Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Paweł Kukiz mówi, co stanie się z Polską 2050. „Proces konsolidacji jest nieunikniony” – Wprost

Paweł Kukiz mówi, co stanie się z Polską 2050. „Proces konsolidacji jest nieunikniony” – Wprost

14 stycznia, 2026
Kursy walut 14 stycznia 2026. Po ile dolar i euro? – Biznes Wprost

Kursy walut 14 stycznia 2026. Po ile dolar i euro? – Biznes Wprost

14 stycznia, 2026
64-latek zasłabł na mrozie. Psy nie opuściły go nawet na chwilę

64-latek zasłabł na mrozie. Psy nie opuściły go nawet na chwilę

14 stycznia, 2026
Strefa Czystego Transportu w Krakowie. Co zdecydował sąd?

Strefa Czystego Transportu w Krakowie. Co zdecydował sąd?

14 stycznia, 2026
Spór wokół Grenlandii. Emmanuel Macron o „bezprecedensowym efekcie domina”

Spór wokół Grenlandii. Emmanuel Macron o „bezprecedensowym efekcie domina”

14 stycznia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Paweł Kukiz mówi, co stanie się z Polską 2050. „Proces konsolidacji jest nieunikniony” – Wprost
  • Kursy walut 14 stycznia 2026. Po ile dolar i euro? – Biznes Wprost
  • 64-latek zasłabł na mrozie. Psy nie opuściły go nawet na chwilę
  • Strefa Czystego Transportu w Krakowie. Co zdecydował sąd?
  • Spór wokół Grenlandii. Emmanuel Macron o „bezprecedensowym efekcie domina”
  • „Belvederegate”. Białoruska opozycja pokłóciła się o spotkanie u Nawrockiego
  • Sami sobie zgotowali ten los? Tak posypały się wybory w Polsce 2050
  • „Czuję zażenowanie gdy prawi pani morały” – Wprost
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Wrócili do Polski, ale to nie miało sensu. „Kazali mi zapomnieć o anielskich nastrojach”
Wrócili do Polski, ale to nie miało sensu. „Kazali mi zapomnieć o anielskich nastrojach”
Aktualności

Wrócili do Polski, ale to nie miało sensu. „Kazali mi zapomnieć o anielskich nastrojach”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości18 października, 2025
Wrócili do Polski, ale to nie miało sensu. „Kazali mi zapomnieć o anielskich nastrojach”

Konrad i jego żona powrót z Wielkiej Brytanii do Polski mieli w głowach od lat. Chcieli kupić dom i zamieszkać bliżej rodziny. Wrócili do kraju pełni nadziei na nowe życie. I szybko zderzyli się z rzeczywistością.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Foto: Newsweek

Puste półki, a jeśli już coś stało, to ocet. – Wzięłam 4,5-letniego syna za rękę i przez Niemcy wyjechaliśmy do męża, który był już w Kanadzie u brata – Joanna wspomina swoją emigrację z 1991 r.

Rodziców do wyjazdu nie namówiła. Odwiedzali ją, czasem zostawali i po trzy miesiące, ale zawsze odliczali dni do powrotu.

Najpierw umarł ojciec, potem udaru dostała matka. Joanna rzuciła pracę i przyjechała do Szczecina. Przede wszystkim zająć się matką, ale też zobaczyć w Polsce cztery pory roku i sprawdzić, czy to dla niej. Zachwycała się długo – cenami, jedzeniem i poziomem usług. Spacerowała po mieście i mówiła, że wszystko jest „so beautiful”.

Dziś, po kilkunastu miesiącach, stwierdza, że to jednak kraj dla ludzi z pieniędzmi, a takich jest niewielu – wykonują najlepsze zawody albo przywieźli kasę z zagranicy tak jak ona.

Matkę pochowała półtora roku temu. Zmarł też jej mąż. Dzieci wyprowadziły się z domu w Kanadzie w różne zakątki kraju. Została sama i teraz waży, co dalej. – Jestem między dwoma światami – mówi.

