Mateusz Morawiecki „łowił” wśród posłów, którzy wydawali się być na straconej pozycji przed kolejnymi wyborami. — Rozmawiał z nimi i zaszczycał ich swoją uwagą. Dał im nadzieję, że załatwi dobre miejsce na liście PiS-u lub poza partią. Ta strategia była bardzo czytelna — mówi Jacek Gądek w najnowszym wydaniu „Stanu Wyjątkowego”.
Kto nie dał złamać się Jarosławowi Kaczyńskiemu i podążył za Mateuszem Morawieckim? — Ta grupa jest specyficznie dobrana — mówi Kamil Dziubka, tłumacząc, że są w niej osoby skonfliktowane z ważnymi ludźmi PiS.
Andrzej Stankiewicz ocenia, że wielkość grupy Morawieckiego „nie jest sukcesem prezesa Kaczyńskiego”. — Ja myślałem, że on odwleka egzekucję także dlatego, bo przeciąga ludzi Morawieckiego na swoją stronę — mówi Stankiewicz, dodając, że przeciągnięcie Daniela Obajtka z powrotem na stronę PiS wydawało się pewnie
— Mamy jeszcze panią poseł Anitę Czerwińską — dodaje Dziubka. — Związaną z ruchem smoleńskim i Gazetą Polską. Podobno wewnętrznie była krytyczką wielu działań partii. Po czym, po ostatnim posiedzeniu Sejmu, pierwsza pobiegła do Błaszczaka i podpisała lojalkę.
Więzy rodzinne, znajomi, byli ministrowie
Zachowanie posłanki nie dziwi Stankiewicza. — To było pewne. Nie jest natomiast sukcesem to, że nie zredukowali grupy Morawieckiego o połowę. Słyszę oczywiście ich tłumaczenia — mówię o „maślarzach”, ludziach lojalnych wobec Kaczyńskiego — że to jest z jednej strony towarzystwo znajomych Mateusza Morawieckiego, takich jak Janusz Cieszyński (gdzieś tam [ich] tatusiowie się znali z Solidarności Walczącej), jak Piotr Müller, czyli były rzecznik. Że to są jego, Morawieckiego, ministrowie — jak Buda i Horała.
Z drugiej strony, kontynuuje Stankiewicz, za Morawieckim poszli ci, „którzy dostali rozmaite rzeczy za rządów PiS-u”. — Jakaś rodzina w spółce Skarbu Państwa, ktoś otrzymał pomoc w załatwieniu np. kredytu itd. Morawiecki robił takie rzeczy. Nie zmienia to faktu, że po pierwsze nie udało się jego grupy połamać. Ale tam brakuje kilku osób: Piotra Glińskiego czy Adama Bielana. Czyli tych ludzi, których uważaliśmy wewnątrz ścisłych władz PiS-u za generalnie przychylnych Morawieckiemu. Ich nie ma w tym rozłamowym projekcie. Dominika [Długosz – red.] uważa, że Bielan był wtyką — mówi Stankiewicz.
— Bielan zawsze jest wtyką — uściśla swoją opinię Dominika Długosz, a Stankiewicz się z nią zgodza.
Jacek Gądek zauważa, że Adam Bielan już kiedyś porzucał PiS na rzecz ugrupowania Polska Jest Najważniejsza. — A że teraz nie porzuca, to musiał dojść do wniosku, że poza PiS-em nie ma realnego życia.
— O Bielanie się mówiło, że to jest kabel, który nadaje na dwie strony — dodaje Dziubka.
Konflikty w regionach
Stankiewicz zastanawia się, na ile Morawiecki będzie potrafił budować struktury niższego szczebla.
— My widzimy górę, a żeby zbudować jakiekolwiek formacje, trzeba mieć ludzi też na dole. Na ile oni są w stanie, mówię o ludziach Morawieckiego, utrzymać jakieś poparcie wśród radnych? I na ile są w stanie pojechać dzisiaj do wyborców PiS-u i skonfrontować się z nimi? Bo wyborcy PiS-u w dużej mierze uznają ich zdrajców. Na ile są w stanie zbudować struktury i na ile będą wiarygodni w elektoracie? — pyta Stankiewicz.
