Ludzie coraz częściej wysyłają nudesy albo nagrywają seks, czasami wirtualny. Czasami jedna strona szantażuje drugą, oczekując pieniędzy, prezentów, uwagi. Grozi upublicznieniem materiałów, rozbiciem małżeństwa. Zwykle jedna transza nie wystarcza. Szantażyści powracają, doprowadzając ofiary do obłędu.

— Nie wierzę, że mój syn brał udział w orgii. To musiały być spreparowane zdjęcia, ale nie pozwolę, abyśmy ja i syn stali się pośmiewiskiem — mówi zdenerwowana Anna (imię zmienione), szefowa kliniki stomatologicznej.

Kilka miesięcy temu dostała maila bez treści, za to z kilkoma zdjęciami. Na wszystkich był jej 24-letni syn. Nagi, w otoczeniu czterech nagich kobiet i trzech nagich mężczyzn. Wszyscy uprawiali seks; znajdowali się w jakimś eleganckim wnętrzu, z antykami i wielkim lustrem w złotych ramach. Anna tak się zdenerwowała, że nie była w stanie dodzwonić się do syna.

Plątały jej się palce, potem słowa. Kiedy usłyszał, co dostała jego matka, zaniemówił. Po paru chwilach zaczął krzyczeć, że ktoś go wrabia, że to AI, że ktoś im źle życzy. Adresat pozostawał nieznany. — Dziwne, bo poza tymi obrzydliwymi zdjęciami nic więcej nie było — relacjonuje Anna.

Kolejnego dnia odebrała nowego maila. Już bez zdjęć, ale z jasnym żądaniem. — Ktoś groził, że roześle zdjęcia do moich VIP-owskich klientów oraz do znajomych z Facebooka. Muszę zapłacić 60 tys. zł za milczenie. Wtedy też dowiedziałam się, że kwota wynika z tego, że jest sześć zdjęć. Każde po 10 tys.

W mailu, a jakże, podano sposób przelewu gotówki (nie żadne konto bankowe); Anna nie chce podawać szczegółów. Nikomu wtedy nie powiedziała o szantażu, zapłaciła bez szemrania. Syn ją o to poprosił. Twierdził, że to nieuczciwa konkurencja próbuje matkę zastraszyć. Przysiągł Annie, że nigdy w życiu nie brał udziału „w czymś takim”, a zdjęcia nie są prawdziwe. Uwierzyła.

Minęły dokładnie cztery miesiące i dwa dni, gdy przyszedł kolejny mail. Tym razem w załączniku znalazło się 10 zdjęć. Ktoś żądał 100 tys. zł za milczenie. Anna zdenerwowała się jeszcze bardziej, bo zrozumiała, że szantażysta powrócił i będzie pewnie to robił częściej. Zadzwoniła do eksmęża. Wciąż mają dobre relacje, łączą ich interesy (w tym klinika stomatologiczna). On natychmiast polecił jej pojechać na policję. I nie płacić już ani gorsza. Na policji zebrano jej zeznania, zabezpieczono dowody, ale uprzedzono, że wszystko może potrwać i nie wiadomo, czy uda się znaleźć przestępcę. Opadły jej ręce. Poczuła, że jest z problemem sama.

Dwa dni później odczytała nowego maila. Dostała już tylko 12 godzin na zapłacenie 100 tys. Jeśli tego nie zrobi, zdjęcia z orgii jej syna zostaną rozesłane zamiast newslettera do klientów i znajomych. Jako dowód dołączono rzeczywisty fragment bazy klientów: nazwiska, dane wrażliwe itd. Anna poczuła, że nie ma wyjścia. Ktoś włamał się na jej firmowe bazy danych, listę mailingową itd. Przelała 100 tys. zł.

