Zarabiają w mediach społecznościowych, szczując, plując, robiąc „bekę”, a potem ukrywają to w poselskich oświadczeniach majątkowych.
Wyciągnięcie z posłów, ile zarabiają na aktywności w social mediach, to orka na ugorze. Pierwsza trójka sejmowych influencerów bardzo skutecznie to ukrywa, a prawo jak zwykle nie nadążyło za rzeczywistością.
Dariusz Matecki — oskarżony o sześć przestępstw w aferze Funduszu Sprawiedliwości — nie wypuszcza komórki z ręki. Nagrywa siebie, kolegów, wrogów, dziennikarzy. Jak leci. Potem skleja to w filmiki i publikuje na YouTubie. Na swoim poselskim kanale ma średnio 500 nowych postów miesięcznie. W większości to grafiki przygotowane przez sztuczną inteligencję, które odsyłają na główny kanał Mateckiego. Podpis jest zawsze taki sam: „ZGADZASZ SIĘ? SUBSKRYBUJ KANAŁ: Prawicowy Internet. WESPRZYJ DZIAŁANIA! ZRZUTKA: [tu adres zrzutki], pomóż fundacji Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu!”.
To właśnie Prawicowy Internet jest głównym kanałem posła PiS. Ma go od 18 lat, gdy posłowie nawet o istnieniu YouTube’a prawdopodobnie nie wiedzieli.
Dzień w dzień poza postami wpada tu przynajmniej 5-7 krótkich filmów. Głównie o Donaldzie Tusku albo o tym, że Czarzasty to komunista, co jest najbardziej popularną zbitką w filmikach posła.
— Nienawistny język, którym politycy prawicy epatują w sieci, napędza im wyświetlenia, a te przekładają się wprost na spore korzyści. Im bardziej skrajny i agresywny przekaz, tym więcej kliknięć i większe wpływy. Zarabiają grubą kasę na polaryzowaniu i ogłupianiu ludzi, wykorzystując do tego sejmową legitymację. To działanie na szkodę państwa — mówi Arkadiusz Marchewka, wiceminister infrastruktury i poseł ze Szczecina, jak Matecki.
***
Kiedy Matecki zakładał swój kanał, dużo mówił o Żydach, miesiąc temu o muzułmanach w zachodniej Europie, teraz o Ukraińcach. O ataku w autobusie na 11-latki z Ukrainy jest z pięć filmików. Każdy o tym, że prawdopodobnie była to prowokacja, że co prawda nie można atakować dzieci, ale dzieci też nie są bez winy.
— Nie ma słów, żeby określić to jego draństwo. To żaden patriota, tylko zwykły ksenofob i szowinista. Uwodzi ludzi zasięgami, chociaż analizy pokazują, że wykręca mu zasięgi klikanie przez to samo grono odbiorców. To, że ma na takie chamstwo i nienawiść przyzwolenie swojej partii, pokazuje, w jaką stronę poszło PiS — mówi minister Miłosz Motyka, którego żona jest Ukrainką i o której film też znalazł się na koncie Mateckiego.
W filmikach widać wyraźnie, co dzieje się w PiS i gdzie bije serce Mateckiego. Że nienawidzi Tuska, to raczej nie jest zaskoczenie. Ale wrzuca też filmik o tym, że Daniel Obajtek zdecydował się zrezygnować ze stowarzyszenia Rozwój Plus, i chwilę po tym jest cała fala filmów o obronie Obajtka przed prokuraturą, o tym, jak TVN źle traktuje Obajtka, a także o tym, że za Obajtka ceny na Orlenie były niższe. Obajtek zasłużył i Matecki go docenił. Są na przykład cztery identyczne filmy: „Dziś ulicami Szczecina przeszedł Marsz Równości, na którym atakowano prezydenta Karola Nawrockiego, a to jeden z jego fragmentów”. W tle pokazywane są — w każdym z filmów inne — dość przypadkowe zdjęcia z marszu i ani jedno nie przedstawia ataku na prezydenta.