Dziubka zastanawia się, dlaczego Kaczyńskiemu nie udało się przekonać do pozostania w PiS-ie większej grupy posłów.
— Rodziny polityków PiS-u były upychane tonami w spółkach Skarbu Państwa za rządów PiS-u, a teraz tego nie ma. Pamiętam, jak była „piątka dla zwierząt” i Terlecki próbował łamać kołem senatorów i posłów sprzeciwiających się. „Twoja żona, córka, syn stracą robotę”. Oni wszyscy gdzieś byli, a teraz już nie są — zauważa Dziubka i dodaje:
— Ta grupa jest specyficznie dobrana, bo to są przede wszystkim ci wierni „harcerze”. Ale też ludzie w regionach, którzy mają rozmaite konflikty w swoich województwach. Świętokrzyskie jest takim koronnym przykładem. Za Morawieckim stał dzisiaj poseł Cieślak, kiedyś związany z Bielanem. I teraz nagle poszedł do Morawieckiego. Dlaczego? Dlatego, że ma konflikt z Anną Krupką. Ma też konflikt, chyba potężny, z obecną marszałek województwa świętokrzyskiego. Jest pan Lipiec, też świeży narybek, młoda siła polityczna — też skonfliktowany z Krupką — wylicza Dziubka.
Stankiewicz zauważa, że Jarosław Kaczyński jeszcze niedawno szacował wpływy grupy Morawieckiego na 20 lub 20 kilka osób. — To miały być związki towarzysko-rodzinne. Reszta to są posłowie, którzy byli sfrustrowani swoją sytuacją w terenie i dlatego szukali patrona. Wy mówicie o świętokrzyskim. Poseł Cieślak bardzo mocno rekrutował radnych w tym regionie. Do Kaczyńskiego dotarły głosy ze Świętokrzyskiego, gdzie wiceprezesem partii z jego nadania jest „jego kaprys” — Anna Krupka. Ona ma tam ucho przyłożone. I z Dolnego Śląska, gdzie mają przyłożone ucho Elżbieta Witek i Anna Zalewska. On usłyszał, że tam trwają rekrutacje nie do stowarzyszenia, ale do partii Mateusza Morawieckiego. Podam jeszcze jeden przykład: Sylwester Tułajew. Absolutnie z gruntu pisowiec. Jest posłem z Lublina, ale nienawidzi Czarnka, więc to go doprowadziło do grania z Morawieckim.
Kuszenie w ławach
Gądek ocenia, że ludzie z grupy Morawieckiego mieli czytelną strategię.
— Mówili, że łowią w okręgach, gdzie PiS traci mandat. Szukano więc posłów, którzy nie mają perspektywy z list PiS-u wejść do Sejmu. Morawiecki do nich chodził, przekonywał i dawał im perspektywę, że on im albo zapewni dobre miejsca na liście PiS-u albo poza PiS-em.
Według Gądka wydaje się naturalne, iż w ten sposób Morawieckiemu udało się zebrać 40-50 szabel. — To są ci, którzy byli na straconej pozycji. To jest naturalne łowisko dla Morawieckiego. Przesiadał się do tych ostatnich ław w Sejmie, rozmawiał z tymi ludźmi, którzy w życiu nie dostąpili zaszczytu rozmowy twarzą w twarz z Jarosławem Kaczyńskim. A Morawiecki ich zaszczycał [swoją uwagą – red.] i ich przyciągnął. No i oni potem organizowali spotkania, rekrutowali ludzi w terenie. Czuli bardzo dowartościowani. No i na tej liście 45 osób są nieznane szerzej nazwiska, ale to jednak są posłowie PiS-u.
Czym jest „Stan Wyjątkowy”?
„Stan Wyjątkowy” to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutują o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i „Newsweeka” zapewniają słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulis polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.
Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Zapisz się na newsletter „Stanu Wyjątkowego”