Obca tam, obca tu

Rano ma jeszcze energię do Polski. Wstaje, idzie na markecik, dosiada się do staruszków na ławeczkach, próbuje zagadywać.

W południe mija jej zapał do ojczyzny. – Za pogodę ducha i otwartość płacę docinkami: „Co się tak paniusia uśmiecha?” – opowiada.

Zatrudniła się w zawodzie – jako higienistka dentystyczna, głównie dla ubezpieczenia. Kiedy zaczęła zarabiać w złotówkach, uzmysłowiła sobie, że nie wie, co by zrobiła, gdyby nie oszczędności z Kanady. W gabinecie usłyszała od współpracowników, że niepotrzebnie szczerzy zęby i za dużo gada. – Szybciutko sprowadzili mnie na ziemię i kazali zapomnieć o anielskich nastrojach. Jestem dla nich Polką z Kanady – mówi i dodaje, że tam też była obca, bo nawet po 30 latach zdradzał ją akcent.

Nigdy jednak nie czuła się dyskryminowana, bo Kanada to kraj emigrantów. Miała koleżanki z Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki i Indii. – Każdy był skądś i się szanowaliśmy. A tu przez to, że kiedyś wyjechałam, dokuczają mi w pracy. Sądzą, że przyjechałam z workiem pieniędzy, więc powinnam radzić sobie sama. Polacy nie lubią, jak się komuś powodzi. Tymczasem wracającym po tylu latach wcale nie jest lekko – uważa Joanna.

Często nie mają już rodzin lub nie mogą na nie liczyć i jeśli powinie im się noga, znikąd pomocy. Doszło więc do tego, że nikomu już nie ufa i cały czas się czegoś boi: pijaków pod sklepami z alkoholem, które są na każdym rogu, wieczornych powrotów tramwajem, parkowania w niestrzeżonych miejscach. Raz zaparkowała, to urwali jej wszystkie lusterka. – Może dlatego, że samochód sprowadziłam z Kanady – zastanawia się.

W torebce ma gaz, na policję nie liczy, z jej obserwacji wynika, że w potrzebie nigdy jej nie ma. Przestała prosić o pomoc na ulicy. – W Kanadzie każdy ci pomoże, tu ludzie na siebie warczą. Cała nadzieja w młodych, ci są inni – uważa.

Z czasem zaczęła zauważać kolejne niuanse: administracyjny bałagan oraz specyficzny porządek architektoniczny – wille za murami i osiedla za płotami. – Ludzie dystansują się tu od siebie nie tylko na ulicach. I jeszcze te kolejki do lekarza, nie można się doczekać, a kogo stać na prywatną służbę zdrowia? – pyta.

Choć jest katoliczką, krytycznie patrzy na polski Kościół rozpychający się łokciami w przestrzeni publicznej, zamykający ulice w Boże Ciało, pukający do drzwi po kolędzie. – W Kanadzie każdy ma swoją religię, ale nikt się nikomu nie narzuca – opowiada.

Mimo tego wszystkiego nie wie, czy wracać. Mogłaby w Polsce kupić wygodne gniazdko i spędzić w nim starość. – Byłoby mnie stać, żeby dobrze żyć, ale nigdy nie będę już przynależeć do żadnej grupy – uważa.

Jeśli wyjedzie, ostatnie lata spędzi zapewne w domu spokojnej starości, bo – jak mówi – w Kanadzie tak się robi. – Przed podjęciem ostatecznej decyzji o powrocie z emigracji polecam przyjechać do Polski na rok, żeby zrozumieć, co to za kraj i czy ma się na niego ochotę – radzi.

Na razie i tak nie wyjedzie, ciągną się za nią sprawy administracyjne związane ze śmiercią matki. Poza tym przywiozła z Kanady psa. – Ma 13 lat i nie wyobrażam sobie, żeby zabierać go w tak długą podróż – mówi.

