Zdumiewające, że wystarczyło trochę zdrapać złotą otoczkę Collegium Humanum, by spod spodu wyszła wielka pustka.
Od blisko dwóch lat Renata Kim i Jakub Korus piszą w „Newsweeku” o Collegium Humanum, prywatnej uczelni, która od 2018 r. w ekspresowym tempie zaopatrywała w dyplomy MBA zastępy kandydatów do pracy w zarządach i radach nadzorczych rozmaitych spółek.
Założyciel i rektor uczelni, dziś podpisywany już tylko jedną literą nazwiska, wyczuł moment, kiedy szeregi partyjnych towarzyszy będą potrzebować szybkiego i niedrogiego sposobu na zdobycie uprawnień do konsumpcji fruktów w spółkach skarbu. Bo PiS, aby uniknąć wpadek, takich jak z Bartłomiejem Misiewiczem, postawiło w 2017 r. wymóg: jakieś wykształcenie lub dyplom MBA trzeba mieć. Ale prawdziwe MBA to dwa lata ślęczenia nad skomplikowaną wiedzą i koszt nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. A gdyby zrobić to w kilka miesięcy albo tygodni i za kilka tysięcy? Na tę szkolną magię jak z Hogwartu chętnych były tłumy, nie tylko w PiS. W samorządach wszelkich barw też nie brakowało posad do obsadzenia.