— Znamy go doskonale — na pytania o Mateckiego odpowiada Bartosz Arłukowicz, europoseł ze Szczecina. — Zrobi wszystko dla kasy, nie ma żadnych granic. Jest wyzbyty jakichkolwiek ludzkich emocji, a do tego, co wydaje się wyjątkowo obrzydliwe, lubi wspierać się i zasłaniać Bogiem.
Sławomir Mentzen
Foto: East News
***
Na kontach Mateckiego wszystko jest większe. W ciągu ostatniego miesiąca miał 14 mln wyświetleń na jednym i 2,5 mln na drugim kanale. Dostępne w sieci narzędzia analityczne prognozują, że przy takich liczbach powinien zarabiać na tym od 3,5 do 57 tys. dol. miesięcznie. To oczywiście prognozy, ale sam Matecki w jednym z wywiadów mówił, że gdyby zdecydował się na dłuższe formy i trochę inaczej prowadził swój kanał, to pewnie zarabiałby 50-100 tys. zł miesięcznie. Dochody posłów z reklam i wyświetleń w social mediach bywają spore, a wciąż jest problem z tym, jak je opisać, oraz z tym, czy posłowi w ogóle wolno zarabiać w ten sposób. Bo na przykład poseł prowadzący działalność gospodarczą traci poselską pensję i zostaje mu tylko dieta.
W oświadczeniu majątkowym Matecki umieścił 156 tys. zł jako „przychód zakwalifikowany do źródła z art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT”. To więcej niż uposażenie poselskie, które wynosi 126 tys. (bez diety). A co mówi ustawa o PIT w tym punkcie?
„Źródła dochodu: najem, podnajem, dzierżawa, poddzierżawa oraz inne umowy o podobnym charakterze, w tym również dzierżawa, poddzierżawa działów specjalnych produkcji rolnej oraz gospodarstwa rolnego lub jego składników na cele nierolnicze albo na prowadzenie działów specjalnych produkcji rolnej, z wyjątkiem składników majątku związanych z działalnością gospodarczą”. Jak to się ma do YouTube’a?
Matecki nie odpowiada na pytania „Newsweeka”. A do swoich profili w social mediach ma jeszcze podpięte konta na Buycoffee, gdzie można postawić posłowi kawę za 10, 30 albo 70 zł. Za co ta kawa? Za ochronę przed banderyzmem.
„Polska jest Polaków. To tu, na naszej ziemi, Polak ma być gospodarzem, a dziś chcą nam to odebrać [tu zdjęcie Donalda Tuska]. Chcą narzucać banderyzm, chcą zalać nas falą nielegalnej migracji, chcą, żeby Polak we własnym kraju był obywatelem drugiej kategorii [i tu znowu zdjęcia Tuska]”.
Jest też link do zrzutki na działanie Ośrodka Monitorowania Antypolonizmu — fundacji Mateckiego. Co prawda od roku nikt nie kwapi się, żeby finansować monitorowanie antypolonizmu, ale gdyby chciał, to może.
***
„Przychody zakwalifikowane do źródła z art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT” — ponad 90 tys. zł z najmu — w swoim oświadczeniu wpisał też Jan Kanthak, trzeci na liście posłów z największą liczbą subskrypcji na YouTubie. Ponieważ tak jak Matecki nie odpowiada na pytania wysłane mailem, próbuję go zapytać na sejmowym korytarzu, jak to się stało, że w zeszłym roku na YouTubie zarobił prawie 10 tys. zł, a nagle w tym roku nie ma ani złotówki zarobionej w mediach społecznościowych, chociaż nieustannie coś publikuje.
— Niech się pani douczy — warczy na mnie poseł i odchodzi.