Przyjechać na chwilę

Z ostatnich danych GUS wynika, że na koniec 2023 r. za granicą dłużej niż 12 miesięcy przebywało 1,56 mln Polaków. To delikatny wzrost – o 42 tys. – w porównaniu z rokiem poprzednim.

Aż 94,3 proc. z tej liczby stanowią emigranci wybierający wyjazdy do krajów europejskich, przede wszystkim do Wielkiej Brytanii (440 tys.), Niemiec (436 tys), Holandii (128 tys.), Norwegii (80 tys.) i Irlandii (68 tys.). Najbardziej wzrosła popularność Holandii (33,4 proc.) i Szwajcarii (37,8 proc.).

Z dostępnych analiz wynika również, że Polacy coraz częściej zamiast na stałe wyjeżdżają na chwilę, żeby zarobić i wrócić do kraju. A potem znów jadą po raz kolejny.

Żal do Polski

Konrad w Polsce pracował tylko przez chwilę po studiach, a potem już wyłącznie na Wyspach. Zaczynał w 2014 r. w magazynie za najniższą krajową. Dopiero dziewiąta rozmowa kwalifikacyjna dała mu pracę zgodną z wykształceniem. Dziś zarabia jako inżynier przy dużych, międzynarodowych projektach: stadionach, lotniskach, wieżowcach, bazach wojskowych i nowoczesnych więzieniach.

Powrót do Polski mieli z żoną w głowach od lat, chcieli kupić dom i zamieszkać bliżej rodziny. W decyzji pomógł im covid – ceny nieruchomości wystrzeliły, a pod drzwiami ustawiały się kolejki chętnych. W dodatku rodzina się im powiększyła. Wrócili do kraju pełni nadziei na nowe życie. Konrad pracował zdalnie – przed wyjazdem założył na Wyspach spółkę, żeby nie mieć problemów z regulacjami podatkowymi. W Polsce wynajęli mieszkanie i przymierzyli się do kredytu. – W głowie kupowałem już działkę, a żona urządzała dom – mówi. Wtedy dowiedzieli się, że wraz z brexitem w polskich bankach zaszły pewne zmiany. – Wcześniej nie było problemów, żeby udzieliły kredytów na podstawie zaświadczeń o zarobkach w funtach. W 2021 r. przestały to robić. Trzeba było zarabiać w złotówkach albo w euro – opowiada Konrad.

Zaczął szukać pracy w Polsce, ale szybko przeliczył, że będzie zarabiał trzy razy mniej, co oznacza, że żaden bank nie da mu kredytu potrzebnego do kupna domu. – Byliśmy zszokowani i sfrustrowani – wspomina.

Rozpoczęli poszukiwania kraju, w którym banki poszłyby im na rękę. Trwało to ponad rok. – W Polsce odczułem społeczne oczekiwanie, że powinienem zarabiać po polsku, czyli mało, żona powinna iść do pracy, a dziecko trafić do żłobka lub przedszkola tylko po to, żeby spełnić warunki banku i mieć zdolność kredytową. Absurd. Chcieliśmy stabilności i czasu dla dzieci, a nie życia pod dyktando bankowych wymogów – opowiada.

Wybrali Hiszpanię. Za 140 tys. euro kupili 80-metrowy dom godzinę od Alicante. Dodatkowe koszty związane z zakupem i przeprowadzką wyniosły ok. 25 tys. euro. Wkład własny musiał być duży, ok. 45 proc. Kredyt – 98 tys. euro – dostali bez problemu. Dziś płacą 450 euro miesięcznie. Dla porównania, w tamtym czasie w Polsce rata kredytu hipotecznego na podobną kwotę (ok. 410 tys. zł) wynosiła 3200-3500 zł miesięcznie (ponad 800 euro), a całkowita spłata po 25 latach – ok. 1 mln zł. – W Hiszpanii oddajemy bankowi połowę tego, co musielibyśmy spłacić nad Wisłą – mówi Konrad.

