29 sierpnia 1526 r. skończyła się na stulecia historia wolnych Węgier. Jedna bitwa nad brzegiem Dunaju, tam gdzie dziś schodzą się granice z Chorwacją i Serbią, unicestwiła Węgry, które ledwie 50 lat wcześniej były imperium.
Znalezienie zwłok króla Ludwika II” Bertalana Székelya to jeden z najsłynniejszych węgierskich obrazów. Martwy wygląda jak Jezus Chrystus na białym całunie, w jasnej szacie, z bladą twarzą, długimi włosami, brodą. To pokazuje, że nieszczęsny Jagiellon na węgierskim tronie przez swoją śmierć na polach pod Mohaczem zyskał legendę chrześcijańskiego męczennika.
29 sierpnia 1526 r. skończyła się na stulecia historia wolnych Węgier. Bitwa pod Mohaczem przyniosła nie tylko zagładę armii i 150-letnią okupację turecką, ale także zapaść cywilizacyjną kraju. Węgry rozdarte między imperium osmańskie a Habsburgów, a później zdominowane przez Wiedeń ponosiły konsekwencje klęski przynajmniej do 1867 r., czyli umowy dualistycznej z Austrią. A nawet do przegranej I wojny światowej i traumatycznego traktatu w Trianon w 1920 r., gdy zwycięska ententa rozdała sąsiadom pokonanych Węgrów aż dwie trzecie ich terytorium.
Po klęsce pod Mohaczem Węgry zostały rozebrane na trzy części: Królestwo Węgier pod władaniem Habsburgów i zależne od Wiednia, zabór turecki wraz z Budą — Budapeszt formalnie jeszcze nie istniał — podzielony na osmańskie prowincje, oraz Wschodnie Królestwo Węgier, które rychło zamieniło się w Księstwo Siedmiogrodu, twór wasalny wobec Turcji. Węgry aż do upadku Austro-Węgier w 1918 r. nie zaistniały jako samodzielny podmiot państwowy. Przez niemal 400 lat!
***
Katastrofa z 1526 r. nie była jednak zaskoczeniem. Od lat wszystko i wszyscy sprzysięgli się przeciw Węgrom. Łącznie z nimi samymi.
„Znalezienie zwłok króla Ludwika II” Bertalana Székelya, 1860 r.
Foto: Fot. Magyar Nemzeti Galéria, Budapest/Wikimedia
Na początku XVI w. po wspaniałym imperium Macieja Korwina, do dziś uważanego za najwybitniejszego władcę Królestwa Węgier, nie pozostało prawie nic. Zmarły w 1490 r. „król z ludu”, bo pochodzący z walecznego i ambitnego rodu Hunyadich, zmadziaryzowanej szlachty pochodzenia rumuńskiego, stworzył potęgę Węgier także za sprawą unikania wojen z Turkami. Jego ojciec János Hunyadi, genialny wódz, rozgromił Turków pod Belgradem w 1456 r., stając się bohaterem narodowym i przekleństwem Osmanów. Mátyás Hunyadi, w Polsce znany jako Maciej Korwin (od łacińskiego „Corvin”, czyli kruk, bo ten ptak występował w herbie Hunyadich), też prowadził wojny z Turcją, ale ostrożnie. Jego wódz Pál Kinizsi strasznie zbił Osmanów w bitwie na Chlebowym Polu w Siedmiogrodzie w 1479 r. i tureckie zagrożenie zostało odsunięte.
Maciej swoją siłę militarną zbudował przy pomocy 30-tysięcznej „czarnej armii” — zaciężnych zawodowców, których nazwa wzięła się od koloru zbroi. Uchodzili za najlepsze wojsko w ówczesnej Europie. Niestety, bardzo drogie, więc kolejny król — Władysław II Jagiellończyk — rozwiązał tę formację, co było pierwszym z serii nieszczęść związanych z Jagiellonami na węgierskim tronie.