Odtąd boi się każdego poranka, bo wszystkie te maile przychodziły o świcie. Jest pewna, że kolejny mail to kwestia czasu. Ile teraz zażąda szantażysta? Co się stanie, jeśli nie będzie mogła zapłacić? Kto ją szantażuje? Czy jej syn rzeczywiście brał udział w orgii? Z kim się zadał? Próbowała z nim rozmawiać, ale stał się nieobecny i milczący. Anna żyje w coraz większym poczuciu zagrożenia. Mówi, że wciąż ma paranoję, że ktoś ją śledzi albo podsłuchuje.

— Rośnie liczba i złożoność przypadków cyberprzemocy, w tym cyberszantaży. Szczególnie w obszarze relacji prywatnych. Wyobraźnia niektórych osób nie zna granic — przyznaje detektyw Adam Witczak, szefe działu cyberbezpieczeństwa w firmie „Top Detektyw”. — Cyberszantaże stają się coraz częstsze z powodu ogromnego tempa rozwoju świata cyfrowego. Rośnie liczba nowych zagrożeń. Niestety, użytkownicy social mediów, aplikacji randkowych i nie tylko zazwyczaj tracą czujność.

Co ciekawe, motywem szantażu nie są obecnie tylko pieniądze. — Osoby, które szantażują innych, często żądają wykonania określonych czynności. Wywierają presję, kontrolują drugą stronę, grożąc np. ujawnieniem nagich zdjęć, jeśli dana osoba nie wykona żądanej czynności lub nie zachowa milczenia na temat związku. Nieraz zdarzało się, że ktoś oczekiwał: „Jeśli nie powiesz wreszcie o nas żonie/mężowi, ja wyślę to video”. W pewnych sytuacjach chodzi o wymuszanie luksusowych podarunków lub załatwienie jakichś ważnych spraw — obserwuje Witczak.

Z jego doświadczenia wynika, że w cyberszantażach wykorzystywane są także materiały, które użytkownicy udostępnili w korespondencji: nagie zdjęcia, filmy, ale też materiały z sextingu czy nagrane w sekrecie rozmowy (telefoniczne lub na żywo). Współcześnie, jak przestrzega Witczak, właściwie każdy wrażliwy materiał, udostępniony w sieci, może zostać wykorzystany. — Dość powszechne jest preparowanie treści, fałszowanie zdjęć i rozmów, a to wszystko dzięki zaawansowanym technologiom, w tym oczywiście sztucznej inteligencji. Nawet jeśli dana osoba nigdy nie udostępniła czegoś wstydliwego czy kompromitującego, może paść ofiarą cyberszantażu. To są niekiedy przerobione fragmenty rozmów lub spreparowane nagie zdjęcia — przyznaje.

Kto dopuszcza się cyberszantaży? Okazuje się, że nie ma jednego „profilu sprawcy”. — Są to osoby w różnym wieku, o różnym wykształceniu i statusie. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą być ofiarami oraz sprawcami. Czasem szantaż może pochodzić od osób podszywających się pod kogoś innego, nawet od wyimaginowanych profili stworzonych przez sztuczną inteligencję — relacjonuje Witczak. Zna przypadek, w którym partner robił sekretnie zdjęcia swojej partnerce, a następnie stworzył fałszywe konto, aby rozpocząć z nią rozmowę i ją szantażować, co wydaje się być skrajną formą gry emocjonalnej. — Samotność, poszukiwanie zrozumienia i akceptacji w internecie prowadzą do nieświadomego ujawniania wrażliwych informacji, które mogą zostać wykorzystane.

— Myślę, że tutaj nie chodzi tylko o jakiś stały konstrukt osobowości czy płeć, a raczej o chęć realizacji swoich celów. Za wszelką cenę, nie licząc się z kosztami po drugiej stronie lub czasem też nie mając ich świadomości. Natomiast trzeba wyraźnie podkreślić, że cyberszantaż jest formą przemocy — komentuje dr Daniel Cysarz, psycholog, seksuolog, psychoterapeuta. — Są to zachowania krzywdzące innych, pozbawione empatii, które społecznie negujemy. Przecież po drugiej stronie jest osoba, która przeżywa stres, lęk, niepokój, wstyd. Ktoś wykorzystuje jej zaufanie i naiwność, chcąc osiągnąć korzyści.