Ma żal do Polski. – Słyszymy: wracajcie, a w praktyce Polak z pieniędzmi i doświadczeniem nie może nawet kupić domu w swoim kraju. Chciałem mieszkać bliżej rodziny, na ziemi przodków, ale skoro system to uniemożliwia, musiałem wybrać miejsce, gdzie żona i dwójka dzieci mogą mieć dach nad głową – tłumaczy.

Ich sąsiedzi to kilka hiszpańskich rodzin oraz głównie emeryci i przedsiębiorcy z różnych krajów: Niemiec, Wysp Brytyjskich, Belgii, Danii, i Holandii. Niektórzy mieszkają tam na stałe, inni przyjeżdżają tylko na wakacje.

– Wyjechać za granicę bez kontaktów, bez znajomości, bez rodziny, bez wsparcia – to ogromne wyzwanie i akt odwagi – uważa Konrad. – Tylko ktoś, kto sam to przeżył, wie, ile kosztuje zaczynanie wszystkiego od zera w obcym kraju – dodaje i wylicza, że emigracja to codzienne zmaganie się ze strachem, z niepewnością i własnymi słabościami, ale też nauka, że można sobie poradzić nawet tam, gdzie wszystko jest obce.

Uważa też, że Polska nie korzysta z siły ani doświadczenia wracających po latach. Być może jeszcze wróci do kraju, ale obawia się, że na wiele rzeczy będzie już wtedy za późno. – Rodzice i dziadkowie żyją, a za kilka lat może ich już nie być. Nasze dzieci są małe i tego wspólnego czasu z rodziną nie da się nadrobić – dodaje.

Jak wróci, to na wakacje

Ania z Sosnowca męża Anglika poznała na Wyspach. Wyjechała 15 lat temu, bez znajomości języka, na trzy miesiące. Zbierały z koleżanką kwiaty. Kiedy po tygodniu dostała wypłatę odpowiadającą dwumiesięcznej pensji w Polsce, nie chciała wracać. Rozbierała kraby na mięso, sprzątała w pubie, była księgową w sklepie z kafelkami. W końcu została opiekunką starszych osób. Polubiła odpowiedzialność za czyjeś życie i postanowiła nauczyć się fachu. Zrobiła kilka szkoleń, potem ukończyła studia, zaczęła kierować dużymi domami pomocy społecznej i układać pracę kilkudziesięcioosobowym zespołom.

Mąż zakochał się w Polsce i jej czterech porach roku. Chcieli przenieść się na Śląsk, kupili tam dom za gotówkę. Mówił Ani, że z jej doświadczeniem i znajomością angielskiego szybko znajdzie robotę, a on może pracować zdalnie.

Problemy zaczęły się szybko. Długo czekali na zarejestrowanie stałego pobytu w kraju, a pieczątka z urzędu wojewódzkiego nie przekonywała strażników granicznych na lotnisku. – Powiedzieli mężowi, że nie może sobie z takim dokumentem latać do Polski wte i wewte, więc radzą mu wsiąść w samochód, może w ten sposób jakoś to przejdzie – opowiada Ania.

Wsiadał więc w auto i nie było go cztery miesiące, bo częste dojazdy samochodem nie wchodziły w grę.

Ania szukała pracy ponad rok. Nie potrafiła połapać się w przepisach, donosiła kolejne zaświadczenia, tłumaczyła brytyjskie dyplomy, a kiedy w końcu uzbierała kompletną teczkę, usłyszała w urzędzie pracy, że jest niezatrudnialna. – Pani w okienku stwierdziła, że w małym mieście na Śląsku nie ma pracy dla osób z moimi kwalifikacjami. Jeśli już, to mogę zostać sprzątaczką – wspomina.

Kiedy poinformowała urząd, że chce wyjechać na trzy tygodnie do męża, wyrejestrowali ją z listy bezrobotnych.