Poseł Kanthak ma ponad 200 tys. subskrybentów na YouTubie i nagrywa tam całe wykłady. Głównie o Tusku, a przynajmniej jakimś polityku rządzącej koalicji (najlepiej z bardzo głupią miną), ale ostatnio też o Morawieckim. Sam poseł również od pewnego czasu zaczął być bardziej wyrazisty. Ma czerwoną bluzę reprezentacji z orzełkiem na piersi, macha rękami, pokrzykuje albo w sklepie z zabawkami w Strasburgu nagrywa na mechanicznego bociana zdanie: „Dobrze, że nie ma tu członków Platformy, bo bałbym się, że spotka mnie to samo co psy w Kłodzku”. A ostatnio w bardzo długim wywodzie porównywał PiS do Manchesteru United, a Jarosława Kaczyńskiego do Alexa Fergusona (legendarny trener odszedł jednak w szczycie chwały, legendarny prezes szczyt formy ma już za sobą).
— Niech Janek nie będzie taki skromny, bo już w zeszłym roku się chwalił, że z tego YouTube’a to samochód kupił — podpowiada mi klubowy kolega Kanthaka.
W poprzednim oświadczeniu majątkowym poseł nie miał samochodu, a teraz już ma. Co prawda 7-letniego Mercedesa klasa E, ale to zawsze coś. I kosztuje akurat 80-90 tys., czyli tyle, ile Kanthak dorobił „na najmie”.
Dariusz Matecki
Foto: Adam Burakowski/East News
***
Dokładnie ten sam art. 10 ustawy o PIT znajduję w oświadczeniu posła Sebastiana Kalety. To 37 tys. zł. Za co? Za coś.
— Chyba chłopaki od siebie spisywali — śmieje się poseł PiS, który akurat nie krył w oświadczeniu, że zarobił na mediach społecznościowych. Chociaż to drobne, bo niewiele ponad 10 tys. w rok.
W końcu udaje mi się dowiedzieć od posła Kalety, że art. 10 nie wynika z tego, że posłowie od siebie ściągają. Po prostu polskie prawo, w tym ustawa o PIT, nie przewiduje, żeby osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej mogła wpisać gdziekolwiek wpływy z mediów społecznościowych.
— Wojewódzki Sąd Administracyjny kilkukrotnie już badał takie sprawy, są też interpretacje Krajowej Administracji Skarbowej — tłumaczy poseł Kaleta. — Generalnie chodzi o to, aby to opodatkować, a jako że przepisy wprost takich sytuacji nie rozstrzygają, to trzeba patrzeć do tych orzeczeń. Są jednoznaczne, a przepis mówi o dochodach kwalifikowanych jako zbliżonych do najmu, więc najbezpieczniej w oświadczeniu było przywołać taką podstawę opodatkowania.
***
Niekwestionowanym krezusem na YouTubie jest Sławomir Mentzen, którego kanał ma ponad milion subskrybentów. W zeszłym roku jego spotkania z Trzaskowskim i Nawrockim przyciągnęły na żywo setki tysięcy widzów. Jak sam twierdził, zarobił wtedy około 350 tys. zł z samego YouTube’a.
Mentzen ma w serwisie wideo kilka projektów. Po pierwsze krótkie filmiki (ostatnio głównie o rzezi wołyńskiej), Q&A, czyli pytania i odpowiedzi, swój podcast „Mentzen grilluje” i posty. To wszystko razem przekłada się na zasięgi. Tutaj jednak jest znacznie bardziej wstrzemięźliwy niż na przykład na X, gdzie pisze: „Byłem w toalecie na lotnisku w Warszawie. Obok mnie Murzyn ze śniadym kolegą myli stopy w zlewach. Obrzydliwe. Jak w jakiejś Francji”. Na X zresztą też ma zweryfikowane konto, ale nie wiemy, czy na tym zarabia. Dominik Tarczyński tylko z X wyciąga ponad 23 tys. zł rocznie.
W oświadczeniu majątkowym Mentzena tego nie znajdziemy. Jak twierdził rzecznik Konfederacji, dochód z mediów społecznościowych jest ujęty w dochodzie z jednoosobowej działalności gospodarczej posła, ale nie wiadomo w jakiej części. W zeszłym roku Mentzen z jednoosobowej działalności wyciągnął prawie milion. Reszta jego kancelarii, spółek, holdingów etc. dała mu równe 0 zł.