W gabinetach terapeutycznych zjawiają się osoby, które doświadczyły takich nadużyć. — Ktoś jest w relacji, w której ma poczucie, że to będzie już na zawsze. Ale relacja się kończy, temperatura emocji się zmienia i czasem… wkracza nienawiść. W ramach nienawiści ludzie są w stanie zrobić różne rzeczy, w tym wykorzystywać wspólne filmy czy zdjęcia, szantażując byłych już partnerów, którzy weszli w kolejne relacje. Czasami po rozpadzie związku jedna strona czuje się poszkodowana, wykorzystana, zdradzona. Wysyłając nagie zdjęcia lub nagrania z czasów, gdy jeszcze była z tą drugą stroną, jątrzy w jej nowym związku. Celem może być zemsta lub po prostu nieumiejętne zwrócenie na siebie uwagi— opowiada psychoterapeuta.

Jakub (34 l.) jest w szczęśliwym, jak podkreśla kilka razy, małżeństwie. Od dwóch lat. Dzieci nie mają, na razie chcą się cieszyć sobą, podróżować, robić kariery. Ze wstydem wyznaje, że niedawno pojechał na kongres, który odbywał się w nadmorskim kurorcie, gdzie „zupełnym przypadkiem” zdradził żonę. Nie chciał tego. Nie wie, jak to się stało. Wie, że za dużo wypił i palił marihuanę. Hotel znakomity, kilkaset osób z branży. Środowisko zdominowane przez mężczyzn, ale było też sporo miłych koleżanek. Jakub obudził się obok kobiety, której nawet nie pamiętał. Chyba o czymś dyskutowali, kiedy świtało, podając sobie fifkę. Wydawało mu się, że seks w takim stanie jest niemożliwy, a jednak dowody mówiły same za siebie.

Nowa koleżanka wiedziała, że Jakub ma żonę, lecz oczekiwała kontynuacji romansu. Jakub zapowiedział, że to niemożliwe. Wrócił do domu tego samego dnia. Minęły dwa dni i zaczął dostawać dziesiątki wiadomości od „tej kobiety”, jak o niej mówi. Najpierw wyznania, komplementy, wyrazy tęsknoty. Potem, gdy nie odpisywał, pojawiły się z jej strony wulgaryzmy. Wyzywała go, więc ją zablokował. Pisała z kolejnych numerów. Wreszcie wysłała wiadomość na Instagramie: „Jeśli nie spotkasz się ze mną jeszcze raz, wyślę TO twojej żonie”. TO? Chodziło o materiał video, nakręcony przez nią smartfonem, nad ranem. Ona w halce, a obok śpiący Jakub, cały nago, w tym samym łóżku. Doskonale widać jego twarz, charakterystyczny tatuaż na przedramieniu, łańcuszek z inicjałem żony. „Ta kobieta” dołączyła też screen, na którym jest instagramowy profil jego żony. A więc wyśledziła ją w sieci…

Odpisał natychmiast. Obiecał jej spotkanie, zarezerwował hotel, choć myślał o niej wyłącznie ze wstrętem i gniewem. To była przygoda, na dodatek głupia i nic nie znacząca, a ona teraz go szantażuje. Czy kręciła filmiki, gdy spał półprzytomny, z myślą o tym, że będzie go nimi straszyć? Czego od niego chce? Jaki ma cel? W weekend spotkał się z „tą kobietą”. Przywitała go jak ukochanego. Poszli na kolację. Był spięty, nerwowy, wściekły. Tłumaczył jej, że ma żonę, którą kocha, a pijacki seks na kongresie był ogromną pomyłką. Kobieta nie chciała o tym słyszeć. Pokazała mu w telefonie kilkanaście filmików oraz zdjęć, na których są ona i Jakub. W łóżku.

