Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wysłał do Komisji Europejskiej wniosek o 250 mln euro kary od Mety za ignorowanie problemu oszukańczych reklam. Ruch Gawkowskiego jest tym bardziej zaskakujący, że od wybuchu awantury z fałszywymi reklamami z Rafałem Brzoską, ministrowi wytykano, że do Rady Cyfryzacji powołał m.in. Jakuba Turowskiego, dyrektora Mety ds. polityki publicznej na Europę Środkowo-Wschodnią.
„Jak sprawić, żeby dziecko nie odkładało telefonu nawet na chwilę? Dzięki mechanizmom uzależnienia, specjalnie opracowanym i wbudowanym w aplikacje na smartfony” — tłumaczył wiosną tego roku przed kalifornijskim sądem Mark Lanier, adwokat 20-letniej dziś KGM. Kilka lat temu, jego klientka zachowywała się jak miliony innych nastolatków: przykuta do ekranu potrafiła spędzać nad smartfonem nawet 18 godzin dziennie: Facebook, Instagram, TikTok, Snap… „krzyczałam, płakałam i robiłam sceny, kiedy mama próbowała mi go odebrać” — zeznawała KGM. Intensywne życie online odbijało się na tym prawdziwym: problemy psychiczne, zła samoocena, trudności w prawdziwych relacjach.
I nie był to jednostkowy przypadek. Wiemy to już od czasów Frances Haugen, byłej menedżerki z Mety, która wyniosła z firmy poufne dokumenty świadczące o tym, że koncern ignorował własne badania sygnalizujące szkodliwy wpływ produktów na samopoczucie młodych ludzi. „Wybory, jakich dokonuje się w Facebooku, są katastrofalne dla naszych dzieci, dla prywatności i dla naszej demokracji” — mówiła Haugen. Z wewnętrznych badań Mety wynikało np., że u 13,5 proc. brytyjskich nastolatek korzystanie z Instagrama zwiększa napływ myśli samobójczych, a u 17 proc. — zaburzenia konsumpcji.
Wyczyn Haugen stał się kanwą scenariusza filmu Aarona Sorkina „The Social Reckoning”, który wkrótce trafi na ekrany.
„W zasadzie jesteśmy dealerami”
Przytaczane w trakcie procesu KGM cytaty z wewnętrznych notatek Mety nie pozostawiały wątpliwości: „Jeśli chcemy odnieść sukces wśród nastolatków, musimy łapać ich w młodszym wieku”. Dlatego weryfikacja wieku na platformach to fikcja. W trakcie procesu przedstawiono też wewnętrzny dokument Mety, z którego wynikało, że rodzice nastolatków nie powinni wiedzieć, jakie treści oglądają ich dzieci, bo „to by z miejsca uziemiło nasz produkt”.
Podczas procesu KGM Mark Lanier sięgał wykazał, że pracownicy firmy doskonale wiedzieli o tym, co tworzą. „Instagram jest jak narkotyk… W zasadzie jesteśmy dealerami” — to fragment jednego z chatów w Mecie. W jednej z notatek cytowano badania, z których wynikało, że 11-latki cztery razy chętniej wracają na Instagram niż na konkurencyjne apki.
Jak uzależnić dzieciaki od Instagrama czy Facebooka? Aplikacja zawiera wbudowane mechanizmy, które za to odpowiadają: niekończące się przewijanie treści, funkcja autoplay i zapętlanie treści, system nagród premiujących długi czas przed ekranem, spersonalizowane treści, filtry upiększające i idealizujące wygląd ciała, system powiadomień o nowych treściach, lajkach czy komentarzach oraz krótkie formy wideo. Nawet gdy na chwilę oderwiemy wzrok od ekranu, i tak wracamy, kiedy przyjdzie powiadomienie o nowym wydarzeniu. Takie powiadomienie to dopaminowy strzał dla mózgu. A z czasem brak powiadomień może działać w drugą stronę: prowadzi do niepokoju, depresji, zaburzeń w postrzeganiu samego siebie, a wręcz do myśli samobójczych.