Bo z Jagiellonami wielu Węgrów kojarzy postępujący upadek i ostateczną klęskę swojego kraju. Wszak po Władysławie II przyszedł nieszczęsny Ludwik II Jagiellończyk, który zginął, mając 20 lat — dokładnie tyle samo co Władysław Warneńczyk, król Polski i Węgier, zabity w 1444 r. oczywiście z rąk tureckich.
Portret Ludwika II Jagiellończyka pędzla Hansa Krella z ok. 1526 r.
Foto: Wikimedia Commons/domena publiczna
Wszyscy zdawali sobie sprawę, że Węgry chyliły się ku upadkowi, ale mało komu zależało na ocaleniu królestwa. Koterie magnackie i szlacheckie, potężniejąca frakcja habsburska i jednocześnie coraz większa nienawiść do Habsburgów powodowały, że Węgrzy zajmowali się głównie osłabianiem własnego państwa w obliczu coraz większego zagrożenia idącego znad Bosforu.
***
Papież Leon X nakłaniał do zorganizowania krucjaty antytureckiej, a jeszcze bardziej w sprawę wyprawy krzyżowej zaangażował się prymas Węgier Tamás Bakócz. W 1514 r. zwołane przez niego masy ludowe, uzbrojone i żądne walki, tak przeraziły jednak węgierskich magnatów, że natychmiast krucjatę odwołano. Na czele ludu stanął bowiem charyzmatyczny György Dózsa (żołnierz wyniesiony za zasługi w walkach z Turkami do stanu szlacheckiego), który głosił wolność wszystkich chłopów i żądał sekularyzacji dóbr kościelnych.
Gdy krzyżowcom kazano wracać do pracy w polu, ruszyli na szlachtę. Do zbuntowanego ludu dołączyli nawet szeregowi księża, a niektórzy z nich zostawali wręcz dowódcami chłopskiej armii. Powstańcy Dózsy w liczbie kilkudziesięciu tysięcy odnieśli garść zwycięstw nad wojskami magnatów, wymordowali trochę szlachty, zdobyli nieco miast, spalili parę zamków, aż wreszcie ponieśli sromotną klęskę w bitwie pod Temesvárem. Pojmany Dózsa został dosłownie upieczony żywcem na rozgrzanym żelaznym tronie jako „chłopski król”, inni dowódcy zostali zmuszeni do zjedzenia części ciała swojego świeżo zgrillowanego wodza, a chłopi w całym królestwie zostali pozbawieni wszelkich praw i stali się niewolnikami.
Pod słabymi rządami Jagiellonów magnateria i bogata szlachta potrafiły zjednoczyć się wyłącznie w obliczu chłopskiego buntu, ale nie z powodu zagrożenia tureckiego. Władysław II Jagiellończyk, umierając, zostawił państwo naprawdę w ruinie. A jego syn był dzieckiem i nie mógł rządzić samodzielnie.
Legat papieski na Węgrzech pisał do Rzymu: „Gdyby za cenę trzech forintów można było uratować kraj, nie znalazłoby się trzech ludzi, którzy chcieliby ponieść taką ofiarę”.
Turecka miniatura przedstawiająca bitwę pod Mohaczem, XVI w.
Foto: Fot. Kolekcja Pałacu Topkapı/Wikimedia
***
W 1520 r. na tron w Stambule wstąpił za to Sulejman, który doczeka się przydomka Wspaniały i okaże się najwybitniejszym sułtanem w dziejach imperium osmańskiego. Teraz nie było już ratunku dla Węgrów.
Pusty skarbiec królewski nie był w stanie opłacić armii, podczas gdy podboje militarne Osmanów stały się sposobem funkcjonowania imperium. Turecki żołnierz chciał walczyć za sułtana, pragnął zwycięstwa albo chwalebnej śmierci na polu bitwy. A że sułtan był panem życia każdego mieszkańca imperium, to uchylanie się od służby nie wchodziło w grę, każde nieposłuszeństwo zaś karano śmiercią. Armia osmańska była o wiele większa, lepiej wyszkolona i uzbrojona, miała artylerię oraz lepszych dowódców. A gdy w czasie wyprawy na jej czele stawał sam padyszach, nie mogło być mowy o odwrocie.