— To nie jest tak, że każdy na YouTubie zarabia tak samo. Tematyka kanału, jakość materiałów, jakość widzów, długość materiałów— to wszystko ma znaczenie. I wtedy za milion wyświetleń można dostać parę tysięcy złotych — tłumaczy Kamil Smogorzewski z Res Futury, fundacji, która zajmuje się badaniami ruchu w sieci. — Tutaj nie chodzi o same zasięgi. Jeśli YouTube widzi, że poza wyświetleniami pod filmem są też komentarze, że treść jest angażująca, to chętniej promuje takie treści i więcej za nie płaci.
Jacek Ozdoba, też w top 10 politycznych kanałów z 80 tys. subskrypcji, zarobił przez rok niewiele ponad 17 tys. i wpisał to do oświadczenia po prostu jako „youtube”. Grzegorz Braun przychody z publikacji w internecie wrzucił do praw autorskich, umów o dzieło i tantiem — w sumie jest tego 40 tys. Patryk Jaki — zdecydowanie w pierwszej piątce — nabazgrał w oświadczeniu, że są to inne przychody, i połączył dywidendy, wynajem mieszkania i social media na sumę 64 tys. zł.
Jan Kanthak
Foto: Marysia Zawada/Reporter
***
Kancelaria Sejmu nie jest nam w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego posłowie nie stosują jednego formatu do opisywania zarobków z mediów społecznościowych. Sami posłowie przeważnie uważają, że nie ma o czym gadać, i kompletnie nie przejmują się ani tym, jakie reklamy towarzyszą ich produkcjom, ani tym, czy wyborcy wiedzą, że niektórzy dorabiają drugą pensję, wrzucając codziennie dziesiątki filmów.
— Szczerze mówiąc, musimy się nad tym zastanowić, bo chyba trafiła pani w punkt. Po prostu nie wiemy, jak to rozliczać i czy nie będzie jednak potrzebna zmiana ustawy o PIT, bo problem nie dotyczy tylko posłów. Zarabiać na mediach społecznościowych może każdy obywatel — słyszymy w Kancelarii Sejmu, która prosi o czas do namysłu, jak właściwie ugryźć temat.
Zwłaszcza że aktywność poselska w porównaniu z aktywnością medialną jest zastanawiająca. Poseł Kanthak przez trzy lata wystąpił w Sejmie zaledwie 14 razy, ostatni raz w grudniu. Za to średnio wrzuca 15 nowych filmów miesięcznie. Sławomir Mentzen ma jedną z najniższych, jak na posła, który nie jest ministrem, statystyk obecności na głosowaniach. Niewiele ponad 66 proc.
Za to Matecki ma ponad 500 wystąpień, z czego niemal 300 niewygłoszonych. Tak, w Sejmie jest taka kategoria: „wystąpienie niewygłoszone”. W zeszłym tygodniu na przykład wygłosił 12 niewygłoszonych, czyli po prostu napisał je i wysłał do kancelarii. Zgłosił także ponad 1230 interpelacji, ale 123 z nich to ta sama interpelacja, tylko przepisana na różne gminy i powiaty województwa zachodniopomorskiego.
***
Politycy odkryli media społecznościowe nie tylko dlatego, że mogą tam dorobić. Większość przychody z wyświetleń swoich produkcji ma naprawdę mizerne. Ważniejsze jest to, że w mediach społecznościowych nikt im nie zadaje pytań. Patryk Jaki może przez 45 minut opowiadać o tym, dlaczego Morawiecki jest zły. Pokazuje wykresy, cytuje wypowiedzi konkurencji i sam sobie odpowiada na pytania. Nikt nie prostuje, kiedy kłamie albo gada bzdury. A jego widzowie są zachwyceni, bo na kanały polityków przychodzi się utwierdzić we własnych przekonaniach, a nie poznać inny punkt widzenia.




