia z więzienia
Jak zatem wyjść z traumy wczesnodziecięcej? Oczywiście warto udać się na terapię, która pomoże nam w zmianie. Możemy też jednak podjąć pewne kroki samodzielnie.
Pierwszy z nich dotyczy odróżniania flashbacków emocjonalnych od rzeczywistości. Kiedy nagle zalewają nas silne negatywne emocje, poczucie bycia gorszym, przeżycie samotności i opuszczenia, warto zadać sobie pytanie: „Czy jest to właśnie moment flashbacku?”, „Czy mimo tego, że czuję się dokładnie tak jak kiedyś, jestem w stanie stwierdzić, że nie należy ufać temu przeżyciu?”. Kluczowa staje się zdolność uświadomienia sobie, że to, czego doświadczam, nie pochodzi z tu i teraz i zaraz się skończy.
Drugim krokiem jest praca z wewnętrznym krytykiem. To on powoduje, że ciągle na nowo przeżywamy naszą traumę i w ten sposób ta zostaje podtrzymana. Wewnętrzny krytyk przyjmuje dwie formy. Jedną skierowaną do nas samych, gdzie powtarzamy sobie przekonanie „coś jest ze mną nie tak”, „nie jestem wystarczający”, a wówczas wpadamy w sidła perfekcjonizmu, jesteśmy surowi wobec siebie, przeżywamy wstyd i lęk.
Drugą skierowaną w kierunku innych ludzi, a wtedy zachowujemy wobec nich nieufność, duży poziom lęku i niepewności (mimo że w rzeczywistości nie dają nam oni powodów do braku zaufania, przeżywamy ich jako zagrożenie).
Tym, czego warto się nauczyć, jest: rozpoznawanie głosu wewnętrznego krytyka, sprzeciwianie się mu, podejmowanie z nim dyskusji, polemiki, kwestionowanie jego twierdzeń wybrzmiewających w naszej głowie. Na koniec zaś budowanie współczucia wobec samego siebie, wspieranie takiej części w nas, która zawsze — niczym kochający rodzic — stanie w naszej obronie.
Możemy też regularnie sprawdzać w relacji ze sobą: „Czy jako kochająca mama lub tata tak właśnie mówilibyśmy do siebie?”, „Co w danym momencie powiedziałby opiekuńczy rodzic, którego komunikat byłby inny od głosu krytyka?”, „Jak brzmią słowa, jak wyglądają reakcje kogoś, kto reaguje z miłością, a nie z pogardą?”.
Dzięki takiemu postępowaniu nauczymy się budować w sobie wewnętrznego sprzymierzeńca, który pomoże nam radzić sobie w życiu, zastępując miejsce części, będącej powidokiem naszych traumatycznych doświadczeń z wczesnego dzieciństwa.
dr Marta Drażyńska — psycholożka, trenerka, konsultantka w organizacjach, psychoterapeutka indywidualna i grupowa, certyfikowany team coach. Absolwentka psychologii i polonistyki na UAM oraz podyplomowych Studiów Psychoterapii Indywidualnej i Grupowej w Laboratorium Psychoedukacji. Ukończyła 5-letnie szkolenie z analizy transakcyjnej. Jest absolwentką Core Training w Berlinie, w podejściu intensywnej krótkoterminowej psychoterapii psychodynamicznej ISTDP. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i zajęcia w ramach Szkoły Analizy Transakcyjnej w Grupie Spotkanie. Współtworzy start-up DobryGabinet