Dwór węgierski, świadom śmiertelnego niebezpieczeństwa, słał rozpaczliwe prośby o pomoc do Wiednia, Paryża, Watykanu. Potrzebował wojska i pieniędzy, by znów odgrywać swą rolę „przedmurza chrześcijaństwa”, ale w zamian dostawał wyłącznie słowa otuchy. Katoliccy władcy Francji i cesarstwa toczyli właśnie między sobą wyczerpujące „wojny włoskie” o dominację nad Półwyspem Apenińskim i nie mieli głowy do walki z islamem.
Z kolei Kościół, przerażony Marcinem Lutrem, chciał dawać odpór reformacji, którą widział jako potężniejsze zagrożenie dla katolicyzmu niż islam.
Słabe Węgry pozostały same.
***
29 sierpnia 1526 r. pod Mohaczem, nad brzegiem Dunaju, opodal miejsca, gdzie dziś schodzą się granice Węgier, Chorwacji i Serbii, naprzeciw 80 tys. świetnie wyszkolonych żołnierzy osmańskich stanęło ledwo 25 tys. Węgrów i posiłkujących ich wojsk czeskich, serbskich, chorwackich, a także 1,5 tys. Polaków. A wszyscy razem fatalnie dowodzeni, na czele z niedoświadczonym królem.
Ci, którzy znali się na wojennym rzemiośle, postulowali stoczenie bitwy obronnej w oparciu o umocnione tabory, ale duża część szlachty rwała się do szturmu na Turków. Na czele z rozgorączkowanym arcybiskupem Pálem Tomorim, głównodowodzącym armii, acz wojskowo niekompetentnym. Słabego charakteru król dał się przekonać do ataku, mimo że sam nie wierzył w zwycięstwo.
Węgrzy ruszyli do frontalnej szarży, rozgonili oddziały tureckiej kawalerii i z entuzjazmem wpadli wprost na… niewidoczne wcześniej setki armat, których Turcy mieli pięć razy więcej niż Węgrzy. Armaty dokonały masakry. Dzieła dokończyli doskonale wyszkoleni w strzelaniu arkebuzami janczarzy, wówczas najlepsza piechota na świecie.
Po ledwo półtorej godziny węgierska armia przestała istnieć. Ci, którzy nie zginęli od armat i arkebuzów, rozpierzchli się w panice, potopili w czasie ucieczki lub zostali dorżnięci przez Turków. Zginęło siedmiu biskupów, król utonął w wezbranym po ulewnych deszczach potoku Csele, usiłując uciec z pola bitwy. Ciężka zbroja pociągnęła go wraz z koniem na dno.
Trudno powiedzieć, ilu chrześcijańskich żołnierzy poniosło śmierć w walce. Zazwyczaj mówi się o 15 tys., przy niemal dziesięciokrotnie mniejszych stratach tureckich. 2 tys. jeńców Turcy ścięli jeszcze na polu bitwy.
Armia turecka pochowała swoich zabitych i poszła dalej. Na polu bitwy pozostały tylko tysiące ciał Węgrów i zagranicznych sojuszników, gnijących i rozszarpywanych przez dzikie psy. Dopiero miłosierna szlachcianka Dorottya Kanizsai wynajęła za własne pieniądze 400 okolicznych chłopów, zwołała księży i przy ich pomocy pochowała tysiące poległych.
Dziś na miejscu rzezi stoi Narodowe Miejsce Pamięci — muzeum i symboliczne cmentarzysko ustawione z siedmiogrodzkich „kopijników”, tradycyjnych drewnianych słupków nagrobnych. Pod ziemią znajdują się masowe groby poległych w walce i wymordowanych przez Turków jeńców.