Zresztą szkodliwość nie ograniczała się tylko młodych ludzi: „Jedną z konsekwencji strategii Facebooka jest optymalizacja treści pod kątem największej zdolności do zwiększenia zaangażowania użytkowników. Wewnętrzne badania firmy pokazują jednak, że są to zazwyczaj nienawistne treści, prowadzące do podziałów i polaryzacji. Gniew dużo bardziej przyciąga ludzi w porównaniu z innymi emocjami” — tłumaczyła Frances Haugen w programie „60 minutes” w CBS pięć lat temu.
Ugoda na 17 mld dolarów
Proces KGM był przełomowy, bo zamiast pozywać big techy za publikowane treści (od czego koncerny wykręcają się skutecznie powołując się na klauzulę wolności słowa), Mark Lanier postanowił wykazać, że właściciele tych serwisów z premedytacją tworzą produkty uzależniające, nie ostrzegając przed tym użytkowników. W podobny sposób klęskę poniosły koncerny tytoniowe pod koniec lat 90., a konsekwencją ówczesnych porażek w sądach są wielkie napisy ostrzegawcze i odstręczające zdjęcia na paczkach papierosów.
KGM wygrała w marcu od Mety 6 mln dolarów (Snap i TikTok przytomnie poszły na ugodę), ale to była dopiero przygrywka do prawdziwej sądowej batalii. 47 prokuratorów stanowych zamierzało wytknąć właścicielowi Facebooka i Instagrama to samo, co Mark Lanier: że bezkarnie uzależnia dzieci i nastolatków od swoich produktów. Jeden ze stanów domagał się nawet 200 mld dolarów odszkodowań. Do procesu nie doszło, bo w środę 26 sierpnia prawnicy Mety poszli na ugodę, która zakłada m.in. ponad 17 mld dolarów odszkodowań. Co istotniejsze jednak, przyznali tym samym, że zarzuty dotyczące mechanizmów uzależniających są prawdą.
Nie, Meta nie padnie z powodu tych 17 mld dolarów, bo tylko w jednym kwartale tego roku zarobiła na reklamach ponad 60 mld dolarów. Bardziej może zaboleć ją inny wymóg ugody — konieczność wprowadzenia istotnych zmian w serwisach, takich jak ograniczenia czasowe dla nastolatków, blokada powiadomień w czasie przebywania w szkole, blokada aplikacji w godzinach nocnych czy zakaz stosowania filtrów do zdjęć imitujących operacje plastyczne. W ten sposób firma realnie może ograniczyć czas spędzany przez dzieci przed ekranem. A mniej oczu patrzących na reklamy, to mniej przychodów w kasie firmy. Nie stanie się to na pewno od razu i prawnicy Mety będą robili wszystko, żeby ten mechanizm osłabić, ale wyłom już się pojawił.
Pytanie jak odbije się to na działalności firmy w Unii Europejskiej. Magdalena Bigaj, prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa, w niedawnej rozmowie z „Newsweekiem” mówiła: „Stawiamy na paradygmat zdrowia publicznego. Przekonujemy, że państwo ma obowiązek chronić obywateli przed negatywnymi skutkami rozwoju gospodarczego. Dlatego postulujemy np. powszechną klasyfikację produktów i usług cyfrowych pod względem poziomu ryzyka. Wtedy możemy łatwo regulować dostęp do takiego produktu.” Amerykańska ugoda wykazująca, że Meta tworzy produkty uzależniające użytkowników mogłaby stać się dobrym pretekstem do takiej regulacji.