W końcu coś znalazła. W hotelu mówili, że będzie recepcjonistką, ale szybko się okazało, że potrzebują stróża nocnego. Szukała dalej. Na rozmowie kwalifikacyjnej w przychodni zapytali, po co w ogóle z takim wykształceniem stara się o stanowisko recepcjonistki. Spróbowała więc w zawodzie. Do agencji zajmującej się osobami starszymi zadzwoniła w piątek. Ogłoszenie znalazła w internecie. Kazali przyjść w poniedziałek. W ciągu dwóch godzin dostała listę z adresami i numerami telefonów pacjentów. Nikt nie pytał jej o referencje ani nie prosił o zaświadczenie o niekaralności. – Nie wiedzieli, jak wyglądam ani kim jestem. W Anglii to by nie przeszło. Przecież mogłam być psychopatką – mówi.

Zaczęła pracować za najniższą krajową. Miała źle ułożony grafik, w ciągu dnia długie przerwy, nie było jej w domu siedem godzin, płacili za trzy. Dojazdy – 45 minut w jedną stronę – na własny koszt. Popracowała tak trzy tygodnie. Potem ktoś polecił ją do opieki nad starszą panią. Na czarno. Szybko zrezygnowała, potrzebowała ubezpieczenia.

W końcu poszła do DPS. Kierownik powiedział, że jej kwalifikacje go nie interesują i może zaproponować zatrudnienie na najniższym stanowisku.

Mąż widział, że jest jej ciężko. Powiedział, że mogą wrócić do Anglii. W pewien piątek zaktualizowała profil na portalu społecznościowym skoncentrowanym wokół tematów zatrudnienia. Do końca dnia odebrała pięć telefonów. Dwa dni później miała nową pracę. Wróciła na Wyspy i dziś kieruje 27-osobowym zespołem w domu opieki społecznej. – Dyrektor często dziękuje mi za pracę i mówi, że nie wie, co by beze mnie zrobił. W Polsce osoby na wyższych stanowiskach mają ludzi za nic – uważa.

Jeśli wróci, to na wakacje.

Depresyjna rzeczywistość

– Wiele osób za granicą nie podejmuje decyzji o powrocie, dostaje depresji i zatraca się w tym – uważa Magda.

Wyjechała z Krakowa na studia do Irlandii i spędziła w niej 10 lat. Skończyła marketing i analizę danych, pracę znalazła w tym drugim zawodzie. Irlandzki rynek jest mały, nie miała możliwości rozwoju, poza tym nie zamierzała spędzić całego życia w jednym miejscu i chciała sprawdzić na własnej skórze, jak żyje się w Polsce.

Wróciła przed rokiem i szybko znalazła pracę, ale przeżyła szok, kiedy dowiedziała się, ile będzie zarabiać. – Standard życia w Polsce jest niski. Ludzie nie wiedzą, że to wszystko może wyglądać dużo lepiej – mówi.

Uderzała w kolejne ściany. – Nikt się tu do siebie nie uśmiecha, więc ja też przestałam się uśmiechać i stałam się smutna – opowiada i dodaje, że ma problem z polską zazdrością. – Zauważyłam ją nawet w swojej rodzinie. Boję się powiedzieć, że coś mi się udało, żeby nie budzić w ludziach złych emocji – opowiada.

Próbuje sobie przypomnieć, jaka była, zanim wyjechała z Polski. W końcu dochodzi do wniosku, że dominowało u niej negatywne nastawienie. – Ale potem przestałam zadawać się z ludźmi z Polski i stałam się bardziej międzynarodowa – tłumaczy.

W Polsce straciła poczucie bezpieczeństwa. Jest singielką i wszyscy przestrzegają ją, żeby uważała. – Znajomi powiedzieli, że wychodząc z domu w zimie, zawsze muszę zostawić zapalone światło, inaczej mnie okradną – mówi i dodaje, że w kamienicy, w której mieszka, wisi na klatce kartka z napisem: „Uwaga na złodziei”.