Wrócił do domu przerażony. Zrozumiał, że albo powie żonie o tym, co się stało, albo „ta kobieta” zniszczy ich małżeństwo. Tylko że żona jeszcze przed ślubem zapowiedziała, że zdrada oznacza dla niej koniec relacji. Jakub bije się z myślami.

Osoba szantażowana przeżywa emocjonalne tornado. Czuje, że traci kontrolę nad swoim życiem. — Emocje bywają skrajne, bo osoba, która pozyskała w pewnym wyrachowaniu zdjęcia, nagrania czy filmy, weszła z nami w bliską relację: seksualną, romantyczną — komentuje Cysarz. — Wyobraźmy sobie kobietę, żyjącą od wielu lat w małżeństwie, w którym wszystko się sypie. Poznaje w sieci mężczyznę, który obsypuje ją komplementami, wyznaniami miłości, uwagą, atencją. Ona zaczyna się angażować, przesyła mężczyźnie różne tzw. wrażliwe zdjęcia i nagrania. Po pewnym czasie te materiały stają się elementem szantażu. Rozumiem, że tej osobie bardzo trudno przejść od zauroczenia, a czasem nawet poczucia miłości, do złości i postawienia granic. Z tego powodu często okresem przejściowym jest ogromny strach. Ofiary przeżywają lęki, mają poczucie winy. To częsty koktajl emocji, który może doprowadzić nawet do ostatecznych decyzji — obserwuje psychoterapeuta. Bywają sytuacje, które skończyły się tragicznie dla szantażowanej strony. Samookaleczeniem, zachowaniami autodestrukcyjnymi, próbą samobójczą, a nawet odebraniem sobie życia. — Ale wiele osób żyje z tymi emocjami.

— Osoby, które czują się zaszczute, oszukane, zdradzone i zastraszone, mają prawo szukać pomocy. W takiej sytuacji niezbędna wydaje się pomoc psychologa czy psychoterapeuty — mówi Cysarz. Ludzie często najzwyczajniej w świecie wstydzą się powierzyć komuś swoją historię, boją się wyjść na głupich czy naiwnych. — Pamiętajmy, że specjalistów obowiązuje ścisła tajemnica zawodowa, nie trzeba się obawiać. Ważne, aby dostać wsparcie psychologiczne i czasem prawne. Spróbować wydobyć się z sytuacji, która wydaje się beznadziejna. Czasami dopiero w momencie, kiedy wprost nazwiemy to działanie przestępstwem i agresją, dana osoba zaczyna rozumieć, że ma prawo prosić o wsparcie. I ma również prawo do różnych emocji, w tym smutku i złości — podkreśla psychoterapeuta.

Dlatego przed wysłaniem lub publikacją czegokolwiek w internecie należy zastanowić się trzy razy, czy materiał może nam jakoś zaszkodzić. I czym może stać się w niepowołanych rękach — radzi Witczak.

Apeluje, by w przypadku próby cyberszantażu zachować możliwie jak największy spokój. Nie działać pod wpływem emocji. Szantażysta najczęściej chce pieniędzy. Ale historie wielu przypadków pokazują, że kiedy ktoś płaci, to rzadko jednorazowo. Pojawiają się kolejne żądania. — Płacenie napastnikowi staje się błędnym kołem, zazwyczaj prowadzi do kolejnych żądań, coraz wyższych kwot, a materiały zostają opublikowane i tak. Najlepszym rozwiązaniem jest skontaktowanie się ze specjalistą, który ma doświadczenie w tego typu sprawach i pomoże zneutralizować napastnika. Przydaje się gra na zwłokę, powodująca opóźnienie reakcji, aż do momentu uzyskania fachowej pomocy. Cyberszantaż to przestępstwo, więc zgłoszenie na policję jest ważnym krokiem, ale powinno być realizowane równolegle z innymi działaniami — podpowiada Witczak.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version