***
Na miejsce starcia nie zdążyło dotrzeć 5 tys. Chorwatów pod dowództwem świetnego wodza Krsta Frankopana, który wzywał Ludwika, by nie rozpoczynał bitwy bez jego pomocy. Ale przede wszystkim rzeź przeczekały z daleka wojska Jana Zápolyi, wojewody siedmiogrodzkiego, najbardziej ambitnego z magnatów, pragnącego korony węgierskiej bardziej niż zwycięstwa nad Turkami. Ani Ludwik II nie czekał na Zápolyę, ani Zápolya się nie spieszył na ratunek królowi, co zrodziło — niebezpodstawne — podejrzenia, że miał w tym swój interes.
Czy jego oceniane na 10-15 tys. ludzi wojsko mogło zmienić wynik starcia pod Mohaczem? Zwłaszcza gdyby zdążył też Frankopan z walecznymi Chorwatami? Tego nie wiemy, ale śmierć Ludwika II otworzyła Zápolyi drogę do tronu węgierskiego, dzięki protekcji Sulejmana zresztą, od którego zależało teraz na Węgrzech wszystko. Zápolya złożył Sulejmanowi upokarzający hołd, i to na polu feralnej bitwy, dokładnie 29 sierpnia 1529 r. — w trzecią rocznicę klęski. To najbardziej haniebny epizod wojen węgiersko-tureckich, ale Zápolya dostał to, co chciał: koronę. Co prawda już niebawem musiał czmychać z kraju przed stronnikami Habsburgów, którzy królem obwołali arcyksięcia Austrii Ferdynanda, i znalazł schronienie w Polsce, ale Węgier już nie było.
Kraj ogarnęła całkowita anarchia, bo nie tylko wojska tureckie stały się zagrożeniem dla mieszkańców królestwa, ale także sami Węgrzy, plądrujący wsie i dwory. Drobni szlachcice, a nawet ocalali z masakry dowódcy spod Mohacza, nie uchylali się przed łupieniem nawet majątków kościelnych. Wdowa po Ludwiku II, królowa Maria Habsburg, uciekła z Budy, i to bardziej przed nienawidzącymi niemieckiej dynastii Węgrami niż janczarami Sulejmana, którzy wracali do Turcji. Wśród szlachty miała nawet zapanować euforia, że skończyło się obce panowanie i pogardzany król poległ.
***
Kompletny brak wyobraźni miał się wkrótce odbić Węgrom czkawką, gdy rozpoczęły się rządy silnej ręki sułtana.
Turcy odeszli, ale wkrótce wrócili z całą mocą. W 1541 r., a dokładniej i nie bez powodu 29 sierpnia zajęli Budę i nie ruszyli się stamtąd przez kolejne 145 lat. Dzięki nim turyści korzystają dziś z dobrodziejstw budapeszteńskich wód leczniczych, bo to okupanci odkryli gorące źródła i zbudowali łaźnie. Także te istniejące do dzisiaj: Rác, Rudas i Király.
Rozbiór Węgier na trzy części skończył się dopiero w 1686 r., gdy trzy lata po wiktorii wiedeńskiej Jana III Sobieskiego armia cesarska Leopolda I Habsburga zdobyła Budę.
Ale to nie zakończyło całej historii. Węgry wpadły na kolejne ponad 200 lat w orbitę Habsburgów i aż do końca I wojny światowej nie były samodzielnym państwem. Wybuchały kolejne powstania i zrywy antyhabsburskie, w tym najkrwawsza rewolucja lat 1848-1849.
Owszem, okres monarchii austro-węgierskiej gospodarczo i kulturowo był złotą epoką madziarskiej historii, a Budapeszt stał się jednym z najwspanialszych i najszybciej rozwijających się miast Europy, ale tragedia Mohacza nadal żyła w pamięci i poranionych węgierskich sercach.