Zamierza wyjechać, ale nie wie jeszcze dokąd. Niby mogłaby wrócić do Irlandii, czuje, że tam jest jej dom, ale nie chce wracać w miejsce, w którym już była. – Może zostanę cyfrową nomadką i będę mieszkać w różnych krajach – zastanawia się. – Wiem za to, że do Polski już nigdy nie wrócę. A tam, gdzie będę, nie będę szukać rodaków. To przykre i smutne, ale dla mnie prawdziwe – kończy.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
23

01.06.2025

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Sami sobie zgotowali ten los? Tak posypały się wybory w Polsce 2050

Sami sobie zgotowali ten los? Tak posypały się wybory w Polsce 2050

Dey nigdy nie ukrywał, że był w Stutthofie. W sądzie zapytał: dlaczego teraz?

Dey nigdy nie ukrywał, że był w Stutthofie. W sądzie zapytał: dlaczego teraz?

Jarosław Kaczyński ciągle mówił o „partii zewnętrznej”. PiS właśnie się nią staje [OPINIA]

Jarosław Kaczyński ciągle mówił o „partii zewnętrznej”. PiS właśnie się nią staje [OPINIA]

Córka Julii ma 14 lat i robi jej awantury o pieniądze. „Boję się, co będzie dalej”

Córka Julii ma 14 lat i robi jej awantury o pieniądze. „Boję się, co będzie dalej”

Małgosia ma tajemnicę przed Kacprem. Boi się powiedzieć mu prawdę

Małgosia ma tajemnicę przed Kacprem. Boi się powiedzieć mu prawdę

Skąd bierze się ghosting? Psycholog tłumaczy, dlaczego czasami wolimy zniknąć bez słowa

Skąd bierze się ghosting? Psycholog tłumaczy, dlaczego czasami wolimy zniknąć bez słowa

PiS wpada we własne sidła i tego nie zauważa. „Lokalna odnoga MAGA”

PiS wpada we własne sidła i tego nie zauważa. „Lokalna odnoga MAGA”

Po Polsce 2050 został tylko sejmowy klub. Ale i on niebawem może przestać istnieć [ANALIZA]

Po Polsce 2050 został tylko sejmowy klub. Ale i on niebawem może przestać istnieć [ANALIZA]

„To mogła być zewnętrzna ingerencja w wybory”. Polska 2050 zgłasza sprawę do ABW, do akcji wkracza Hołownia

„To mogła być zewnętrzna ingerencja w wybory”. Polska 2050 zgłasza sprawę do ABW, do akcji wkracza Hołownia

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Kursy walut 14 stycznia 2026. Po ile dolar i euro? – Biznes Wprost

Kursy walut 14 stycznia 2026. Po ile dolar i euro? – Biznes Wprost

14 stycznia, 2026
64-latek zasłabł na mrozie. Psy nie opuściły go nawet na chwilę

64-latek zasłabł na mrozie. Psy nie opuściły go nawet na chwilę

14 stycznia, 2026
Strefa Czystego Transportu w Krakowie. Co zdecydował sąd?

Strefa Czystego Transportu w Krakowie. Co zdecydował sąd?

14 stycznia, 2026
Spór wokół Grenlandii. Emmanuel Macron o „bezprecedensowym efekcie domina”

Spór wokół Grenlandii. Emmanuel Macron o „bezprecedensowym efekcie domina”

14 stycznia, 2026

Najnowsze Wiadomości

„Belvederegate”. Białoruska opozycja pokłóciła się o spotkanie u Nawrockiego

„Belvederegate”. Białoruska opozycja pokłóciła się o spotkanie u Nawrockiego

14 stycznia, 2026
Sami sobie zgotowali ten los? Tak posypały się wybory w Polsce 2050

Sami sobie zgotowali ten los? Tak posypały się wybory w Polsce 2050

14 stycznia, 2026
„Czuję zażenowanie gdy prawi pani morały” – Wprost

„Czuję zażenowanie gdy prawi pani morały” – Wprost

14 stycznia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.