Brzoska kontra Meta
Meta musi przełknąć jeszcze jedną gorzką pigułkę, tym razem w Polsce. Koncern od lat zarabia na reklamach oszukańczych przedsięwzięć potężne pieniądze: w 2004 r. sama Meta oszacowała, że to 10 proc. jej przychodów, ponad 16 mld dol. Ale trafiła kosa na kamień: Rafał Brzoska, twórca InPostu, zirytowany zalewem scamowych reklam z twarzą swoją i swojej żony, Omeny Mensaah, poszedł do sądu. I prawomocnie wygrał. Tyle że reklamy wcale z serwisów Mety nie zniknęły. Niedawno Brzoska, zirytowany bezczynnością, i kolejnym scamem, w którym przedstawiono go na zdjęciu w kajdankach, napisał na platformach społeczościowych odezwę wprost do menedżerów polskiego oddziału Mety, wymieniając ich z nazwiska: „Na waszym miejscu szukałbym innej pracy, bo pokazuje to, że jesteście polskimi marionetkami w światowym koncernie, który 16 proc. procent zysków czerpie z fake newsów i fake reklam na które naciąga społeczeństwo!” — dodał.
x.com
W reakcji zablokowano mu konto na Instagramie, żeby pokazać kto tu rządzi.
Epilog tej sprawy może być jednak zupełnie inny: minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wysłał właśnie do Komisji Europejskiej wniosek o 250 mln euro kary od Mety za ignorowanie problemu oszukańczych reklam. Gawkowski opublikował w sieci korespondencję z Meta w tej sprawie, a w końcu wysłał wniosek do Brukseli: „Bezczynność i nieskuteczność w zwalczaniu szkodliwych dla Polaków reklam i oszukańczych treści nie będzie tolerowana. Oczekuję, że Komisja Europejska szybko przeprowadzi postępowanie i nałoży karę. Dowodów jest aż nadto.”
x.com
Ruch Gawkowskiego jest tym bardziej zaskakujący, że od wybuchu awantury z fałszywymi reklamami z Brzoską, ministrowi wytykano, że do Rady Cyfryzacji powołał m.in. Jakuba Turowskiego, dyrektora Mety ds. polityki publicznej na Europę Środkowo-Wschodnią. Turowski zasiada zresztą także w prezydenckiej Radzie Nowych Mediów. To jeden z menedżerów polskiego oddziału Mety wymieniony z imienia i nazwiska we wspomnianym poście Brzoski.
Nawet jeśli Komisja Europejska przychyli się do wniosku Gawkowskiego, Meta nie zbiednieje od tych 250 mln euro. Ale Mark Zuckerberg mógłby syknąć z bólu, gdyby Bruksela rozważyła pomysł promowany od kilku dni przez Brzoskę. Skoro Meta zarabia krocie na fałszywych reklamach, to trzeba sprawić, żeby te zyski stały się problemem. Dlatego Brzoska utworzył petycję, w której wzywa do stworzenia prawa nakładającego 150 proc. sankcji na dochody z reklamowego scamu. Petycję pod adresem 150proc.pl podpisało już ponad 92 tys. osób.
Na tej samej stronie Brzoska zamieścił też narzędzie do zgłaszania i weryfikacji fałszywych reklam. Wystarczy wejść na stronę 150proc.pl/scamwatch i zgłosić podejrzany materiał. Jego weryfikacją i wnioskiem o blokadę zajmie się zespół fundacji opiekującej się projektem polskiego modelu AI Bielik, gdzie powstały już specjalne narzędzia do sprawdzania zgłoszonych reklam. Brzoska jakiś czas temu został największym sponsorem Bielika.
Minister Gawkowski wysłał wniosek o karę dla Mety w oparciu o unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych (DSA). Ale w Polsce jeszcze nie wdrożono DSA do naszych przepisów. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ale 6 stycznia zawetował ją prezydent Nawrocki. Dlatego Brzoska nie wierzy w skuteczność DSA i stara się podejmować inne działania. „Dane, które powinny być udostępnione, nie są udostępniane. Przepisy DSA nie idą w parze z tym, co robi platforma i na czym zarabia. Koszty społeczne są tu i teraz, a prawo nie jest wymierzalne. Za kilka dni pokażemy bardzo dokładny raport, jak wiele Meta zarabia na scamie, pierwsze szacunki, jakie widziałem to ponad 20 mln zł dziennie” — mówi Brzoska w rozmowie z serwisem WNP.