Ponad cztery godziny trwało spotkanie liderów koalicji przed środową rekonstrukcją rządu. Będzie nowy resort zamiast paru starych, a także kilka poważnych personalnych zmian.
Najpoważniejszą zmianą, o której mówiło się w kuluarach od kilku tygodni jest powołanie nowego ministerstwa, które miałoby się zająć energią. Taki resort już kiedyś był i można go dopisać do listy najważniejszych porażek PiS. Ministerstwo energii nie wiedziało tak naprawdę, czym się zajmuje, i nigdy nie dostało poważnych kompetencji, bo resort gospodarki nie chciał oddać górnictwa. Teraz ma powstać poważny resort z części ministerstw: klimatu i ochrony środowiska oraz przemysłu. Na jego czele ma stanąć dotychczasowy wiceminister klimatu z ramienia PSL Miłosz Motyka.
– Do tej pory zajmował się w resorcie elektrowniami jądrowymi i właściwie nie ma chyba nikogo bardziej kompetentnego u ludowców, kto mógłby się tym zająć – komentują nasi rozmówcy z rządzącej koalicji.
„Bo Stefan bardzo chciał”
Potwierdziła się także nasza informacja z początku lipca, że będzie zmiana na stanowisku ministra rolnictwa. Czesława Siekierskiego zastąpi jego dotychczasowy wiceminister Stefan Krajewski – też z PSL-u.
– Po pierwsze, Stefan bardzo chciał. Od początku. A poza tym jest zdecydowanie bardziej w bieżącej polityce niż Czesław. Jest szefem struktur, ma zaplecze, jest młodszy, bardziej dynamiczny – wyliczają nasi rozmówcy.
Zmiana na tym stanowisku nie była na wniosek premiera, chociaż między Tuskiem a Siekierskim nie było chemii. Minister rolnictwa dał o sobie znać, kiedy nagle w jednym z wywiadów powiedział, że jeśli premier chce, żeby mu każdy minister sprawozdawał co do tej pory załatwił, to może premier sam by się rozliczył.
Później jego koledzy śmiali się, że minister udzielał wywiadu przez telefon i chyba nie do końca miał świadomość, że to do druku. Ale to ludowcy chcieli ministra rolnictwa wymienić na bardziej dynamicznego.
PSL zachowuje swoje, Lewica bardzo zadowolona
Zniknie natomiast Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które zostanie przyłączone do innych resortów. Tym samym PSL zatrzymuje swój pakiet czterech ministerstw, ale ze zmianami personalnymi i strukturalnymi.
Lewica jest bardzo zadowolona po ostatecznych ustaleniach. Zachowała właściwie to, co miała, a w dodatku dostała gwarancję, że w mocy zostaje utrzymana umowa koalicyjna i rotacja na stanowisku marszałka Sejmu. Tak jak pisaliśmy już w „Newsweeku”, Katarzyna Kotula straci stanowisko ministry w Kancelarii Premiera, bo jej urząd zostanie wcielony do resortu rodziny. Mimo wcześniejszych przymiarek nie zostanie zlikwidowany resort nauki i Marcin Kulasek z Lewicy nadal będzie stał na jego czele.
Polska 2050 wciąż walczy
Polska 2050 nadal walczy o stanowisko wicepremiera dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, ale Koalicja Obywatelska nieustannie powtarza, że tego w nowej strukturze rządu nie przewidziano, a i w umowie koalicyjnej tego nie ma.
– Ale oni bardzo by chcieli, żeby ją jeszcze wzmocnić. To jest nawet zrozumiałe, bo chcą pokazać, że też ugrali swoje, więc pewnie dostaną jakieś resztki z innych resortów. No i Paulina Hennig-Kloska ma zostać z okrojonym resortem co pewnie sprzedadzą jako sukces – twierdzą nasi rozmówcy.
Radosław Sikorski wicepremierem?
Ponownie pojawiły się informacje o tece wicepremiera dla Radosława Sikorskiego, o której pisaliśmy w „Newsweeku” dwa tygodnie temu, ale z otoczenia ministra słyszymy, że na razie nie ma żadnych przesłanek, żeby zakładać, że taka propozycja padnie.
– Nie chcemy zapeszać. Takie pomysły są, ale wie pani, jakie to są trudne puzzle. Póki nie mamy papierów, to nie ma o czym mówić. Hołownia zrobił dużo, żeby wszystko skutecznie zamieszać, więc końcowy efekt może być zaskakujący – słyszymy.
Premier jeszcze we wtorek ma się spotkać z ministrami, którzy będą musieli odejść, żeby załatwić sprawę twarzą w twarz. Ogłoszenie efektów rekonstrukcji ma się odbyć w środę rano. Na czwartek zaplanowano zaprzysiężenie nowych ministrów, a na piątek – pierwsze posiedzenie.

